1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Lęk finansowy – co zaciska nam życie?

Lęk może totalnie dezorganizować albo mobilizować do działania, do zmiany. Wszystko zależy od ciebie. (Fot. iStock)
Strach przed brakiem pieniędzy jest jak groźny potwór wysuwający się z szafy, kiedy zapada zmrok. Podsyca czarne myśli w głowie. Zabiera sen…

Pandemia, wojna, kryzys klimatyczny, kryzys energetyczny, inflacja, wzrost stóp procentowych, groźba zimy mroźnej i „głodnej”. Brak stabilności zawodowej, finansowej i życiowej. Ile jeszcze jesteśmy w stanie znieść? A właściwie nasze mózgi. Bo to mózg, którego podstawowym zadaniem jest utrzymać nasze ciało przy życiu, boi się najbardziej. Lęk finansowy dotyczy przetrwania, dlatego to silne odczucie.

Czy wiesz, czego się boisz?

Czy niepokój o finanse to bardziej lęk czy strach? To zależy. Strach jest bardziej urealniony, pojawia się wtedy, kiedy potrafimy nazwać to, czego się boimy, np. że raty kredytu pochłoną znaczną część naszej pensji, że będziemy musieli znacząco ograniczyć swoje wydatki, że nie stać nas będzie na to wszystko, na co mogliśmy sobie pozwolić do tej pory itd. W przypadku lęku o wiele trudniej jest podać konkretną przyczynę, ale wcale nie oznacza to, że boimy się czegoś, czego nie ma, i że możemy bagatelizować swoje lękowe objawy.

Reakcja psychosomatyczna na strach i na lęk jest bardzo zbliżona. Dlatego zawsze warto sprawdzić i uświadomić sobie, czy twoje objawy strachu są inne (czy takie same) niż objawy lęku. Nie bez znaczenia są tu przyczyny.

Jeżeli masz realne podstawy, by obawiać się, że finansowo sobie nie poradzisz, nie udźwigniesz kolejnej zwiększonej raty kredytu, straciłaś pracę i partner jest jedynym żywicielem rodziny, cierpisz na chorobę przewlekłą, a lek, który musisz brać do końca życia, przestał być refundowany – nic dziwnego, że czujesz strach.

Jeśli zaś twój niepokój pojawia się i nasila za każdym razem, kiedy przeczytasz informacje o kolejnej podwyżce artykułów spożywczych czy benzyny, martwisz się o to, czy stać was będzie na opłatę czesnego w prywatnej szkole dzieci (bo na pewno czesne dramatycznie wzrośnie), czy na ogrzanie domu, na którego budowę wzięliście kredyt, który ciągle spłacacie – to prawdopodobnie masz do czynienia z lękiem. I choć rodzina i znajomi tłumaczą: „Nie myśl teraz o tym, jakoś to będzie”, to twoje nasilające się migreny, nawrót IBS czy kolejna bezsenna noc świadczą o tym, że twoje ciało weszło w stan pogotowia lękowego.

Zdaniem badaczy lęku obawy o przyszłość są dla naszego organizmu o wiele bardziej szkodliwe niż bieżący stres, bo z tym drugim potrafimy sobie lepiej poradzić. Jeśli np. wiesz na pewno, że w twojej firmie będzie redukcja etatów i musisz jak najszybciej znaleźć inne źródło dochodów, twój mózg włącza tryb: zadanie do wykonania. Zaczynasz rozsyłać CV, rozpuszczasz wici wśród znajomych i nie bardzo masz czas na to, żeby „roztkliwiać się” nad sobą. Najpierw działanie, potem emocje i czucie. I na tym etapie to jest OK.

Zamartwianie się o to, czy i kiedy szykuje się kolejna podwyżka stóp procentowych, podczas gdy już dziś „jesteś na styk”, zastanawianie się, czy stać cię będzie na ogrzanie domu, czy może lepiej wynająć coś mniejszego, albo co będzie, jeśli nie będziesz mogła pracować online z powodu czasowych ograniczeń w dostawie prądu – tego typu „rozkminy” rozkładają cię na łopatki. Bo czujesz się bezradna, a bezradność odbiera energię do działania. Bo lęk bardzo szybko zamienia się w objawy. Bo z lękiem trudno poradzić sobie racjonalnie (przez głowę), jest przeżywany głównie przez ciało.

Jego zapis umieszczony jest nie tylko w mózgowiu, lecz także w tkankach miękkich, mięśniach i powięzi, a objawy przeciążenia lękiem są wszechstronne, złożone i atakują z wielu poziomów: od aparatu ruchu poprzez układ krążenia, oddychania aż do jelit. Dlatego odpowiedź na pytanie: „Czy wiesz, czego się boisz?” – to pierwszy krok w poradzeniu sobie z niepokojem o finanse.

Krok drugi to odpowiedź na pytanie: „Jak zwykle reagujesz w sytuacji stresu?”. Potrzebujesz czasu, by „odreagować” emocje, przegadać z wieloma osobami, co ci w duszy gra? Ponarzekać, pomartwić się (w pojedynkę lub z innymi)? A może od razu rzucasz się w wir działania – bo zawsze warto mieć plan B. Świetnie, pod warunkiem że zaczniesz od oddzielenia tego, na co masz wpływ, od wszystkiego, na co wpływu nie masz. I tym drugim spróbujesz się nie martwić.

Jedno jest pewne – w sytuacji kryzysowej warto uruchomić swoje zasoby. Bo je masz. Każdy z nas je ma, tylko czasami nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dlatego najpierw musisz je poznać. W obszarze konstruktywnego działania możesz ograniczyć swoje koszty albo poszukać dodatkowych źródeł przychodu. Kilkoro moich pacjentów stwierdziło, że praktyka minimalizmu to naprawdę ciekawe i twórcze zadanie i wyzwanie. Zwykle nie zdajemy sobie sprawy, bez jak wielu rzeczy potrafimy się obejść. Całkowicie od ciebie zależy, czy ograniczenie kosztów potraktujesz jak karę, straszną konieczność lub ciekawe wyzwanie.

Dodatkowe źródło dochodów to nie zawsze przymus pracy ponad siły. Znam kilka osób, które postanowiły mocniej inwestować w swoje pasje i zacząć na tym zarabiać, np. robiąc swetry na drutach czy piekąc ciasta bez glutenu. Zawsze są to jakieś dodatkowe pieniądze do budżetu, na dodatek zarobione na czymś, co przyjemne.

W sferze naszych indywidualnych zasobów znajduje się również stosunek do materii. Konieczność ograniczania wydatków niektórym z nas bowiem kojarzy się z czymś strasznym, niesprawiedliwym, niezasłużonym: „Nie po to haruję od świtu do nocy, żeby raz do roku nie móc wyjechać na porządne wakacje”. Tymczasem w ramach oszczędzania warto skoncentrować się na drobnych kwestiach, a nie od razu rezygnować z czegoś większego, na czym na dodatek nam bardzo zależy. Sprawdź, czy na pewno potrzebujesz dostępu do tych wszystkich platform telewizyjnych, abonamentów audiobooków bądź nowego modelu telefonu. W zamian za to nie rezygnuj z czegoś, co jest dla ciebie ważne, np. abonamentu do siłowni czy prenumeraty gazety, którą czytasz od deski do deski. Jeśli lubisz od czasu do czasu zjeść obiad w restauracji, ale wzrost cen sprawia, że będziesz musiała z tego zrezygnować, może warto zacząć dokładnie planować codzienny jadłospis, co pozwoli kontrolować wydatki na jedzenie i uwzględnić wypady do restauracji bez poczucia winy.

Pamiętaj, że oszczędzanie z wyboru jest lepsze niż oszczędzanie z konieczności. To prawda, że wszyscy bez wyjątku jesteśmy nawykowcami i zmiana czegokolwiek w codziennej rutynie budzi lęk, ale… jeśli postanowisz kupować ubrania jedynie z drugiej ręki, żywność, która ma krótki termin ważności, naprawiać, co się da, zamiast kupować nowe, a wszystko to będziesz robić z misją np. ochrony naszej planety, poczujesz, że to ma sens, a oszczędzanie stanie się wyborem, na który masz wpływ, a nie musem.

Poczuj swój lęk

Lęk zwykle jest nieodłącznym towarzyszem strachu. Kiedy „ogarniesz” realne powody swojego niepokoju, podejmiesz finansowe decyzje, wrzucisz oszczędny tryb życia, załatasz dziury, którym wycieka ci najwięcej pieniędzy, odsapniesz chwilę… pojawi się lęk albo złość – druga strona lęku. No cóż, z lękiem bywa trudniej niż ze strachem, bo nie potrafisz znaleźć powodu, z jakiego go odczuwasz, czujesz, że twoja reakcja jest zbyt intensywna lub nieadekwatna do tego, co się wydarza itp. Najważniejsze, żebyś zdała sobie sprawę z tego, że kiedy skierujesz się z zewnątrz do wewnątrz, to okaże się, że powody twojego lęku są bardzo racjonalne, wynikają z przeszłości i z nierozwiązanych (albo niewystarczająco rozwiązanych) konfliktów rozwojowych – i to wszystko naznaczyło twój wzorzec lękowy.

Różnimy się między sobą w natężeniu odczuwania lęku i strachu, bo nasze układy nerwowe różnie funkcjonują. Z badań wynika, że kobiety częściej i silniej odczuwają lęk finansowy, bo są bardziej neurotyczne od mężczyzn, mają mniejszą wiedzę z zakresu finansów i często niższe zarobki. Osoby, które lokują swoje poczucie wartości i ważności w stanie konta bankowego, bardziej boją się pogorszenia sytuacji finansowej. Najważniejsze jest, by poczuć i ucieleśnić swój lęk. Sprawdzić, co to oznacza dla ciała, że się boję? Gdzie i jak odczuwam swój lęk? Jakie to doznanie?

Lęk możesz przeżyć albo zamrozić go w ciele; udać, że go nie ma, zbagatelizować objawy albo nie uznawać, że są komunikatem od twojego lęku, tylko jakąś chorobą. Czasami musisz wystąpić przeciwko rodzinnym przekazom, zgodnie z którymi np. tylko tchórze się boją albo tylko wariaci chodzą na terapię.

Pierwszy krok w poradzeniu sobie z lękiem, np. z atakiem paniki, to uziemienie, czyli powrót do odczuć z ciała, mocne staniecie na ziemi, tak byś dokładnie czuła, w jaki sposób stopy dostają wsparcie od podłoża, dotykanie swojego ciała (ramion, głowy, brzucha), uciskanie, powiedzenie do siebie: „Jestem”. Kolejnym ratunkiem jest oddech; pogłębienie wydechu działa bardzo uspokajająco. Po wdechu możesz spróbować zatrzymać na chwilę powietrze w sobie, poczuć napełniona klatkę piersiową – to pozwoli ci odzyskać poczucie sprawczości: mogę coś zrobić, mam na coś wpływ. Pamiętaj, że lęk może totalnie dezorganizować albo mobilizować do działania, do zmiany. Wszystko zależy od ciebie.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholożka, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze