1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Tęsknota za byłym – daj sobie tyle czasu, ile potrzebujesz

Każde rozstanie z ważną osobą kieruje cię z powrotnem do pierwszej straty: wyjścia z bezpiecznego brzucha mamy na świat, który bywa mało przyjazny; zerwania łączącej was najpełniejszej symbiozy. (Fot. iStock)
Świat przyznaje nam prawo do przeżywania żałoby po rozstaniu przez okrągły rok. A co, jeśli proces domykania relacji trwa dłużej? Psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz apeluje, by nie słuchać innych, tylko dać sobie czas.

„Od rozstania minęło półtora roku (czasami nawet dłużej), a ja ciągle nie mogę się z tym pogodzić. Tęsknię za moim byłym, każdego dnia o nim myślę, wszystkich nowo poznanych mężczyzn porównuję z nim. A przecież już od tak dawna nie jesteśmy razem…”. Tak mówią kobiety, które przychodzą do mojego gabinetu z prośbą o pigułkę na zapomnienie.

„Powinnam/muszę zamknąć już ten związek…”

A tak zwykle brzmi puenta naszej rozmowy. Jednak skoro „powinnaś” albo „musisz”, to znaczy, że pozostało coś jeszcze do zrobienia. I nie ma znaczenia, ile czasu minęło od rozstania ani które z was podjęło tę decyzję. Co prawda badania wskazują, że partner, który pierwszy powiedział: „To koniec” albo „Odchodzę”, mniej intensywnie przeżywa rozstanie, jednak w praktyce obydwie strony doświadczają wielu trudnych emocji, takich jak smutek, żal, tęsknota, wątpliwości i… gdybanie.

To ostatnie jest efektem tzw. myślenia kontrfaktycznego, czyli zastanawiania się, co by było, gdybyście się nie rozstali. W zależności od czasu, jaki upłynął od rozstania, od twojego nastroju, wsparcia, które dostajesz lub nie, czy od aktualnego etapu życia – alternatywna wersja wydarzeń ,,co by było, gdyby…’’ raz przypomina love story i potęguje twój ból („nie wyobrażam sobie życia bez niego”), innym razem jest żywcem wyjęta z horroru i kończy się westchnieniem ulgi.

Wspomnienie pierwszej straty

Marta rozstała się z partnerem ponad pięć lat temu, od roku praktycznie się ze sobą nie kontaktują. To ona podjęła decyzję, żeby odejść, bo w związku czuła się jak w więzieniu. Jednak gdy o tym opowiada, nadal nie może pohamować łez. – Wiem, że nie byłabym w stanie z nim dalej być, a mimo to nie mogę ruszyć z miejsca. Stoję jak wmurowana w ziemię. Dlaczego? – kończy pytaniem.

„Życie zaczyna się od doświadczenia straty. Zostajemy wyrzuceni z łona matki na świat bez mieszkania, bez karty kredytowej, bez pracy i samochodu” – pisze psychoanalityczka Judith Viorst w legendarnej już książce „To, co musimy utracić”. I każde rozstanie z ważną osobą kieruje nas z powrotem do tej pierwszej straty: wyjścia z bezpiecznego brzucha mamy na świat, który bywa mało przyjazny; zerwania najpełniejszej więzi z matką – stanu symbiozy, który odtwarzamy w momentach zjednoczenia, np. w akcie seksualnym. Ten stan, doświadczany w pierwszych miesiącach życia, staje się niejako twoim wzorcem, który ożywa w miłosnych relacjach z partnerem. I choć „z głowy’’ zdajesz sobie sprawę, że bezwarunkowej miłości i akceptacji możesz doświadczyć jedynie w relacji z rodzicami, tęsknisz za tym stanem błogości w ramionach ukochanego, kiedy zacierają się granice między tobą a nim. I nawet jeśli w twoim związku takich momentów było niewiele, rozstanie uświadamia ci bezlitośnie, że z tym mężczyzną już ich nie doświadczysz. A może już nigdy z nikim? To odziera życie z wszelkiej magii.

Bez ciebie jestem niepełna

– Za każdym razem kiedy ktoś dzwoni do drzwi, zanim je otworzę, wyobrażam sobie, że w progu stoi on. A ja uśmiecham się czarująco, poprawiam włosy, zalotnie odchylam głowę, w środku czuję rozkoszne ciepło… – mówi Magda, która rok temu rozstała się z chłopakiem. – Lubię, a właściwie lubiłam siebie taką. Dziś chyba bardziej niż za nim tęsknię za sobą tamtą, z czasów kiedy byliśmy razem. Bez niego nie potrafię taka być.

W rozpaczy po stracie, zwłaszcza w późniejszym etapie, cierpisz z powodu oddzielenia. Czujesz, że nie będąc już częścią pary, jesteś inna, obca, może mniej atrakcyjna, mniej wartościowa. Niektóre pacjentki opisują swoje samopoczucie słowami: „Jakby ktoś wyrwał część mnie. Czuję pustkę, której nie da się niczym zapełnić”.

Często wtedy pojawia się przekonanie, że nie powinnaś się już tak czuć, że musisz skończyć z tym, wziąć się w garść. Im bardziej czułaś się zależna od partnera, im część wspólna: my – stanowiła większą część twojej rzeczywistości, tym rozstanie jest w większym stopniu związane z poczuciem utraty własnej tożsamości.

Rozpad związku jest stratą podobną do śmierci partnera. A z badań wynika, że cena, jaką płacisz za rozstanie zarówno w sensie fizycznym, jak i emocjonalnym, może być wyższa od tej, jaką zapłaciłabyś, gdyby partner by zmarł. Bywa, że żałoba po rozstaniu trwa dłużej i jest trudniejsza do przeżycia, ponieważ opłakujesz kogoś, kto żyje, kto najprawdopodobniej ułoży sobie życie z kimś innym, bez ciebie.

Chemia rozdzielenia

Czasami miłość uzależnia. Bywa, że zmienia się w obsesję i zakleszcza cię w impasie: „ani z nim, ani bez niego”.

Okazuje się, że jednym z powodów, dla których nie możemy przestać myśleć o byłym partnerze, jest mechanizm wychwytu zwrotnego dopaminy. Gdy jesteś z ukochanym i wszystko układa się pomyślnie, poziom tego neuroprzekaźnika jest stały, a ty – radosna. Czujesz się bezpiecznie, chce ci się żyć. Po rozstaniu poziom dopaminy i noradrenaliny (przekaźnika mobilizacji, aktywności) drastycznie spada, co powoduje stan alarmowy i syndrom odstawienia. Po rozstaniu masz więc prawo się czuć jak narkoman na głodzie. Dlatego im więcej będziesz mieć z byłym do czynienia, im częściej będziesz o nim myśleć, przywoływać i rozpamiętywać wspólne chwile – tym silniejsze będzie twoje uzależnienie i cierpienie.

Autorka „Anatomii miłości”, antropolożka i badaczka Helen Fisher opisała zjawisko tzw. przyciągania przez frustrację, za sprawą którego separacja i zerwanie wywołuje obsesję. Pod jego wpływem, pomimo upływu czasu, nadal idealizujesz byłego i odczuwasz wręcz fizyczną potrzebę zbliżenia się do niego. Dlatego po rozstaniu warto zracjonalizować powody, które do niego doprowadziły, czyli odpowiedzieć sobie na pytanie: „Dlaczego tak naprawdę nie jesteśmy już razem?”. Najlepszy czas na to jest wtedy, kiedy poczujesz, że chcesz, że jesteś już gotowa, żeby zamknąć (domknąć) tę relację.

Bliskość i osobność

Pacjentki często pytają, czy lepiej zablokować go na portalach internetowych czy to nie ma sensu. Odpowiadam, że to trochę tak jak z rzucaniem palenia – jeśli paczka papierosów w szufladzie biurka nie skusi cię, żeby zapalić „tylko jednego”, to nie musisz robić demonstracyjnych kroków. A jeśli nawet pojawią się myśli na jego temat – po prostu spokojnie je obserwuj, przeżywaj pojawiające się emocje, bądź w i z tym wszystkim, co się w tobie dzieje, bez oceniania, bez musów i przymusów. Każdego dnia tych myśli i emocji będzie mniej, aż w pewnym momencie uświadomisz sobie, że jego naprawdę już nie ma w twoim życiu.

Nie pytaj, kiedy to się stanie, bo nie wiem.

Przetrwalnik

  • Zaakceptuj, że przeżywasz żałobę po rozstaniu. Jeśli masz za sobą doświadczenie śmierci kogoś bliskiego, już wiesz, w jaki sposób przeżywasz stratę. Będzie prawdopodobnie tak samo. To trudne, ale czas goi rany. Pobądź z pustką, która momentami może być dotkliwa. Niektóre pacjentki opisują ją jak ziejącą dziurę w brzuchu.
  • Pamiętaj, że najważniejsze to nie podążać za przekonaniami. Nie słuchaj tych wszystkich „powinnaś”, „musisz”, tylko skup się na doznaniach w ciele. One cię poprowadzą. Twoja historia po rozstaniu jest niepowtarzalna, bo twoja własna.
  • Kiedy poczujesz, że czas już zapełnić pustkę – zrób to. Ale nic na siłę. Nie ponaglaj siebie w imię czyichś oczekiwań. Dasz wtedy światu sygnał, że jesteś gotowa, i pojawi się nowe. Poczujesz, że nagle masz dużo więcej czasu. I choć może polubiłaś już bycie w pojedynkę, to obudzi się w tobie ciekawość i otwartość na innych ludzi.
  • Niektórzy terapeuci doradzają zmianę. Wyprowadzenie się z mieszkania, w którym mieszkaliście razem; zerwanie ze wspólnymi znajomymi; omijanie okolic, w których bywaliście obydwoje. Ale to znów zależy wyłącznie od ciebie, bo jeśli kochasz to mieszkanie, tych ludzi, z którymi spędzaliście wakacje, cenisz sobie szkołę jogi, do której on cię zaprowadził – nie rezygnuj z tego wszystkiego. Nie ma pewności, że ci to w czymkolwiek pomoże.
  • Zanim wejdziesz w kolejny ważny związek (choć te przejściowe tuż po rozstaniu też są ważne), doświadcz odrębności. Skoro tak długo po rozstaniu cierpisz, prawdopodobnie wasza więź była silnie symbiotyczna, dlatego warto poczuć stan bycia osobno. Na początku może być ci trudno, ale powoli zaczniesz czuć, że w głębi tej zranionej cierpiącej osoby – która nie może uwolnić się od przeszłości, choć już bardzo tego chce – znajduje się twoje „ja”. Dopiero wtedy poczujesz, że były partner zawsze będzie częścią twojego wewnętrznego świata, jednak jego nieobecność już nie rani. Albo przynajmniej nie tak mocno.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholożka, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze