1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Hazardzistą jest się przez całe życie. Jak nauczyć się samokontroli – wyjaśnia psycholożka Sonia Ziemba-Domańska

„Aby uwolnić się od hazardu, trzeba odciąć się od wszystkich relacji, które mieliśmy w wirtualnym świecie oraz od wszelkich narzędzi, które nam dają dostęp do tego świata” – mówi Sonia Ziemba-Domańska. (Fot. Morsa Images/Getty Images)
„Aby uwolnić się od hazardu, trzeba odciąć się od wszystkich relacji, które mieliśmy w wirtualnym świecie oraz od wszelkich narzędzi, które nam dają dostęp do tego świata” – mówi Sonia Ziemba-Domańska. (Fot. Morsa Images/Getty Images)
Zdrapki, obstawianie numerów, kupony totalizatora – poza tradycyjnymi odsłonami gier losowych jest cała gama e-hazardu w Internecie. O trudności związane z wychodzeniem z uzależnieenia od gier pytamy Sonię Ziembę-Domańską, kierującą Ogólnopolskim Behawioralnym Telefonem Zaufania Instytutu Psychologii Zdrowia.

Pamiętam wiele filmów, w których kasyna czy wyścigi były przedstawiane na tyle atrakcyjnie, że samo zjawisko hazardu zupełnie się rozmywało, raczej miało się ochotę choćby dotknąć takiego luksusu. Myślę, że to jednak zbyt analogowe dla dorastającej młodzieży… Co zatem jest dziś takim pobudzającym wyobraźnię wabikiem wielkich pieniędzy w Internecie? Może kryptowaluty?
Nie do końca zgadzam się z tym, że kasyna są poza kręgiem zainteresowania młodych dorosłych, bo oni też tam chodzą, jednak faktycznie kryptowaluty są bardzo kuszącą obietnicą. Z jednej strony towarzyszy im nimb pewnej tajemniczości, elitarności, a zarazem są jakby w zasięgu ręki. Ale jeszcze wcześniej były gry… I nadal są polem do wymiany, kupowania, zdobywania pieniędzy, zresztą w powiązaniu z kryptowalutami, bo często właśnie nimi płaci się w grach.

I znów wrócę do tego, co już się w naszych rozmowach pojawiało, a mianowicie negatywnych skutków pandemii, kiedy życie społeczne prawie zamarło. Cały obszar cyberkasyn, e-hazardu bardzo urósł w siłę, bo był sposobem na szybką gratyfikację i zdobywanie pieniędzy, kiedy byliśmy zamknięci w domach.

Dziś jesteśmy bombardowani informacjami, że wszystko drożeje, rodzice mówią, że nie stać ich na wiele rzeczy, a młody człowiek na przykład chce być w grupie, doświadczać czegoś, czego doświadczają inni, mieć markowe ubrania, wyjść do klubu, zrobić sobie tatuaż, piercing.

Ale hazard online niekoniecznie musi się wiązać wprost ze zdobywaniem pieniędzy. Może chodzić o potrzebę bycia z kimś, zaspokajaną przez gry zespołowe w Internecie, potrzebę adrenaliny, albo generalnie o szukanie sposobu na redukcję smutku czy napięcia.

Jako dorośli też przecież sprawiamy sobie różne przyjemności na poprawę nastroju. Nic zatem dziwnego, że młody człowiek chce sobie kupić buty czy słuchawki.
Dokładnie tak. Chce sobie kupić coś nowego, bo po pierwsze, poprawi to jego samoocenę, po drugie, może być czymś w rodzaju biletu do grupy rówieśniczej – nastolatek ma coś, czym może się pochwalić, grupa go przyjmuje – i po trzecie, jest komplementowany, więc utwierdza się w przekonaniu, że to słuszna droga. Następnym razem, gdy będzie zdenerwowany albo będzie chciał coś uzyskać od grupy, to znowu pójdzie tą ścieżką. I tutaj pojawia się zaproszenie do uzależnienia, bo hazard „działa”: przynosi pieniądze i lepszy nastrój.

Co właściwie obejmuje e-hazard?
Przede wszystkim gry, obstawianie numerów, gry losowe, wirtualne zdrapki itd. Specyfiką hazardu jest to, że do dalszej gry motywuje zarówno wygrana, jak i przegrana. Wygrana – super!, udało się, więc chcę to przeżyć jeszcze raz; przegrana – żeby odzyskać stratę. Załóżmy, że jesteśmy na przykład uzależnieni od sportu. Kiedy doznajemy kontuzji, nie da się ćwiczyć... W wypadku uzależnienia od gier takie ograniczenie nie istnieje.

A czy nie jest tak, że dostęp do serwisów z grami hazardowymi jest jakoś ograniczony? Jest dopuszczalny tylko dla osób pełnoletnich.
Tak jest, ale progi wiekowe łatwo ominąć, bo weryfikacja ogranicza się do pytania: „Czy masz ukończone 18 lat?”. Zatem to, czy ktoś tam wejdzie, czy nie, sprowadza się jedynie do jego decyzji. Czy osoba niepełnoletnia, powiedzmy 14-, 16-letnia zrezygnuje? Raczej nie, zakaz tylko zwiększa atrakcyjność wyzwania. I w samym serwisie inni gracze także nie zainterweniują, nie ostrzegą nastolatka. W jednej grze grają ze sobą na przykład osoby od 16. do 40. roku życia i dla wszystkich to jest normalne. Oczywiście nikt swoich danych osobowych nie upublicznia, jednak po pytaniach, po zachowaniu można się zorientować, że ktoś jest wyraźnie młodszy. Ale skoro można z nim łatwiej wygrać… Tutaj wkraczamy w sferę indywidualnej moralności.

Czy pani zdaniem rozwiązania typu podpięcie karty kredytowej są dobrym pomysłem? Niektóre państwa testują takie metody weryfikacji.
Tak, to jest dobra weryfikacja, bo młody człowiek nie może samodzielnie założyć karty, często karty są podpięte pod konto rodziców, więc oni mogą monitorować wydatki dziecka. Jednak na ile taka bariera jest skuteczna, to już zależy m.in. od stopnia uzależnienia, bo w ostrych fazach nastolatek szuka innych rozwiązań, na przykład umówi się z jakimś dorosłym nie z rodziny albo będzie angażował się chociażby w gry, w których zarobi wirtualne pieniądze, żeby obracać nimi potem w Internecie.

Wróćmy do wstępu do uzależnienia – na początku jest jakiś brak, który chcemy zaspokoić czymś materialnym.
Tak, młodzi ludzie potrzebują pieniędzy nie dla samych pieniędzy, ale dla tego, co mogą dzięki nim osiągnąć: akceptacji w grupie, podniesienia poczucia wartości, poczucia się kimś istotnym, zauważonym.

Drugi aspekt to ten związany z potrzebą, by czuć więcej adrenaliny niż inni. To może wynikać z rozregulowanego układu nerwowego, to wynosimy z dzieciństwa, ale też znów z wpływu grupy rówieśniczej czy chęci przeżycia czegoś nowego. Kiedy młody człowiek nie ma jeszcze odpowiednio ukształtowanej samokontroli, to stoi już w przedsionku do uzależnienia.

W naszej rozmowie o zaburzeniach odżywiania powiedziała pani, że jedzenie należy do podstawowych potrzeb biologicznych – i to określa specyfikacje uzależnień z tego obszaru. A czym wyróżnia się uzależnienie od hazardu? Już wiemy, że brakiem bariery fizycznej, jak na przykład kontuzja w sytuacji uzależnienia od sportu. Co jeszcze można na ten temat powiedzieć?
Na poziomie neurologicznym są to m.in. zmiany w funkcjonowaniu układy nagrody, zaburzenia w obszarach kory przedczołowej, które odpowiadają za refleksję i za samokontrolę. Specyficzne jest też to, że uzależnienie od hazardu zaczyna się od fantazjowania: co zrobiłabym/zrobiłbym, gdybym miała/miał dużo pieniędzy?

Tym, co je różni, są również fazy, w jakich przebiega. Pierwsza to faza zwycięstw: okazjonalnie kupujemy losy, zdrapki, obstawiamy numerki – to, co wygramy przeznaczamy na kolejne zakupy. A potem przychodzi obserwacja, mamy jedno, dwa, trzy trafienia – przecież tak mało brakuje, żeby wygrać! Te drobne wygrane doprowadzają do silniejszego pobudzenia, coraz bardziej chcemy wierzyć, że się uda, w domyśle: chcemy wierzyć w swoje szczęście. Z myślą o wielkiej wygranej stawiamy coraz większe kwoty. Jednak wraz z większymi kwotami pojawiają się coraz wyższe straty. To faza strat, po której nadchodzi faza desperacji, kiedy za wszelką cenę chcemy odzyskać pieniądze. Żeby wzmocnić swoje szanse, inwestujemy w różne systemy, narzędzia w grach, wydajemy coraz więcej w przekonaniu, że mamy na to wpływ, że możemy, bo przecież tak nam dobrze poszło kilka razy. To takie myślenie magiczne.

Niektórzy imają się dodatkowych zajęć, wynoszą różne rzeczy z domu i sprzedają, kłamią, że pieniądze potrzebne są im na coś innego, podczas gdy w rzeczywistości za nie grają. Mimo prób ukrycia problemu przed rodziną w końcu on wychodzi na jaw. U osoby uzależnionej pojawia się poczucie winy, wstydu, bardzo trudnego do przetrawienia w sobie. To początek fazy utraty nadziei, na zasadzie: „Nic już nie da się zrobić”. Młodzi dorośli często mierzą się z utratą pracy, przyjaciół, odejściem partnera, u nastolatków może to przyjąć postać depresji, ucieczki z domu, zachowań autodestrukcyjnych, jak samookoleczenia czy myśli samobójcze.

Gdy już sprawa wyjdzie na jaw, do konfliktu wewnętrznego, tych wszystkich bardzo trudnych uczuć, dochodzi konflikt z rodzicami, którzy reagują nieraz bardzo gwałtownie, głośno, agresywnie. „Co ty zrobiłeś?!”, „Złodzieja mam w domu!”, „To my ci płacimy ciężkie pieniądze za szkołę, a ty nawet do niej nie chodzisz?!”, „Kompletnie mnie zawiodłaś!”… A nastolatek najbardziej zawiódł samego siebie. Ma poczucie absolutnego „przegrywu”, beznadziei. Próby samobójcze naprawdę nie należą do rzadkości.

A kto i z czym dokładnie dzwoni do telefonu zaufania?
Jeżeli chodzi o hazard nastolatków, to przede wszystkim rodzice, w momencie, kiedy dziecko praktycznie zalega już przed komputerem. Wcześniej nie zdają sobie sprawy, wygląda to dla nich, jakby córka czy syn być może, owszem, w coś grali, ale bez ryzyka, przecież uczą się, wychodzą rano do szkoły. Uświadamiają sobie wagę problemu, gdy dziecko narobi długów, coś ukradnie albo do domu przychodzi policja – i już wtedy nie umieją samodzielnie sobie z tym poradzić.

Gdybyśmy mówiły natomiast o młodych dorosłych, czyli na przykład studentach około dwudziestki, to oni już sami potrafią zadzwonić, jeżeli nie wiedzą, co zrobić. Często nie dość, że żyli na bardzo niskiej stopie, mieli wszystko wyliczone, po opłaceniu studiów, pokoju zostawało mi dosłownie kilkaset złotych na miesiąc, to jeszcze teraz pojawia się konieczność spłaty długów, czasem nawet ryzyko sprawy karnej, bo jako osoby pełnoletnie odpowiadają za siebie.

Na czym polega terapia hazardu?
To przede wszystkim terapia behawioralno-poznawcza, przy czym jestem zwolenniczką terapii grupowej, bo naprawdę świetnie działa. Jeśli chodzi o obszary pracy, to wyróżniłabym cztery: nauka samokontroli i oddalanie gratyfikacji; praca z wartościami – liczą się nie tylko pieniądz i zyski materialne; terapia grupowa; trening regulacji emocji, jak choćby techniki oddechowe.

W kontekście terapii uzależnień od substancji mówi się dziś o redukcjach szkód. Czy taką koncepcję – czyli granie kontrolowane jako drogę do całkowitej abstynencji – można by przełożyć na pracę z uzależnieniem od e-hazardu?
Niejednokrotnie robiono różnego rodzaju badania, na zasadzie kontrolowanych prób, w których pozwalano osobom w terapii na przykład zagrać w coś małego, i mechanizm natychmiast uruchamiał się na nowo. Bycie w takim natrętnym, długim procesie powoduje zmiany w mózgu. Hazardzistą jest się już całe życie, dlatego tak ważna jest umiejętność samokontroli. Trzeba odciąć się w ogóle od relacji, które mieliśmy w wirtualnym świecie, czy od narzędzi, które nam dostęp do tego świata umożliwiają.

Sonia Ziemba-Domańska, psycholożka, neuropsycholożka, certyfikowana specjalistka TSR oraz biofeedback; badaczka, wykładowczyni akademicka; kieruje Ogólnopolskim Behawioralnym Telefonem Zaufania Instytutu Psychologii Zdrowia

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze