1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Robienie postanowień noworocznych może być odkrywczym i rozwojowym doświadczeniem

Dla niektórych postanowienia noworoczne są ważnym rytuałem i kluczowym planem rozwojowym. (Fot. iStock)
Czy ktoś jeszcze robi noworoczne postanowienia? Okazuje się, że tak i – jak przekonuje psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz – może to być naprawdę odkrywcze i rozwojowe doświadczenie.

Ulka zadzwoniła i poprosiła o spotkanie:

– Potrzebuję pomocy w zrobieniu listy noworocznych postanowień – powiedziała, a ja przez chwilę myślałam, że to jakiś żart.

– Wiem, że może ci się to wydawać dziwne, ale ja chcę w tym roku zrobić to… – zawahała się – …inaczej.

Wydawało mi się, że noworoczne postanowienia to już przeżytek. Kto ma czas i głowę, żeby zajmować się zabawą w stylu: „W tym roku rzucę palenie, będę biegać, zdrowo się odżywiać i schudnę 10 kg”?! Zwłaszcza w dobie pandemii, kiedy trudno zaplanować cokolwiek.

Krok 1. Poznajemy historię noworocznych postanowień

Kiedy połączyłyśmy się na Skypie, zobaczyłam biblioteczkę zajmującą całą ścianę, na tle której stał ogromny fotel uszak. Jego oparcie sięgało znacznie powyżej głowy Uli, wyglądała w nim jak mała dziewczynka. Miałam fantazję, że stopami nie dosięga podłogi i macha nimi, jak to czasami mają w zwyczaju dzieci.

– Tu siedzisz, kiedy pracujesz? – zapytałam. – Bardzo rzadko, zwykle pracuję z gabinetu, teraz jestem w sypialni. – Dlatego że czujesz się tu bezpiecznie? – Nie zastanawiałam się nad tym.

Od czasu do czasu brakuje mi sesji na żywo i tych wszystkich drobnych gestów, pozornie nieznaczących czynności, które wszyscy robimy, zwłaszcza w stresie, takich jak sposób pukania do drzwi, pierwsze słowa czy uważność, z jaką pacjent rozgląda się po gabinecie. Dlatego zwracam uwagę na otoczenie, które człowiek wybiera na czas sesji online. W większości przypadków to miejsce, w którym pracuje. Ula odstąpiła od tej reguły.

Próbowałam wytłumaczyć moje pytanie o poczucie bezpieczeństwa, ale stwierdziła, że to przypadek. Zauważyłam, że jej ciało się wyraźnie spięło. Ciekawa byłam, z jakiego powodu: czy to przez słowo „bezpieczeństwo”, czy może przestraszyła się, że w moim pytaniu jest jakieś drugie dno. Poprosiła, żebyśmy zaczęły.

– Już zaczęłyśmy. Nie mogłyśmy się spotkać twarzą w twarz, dlatego pytam cię o różne rzeczy, których nie mogę zobaczyć w wirtualnym świecie – wyjaśniłam. – Czy moje pytanie jest dla ciebie zagrażające? – Nie, ale nie przygotowałam na nie odpowiedzi. – Czy to źle? – Na twojej stronie przeczytałam, że Terapia Jednego Spotkania jest skuteczna zwłaszcza wtedy, gdy człowiek potrafi dokładnie wskazać i opisać swój problem. – Trochę tak jak w punkcie napraw komputerów – to skojarzenie pojawiło mi się automatycznie, a Ula zadrżała, więc dodałam: – Przepraszam, jeśli cię przestraszyłam. Chcę cię lepiej poznać, żeby łatwiej mi było cię zrozumieć. – Jasne. Wracając do mojego problemu, to w tym roku trudno jest mi zrobić listę noworocznych postanowień. – W poprzednich latach było ci łatwiej? – Mam wprawę, robię to od 30 lat, w dzieciństwie razem z babcią. Po raz pierwszy, kiedy miałam pięć lat, już trochę pisałam, ale nie znałam jeszcze ortografii i babcia natychmiast zapisała jako pierwszy punkt: opanować ortografię. – Opanowanie ortografii przez pięcioletnie dziecko? – trudno mi było ukryć zdziwienie. – Wiadomo było, że pójdę do szkoły rok wcześniej. – Babcia miała bardzo ambitne plany. – Wiele jej zawdzięczam, to ona nauczyła mnie dyscypliny i wytrwałości.

Próbowałam wyobrazić sobie małą Ulę, która uczy się zasad ortografii i idzie rok wcześniej do szkoły, zamiast bawić się lalkami, za to na sesję z terapeutą usadawia się w wielkim fotelu w sypialni. I choć wygląda w nim jak dziewczynka, to na półkach ma wiele książek z serii „jak w sześć tygodni osiągnąć wszystko, co jest możliwe do osiągnięcia”.

– Czy w tych postanowieniach noworocznych były jakieś twoje własne pomysły? – Tak, ale nie zawsze były tak dobre jak babci. „No jasne, pomyślałam, pięciolatka ma niewielkie szanse, żeby wygrać z postanowieniem opanowania ortografii jeszcze przed pójściem do szkoły”. Poczułam złość na tę babcię, ale widziałam jednocześnie, jak duży wpływ miała na moją pacjentkę.

Ula, z nieukrywaną dumą i radością, opowiadała, jak każdego roku, tuż przed spisaniem postanowień na kolejny rok, babcia „rozliczała” ją z minionych dwunastu miesięcy i jak świętowały wspólny sukces.

Krok 2. Odkrywamy drugie dno problemu. I kolejne…

Ula spędzała z babcią sylwestra i Nowy Rok. Rodzice, którzy zwykle bardzo dużo pracowali, tuż przed Bożym Narodzeniem pakowali plecaki i… wracali w okolicach 6 stycznia. Święta spędzała z rodzicami taty, a w sylwestra lądowała u babci „od noworocznych postanowień”.

– Czy spędziłaś jakieś święta z mamą i tatą? – Nie, co prawda raz, tuż po śmierci babci, ojciec spytał, czy chcę wyjechać z nimi na święta, ale wolałam zostać w domu. – Ile miałaś wtedy lat? – Dwadzieścia dziewięć, to było sześć lat temu.

Okazało się, że robienie listy noworocznych postanowień było nieodłącznym rytuałem. Nie wiedziałam zbyt dużo o rodzinie Ulki, ale czułam, że te sylwestry były ważnym i być może jednym z niewielu elementów jej rodzinnej tradycji. Oczywiście, że po śmierci babci mogła mieć z tym problem, ale starsza pani nie żyła już od kilku lat…

Poprosiłam, żeby Ulka opowiedziała mi, jak wyglądał jej dzień sylwestrowy od tego czasu. Okazało się, że babcia zmarła tydzień przed świętami. – Długo chorowała i kiedy tamtej jesieni nagle poczuła się gorzej, bałam się, że nie dożyje do Nowego Roku… – usłyszałam i poczułam, że zbliżyłyśmy się do jakiegoś trudnego momentu. Ula skuliła się, lekko drżała. Zaproponowałam, żebyśmy przez chwilę razem pooddychały, ale ona wolała wyjść na moment z pokoju. Znów poczułam, jak bardzo brakuje mi sesji na żywo. Najpierw zrobiło mi się przykro, że nie mogę zaproponować jej choćby przytulenia, a w chwilę potem przyszła refleksja, że być może nieprędko wrócę do gabinetu i trzeba w pełni korzystać z tego, co jest możliwe. Być może Ulka potrzebowała właśnie chwili odosobnienia i dzięki temu, że jest u siebie, ma zapewnione wszystko, co najlepsze.

– Przepraszam, nie lubię się mazać, musiałam umyć twarz – powiedziała po powrocie.

Miałam ochotę wytłumaczyć, że sesja jest także po to, żeby się mazać, ale wiedziałam już, że Ulka najbardziej potrzebuje wysłuchania, żebym potem mogła dać jej dokładnie to, czego potrzebuje, i dokładnie tyle, ile potrzebuje. Czasami presja formuły Terapii Jednego Spotkania (czyli jednej sesji) zwodzi mnie na manowce, sprawia, że za bardzo pozwalam się kierować własnej intuicji, a przecież to intuicja pacjenta jest ważniejsza i przede wszystkim jego zgoda na to, co ma się tu ujawnić.

– No dobrze, powiem ci, nigdy nikomu tego nie mówiłam… Kiedy babcia już była bardzo chora, chciałam poprosić, żebyśmy nie czekały do sylwestra, tylko na początku grudnia napisały listę. Z jednej strony czułam, że ona wie, jak bardzo jest chora, z drugiej – gdybym ją o to poprosiła, dowiedziałaby się, że ja też to wiem. A ona starała się robić dobrą minę do złej gry. Zrobiła się taka jakaś miękka, łagodna jak nigdy wcześniej. Zawsze była jak żołnierz, poganiała mnie, strofowała. „Moja panno, przestań dumać o niebieskich migdałach” – to jej ulubione zdanie. To było cudne, ale i straszne jednocześnie. Obiecałam sobie wtedy, że będę robić te cholerne postanowienia do końca życia. – Dla niej? – Dla niej, ale też dla siebie. To mi naprawdę porządkowało życie. Czy ty wiesz, że przez te wszystkie lata tylko raz nie udało mi się dotrzymać postanowienia? – Chcesz o tym opowiedzieć? – Tuż po śmierci babci zaczęła się gonitwa z pogrzebem. Rodzice chcieli zdążyć przed Wigilią – Ula uważnie na mnie popatrzyła, jakby czekała, aż zadam to pytanie. Milczałam, ale ona na nie odpowiedziała: – Pewnie także dlatego, że chcieli, jak co roku, wyjechać. Wiesz… już nie mam do nich żalu, o nic; ani o to, że nigdy nie spędzili ze mną świąt, ani o to, że albo byli zajęci pracą, albo sobą. W ramach postanowień noworocznych zgłębiłam te wszystkie psychologiczne kawałki dotyczące traum z dzieciństwa, wybaczania rodzicom i tak dalej. To, że w tym roku utknęłam, to zupełnie coś innego i kompletnie nie wiem, o co chodzi.

„I całe szczęście” – pomyślałam i poczułam, że z całych sił chciałabym pokazać jej, że nie musi być z tym sama, że czasami naprawdę warto poprosić o pomoc. – No więc tego roku, kiedy po raz pierwszy zostałam z tym całym bigosem sama, na początku listy napisałam: „Raz w tygodniu odwiedzać babcię” i… od dnia pogrzebu nie byłam ani razu na cmentarzu.

Krok 3. Kiedy po dużej bliskości potrzeba dystansu

Podczas tej sesji moje zdanie na temat postanowień noworocznych bardzo się zmieniło. Zrozumiałam, że choć często jest to rzeczywiście mało ważny zwyczaj, o którym pod koniec stycznia w ogóle już nie pamiętamy, to dla niektórych z nas może to być nie tylko istotny rytuał, lecz także kluczowy plan rozwojowy.

Ulka przekonała mnie, że swój sukces zawodowy zawdzięcza właśnie noworocznym postanowieniom. To dzięki nim skończyła dwa fakultety, opanowała trzy języki obce, awansowała na kierownicze stanowisko.

– Od tego pierwszego razu, kiedy babcia przekonała mnie, że opanowanie ortografii, zanim jeszcze się pójdzie do szkoły, to taki kopniak na dobry start – przez cały czas zawsze byłam krok przed wszystkimi i przychodziło mi to z łatwością. Bo kiedy inne dzieci poznawały literki, ja potrafiłam już poprawnie pisać. Kiedy uczyły się pisać, ja poznawałam zasady angielskiej gramatyki. – Zawsze krok do przodu – co to tak naprawdę dla ciebie oznacza? – Że mam zapas. Kiedy babcia namawiała rodziców, żeby posłali mnie do szkoły rok wcześniej, tłumaczyła, że jakby co, to będę mieć rok w zapasie. – Skorzystałaś kiedyś z tego zapasu? – Nie, chociaż… jeśli mi w tym roku nie pomożesz, to może będę musiała skorzystać. – Może najwyższy czas?

Sesja powoli zbliżała się do końca, a ja nadal nie znałam problemu Ulki. Chyba że jej problemem było poproszenie o pomoc? Poczułam, że to jest ten moment, w którym muszę zaufać procesowi sesji i teraz to ja poprosiłam o chwilę przerwy. Zamknęłam oczy, żeby przez pięć minut spokojnie pooddychać. Czułam, że Ulka do mnie dołączyła. Choć wirtualnie, to na te kilka minut zyskałyśmy poczucie prawdziwej bliskości.

– Kiedy zrozumiałam, że nie mam już żadnych postanowień, bo tyle już osiągnęłam, poczułam się tak… jakbym porzuciła babcię. Boże, jakie to straszne. – Kochanie, a może już pora pozwolić jej odejść – powiedziałam cicho. – Nie, jeszcze nie, nie potrafię. Jeszcze ten jeden raz, ostatni. Proszę, potrzebuję tego. I nie chcę już mówić o babci. Wyobraź sobie, że nic o mnie nie wiesz. Przyszłam do ciebie, żebyś pomogła mi zrobić listę noworocznych postanowień – przypomniała, a ja byłam wdzięczna za tamtą chwilę bliskości.

Krok 4. Co jest najważniejsze w noworocznych postanowieniach?

Analizując jej wcześniejsze postanowienia noworoczne, a także postanowienia innych ludzi, zdałyśmy sobie sprawę, że koncentrują się one głównie na naszych brakach czy negatywach. Te wszystkie: „rzucę palenie”, „zacznę się zdrowo odżywiać”, „zapiszę się na kurs angielskiego” – są jak wyrzuty sumienia i dowody naszej niedoskonałości. Nie ma tu miejsca na to wszystko, co naprawdę ważne dla nas samych. Na szczęście pandemiczna izolacja, praca zdalna, dystans społeczny i przede wszystkim najbardziej pierwotny lęk – lęk o przetrwanie – obudziły nasze prawdziwe potrzeby oraz pragnienia i nie sposób już tego zatrzymać. Do niedawna żyliśmy w czasach nadmiaru, przesytu, mieliśmy nieograniczoną ilość wyborów. Dziś może okazać się, że na pierwszym miejscu listy naszych noworocznych postanowień znajdzie się to o… przeczytaniu wszystkich naszych pamiętników pisanych w burzliwym okresie dojrzewania albo o kupieniu sztalug i farb i malowaniu bez konieczności zapisywania się na kurs. Pandemia sprawiła, że każdy z nas może zacząć od początku, inaczej niż do tej pory, po swojemu – tak, jak chce, a nie tak, jak powinien albo jak robią inni.

Poprosiłam Ulkę, żeby zamknęła oczy i poczuła, czego chce dla siebie, tak najbardziej na świecie, na ten nowy rok. – Mogę wszystko? – Absolutnie wszystko – upewniłam ją. – Chcę wziąć bardzo długi urlop, a jeśli mi nie dadzą, to się zwolnię. Chcę nic nie robić tak długo, aż poczuję, że już dosyć. Chcę zadzwonić do mojej przyjaciółki z podstawówki. Chcę pozwolić odejść babci, uff… to chyba najtrudniejsze. – Postanowione!

Autoterapia nad listą postanowień

  • Zadaj sobie pytanie: czy chcesz zrobić listę noworocznych postanowień? Jeśli tak – to po co? Co ci dają te listy? Czy i ile postanowień z ubiegłych lat udało ci się zrealizować?
  • Zastanów się, czy ma to być: a) obowiązek; b) coroczny zwyczaj; c) przyjemność. Jeśli a) – odpuść sobie; jeśli b) – może pora go zmodyfikować?; jeśli c) – rób.
  • Kiedy robisz listę postanowień, przemyśl, czy kierujesz się sercem, czy umysłem. A może uda się wymyślić takie postanowienia, które serce wybierze, a głowa zatwierdzi?
  • Potraktuj robienie listy postanowień jako projekt; przeznacz tyle czasu, ile potrzebujesz, by je dobrze zaplanować, zapisuj wszystkie pomysły, które przyjdą ci do głowy. Nie traktuj tego zadania jako okazji do wzbudzenia w sobie poczucia winy, że nie potrafisz dotrzymywać postanowień.

Ewa Klepacka-Gryz: psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet; www.terapiavia.com.

Metamorfoza, czyli terapia jednego spotkania Ewa Klepacka-Gryz Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze