1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Nadwrażliwość emocjonalna. Jak żyć w zgodzie ze sobą?

Kiedy wrażliwość przekracza granice, często uciekamy od trudnych emocji i próbujemy zagłuszyć wewnętrzne dziecko. (Fot. iStock)
Nadwrażliwość, a właściwie nadmierna subtelność, to skłonność do odbierania emocji, zarówno swoich, jak i innych osób, z ponadprzeciętną intensywnością – wyjaśnia Ariane Calvo, psycholożka i psychoterapeutka specjalizująca się w regulacji emocji, autorka książki „Jak ukoić swoje wewnętrzne dziecko”.

Osoba nadwrażliwa jest ewidentnie bardzo empatyczna, ale też intuicyjna, czasem bardzo w coś się angażuje, ale wymaga dłuższego niż przeciętnie czasu, by emocjonalnie dojść potem do siebie, często w samotności, której się obawia, ale której zarazem potrzebuje.

Warto zapoznać się z opisem osób nadwrażliwych dokonanym przez psychoterapeutę humanistycznego Saveria Tomasellę. W rzeczywistości większość cech, które wypunktował, rozpoznajemy również wtedy, gdy staramy się zdefiniować mocne i słabe strony subtelności wewnętrznego dziecka.

Nadwrażliwość definiują następujące kryteria:

  • zdolność do empatii i zrozumienia subtelnych emocji drugiej osoby, zwerbalizowanych lub nie, której towarzyszy nadmierne dostosowanie się do jej oczekiwań;
  • niezbyt precyzyjne rozeznanie własnych emocji;
  • potrzeba pomagania innym, troszczenia się, bycia w kontakcie;
  • potrzeba samotności dla wyciszenia emocji, regeneracji sił;
  • praktykowanie skutecznego wyparcia tych elementów rzeczywistości, które nie pasują do wyidealizowanego obrazu świata, co pozwala ufnie patrzeć w przyszłość;
  • częste poczucie bycia ocenianym, zagrożonym, obserwowanym;
  • silne odczuwanie pozytywnych emocji i solidarności grupowej w chwilach udanej współpracy, poczucie koleżeństwa;
  • niezgoda na niesprawiedliwość, rzeczywistą lub odczuwaną, bez względu na to, czy dotyczy to danej osoby, czy kogoś innego, nawet niezwiązanego emocjonalnie;
  • skrajna potrzeba prawdy i autentyzmu, nieakceptowanie kłamstwa i niespójności.

Na przykład Luce tak opowiadała o emocjach, których doświadczała jako dziecko: „Wczuwałam się w sytuację innych w niewiarygodnym stopniu, nieraz wolałam, by ukarano mnie, a nie moją młodszą siostrę, a zmartwienia matki przeżywałam jak własne”. Rozumiemy więc, w jaki sposób taka nadwrażliwość często może prowadzić do nadmiernego ulegania oczekiwaniom innych, czyli do zachowywania się wobec drugiej osoby tak, jak ona sobie tego życzy, bez dbania o własne wartości i swoją tożsamość.

Niezbyt precyzyjne rozeznanie własnych emocji, a nawet ich świadome wypieranie, służy unikaniu przykrości, niesprzeciwianiu się osobie uznawanej za niezbędną do życia, koncentrowaniu się na pozytywnych aspektach egzystencji – to pozwala iść dalej, nawet gdy okoliczności bywają niesprzyjające. Gdy jest zbyt trudno stawić czoła rzeczywistości, sięgamy po pewne formy wyparcia. Rose opowiedziała mi, jak uczenie się akceptacji wszystkich aspektów „ja” i doświadczanych emocji było dla niej ważne i zbawienne, choć wymagało długich lat „prucia” systemu emocjonalnego: „To długa droga. Krok po kroku, warstwa po warstwie wyparcia zostały pokonane, jedno po drugim, a była ich masa. Kiedy już myślisz, że zostawiłaś wszystkie za sobą, kolejne kryją się za zakrętem”.

Bolesnych emocji nie da się unikać: dlatego im bardziej pozwalam sobie na ich przeżywanie, tym mniejszą odczuwam potrzebę, by mną całkowicie owładnęły.

Co więcej, ponieważ wszystkie emocje wykorzystują ten sam kanał psychiczny, wzbranianie się przed negatywnymi blokuje także te pozytywne: radość, entuzjazm, fascynację.

Mogę więc zdecydować się na przeżywanie ich wszystkich, gdyż jestem istotą ludzką, a one stanowią składową palety przeżyć, których takie istoty doświadczają.

Kiedy powstrzymujemy naturalną i zdrową zdolność do subtelnego odbioru świata (która czasem przyprawia o cierpienie!), dyskomfort moralny, nawet tłumiony, wzmaga się i trwa dłużej. Co więcej, powoduje to ogólne znieczulenie afektywne, uderzając rykoszetem w odczuwanie wszelkich emocji – czy negatywnych, czy pozytywnych – otwierając drogę do epizodów depresyjnych lub przewlekłej depresji, z wytłumieniem odczuć i brakiem odczuwania przyjemności. Kiedy każemy naszej subtelności zamilknąć, skazujemy na milczenie wewnętrzne dziecko, zamiast przyjąć to, co znajduje w nas swój wyraz, cokolwiek to jest, z pozytywnym nastawieniem, zakładając a priori, że jest to coś z pewnością wartego uwagi. Choćbyśmy świetnie wiedzieli, jak ważne dla pozostawania w zgodzie ze sobą jest pozwalanie sobie na wysłuchanie i wyrażenie myśli i odczuć, wciąż próbujemy je stłumić, by uniknąć cierpienia, a rezultat jest dokładnie odwrotny. Sophie opisała to tak: „Nie o to chodzi, że przyglądanie się temu, co się we mnie w środku dzieje, jest nieprzyjemne, nie jest też tak, że to mnie nie interesuje, ale dla mnie zawsze było normalne, żeby się w to nie zagłębiać”. Takie funkcjonowanie „przez odcięcie” leży u podstaw najpoważniejszych i najtrudniejszych do zmiany uzależnień uczuciowych i seksualnych, zaburzeń kompulsywnych, zaburzeń odżywiania i innych, gdyż ułatwiają one znieczulenie emocjonalne.

Fragment książki „Jak ukoić swoje wewnętrzne dziecko” Ariane Calvo, (wydawnictwo Muza)

Praca z wewnętrznym dzieckiem to jedna z najskuteczniejszych metod uleczenia siebie.
Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze