1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Psychodeliki w leczeniu depresji. Jak wygląda terapia? Rozmowa z Maciejem Lorencem, współzałożcielem Polskiego Towarzystwa Psychodelicznego

Maciej Lorenc, socjolog, współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Psychodelicznego (Fot. Jakub Szafrański)
Maciej Lorenc, socjolog, współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Psychodelicznego (Fot. Jakub Szafrański)
Do niedawna psylocybina z tak zwanych grzybków czy LSD były na cenzurowanym, dziś wracają do łask. Powstają o nich książki i filmy dokumentalne, ich działanie zachwalają celebryci. I wszystko wskazuje na to, że to nie kwestia chwilowej mody. Maciej Lorenc, autor i tłumacz publikacji na temat psychodelików, opowiada o ich terapeutycznym potencjale i przyczynach towarzyszącego im rozgłosu.

Psychodeliki to substancje takie jak LSD, psylocybina zawarta w niektórych grzybach, meskalina obecna w kilku gatunkach kaktusów czy DMT, które jest głównym składnikiem roślinnego napoju ayahuasca przygotowywanego przez szamanów w Ameryce Południowej. Wywołują zmiany percepcji, sposobu myślenia i odczuwania emocji. Media rozpisują się ostatnio na temat ich medycznych właściwości, skąd to ogromne zainteresowanie i entuzjazm?
Bardzo istotny i zbyt często pomijany w doniesieniach medialnych jest fakt, że zjawisko nazywane „renesansem psychodelicznym” nie dokonuje się wyłącznie w medycynie. Z jednej strony jest nauka, która dostarcza wiarygodnej wiedzy o działaniu tych substancji. Z drugiej strony jest hype kulturowy, którego przejawem jest między innymi rosnąca popularność ceremonii z użyciem ayahuaski albo grzybów psylocybinowych, a także przyjmowanie psychodelików do celów czysto rekreacyjnych, między innymi na niektórych dużych festiwalach muzycznych.

Paliwa do tego zainteresowania dolewają celebryci, którzy coraz chętniej opowiadają o swoich doświadczeniach psychodelicznych. Na przykład książę Harry, Elon Musk czy Mike Tyson, który bierze psychodeliki w mikrodawkach przed walką i uważa, że uratowały mu życie. Warto też wspomnieć o eksplozji zainteresowania tym tematem w świecie biznesu. Wartość rynku medycyny psychodelicznej wynosi obecnie około czterech miliardów dolarów i według prognoz w ciągu najbliższych lat wzrośnie co najmniej dwukrotnie. Odmienne stany świadomości zawsze były tematem nośnym, a coraz więcej słychać o tym, że mogą korzystnie wpływać na dobrostan człowieka i znajdować zastosowanie w psychoterapii.

Zaraz, a czy psychodeliczne substancje to nie są narkotyki?
W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że są nimi w sensie prawnym, ale nie medycznym. W sensie prawnym narkotyki to wszystkie nielegalne substancje psychoaktywne, natomiast w sensie medycznym narkotyk to substancja, która wywołuje uzależnienie i niekontrolowaną chęć dalszego przyjmowania, co często wpływa destrukcyjnie na organizm i życie użytkownika. Najlepszym przykładem byłyby tu opioidy albo alkohol. Psychodeliki natomiast są względnie bezpieczne pod względem fizjologicznym i nie wywołują głodu narkotycznego. Z badań sondażowych wynika, że ludzie przyjmujący je rekreacyjnie w większości robią to tylko trzy lub cztery razy w roku.

Czego dotyczą najważniejsze badania psychodelików? Co można leczyć za ich pomocą?
Obecnie najwięcej uwagi poświęca się leczeniu depresji. Wynika to z tego, że psychofarmakologia od kilku dekad nie opracowała innowacyjnych leków psychiatrycznych w tym obszarze. Można powiedzieć, że mamy trzy fale leczenia depresji: pierwszą, z lat 50., kiedy wprowadzono inhibitory monoaminooksydazy i leki trójpierścieniowe. Drugą, z przełomu lat 80. i 90. XX wieku, kiedy odkryto leki SSRI, czyli inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny. Po kilku dekadach widać, że te leki nie na wszystkich działają, a poza tym mogą mieć skutki uboczne, takie jak spadek libido czy nudności. Jeśli zostaną źle dobrane, mogą wręcz zaostrzyć symptomy. Na dodatek zaczynają wywoływać antydepresyjne efekty dopiero po kilku tygodniach zażywania. Psychiatria potrzebuje więc nowych leków, a według niektórych ekspertów trzecią falą antydepresantów mogłyby być środki psychoaktywne takie jak ketamina czy psylocybina. Po ich zastosowaniu efekt antydepresyjny może nastąpić już następnego dnia i utrzymywać się nawet kilka miesięcy. Warto jednak podkreślić, że one również nie wywołują poprawy u wszystkich. Nie są cudownym panaceum, a szum medialny wokół nich może tworzyć wygórowane oczekiwania u zrozpaczonych ludzi pogrążonych w depresji.

Od jakiegoś czasu trwa też debata na temat tego, co leży u podstaw efektu antydepresyjnego psychodelików: ich działanie farmakologiczne związane z pobudzeniem neuronów czy jakość wywoływanych przez nie subiektywnych doświadczeń sprzyjających zmianie perspektywy. Przeżycia pod ich wpływem bywają wyjątkowo intensywne, więc protokół terapii z ich użyciem jest niezwykle rozbudowany – znacznie bardziej niż w przypadku standardowych leków psychiatrycznych.

Jak wygląda przebieg takiej terapii?
Jej ogólny schemat stworzono jeszcze w połowie ubiegłego wieku. Pierwszym etapem jest przygotowanie – potencjalny pacjent spotyka się z terapeutą na rozmowę o przebiegu kuracji i wywiad przesiewowy. Na tym etapie odrzuca się osoby, którym doświadczenie psychodeliczne mogłoby zaszkodzić. Chodzi głównie o pacjentów z tendencjami do zaburzeń psychotycznych, takich jak schizofrenia czy choroba dwubiegunowa, a także osoby z niektórymi zaburzeniami osobowości. Stwierdzono bowiem, że psychodeliki mogłyby dodatkowo zdestabilizować ich psychikę, a tym samym pogorszyć ich stan.

Pierwszy etap to też rodzaj psychoedukacji?
Tak, terapeuci uprzedzają pacjenta, czego może się spodziewać po przyjęciu psychodeliku. Nawiasem mówiąc, może to znacząco wpływać na to, co on potem przeżywa, ale z drugiej strony nieetyczne byłoby nie uprzedzić go o tym, co może się wydarzyć. Pod wpływem tego rodzaju substancji niekiedy pojawiają się stany mistyczne, ale przytrafiają się również fale intensywnych emocji, na przykład niepokoju związanego z utratą samokontroli albo poczucie cielesnego dyskomfortu.

Drugim etapem jest sesja psychodeliczna, podczas której przyjmuje się substancję psychoaktywną – obecnie najczęściej jest to psylocybina. Pacjentowi towarzyszy dwoje terapeutów, zazwyczaj mężczyzna i kobieta. Oczy ma zasłonięte opaską, leży ze słuchawkami na uszach i jest zachęcany do tego, żeby skupił się na swoim doświadczeniu wewnętrznym i ograniczył komunikację werbalną.

A po co słuchawki na uszach?
Doświadczeniu towarzyszy odpowiednio przygotowana ścieżka muzyczna. Muzyka jest określana często jako dodatkowy terapeuta, ponieważ może pomóc w odblokowaniu niektórych emocji. Chociaż schemat terapii psychodelicznej pochodzi z połowy ubiegłego wieku, już w rdzennych szamanistycznych społecznościach – na przykład tych z Ameryki Południowej – odkryto, że dźwięk podczas ceremonii stosowania środków psychodelicznych może strukturyzować i ukierunkowywać doświadczenie. Bardzo istotna jest też obecność przewodnika, który zapewnia wsparcie w razie problemów. Można więc zaryzykować twierdzenie, że biali ludzie Zachodu nie tyle odkryli terapię psychodeliczną, co zaczerpnęli ją od rdzennych ludów. One zresztą dziś upominają się o swoje dziedzictwo. Mazatekowie – plemię z dzisiejszego Meksyku, od którego wzięliśmy grzyby psylocybinowe – coraz głośniej protestują przeciw komercjalizacji ich świętego lekarstwa używanego od tysiącleci.

Dochodzimy do integracji, trzeciego i ostatniego etapu terapii.
Chodzi w niej o omówienie doświadczenia psychodelicznego, a także uporządkowanie wyniesionych z niego wglądów i wdrożenie ich do codziennego funkcjonowania. Ludzie pod wpływem psychodelików często doznają różnego rodzaju objawień i czują silny impuls do wprowadzenia szybkich zmian w życiu zawodowym lub prywatnym. Zdarza się to również w przypadku rekreacyjnego użycia tych substancji. Psychoterapeuci psychodeliczni zaznaczają, że wszystkie radykalne zmiany życiowe lepiej dokładnie przemyśleć i odłożyć na kilka tygodni, a nawet miesięcy po sesji psychodelicznej, żeby nie wprowadzić do swojego życia chaosu. Na etapie integracji pacjenci często są zachęcani do zobrazowania głównych wątków swojego doświadczenia za pomocą artystycznych form wyrazu, na przykład tworzenia rysunków. Wszystko po to, żeby pomóc im je przepracować i żeby zostało z nimi coś, dzięki czemu będą mogli wrócić do wniosków, które wyciągnęli ze swojej podróży.

Rola terapeuty jest o wiele istotniejsza, jeśli sesja psychodeliczna była dla pacjenta wymagająca lub przytłaczająca. Może on zostać skonfrontowany z jakimiś niewygodnymi aspektami swojego życia i zalany trudnymi treściami psychicznymi. Terapeuci pomagają mu zminimalizować negatywny wpływ tych doświadczeń i potraktować je jako okazję do głębszej refleksji, a tym samym do wewnętrznego rozwoju.

Doświadczenie psychodeliczne potrafi wywrzeć długofalowy wpływ – niektórzy mówią tu o kilku miesiącach, inni o pół roku. Ten czas jest swego rodzaju oknem, które pozwala na wprowadzanie zmian.
To, co nazwałeś oknem, czyli czas większej podatności na zmiany, wynika po części z faktu, że psychodeliki stymulują neuroplastyczność – pobudzają układ nerwowy do tworzenia nowych połączeń między neuronami. Ten mechanizm jest o tyle istotny, że pozwala utrwalić niektóre zmiany, na przykład nowe nawyki. Na dodatek w przypadku depresji obserwuje się zanikanie połączeń nerwowych głównie w korze przedczołowej odpowiedzialnej między innymi za regulację emocji i koncentrację, a także w hipokampie odpowiadającym za procesy pamięciowe. Mózgi osób w depresji gorzej działają, do czego przyczynia się chroniczny stres, bo podniesiony poziom kortyzolu uszkadza synapsy.

Co wiemy o działaniu psychodelików z relacji przyjmujących je osób?
Ich działanie w dużej mierze zależy od przyjmowanej dawki, a także od zewnętrznych okoliczności i nastawienia użytkownika, czyli jego oczekiwań i aktualnego stanu psychicznego. Zasadniczo wywołują one zmiany w percepcji, sposobie myślenia, postrzeganiu ciała i poczuciu własnego „ja”. U wielu osób następuje poczucie rozmycia jednostkowego ego czy też codziennej struktury tożsamości. Ten czynnik wydaje się mieć bardzo istotne znaczenie dla efektu psychoterapeutycznego. Oprócz tego badani często czują, że są częścią czegoś szerszego niż oni sami – czegoś, co obdarzają pozytywnymi emocjami. Zanik jednostkowego „ja” i poczucie zjednoczenia z czymś większym to cechy charakterystyczne dla stanów mistycznych, które za pomocą psychodelików można wywoływać w warunkach laboratoryjnych. Niektórzy badacze nazywają nawet terapię psychodeliczną „mistycyzmem stosowanym”. Doświadczenia mistyczne pod wpływem psychodelików mogą napełnić człowieka nową nadzieją, zmienić jego spojrzenie na problemy czy pomóc dostrzec nowe znaczenie w niektórych obszarach życia albo na nowo zobaczyć piękno w otaczającym świecie. Wielu rekreacyjnych użytkowników psychodelików wydaje się natomiast przywiązywać większą wagę do doświadczeń estetycznych związanych ze zmianami percepcyjnymi, na przykład intensyfikacją dźwięków albo wzorami geometrycznymi, które się pojawiają przy zamkniętych lub otwartych oczach. Czasami te zmiany percepcyjne przybierają formę wizji porównywanych do marzeń sennych.

Psychodeliki są rodzajem wzmacniacza świadomości?
Niektórzy psychiatrzy nazywają je nawet „niespecyficznymi amplifikatorami świadomości”. Ich działanie jest niespecyficzne w tym sensie, że trudno jest zawczasu przewidzieć, jakie dokładnie zmiany wywoła połknięcie psylocybiny albo LSD. Nawet jeśli odmierzymy odpowiednią dawkę, zadbamy o sprzyjające warunki i odpowiednio się nastawimy, podróż psychodeliczna może obrać nieprzewidziany kierunek. Niekiedy okazuje się tak zwanym bad tripem. Pod wpływem substancji możemy doświadczyć stanów, które pozostawią trwały negatywny ślad na psychice. Nie jest to coś, przed czym można całkowicie się zabezpieczyć.

Dzięki rozwojowi neuronauki wiemy jednak całkiem dużo na temat tego, co dzieje się w mózgu pod wpływem substancji psychodelicznej.
Psychodeliki działają głównie poprzez układ serotoninowy, a dokładnie przez jeden z podtypów receptorów serotoniny 5-HT2A, który jest najgęściej rozmieszczony w najnowszych ewolucyjnie częściach mózgu, czyli w korze. Serotonina jest jednym z głównych neuroprzekaźników i reguluje między innymi nastrój, libido, łaknienie oraz temperaturę ciała.

Mniej więcej dekadę temu za pomocą rezonansu magnetycznego i innych nowoczesnych technik neuroobrazowania przebadano ludzi pod wpływem psychodelików i choć spodziewano się wzrostu aktywności mózgu, nieoczekiwanie zaobserwowano jej spadek w wielu obszarach. Spadek ten następuje między innymi we wzgórzu, które odpowiada za regulowanie przepływu bodźców sensorycznych do kory mózgowej, a więc chroni nas przed ich nadmiarem. Psychodeliki modyfikują funkcję wzgórza w taki sposób, że do kory napływa więcej sygnałów, co przekłada się na subiektywne poczucie, że doświadczenie zmysłowe staje się bogatsze.

Podobno psychodeliki wpływają też na rozumienie własnej tożsamości.
Zdają się oddziaływać na tak zwaną sieć stanu spoczynkowego (Default Mode Network) złożoną z kilku obszarów mózgu, które wspólnie zajmują się konsolidacją myśli o sobie i relacjach z innymi. Odpowiadają również za ogólne przekonania na temat tego, jacy jesteśmy i jaki jest świat. Sieć DMN uznaje się za odpowiednik szeroko rozumianego „ja”. Pod wpływem psychodelików następuje jej tymczasowa dezorganizacja, czemu na poziomie subiektywnym towarzyszy stan rozpuszczenia ego. To samo w sobie może mieć walor terapeutyczny. Ludzie, którzy wpadają w depresję, stają się nadmiernie zafiksowani na negatywnych myślach, emocjach i doznaniach cielesnych. Psychodeliki pozwalają zwiększyć elastyczność psychologiczną, a więc zdolność do akceptującego obserwowania bieżących myśli i odczuć bez uciekania przed nieprzyjemnymi doznaniami. W rezultacie mogą sprzyjać wychodzeniu ze sztywnych schematów mentalnych, w które czasami wpadają ludzie, zwłaszcza ci z uzależnieniami albo z depresją.

Uważa się, że wiele zaburzeń psychicznych jest związanych właśnie z pewnego rodzaju umysłową sztywnością czy też brakiem umiejętności wyjścia poza własne przekonania na temat siebie i świata. Dlatego rozpoczęto badania z zastosowaniem psychodelików także do leczenia innych zaburzeń niż depresja.
Naukowcy koncentrują się obecnie na używaniu psychodelików głównie w terapii depresji i uzależnień, ale ich potencjalne zastosowania są znacznie szersze. Przeprowadzono badania, w których zastosowano je również w przypadku zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych, a także zaburzeń odżywiania, głównie anoreksji, którą bardzo trudno leczyć. Obiecujące są też pomysły zastosowania psychodelików albo ich nowych analogów w leczeniu chorób neurodegeneracyjnych, bo wiele wskazuje, że dzięki nim można pobudzić rozwój układu nerwowego. Sprawdza się też przeciwzapalne i przeciwbólowe właściwości tych substancji.

Czy w Polsce prowadzi się jakieś badania nad psychodelikami?
Neurofarmokolożka i biolożka, prof. Krystyna Gołembiowska z Instytutu Farmakologii PAN w Krakowie prowadzi na zwierzętach badania dotyczące wpływu psychodelików na neuroprzekaźnictwo i ewentualnej neurotoksyczności tych związków. Jest też dr Urszula Kozłowska z Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu, która bada wpływ psychodelików na stany zapalne i ich potencjał neuroprotekcyjny. Trwają starania o zainicjowanie w Polsce badań klinicznych z udziałem ludzi i wszystko wskazuje, że może się to udać w kilku ośrodkach.

Jaka jest przyszłość medycyny psychodelicznej?
Obecnie niezliczone firmy prowadzą badania nad analogami psylocybiny, które nie są naturalne, więc można je opatentować i czerpać z nich zyski. Naukowcy w laboratoriach poszukują związków o krótszym działaniu, aby kuracja zajmowała mniej czasu, a tym samym była tańsza. Pacjentem pod wpływem psylocybiny trzeba zajmować się od sześciu do ośmiu godzin, a niektóre z jej nowych analogów wpływają podobnie na świadomość, ale tylko przez dwie lub trzy godziny. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy dążenie do obniżenia kosztów zawsze jest dobre dla pacjenta.

Powstaje również wiele niepsychoaktywnych analogów psychodelików. Niektóre z nich wywierają podobny wpływ na układ nerwowy i pobudzają proces powstawania nowych synaps, ale nie wywołują zmian w świadomości. Takie nowe substancje będą łatwiejsze w użyciu klinicznym. Łatwiej jest bowiem zajmować się pacjentem, który nie doświadcza intensywnych zmian w postrzeganiu, lecz pozostaje w normalnym stanie. Prawdopodobnie właśnie na tych nowych substancjach będzie w przyszłości skupiać się medycyna psychodeliczna i związany z nią biznes.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Maciej Lorenc (rocznik 1985), socjolog, współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Psychodelicznego, które tworzy interdyscyplinarną platformę współpracy między ekspertami zajmującymi się psychodelikami. Autor książki „Czy psychodeliki uratują świat?” i tłumacz wielu publikacji poświęconych substancjom psychodelicznym. Prowadzi audycję „Psychodelicje” w radiu Newonce. We wrześniu ukazała się jego najnowsza książka „Grzybobranie. Kulturowa historia psylocybiny”.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze