1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Wysokosprawczość – wszystko ma swoje miejsce i swój czas

Wysokosprawczość to zdolność i gotowość robienia tego, co trzeba, i wtedy, kiedy trzeba. To sposób myślenia nastawiony na odpowiedzialne społecznie, proaktywne i skuteczne rozwiązywanie problemów. Innymi słowy: wysokosprawczość to klucz do łagodnego, pewnego siebie życia, w którym wiemy, że damy radę. (Fot. iStock)
Kiedy skaczemy od jednej rzeczy do drugiej, jakby każda była dla nas równie istotna, szybko się wypalamy. Psycholog biznesu Andrzej Tucholski uważa, że o wiele sensowniej jest mieć strategię. A w jej tworzeniu pomaga umiejętność o nazwie „wysokosprawczość”.

Jesteśmy bodźcowani wezwaniami do bycia osobą przedsiębiorczą i osiągającą sukcesy; potrzebujmy raczej oddechu, uszanowania siebie i nieśpieszności, a nie jeszcze większej presji… A z tym kojarzy mi się pojęcie „wysokosprawczości”, które stworzyłeś.
To fakt, nie dość, że pędzimy za szybko, to jeszcze przytłacza nas intensywny i trudny świat. Niestety, nieprzemyślana ucieczka od tych bodźców skutkuje wyłącznie ich pogorszeniem. Nierozsądnie wypalamy się kilkoma obowiązkami na raz, potem nagle znikamy, by z powrotem pojawić się przy skrzynce mailowej, na której jest trzy razy więcej problemów niż przed całą tą niefortunną pętlą. Nie tędy droga. Niespieszność i odpoczynek powinny być asertywną decyzją osoby, która świadomie dysponuje swoją energią w taki sposób, by na wszystko jej wystarczyło.

Wysokosprawczość to zdolność i gotowość robienia tego, co trzeba, i wtedy, kiedy trzeba. To sposób myślenia nastawiony na odpowiedzialne społecznie, proaktywne i skuteczne rozwiązywanie problemów. Innymi słowy – tak trochę szumnie, ale na szczęście mam na to poparcie w filozofii i psychologii – wysokosprawczość to klucz do łagodnego, pewnego siebie życia, w którym wiemy, że damy radę.

Dzięki niej stajemy się bardziej odporni i wydajni. Łatwiej wtedy o przestrzeń na oddech. Chyba że jesteśmy akurat w trybie awaryjnym i po prostu musimy nagle odespać. Wtedy nie ma mocnych – zadbanie o siebie powinno być naszym najwyższym priorytetem.

W wysokosprawczości upatrujesz alternatywy dla cynizmu i poczucia beznadziei. Jednak czy taką alternatywą nie jest po prostu miłość?
Trochę jest, a trochę nie jest. Podstawą wysokosprawczości jest odpowiedni zestaw wartości i przekonań na temat siebie i świata. Miłość do siebie i świata jest absolutnie kluczowa! Jednak jeśli w parze z nią nie będą szły mechanizmy, narzędzia i kompetencje, które Paul Graham, współtwórca jednego z najbardziej znanych na świecie programów dla start-upów, nazwał „nieustępliwie zaradnymi”, to taka niskosprawcza, chcąca dobrze osoba, poniesie ogromne koszty psychologiczne, a skala efektów jej działań będzie, niestety, mała. Łatwo się wtedy zrazić, zgorzknieć, poczuć rozżalenie. To bardzo krzywdzące odczucia. Szczególnie że mówimy o kimś, kto od początku chciał dobrze!

W mojej książce o wysokosprawczości odnoszę się m.in. do badania opublikowanego w grudniu 2020 r. przez naukowców z Duke University, w którym jasno udowadniają, jak piękne i głębokie są efekty uczenia dzieci asertywności, odwagi emocjonalnej, a także wysokosprawczości. Czytając te wnioski, z jednej strony nie mogłem powstrzymać ekscytacji na myśl o uratowanych psychicznie dzieciach, a z drugiej strony towarzyszyła mi wątpliwość brzmiąca „ej, a co z dorosłymi?”. Co z dwudziesto-, trzydziesto-, czterdziestolatkami, którzy już nie są dziećmi, z którymi nikt nie będzie w szkole pracował nad emocjami, którzy się z różnymi rzeczami zmagają, czy można im coś podrzucić, by było lepiej?

Można, prawda?
Tak, można! Tylko że oprócz narzędzi, potrzebne są też wartości, pełne godności i honoru schematy, na których można oprzeć dalsze działania. No i wtedy z psychologii i badań nad skutecznością skręciłem w filozofię. W efekcie powstała rozbudowana teoria psychologiczno-filozoficzna, próbująca w świeży sposób odpowiedzieć na najstarsze pytania człowieka.

Wspomniana książka, w której rozwijasz teorię wysokosprawczości, nosi tytuł „I co z tym zrobisz?”. Z dalszej części wynika, że to pytanie uważasz za podstawowe.
Wolna wola to jedna z najważniejszych cech człowieczeństwa. Niestety, często z niej dobrowolnie rezygnujemy. Uznajemy, że to nam się coś przydarzyło. Podejmujemy decyzję, że i tak nam nie wyjdzie. Nie angażujemy się, bo to pewnie nie nasza odpowiedzialność.

Te trzy założenia, które przed chwilą wymieniłem, to tylko założenia. Nie są prawdziwe w takim sensie, że każde z nich można sformułować w inny sposób. Zamiast „przydarzyło się”, możemy uznać, że „zareagowaliśmy”. Zamiast „i tak mi nie wyjdzie” można pomyśleć, że „spróbuję przynajmniej trzykrotnie, poprawiając podejście za każdym razem”. Zamiast „to pewnie nie moja odpowiedzialność” można pomyśleć: „uznam, że to moja odpowiedzialność, bo to dla mnie ważne”.

Wysokosprawczość sprowadza się właśnie do zadawania samemu sobie pytania: „i co z tym zrobisz?”. I to aż do chwili, gdy sprawy zostaną rozwiązane. To trudne, ale efekty przechodzą najśmielsze oczekiwania. Życie staje się wtedy pewne i ugruntowane. Tracisz nadzieję, że kiedyś będzie lepiej, a zyskujesz nadzieję, że dasz radę, a gdy przyjdzie co do czego, to będziesz silny i po prostu sobie poradzisz. To dodaje otuchy.

Jak odnaleźć poczucie sprawczości, gdy wydarzają się sprawy, na które nie mamy wpływu, takie jak wojna, śmierć, wypadek? Na takie kwestie, jak miejsce i rodzina urodzenia, też nie mamy wpływu…
Paradoksalnie najbardziej wysokosprawczy są często ludzie właśnie z tych najtrudniejszych środowisk i czasów. W książce przywołuję tak odważne osoby, jak Maria Skłodowska-Curie, Rosa Parks – uznawana za jeden z symboli walki z segregacją rasową, czy Jane Jacobs, dziennikarka, która walczyła o ludzki wymiar miast. Albo cały ruch Solidarności w Polsce. Początki ich wszystkich były skromne i trudne, ale dzięki silnym sercom i świadomym działaniom wpłynęli pozytywnie na życie wielu osób. Zgodnie z powiedzeniem prezydenta Theodore’a Roosevelta: „rób, co możesz, z tym, co masz, tam, gdzie jesteś”.

Wosokosprawczość pozwala zadbać nie tylko o siebie?
Wyznaję filozofię, którą nazywam roboczo „filozofią półtora człowieka”. Wymagam od siebie mądrego, zdrowego życia, w którym pracuję i odpoczywam tak, by nie tylko potrafić poradzić sobie bez niczyjej pomocy, ale też regularnie mieć nadmiar energii do rozdania np. zmartwionemu przyjacielowi lub sprawie społecznej. Wierzę, że myślenie w perspektywie szerszej niż „ja, i jedynie ja, we własnym świecie” to dzisiaj nie tylko możliwość, ale też obowiązek. W świecie, w którym sporo ludzi wyznawałoby taką zasadę, można by zawsze bez lęku wywrócić się na plecy, bo wiedzielibyśmy, że nas złapie ktoś inny, kto też jest silny i sprawczy, i też chce dobrze.

Andrzej Tucholski, psycholog biznesu i strateg skuteczności. Prowadzi zajęcia na trzech uczelniach, a po nocach pisze scenariusze. Autor książki „I co z tym zrobisz? Rozwiń swoją wysokosprawczość”.

Jak wyćwiczyć wysokosprawczość?

  • Traktuj innych z zaufaniem, empatią, dystansem. Proponuj i akceptuj kompromisy. Doradzaj bez pouczania, przepraszaj, kiedy zrobisz błąd.
  • Naucz się odpoczywać i dbać o siebie. Inicjuj zdrowe zmiany w swoim otoczeniu.
  • Akceptuj własne słabości i daj sobie prawo do pomyłek.
  • Zamiast rozmyślać godzinami: tak? nie? a może jednak tak? – świadomie decyduj, w co chcesz się zaangażować, a w co nie.
  • Trenuj pogodę ducha i spokój wewnętrzny
  • Szukaj rozwiązań problemów, a nie załamuj się nimi.

Więcej w książce: „I co z tym zrobisz? Rozwiń swoją wysokosprawczość”, wyd. Pełne Czasu

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze