1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Rozstanie – jak się rozwieść z klasą i we wzajemnym szacunku?

Rozstanie – jak się rozwieść z klasą i we wzajemnym szacunku?

Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, na 145 tysięcy ślubów zawartych w 2020 roku przypada aż 51 tysięcy rozwodów. (Ilustracja Martyna Wójcik-Śmierska)
Rozstanie to zawsze porażka pary. Ale często też jedyne wyjście ratujące każde z nich z osobna oraz ich wspólne dzieci. Pod warunkiem że nie jest niszczące. A takie, niestety, bywa. i trwa latami. Czy można rozwieść się z klasą i we wzajemnym szacunku? Zachęca do tego Akademia Dobrego Rozstania, internetowa platforma edukacyjna powstała z inicjatywy organizacji pozarządowych, terapeutów i prawników.

Urszula i Paweł, wielka licealna miłość, para z 20-letnim stażem. Małżeństwem są od lat pięciu. Na ten krok zdecydowali się dopiero po urodzeniu córeczki, gdy w ich związku pojawił się kryzys. I w pewnym sensie dlatego – ślub miał być ratunkiem. Ale stał się poważnym problemem. Bo od trzech lat nie mogą się rozwieść. Nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy. Zamierzali rozstać się w zgodzie, dopinali już podział majątku, uzgadniali opiekę nad Zuzią. I wtedy Urszula wytropiła romans męża. Co więcej, dowiedziała się, że nowa miłość rozkwitła, kiedy ona była w ciąży, i trwa w najlepsze, choć mąż zapewniał, że nie ma nikogo. Postanowiła więc wystąpić o rozwód z orzeczeniem winy. Zbiera dowody, zmienia prawników, udowadnia przed sądem, że mężczyźnie, który kłamie w żywe oczy, nie można powierzyć dziecka. Wojna trwa i jej końca nie widać. Urszula i Paweł nie są wyjątkiem. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, na 145 tysięcy ślubów zawartych w 2020 roku przypada aż 51 tysięcy rozwodów.

– Statystyki podają tylko dane dotyczące par żyjących w formalnych związkach, konkubinaty nie są brane pod uwagę, a ci ludzie też się przecież rozstają – mówi psychoterapeutka Karolina Budzik, związana z Akademią Dobrego Rozstania. – Tak więc szacujemy, że w dużych miastach, takich jak Warszawa, nawet co druga para jest w procesie rozwodowym. Ci ludzie zostawieni są sami sobie. Adwokat Robert Ofiara, zaangażowany w tworzenie ADR: – Nie ma opracowanych procedur, nie ma instytucji i miejsc, które by dawały rodzicom wsparcie. Są co prawda powiatowe centra pomocy rodzinie, ale ich działania zależą od inicjatywy urzędników, a nie od systemowych rozwiązań. Rozwodzący się mogą liczyć głównie na oddolne inicjatywy organizacji pozarządowych lub oczywiście na komercyjną pomoc terapeutyczną, na którą nie wszystkich stać. Jeśli natomiast chodzi o system prawny, to jest on niedrożny ze względu między innymi na obłożenie sądów, czas trwania postępowań czy czas oczekiwania na opinie biegłych – standardem jest tu rok. Problem leży też czasem po stronie pełnomocników, którzy nie potrafią należycie ochronić interesów klientów chcących się rozstać. Są zaprogramowani na walkę i sukces, a nie szukają ugodowych rozwiązań. To wszystko wymaga zmian.

Poradzić sobie ze stratą

Większość z rozstających się przechodzi przez ogromny kryzys psychiczny. Nie bez powodu rozwód umieszczany jest jako drugie wydarzenie – po śmierci partnera – na skali najbardziej stresujących w życiu człowieka. Te wydarzenia łączą bezpowrotna utrata czegoś ważnego i podobne etapy przejścia: zaprzeczania, gniewu, targowania się, depresji, w końcu akceptacji. Opisała je Elisabeth Kübler-Ross, badaczka pracująca z nieuleczalnie chorymi i umierającymi.

– Można więc powiedzieć, że partner, z którym się rozstajemy, dla nas umiera, że doświadczamy śmierci naszego związku, nieodwracalnej, ostatecznej – mówi Karolina Budzik.

Zaznacza, że partnerzy zazwyczaj nie przechodzą tych etapów ramię w ramię, równolegle. Jedno na przykład jest zdecydowane się rozstać, a drugie próbuje ratować związek, obiecuje, że się zmieni. W pierwszym etapie, podobnie jak w chorobie terminalnej, kiedy wiemy, że nie da się jej wyleczyć, zaprzeczamy: „Jakie rozstanie! Przecież dobrze nam się układało, to tylko jeden z trudnych momentów”. Ludzie idą na terapię, która zazwyczaj kończy się fiaskiem, bo nierównowaga jest już zbyt duża, na przykład partner pozostaje w alternatywnej relacji.

Karolina Budzik: – Pracujemy wtedy nad tym, co chyba w procesie rozstania najtrudniejsze: żeby zobaczyć perspektywę drugiego partnera, która jest zupełnie inna. Prowadzimy grupy psychoedukacyjno-wsparciowe dla osób w konflikcie okołorozwodowym. Mieszane. Co to daje? Po pierwsze, każdy z uczestników może zobaczyć, jak sytuację rozwodu przeżywają kobiety, a jak mężczyźni. Po drugie, to pomaga uzyskać dystans do swojej sytuacji oraz zrozumieć mechanizmy rozstawania i konfliktu. I w rezultacie dogadać się, zbudować relacje rodzicielskie, bo na ogół w tej rodzinie są dzieci, którymi trzeba się opiekować po rozstaniu. Powtarzam ludziom rozstającym się: rodzicami wspólnego dziecka będziecie do końca życia. Oboje.

Po fazie zaprzeczania pojawiają się silne emocje: złość, gniew, wściekłość. Bywają tak obezwładniające, że ludzie nie są w stanie funkcjonować. Potem przychodzi smutek, żal do partnera, losu, rozpacz, płacz, poczucie straty, rozczarowania.

– Niektóre osoby depresyjnie się wtedy osuwają, czasami ich stan wymaga nie tylko psychoterapii, ale nawet farmakoterapii – mówi Karolina Budzik. – W psychoterapii chodzi o to, żeby zrozumieć kłębiące się w nas uczucia. Żeby zobaczyć, że to one powodują chaos wewnętrzny, nie pozwalają nam pracować i funkcjonować w codziennym życiu. Ale też żeby dać sobie do nich prawo. Dopiero jak te uczucia się wysycą, jak pozwolimy sobie na ich przeżycie i zrozumienie, wtedy możliwy jest kolejny etap – orientowanie się w życiu na nowo, układanie swoich spraw bez partnera. Ostatni etap rozstania to pogodzenie się z losem, uznanie go za fakt i, być może, otworzenie się na nowe związki.

Ilustracja Martyna Wójcik-Śmierska

Moje, twoje, nasze

Robert Ofiara na podstawie swojej praktyki wyróżnia trzy kategorie rozwodzących się rodziców: – Pierwsza to ci, którzy chcą się rozstać w sposób chroniący dziecko, ale do końca nie wiedzą, jak to zrobić. Druga to ludzie, którzy wchodzą na ścieżkę konfliktu i chcą go jakoś rozwiązać. Te dwie grupy stanowią największy procent rozwodzących się. Trzecia natomiast, mniej liczna, ale najbardziej hałaśliwa, walczy ze sobą, odcina dzieci od drugiej strony. I tym wszystkim ludziom potrzebna jest pilna pomoc.
Jak podkreślają psychologowie, rozstanie to długi proces. Tymczasem ludzie są niecierpliwi, chcą gotowych cudownych recept. Żeby wszystko odbyło się szybko i bezboleśnie.

– Takich recept nie ma – mówi Karolina Budzik. – Każdy musi przejść tę często trudną drogę i zrozumieć, że stany, które przeżywa, to nie choroba psychiczna, tylko emocje, które są udziałem wszystkich tracących coś ważnego. Jeżeli nie przeżyjemy w pełni emocji związanych z poszczególnymi fazami rozstania, nie zezłościmy się, nie zapłaczemy, tylko będziemy te emocje dusić w sobie, to one mogą odbić się czkawką.

Ludzie rozstają się często z poczuciem uzasadnionej krzywdy. Urszula powtarza, że jej chodzi tylko o orzeczenie winy i sprawiedliwość, którą widać jak na dłoni. Bo gdyby nie romans Pawła, kryzys ich związku dałoby się zażegnać.

– Rzeczywistość na ogół nie jest czarno-biała – mówi Karolina Budzik. – Osoby zdradzone (czasem to mężczyźni) nie widzą, że druga strona ma wielkie poczucie winy, bo nie zachowała się fair i zostawiła partnera. Nie dostrzegają też swojego w udziału w doprowadzeniu do rozwodu. Zazwyczaj to, o co ich pytam, odbierają jako bulwersujące. A pytam, co takiego działo się wcześniej, przed zdradą, że do niej doszło. Być może czegoś zabrakło albo szwankowała komunikacja, bliskość i partner poszukał jej gdzie indziej. Nie mówię tu o winie, bo winę rozstrzyga sąd, ja mówię o perspektywie psychologicznej, o odpowiedzialności, jaką każdy z nas ponosi za związek. Poczucie winy ściąga w dół, nie pozwala nam się rozwijać. Jeżeli przeformułujemy je na poczucie odpowiedzialności, czyli dostrzeżemy, co zrobiłam, a czego nie, to pojawia się możliwość rozumienia drugiego człowieka, a nie szukania winnych. Możemy wtedy wzbogacić się o rozwiązania na przyszłość. Bo jeżeli wiem, co zawaliłam w tamtym związku, to w następnym będę czujna, uważna, żeby tego błędu nie popełnić.

Nieprzepracowane rozstanie takiej szansy nie daje. Kończy się na ogół, jak to określają terapeuci, recydywą rozwodową. Ludzie wchodzą w kolejne związki, często „na zakładkę”, jeszcze tkwiąc po uszy w poprzednich. I te nowe za chwilę też się sypią. Dlatego zdaniem psychoterapeutów potrzebna jest refleksja nad tym, co się z nami dzieje.

Karolina Budzik: – Osoby z poczuciem skrzywdzenia, na przykład żony alkoholików, staramy się uczyć koncentracji na sobie, pokazujemy, że są współuzależnione, bo ich życie kręci się wokół picia i niepicia. Bo często konflikt, nienawistne uczucia, które ich pochłaniają, paradoksalnie, jeszcze mocniej łączą ich z partnerem niż miłość. Stają się osią ich życia i powodują, że sprawy rozwodowe trwają kilka lat.

Bywa, że w takich związkach dochodzi do przemocy. Domagać się zadośćuczynienia czy jak najszybciej je kończyć?

– Za przemoc odpowiedzialny jest sprawca, który powinien ponieść za swoje czyny konsekwencje – mówi Karolina Budzik. – Ale w pracy psychologicznej nad sobą chodzi o co innego: o to, żeby osoba doświadczająca przemocy odzyskała siłę, żeby mogła stać się równorzędnym partnerem, a nie ofiarą. W samym słowie „przemoc” jest przekaz, że to działanie przeciwko mocy tej osoby, że ona nie potrafiła postawić granic, obronić się. I dopiero rozwód przerywa ten koszmar.

Ilustracja Martyna Wójcik-Śmierska

Odczarować rozstania

Często rodzice nie zauważają, że wciągają w konflikt dziecko, obsadzając je – zazwyczaj nieświadomie – w roli mediatora, sędziego, pocieszyciela, powiernika, terapeuty. Taki malec czuje się odpowiedzialny za konflikt między rodzicami, niejako staje się rodzicem swoich rodziców (co nazywa się w psychologii parentyfikacją). Psychologowie apelują: dziecko nie może opiekować się rodzicami, trzeba go z tej roli odbarczyć. Dorośli powinni szukać pomocy u psychoterapeuty, bliskich, a nie u dziecka. Nie każmy mu wybierać między tatą a mamą. Ono ma prawo kochać oboje rodziców.

Karolina Budzik: – Za to, jak przebiega rozwód i jak przeprowadzone jest przez ten proces dziecko, odpowiedzialni są rodzice. To nie jest tak, że ono samo sobie poradzi, zrozumie sytuację i się przystosuje. Ważne, żeby widzieć jego perspektywę, rozumieć, co przeżywa. Często mama czy tata własne uczucia przypisują dziecku, myślą, że ono przeżywa rozwód tak jak oni (to się nazywa projekcją i jest jednym z naszych mechanizmów obronnych). Tymczasem dziecko inaczej przechodzi przez tę sytuację i rodzice powinni te perspektywy umieć odróżnić. Oddzielić więź partnerską, która się skończyła, od więzi rodzicielskiej. Bo partnerami mogli być kiepskimi, a rodzicami być może są wystarczająco dobrymi. Dziecko powinno wiedzieć, co się dzieje w rodzinie, bo rozwód jego też dotyczy, na przykład wpływa na zmianę przedszkola w sytuacji przeprowadzki.

Psychoterapeuci z ADR ćwiczą z rodzicami rozmowy z dzieckiem. Chodzi o to, żeby nie ulec pokusie opowiadania z detalami, kto kogo zdradził, zawiódł, oszukał. Takie informacje nie są dziecku potrzebne, to tylko nasza potrzeba.

Bywa, że jedno z rodziców odcina drugiemu możliwość kontaktu z dzieckiem, na przykład matka alienuje syna od ojca. Brytyjscy terapeuci, Karen i Nick Woodallowie z londyńskiego Family Separation Clinic, zauważyli, że proces alienacji nie zachodzi tylko między rodzicami (alienującym i alienowanym), lecz także w umyśle dziecka. Buduje sobie ono wtedy obraz jednego rodzica jako złego, a drugiego jako dobrego, choć nie zawsze taki czarno-biały obraz jest prawdziwy i nie zawsze jego powstaniu towarzyszą konflikty między rodzicami.

Według psychologów to normalna reakcja obronna dziecka na nienormalną sytuację. Rodzice powinni znać ten scenariusz. Obserwować emocje i reakcje dziecka w trakcie rozwodu i być czujnymi, czy nie wchodzi w koalicję z jednym z nich. Twórcy ADR konstatują: ludzie rozstawali się i będą się rozstawać. Najwyższa pora, żeby im pomóc, żeby zdjąć z rozstań odium oceny.

Robert Ofiara: – Chodzi też o to, żeby dzieci nie wchodziły w dorosłe życie z obrazem rodziców plujących na siebie, żeby nie budowały potem związków zagrożonych rozpadaniem się. Ważna jest świadomość ludzi, że dzięki dobrym rozstaniom zyskują komfort życia, że jako rodzice mogą dalej ze sobą współpracować, pomagać sobie. Motywacje do zadbania o dobre rozstanie mogą być różne, ale w każdym przypadku to się opłaca. Po prostu.

Karolina Budzik: – Rozstanie jawi się nam jako bajka o żelaznym wilku. Trzeba je odczarować. Tak, to poważny kryzys. Ale każdy kryzys jest też szansą na transformację, na rozwój i być może na lepsze życie w zgodzie ze sobą. Nadal mocna jest tendencja: dla dobra dziecka się nie rozstawajmy. Niektórzy mówią: „Czekamy z rozstaniem do jego osiemnastki”. I co – ma chłonąć złą relację i z takim posagiem iść w dorosłe życie? W dodatku z poczuciem, że rodzice są razem dla niego, że się poświęcają? W ADR pokazujemy, że samo rozstanie nie jest złe, chodzi o sposób jego przeprowadzenia. I jeżeli nie da się uratować związku, o co zawsze warto zawalczyć, to trzeba ratować siebie i dziecko.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze