1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Życie jest sztuką odpuszczania

Joanna Flis (Fot. Katarzyna Stefanowska/archiwum prywatne Joanny Flis)
Joanna Flis (Fot. Katarzyna Stefanowska/archiwum prywatne Joanny Flis)
„Nikt nas nie wychowuje do tego, żebyśmy zastanawiali się nad ceną, jaką płacimy za realizowanie tych fantazji o byciu silnym, dzielnym, wytrzymałym i ambitnym” – mówi psychoterapeutka Joanna Flis.

Odpuścić, to słowo, które większości z nas kojarzy się bardzo negatywnie. Odpuścić, to znaczy dla nas poddać się, nie walczyć.
Tak, kojarzy się z poddaniem, z porażką, ze słabością charakteru, z lenistwem, a także z brakiem ambicji. Jesteśmy wychowani w kulturze walki. Również walki ze sobą, toczymy ją na różne sposoby. Walczymy nawet z własnym ciałem.

Nie odpuszczamy. Ani sobie, ani innym.

Myślę, że mamy jeszcze jedno skojarzenie – odpuszczenie to utrata honoru i dumy!

A w naszej, polskiej kulturze honor i duma mają ogromne znaczenie i choćby nie wiem co, nie wolno odpuszczać właśnie dlatego, żeby nie stracić twarzy. Często słyszę w gabinecie, że kiedy ktoś odpuścił, bo był czymś potwornie zmęczony, odpuścił, bo nie był na przykład w stanie trwać dłużej w korporacji, to taka decyzja obarczona była poczuciem wstydu.

Ten kto odpuszcza się wstydzi, a reszta ostatkiem sił, ale walczy, żeby dumy i honoru nie tracić…
Tak. Bo nikt nas nie wychowuje do tego, żebyśmy zastanawiali się nad ceną, jaką płacimy za realizowanie tych fantazji o byciu silnym, dzielnym, wytrzymałym i ambitnym.

Powiedzmy to wyraźnie – odpuszczanie bywa zdrowe, mądre, a czasem wręcz konieczne.
Zdecydowanie tak. Ja w ogóle jestem zdania, że życie jest właśnie sztuką odpuszczania. Musimy sobie odpuścić pewne marzenia, niektóre cele, musimy odpuścić naszemu ciału, które nie zawsze spełnia nasze oczekiwania.

Musimy umieć odpuszczać rzeczy, których wymaga od nas nasze ego, używając różnych narzędzi, chociażby takiego okrutnego krytyka wewnętrznego, który nas dźga od spodu po to, żebyśmy osiągali, osiągali i osiągali.

Musimy odpuścić sobie także różne rzeczy, które proponuje nam kultura konsumpcjonizmu. Ta podpowiada nam wciąż, że powinniśmy zarobić jeszcze na to i na to… Dlatego uważam, że w świecie przesytu, w którym żyjemy, sztuka odpuszczania jest być może nawet jedną ze sztuk ważniejszych.

Czy polska kultura, poza wspomnianymi dumą i honorem, jest jeszcze jakoś specyficzna w tym obszarze? Czy to po prostu ludzka skłonność?
Nie mam porównania z innymi kulturami. Nie wiem, czy jesteśmy specyficzni, ale z pewnością, kiedy przyglądam się swoim pacjentom widzę pewną tendencję. Od najmłodszych lat uczymy dzieci takiej zawziętości. I z jednej strony ta zawziętość jest bardzo ważna, mówimy tu o wytrwałości w dążeniu do różnych celów. O zdolności do znoszenia pewnego dyskomfortu – jak już coś zacząłeś, to skończ.

No właśnie, chciałam zapytać, jakich komunikatów używamy do uczenia tej zawziętości. Bo przywołane przez panią „jak coś zaczynasz, to skończ” wydaje się uczeniem ważnej i potrzebnej w życiu konsekwencji.
Tak, ale… Czy uczymy dzieci jednocześnie szacowania? Czy potrafimy oszacować, jaką cenę płacimy za kończenie różnych rzeczy? Czy wytrwałość za wszelką cenę jest nadal cechą pożądaną?

Ja uważam, że wytrwałość jest cechą pożądaną pod warunkiem, że służy osiąganiu celów, które nam służą. Które nas wzmacniają. Które nas rozwijają. Jeżeli wytrwałość służy do osiągania celów, które już po drodze nas niszczą – niekoniecznie. Wytrwałość nadmiarowa, nadmiarowa samokontrola, niszczą.

One muszą zawsze uwzględniać kontekst, w którym ich używamy. Jeżeli ktoś ma nadmiarową wytrwałość, nadmiarową samokontrolę, to oznaczy, że musi zupełnie zignorować koszty, jakie ponosi.

Myślę teraz o studentach medycyny, z którymi często zdarza mi się pracować i rozmawiać. To są ludzie, którzy, żeby osiągnąć cel, czasem tracą zdrowie fizyczne, psychiczne, uzależniają się od substancji pomagających im uczyć się ogromnych partii materiału. Czasem trzeba rzucić medycynę, żeby przeżyć i przetrwać. I tak jest ze wszystkim.

Czasem trzeba rzucić partnera, żeby przetrwać. Myślę na przykład o kobiecie, która jest współuzależniona.
A tu znowu włącza się niezgoda na odpuszczenie – rodzina za wszelką cenę. Choćby nie wiem co, to musisz nieść swój krzyż. Nie wiem jak ciężki, obezwładniający krzyż masz na plecach, ale ważniejsze są wartości i cele, niż to, jak ty się z tymi wartościami i tymi celami czujesz. Czy one są twoje?

Czy to może „Bóg, honor, ojczyzna”…
Oj, tak. Bóg, honor, ojczyzna – to robi nam wielką krzywdę. Przekonanie, że jest coś, cokolwiek, ważniejszego niż sam człowiek, wprowadza ogromny, szkodliwy bałagan. Jak kobieta ma wpojone, że najważniejsze jest, żeby utrzymała rodzinę w całości, bo ta pełna rodzina jest ważniejsza niż jej zdrowie psychiczne, jesteśmy kilka kroków od potencjalnego dramatu. To jest właśnie dokładanie sytuacja, w której trzeba odpuścić marzenie o pełnej rodzinie, żeby przeżyć, żeby przetrwać.

Czasem trzeba odpuścić marzenie o pięknym domu, wakacjach na drugim końcu świata. Jest tak dużo ludzi, którzy realizują te marzenia, są ekstremalnie ambitni, pracują od rana do nocy w imię tego „pięknego domu, białego piasku” , a potem umierają na zawał. Bo nie potrafią odpuścić.

Jeszcze chwilę, jeszcze trochę, a potem odpocznę pod palmą z pocztówki.
Tylko tego potem już nie ma…. Od razu przychodzą mi też do głowy kobiety, które korzystają nadmiarowo z medycyny estetycznej, nie odpuszczą swojemu ciału, nie pozwolą mu na starzenie się, za wszelką cenę chcą zachować młodość. I to się dla nich kończy dramatycznie. Widzimy potem jak ta nadmierna samokontrola, nadmierne przywiązanie do celów, nieodpouszczanie degraduje ciała tych kobiet.

Zbyt rzadko mówimy o tym, czym jest nadmierna samokontrola. Bo niby wszyscy cierpią na deficyt motywacji…

Ja bym powiedziała dosadnie, że my zajeżdżamy się w niektórych obszarach, a potem samokontroli nie wystarcza nam już w innych.

Kiedy mówimy o odpuszczaniu, myślę też o takim powiedzeniu, że lepiej mieć święty spokój niż rację. Czasami w rozmaitych sporach – czy to w pracy z szefem, współpracownikiem, czy to w domu z partnerem, przepychamy się właśnie o tę rację, a może tu też czasami warto odpuścić.
Zdecydowanie tak! Czasem warto mieć relację, a nie rację. Zdolność do chodzenia na kompromisy, odpuszczania, przymykania na różne rzeczy oczu jest też bardzo ważna, bo my czasami poświęcamy całą relację w zamian za posiadanie wspomnianej racji. I zamiast bezpiecznego, spokojnego domu, mamy pole walki. Zresztą te totalne wojny rozwodowe, które mamy w Polsce są właśnie o tym, że ludzie czują przymus, by coś udowodnić. Udowodnić, że zostali skrzywdzeni, udowodnić, że się zemszczą, czują przymus, by odzyskać poczucie kontroli nad sytuacją, walczą o honor i dumę. Zatracają się w tym. Jako terapeutka obserwuję takie sytuacje. Ludzie latami wydają pieniądze na adwokatów, prawników po to, żeby właśnie wygrać. Tymczasem to jest sytuacja, w której warto odpuścić po to, żeby… żyć! To samo dotyczy walk między rodzeństwami o spadki, podziały majątków. Mnóstwo ludzi uwikłanych jest w takie przedłużające się konflikty, tracimy na tym zdrowie.

Użyła pani słowa kompromis. Myślę, że słowo kompromis dla osoby, która nie umie odpuszczać, to jedno z ohydniejszych, konformistycznych słów.
Znowu przegrana, prawda? Poza tym jak ja czuję, że mam rację, no to bardzo ważne jest, żeby, udowodnić, że tę rację mam, tak? Myślę, że słowo konformizm jest w Polsce bardzo negatywnie nacechowane. Oczywiście, jeżeli ten konformizm jest taką melodią całego naszego życia, jeżeli my cynicznie wybieramy rzeczy, które są dla nas wygodne, bo nie kierujemy się innymi wartościami, nie ma tam namysłu, żadnego wnioskowania moralnego, wtedy jest to postawa negatywna. Ale jeżeli to jest tak, że czasem wybieram po prostu przetrwanie, czy swoją relację, czyli miłość do partnera, to zupełnie inna sprawa. Ktoś, kto nigdy nie chce być konformistą, to jest ktoś, kto skazuje siebie na ciągłą walkę. Kompromis chroni więzi, chroni związki partnerskie, chroni naszą relację z dziećmi. Ile razy jako rodzice odpuszczamy, na przykład, kolejną awanturę o bałagan w pokoju? Właśnie po to, żeby nie psuć niedzieli, nie psuć soboty, nie siać kolejnego fermentu. I czasem trzeba to zrobić. I to nie oznacza przecież, że od razu tracimy autorytet. Autorytetu nie zdobywa się ciągłą walką. Pamiętajmy, że konformizm jest mechanizmem adaptacyjnym. I my mamy prawo regularnie badając kontekst, w którym jesteśmy, wybrać go czasem jako środek dostosowania się do sytuacji.

To wyraz dojrzałości, prawda? Wydaje mi się, że nie ma możliwości, żeby związek przetrwał, jeżeli nie będziemy na co dzień odpuszczać. Jeżeli nie będziemy przymykać oka.
Pewnie! Przecież my to cały czas robimy, konformizm jest wpisany w życie społeczne. Na przykład powściągamy swoje pewne emocje, zachowujemy się cicho w miejscach, w których się tego od nas wymaga. To też są postawy konformistyczne. Albo kiedy wspólnie oglądamy film w kinie, to nie chrupiemy popcornu tak głośno, żeby słyszał to każdy, chociaż może mielibyśmy ochotę jeść go w inny sposób. No nie zawsze możemy podążać za swoimi impulsami i potrzebami. Musimy się po prostu dostosowywać. Tak samo jest w związku. Oczywiście, możemy mieć fantazję o tym, że spotkamy rycerza na białym koniu, i żaden kompromis nie będzie konieczny, ale wydaje mi się, że trzymanie się tej fantazji uniemożliwi nam wejście w związek z kimkolwiek.

Słyszałam opinię, że przymykanie oka w związku, takie odpuszczanie swojej racji, jest brakiem szacunku dla partnera. Jak wytłumaczyć takie przeświadczenie?
Szaleństwo, to znaczy, że mamy wciąż konfrontować partnera z jego deficytami i to wtedy będzie okazanie mu szacunku?! Kim jesteśmy, żeby to robić? Przecież my regularnie na samych siebie przymykamy też oko – machamy ręką i mówimy: okej, już taka jestem. Są rzeczy, które ze sobą przewalczamy, w sobie zmieniamy, refleksyjnie przejmujemy nad nimi kontrolę, ale są też rzeczy, na które przymykamy oko – czasami lubię zjeść ciasto na śniadanie i okej, wiem, że to nie jest zdrowe, ale czy to jest brak szacunku do samej siebie? Bo ja rozumiem, że mówimy o drobnych rzeczach. No nie wiem, przymykam oko na to, że partner zostawia rozrzucone ubrania przy łóżku, kiedy idzie spać. O, świetnym przykładem są językowe błędy, które wszyscy czasem popełniamy. I teraz możemy oczywiście stać się takimi kontrolerami i wszystkich, w tym naszego partnera, poprawiać, ale to nie ma nic wspólnego z kulturą osobistą. Takie ciągłe udoskonalanie, próby zmieniania drugiego człowieka, nie mają nic wspólnego z szacunkiem wobec niego.

Gdybym siedziała na spotkaniu z przyjaciółmi i wciąż ich poprawiała – złej daty użyłeś, to nie była ta osoba, to nie była ta książka, to nie był ten film, to nie jest ta forma czasownika – byłoby to zaprzeczeniem szacunku.

To wszystko, o czym mówimy, to wyraz dojrzałości, prawda?
Tak, bo jest nią między innymi umiejętność dostrzeżenia kontekstu. Odpuszczania w odpowiednich sytuacjach. Dokonanie wyboru, gdzie odpuścić, a gdzie walczyć. To jest także zdolność do rozpoznawania konsekwencji naszych zachowań. Czyli, potrafię wyobrazić sobie do czego moje zachowania doprowadzą, co pozwala mi wybrać, które z nich będzie najbardziej użyteczne, bo przecież ostatecznie zdrowa osobowość to jest taki konstrukt, który pozwala nam właśnie wybierać użyteczne, adaptacyjne zachowania, przybliżające nas do pełni zdrowia, do większego szczęścia, do osiągania celów i postępowania zgodnie z różnymi wartościami. Na przykład wartością uniwersalną jest mówienie prawdy, ale z drugiej strony, czy zawsze? Czy na przykład mam powiedzieć zachwyconej sukienką koleżance, której gust zupełnie mi nie odpowiada, że wygląda fatalnie? Czy każda prawda, niezależnie od kontekstu, jest prawdą, którą warto podać? Moim zdaniem nie. I myślę, że gdybyśmy wszyscy postępowali zgodnie z jakąś jedną uniwersalną zasadą, nie osadzając jej w kontekście, to trudno by nam się ze sobą żyło, bo nie zawsze wszystkie myśli, które są dla mnie prawdziwe, uważam za użyteczne dla innych ludzi.

Powiedziała pani, że nie uczymy dzieci odpuszczania. Jak to zrobić mądrze?
Warto uczyć dzieci właśnie badania sytuacji. Pokazywać, że można zweryfikować cel po drodze, można swoje plany zweryfikować, zmodyfikować. Że nie należy chodzić z klapkami na oczach i jak sobie coś postanowimy, to za wszelką cenę musimy to zrobić. I nie należy tego tylko powtarzać, dajmy przykład. Bo my sami, jak już powiedziałyśmy, często tak właśnie żyjemy.

Robimy sobie krzywdę i nakładamy na siebie opresyjne oczekiwania, które oddzielają nas od tego, czego naprawdę potrzebujemy, od tego co czujemy, czy co jest dla nas użyteczne.

Mamy też taką nieciekawą tendencję, by wyciągać innym, że właśnie odpuścili, albo zmienili zdanie. Wygrzebujemy na przykład jakieś zdanie, które ktoś wypowiedział 5 lat temu i komentujemy: Kiedyś mówiłeś inaczej, a teraz mówisz inaczej. To kiedy kłamałeś? W ogóle nie uwzględniamy, że ludzie się zmieniają, zmieniają się ich poglądy, bo może zmądrzeli, a my ich za to krytykujemy?!

Zauważyłam też na własnym przykładzie, że ludzie nie przepadają za tym, kiedy inni odpuszczają. Cały czas jestem w fazie składania mojego doktoratu i kończenia pracy doktorskiej. I jak powiedziałam znajomym, że wydłużyłam sobie jeszcze ten czas o dwa 2 lata, bo jestem bardzo zmęczona – napisałam w międzyczasie parę książek, robiłam inne rzeczy – i wybieram regenerację, doktorat mi nie ucieknie, wiele osób było zszokowanych. Słyszałam: no co ty, jak byś tak trochę jeszcze pocisnęła, to zaraz byś ten doktorat miała. Jednak warto się zatrzymać, pomyśleć, czy ja to muszę dzisiaj mieć, czy ja wolę po prostu spędzić święta w kontakcie z rodziną, a nie zamknięta w pokoju z książkami? Ja wybrałam święta z rodziną, a potem wiosnę i lato, kiedy miałam trochę wolnego, czas na odpoczynek, na robienie zupełnie nieambitnych rzeczy, na życie w slow motion, dla wielu to było nie do pojęcia. Były osoby, które próbowały mnie stymulować, zagrzewać do walki.

Bo pewnie same walczą, nie umieją odpuścić, a wtedy drażni nas, że ktoś umie to zrobić…
Czasami naprawdę warto nie być tą najambitniejszą osobą na świecie. Pamiętajmy, to jest nasze życie – długość naszego życia, jakość naszego życia, jakość naszego zdrowia. Nikt nam potem tego nie wróci. Nie pozwólmy, żeby zżerało nas naszego ego. Równowaga między ciałem a ego musi być zachowana. Jak ego jest ważniejsze od ciała, to ego je zje, zabije.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze