1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. O randkowaniu w dobie pandemii

O randkowaniu w dobie pandemii

Największą popularnością cieszą się serwisy randkowe. Ludzie, często z obawy przed wirusem, dłużej podtrzymują relacje wirtualnie. Rozmowa w realu prędzej czy później może obudzić potrzebę bliskości fizycznej, za którą w końcu w pandemii najbardziej tęsknimy. (Fot. iStock)
Największą popularnością cieszą się serwisy randkowe. Ludzie, często z obawy przed wirusem, dłużej podtrzymują relacje wirtualnie. Rozmowa w realu prędzej czy później może obudzić potrzebę bliskości fizycznej, za którą w końcu w pandemii najbardziej tęsknimy. (Fot. iStock)
Czaty zamiast spotkań, rozmowy wideo w miejsce trzymania się za ręce i czułego patrzenia w oczy, przyjaźń bezpieczniejsza od seksu – to kolejny etap pandemicznej rzeczywistości. O randkowaniu dobie pandemii pisze psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz.

Agnieszka wybrała mnie, bo spodobała jej się terapia jednego spotkania. Nigdy wcześniej nie korzystała z pomocy terapeuty – jak twierdzi, nie miała takiej potrzeby, była zdrowa jak ryba, pełna energii, radosna i z ogromnym apetytem na życie. Przez telefon zapytała, czy to prawda, że w dobie pandemii trafia mi się coraz więcej „czubów”. To miał być żart, ale czułam, że to śmiech przez łzy. Jak wiele innych kobiet sukcesu i singielek, Aga przed pandemią dużo pracowała, a po pracy uprawiała sport, podróżowała i była bardzo aktywna towarzysko. Żyła pełnią życia. I nagle to wszystko zniknęło. Po kilku miesiącach izolacji lęk przed wirusem zmniejszył się, za to pojawiła się samotność odczuwana niemal fizycznie.

Krok 1. Okazuje się, że tak naprawdę chodzi o wolność

– Jestem wściekła, że nie możemy spotkać się w realu – powiedziała na powitanie. – Nie mogę już patrzeć w ten cholerny monitor, który ma mi zastąpić cały świat. Nie myśl sobie, że to depresja, ale chwilami naprawdę mam już dość.

W trakcie sesji wiele razy usłyszałam zapewnienie, że na pewno nie ma depresji, jej wściekłość i smutek mieszały się jak składniki koktajlu, czułam, że sama nie wie, w którym momencie jest bardziej zła, a w którym smutna. Nie pozwalała dojść mi do głosu przez pierwsze 10 minut, próbowała mi (a może sobie) udowodnić, że wbrew wszystkiemu świetnie sobie radzi.

– Pracuję wcale nie mniej niż zwykle, ćwiczę może nawet więcej niż kiedykolwiek, nawet zaczęłam sesje jogi: jeden na jeden, bo zajęcia grupowe online to nie dla mnie. Muszę ćwiczyć w swoim tempie i mieć od razu informację zwrotną od instruktorki, żeby na bieżąco korygować błędy. Chodzę też na spacery, gadam ze znajomymi, raz w tygodniu spotykaliśmy się na drinka, na Zoomie. Wyobrażasz sobie? – Spotykaliście się? – chcę się upewnić, że czas przeszły nie był pomyłką. – Tak, od marca do maja, potem otworzyli knajpy i znowu było prawie normalnie. – Prawie? – No wiesz, te maski na paszczy i stukanie się łokciami albo butami. Nie uważasz, że to trochę dziwne? Wszyscy byliśmy coraz bardziej zmęczeni, towarzystwo zaczęło się wykruszać.

Pandemia w każdym obudziła naturalny lęk przed nieznanym. Nasze mózgi nie potrafiły uporać się z tym, że rzeczywistość tak diametralnie się zmieniła. Konieczność adaptacji, czyli wytworzenia nowych połączeń neuronów pochłania naprawdę mnóstwo energii. Nic dziwnego, że czasami nie starcza jej na nic więcej. Jednak potrzeba relacji i bycia w grupie, co jest również energochłonne, wcale nie zniknęła, a raczej się nasiliła. Drugi człowiek często jest najlepszym remedium na lęk, ale w dobie pandemii może również stać się silnym generatorem lęku o własne zdrowie i życie. Taka ambiwalencja niesie ryzyko poważnych problemów emocjonalnych.

Wiedziałam, że przede wszystkim muszę pozwolić Adze się wygadać, uwolnić te, często nieprzyjemne, odczucia i myśli, które kłębiły się w jej głowie.

– Rozumiem, że to musiało być dla ciebie trudne. Widzę, że sobie świetnie radzisz, ale sytuacja dotycząca ograniczeń pandemicznych zmienia się stale, nasilając odczucie chaosu i dezorientacji. – Już od czerwca całą paczką przesiadywaliśmy w knajpach jak długo się dało – Aga uparcie wraca do letnich miesięcy, kiedy bywało „prawie normalnie”. – Na wakacje też wyjechałam, nie dałam się zamknąć, byłam na żaglach ze znajomymi, a potem z przyjaciółką wyskoczyłam na przedłużony weekend do Amsterdamu. W końcu to miasto wolności. – Uważasz, że tu chodzi przede wszystkim o wolność? – spytałam.

Krok 2. Próbujemy ustalić, czego Agnieszce teraz najbardziej brakuje

Emocjonalna huśtawka Agnieszki sprawia, że ciągle nie udaje nam się nazwać jej problemu. Wiem, że brakuje jej spotkań towarzyskich, nowych znajomości. Wszystkim nam tego brakuje. Aga jest singielką, bycie singlem w czasie pandemii musi być trudne, zwłaszcza dla ekstrawertyków, którzy uwielbiają spędzać czas w towarzystwie.

– Czego najbardziej ci brakuje? – Przed pandemią prawie wyłącznie pracowałam i balowałam. Do domu przychodziłam tylko po to, żeby się przespać, no poza nocami, które spędzałam z facetami gdzie indziej.

Zauważyłam, że po raz pierwszy porusza temat intymności, mam ochotę zapytać ją o związki miłosne, ale gryzę się w język, a ona kontynuuje: – Często tęskniłam, żeby chociaż jeden wieczór spędzić we własnych czterech kątach, chociaż jeden weekend. Tak po domowemu: zjeść śniadanie w piżamie, potem wziąć długą kąpiel, przebrać się w wygodny dres albo nawet zostać w piżamie i wrócić do łóżka czy położyć się z książką na kanapę i przykryć kocem.

No i moje marzenie się spełniło.

Jak ci się podoba mój gustowny dres? Od pół roku z niego nie wychodzę.

– Czego najbardziej ci brakuje? – ponawiam pytanie. – Normalności. Przerażają mnie ci wszyscy kolesie, którzy kiedyś zakładali się o skrzynkę piwa, że wyskoczą z pędzącego samochodu, a dziś boją się nawet podać rękę na powitanie. Myśmy wszyscy całowali się na dzień dobry, z niektórymi zdarzało się, że to było coś więcej niż zwykły pocałunek, czasami nawet taka przyjaźń z bonusem – mówiąc to, Aga przygląda mi się uważnie. – Ostatni raz uprawiałam seks ponad pół roku temu, na wakacjach i nie z Polakiem, obcokrajowcy są bardziej odważni. – Brakuje ci intymności? – Intymność kojarzy mi się ze stałą relacją. Nie mam jeszcze ochoty na nic poważnego. Niezobowiązujące randki, partnerzy na jedną noc – do tej pory tak żyłam i bardzo mi się to podobało. Uważasz, że to coś złego? – Nie oceniam twojego zachowania. Zastanawiam się, czego ci brakuje i czy możesz to mieć w dobie pandemii. – „Tego” raczej nie – Agata stara się, żeby brzmiało to zabawnie, ale wyszło raczej żałośnie. – Dziś nawet na portalach nastawionych wyłącznie na seks ludzie chcą się przyjaźnić, a nie bzykać. Ostatnio jeden koleś zapytał, czy robiłam sobie test na COVID.

Zakażenie się w trakcie stosunku prawdopodobnie nie jest możliwe, ponieważ do tej pory koronawirus nie został wykryty ani w nasieniu, ani w wydzielinie z pochwy. Jedynie w ślinie. Najlepiej jednak mieć jednego partnera seksualnego, przynajmniej tak zalecają lekarze. Ale dla większości młodych ludzi seks z nowymi osobami jest regularną częścią życia. Dziś to już nie takie proste. Czy można i jak znaleźć złoty środek między całkowitą abstynencją a bezmyślną pobłażliwością?

Krok 3. Randki i seks w dobie pandemii wymagają dużo odwagi

Kiedy rzucam, że może coś „bardziej stałego” byłoby jakimś wyjściem, Aga stwierdza, że wcale nie wie, czy chce mieć rodzinę, a jeśli już – to za parę lat. Jest przekonana, że dla niej za wcześnie na jakąkolwiek stabilizację. Za miesiąc skończy 25 lat i bycie singlem to jej styl życia.

– Jeśli twierdzisz, że coś stałego to remedium na intymność w pandemii, to jesteś w błędzie. Mam kilkoro znajomych, którzy są we w miarę stałych zobowiązaniach (jestem zaskoczona jak dziwnej nazwy użyła), na przykład jedna moja kumpela ma narzeczonego Włocha, widzieli się ostatnio w wakacje, po pojawieniu się drugiej fali koleś zamknął się w domu i odmawia kontaktu. Druga ma chłopaka lekarza, który pracuje na oddziale covidowym i od września znowu nie mieszkają razem, a od marca nie uprawiali seksu, bo on nie chce jej zarazić. No i jest jeszcze moja najbliższa przyjaciółka, ta to ma przerąbane – jej facet ma żonę i dziecko. Domyślasz się, że od początku pandemii siedzi zamknięty jak skazaniec z rodzinką. Raz nawet udało im się spotkać, ale nawet nie zdjął maseczki, Olka płakała chyba z tydzień. – Masz pomysł, czy i jak można poznawać nowych ludzi w dobie pandemii? – Pytasz mnie o randki w czasach zarazy? Brzmi fajnie, ale raczej jako tytuł filmu albo książki. Nie mam pojęcia, jak ludzie to robią, u mnie w zasadzie w tym temacie posucha.

Czy da się randkować z widmem koronawirusa za plecami? A jeśli tak, to w jaki sposób? Okazało się, że dziś największą popularnością cieszą się serwisy i aplikacje randkowe. Ludzie, często z obawy przed wirusem, dłużej podtrzymują relacje wirtualnie, pewnie też dlatego, że chcą się lepiej poznać, nabrać zaufania. Rozmowa w realu prędzej czy później może obudzić potrzebę fizycznej bliskości, w końcu za tym w pandemii najbardziej tęsknimy. Nie ma niczego złego w tym, że decydując się na spotkanie, chcemy dowiedzieć się o tej osobie jak najwięcej, np. czy nosi maseczkę, czy pracuje zdalnie, czy często spotyka się z innymi ludźmi, czy wyjeżdżała ostatnio za granicę.

– Przy tym ostatnim razie, o którym mówiłam, nie było wielkiego romantyzmu, poszliśmy na piwo, a potem on spytał, czy idziemy do niego, czy do mnie. – Z tego co opowiadasz, wcześniej w podobny sposób realizowałaś swoją potrzebę intymności. – Zgoda, ale dziś wymaga to dużej odwagi.

Krok 4. Jak będzie, gdy pandemia już się skończy?

Nasza sesja powoli dobiega końca. Agnieszka chyba zaufała mi na tyle, na ile była w stanie.

– Mam nadzieję, że nie za bardzo wylewałam na ciebie te swoje gorzkie żale. Cieszę się, że mogłam to zrobić. Chyba lżej mi na duszy. Czy żałuję, że nie mam stałego związku, który sprawdziłby się w dobie pandemii? Absolutnie nie. Jakoś sobie poradzę, na razie sama. Mam w szafce przy łóżku sporo zabawek dla dorosłych.

Agnieszka bardziej boi się tego, co będzie po pandemii. – Jeden koleś z Tindera umówił się ze mną na randkę po tym, jak pandemia się skończy. Powiedziałam mu, że wtedy mogę być już za stara na randki.

Rozmawiamy o tym, że kiedy już to wszystko minie, prawdopodobnie nie wyjdziemy wszyscy na ulicę i nie będziemy rzucać się sobie w ramiona.

– Może zaszczepieni będą kochać się tylko z zaszczepionymi? – i znowu słyszę ten śmiech przez łzy... – A jak byś chciała, żeby było? Zamknij oczy i spróbuj to sobie wyobrazić…

Autoterapia dla randkujących w dobie pandemii

Przede wszystkim zadaj sobie pytanie, czego tak naprawdę najbardziej ci brakuje: spotkań towarzyskich, poznawania nowych ludzi, randek, a może kontaktów intymnych? Dopiero kiedy zrozumiesz, za czym tęsknisz i czego potrzebujesz, będziesz mógł zastanowić się, czy i jak można to zrealizować w dobie pandemii.
  • Bądź szczery z samym sobą: nie ukrywaj swoich obaw czy lęków, nie zgrywaj bohatera. Nie masz się czego wstydzić, masz prawo rozmawiać o wirusie, o swoich obawach, o swoich warunkach, o bezpieczeństwie swojego zdrowia i życia. Kontaktuj się z ludźmi w taki sposób, żeby to było przyjemnością, a nie powodem dodatkowego stresu.
  • Pandemia działa jak papierek lakmusowy. Jeśli ktoś nie traktuje tego poważnie i przede wszystkim zupełnie inaczej niż ty, to może oznaczać, że kiepsko u niego z empatią i myśleniem o potrzebach innych ludzi. Daj sobie spokój z taką osobą.
  • Pandemia zbliża osoby poszukujące miłości. Ludzie kontaktują się w taki sposób, w jaki jest to teraz możliwe. Coraz więcej aplikacji randkowych wprowadza opcje wideo na żywo. Wirtualni randkowicze pragną się lepiej poznać, są na siebie bardziej uważni, szukają przyjaźni, bo na razie jest ona bezpieczniejsza niż miłość. Korzystaj z tego, zamiast koncentrować się jedynie na tym, co zabrała ci pandemia.
Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze