1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Zdrowa asertywność to taka, która ma granice

Asertywność nie tylko pomaga nam być blisko siebie. Powoduje też, że możemy być blisko innych lub odejść od nich bez poczucia zagrożenia. (Fot. Getty Images)
Asertywność nie tylko pomaga nam być blisko siebie. Powoduje też, że możemy być blisko innych lub odejść od nich bez poczucia zagrożenia. (Fot. Getty Images)
Asertywność – powszechnie stosowane narzędzie psychologiczne – ma swoją ciemną odsłonę. Może uczynić człowieka dotkliwie samotnym, może również stać się narzędziem manipulacji oraz wytrychem do usprawiedliwiania i podtrzymywania zachowań agresywnych. O granicach zdrowej asertywności pisze Robert Rient.

Po trzech dekadach od premiery kultowego podręcznika do asertywności „Stanowczo, łagodnie, bez lęku” Marii Król-Fijewskiej ukazuje się jego wznowienie. Książka od lat jest praktycznym przewodnikiem do zdobywania umiejętności asertywnych. Tym razem doświadczona psycholożka kliniczna – poza dawaniem wskazówek, jak odmawiać i chronić siebie – w ostatnich słowach dzieli się swoimi przemyśleniami: „Trzydzieści lat temu z pewnością przeceniałam znaczenie treści wypowiedzi. Teraz jestem przekonana, że kluczową rolę odgrywa wewnętrzna postawa, definiowana chęcią wyrażenia siebie i jednocześnie uszanowania godności drugiej osoby. To i to, jednocześnie, decyduje, czy zdanie, które wypowiemy, ostatecznie dotrze do rozmówcy jako asertywne, agresywne czy uległe”.

Nauka z warsztatów

Gdy przed laty prowadziłem treningi asertywności, byłem zaskoczony, jak szybko można zdobyć określone umiejętności w jej zakresie, nauczyć się gotowych formułek odmowy, choćby na tzw. zdartą płytę, polegającą na konsekwentnym powtarzaniu odmownej decyzji osobie agresywnej, takiej, która nie szanuje cudzych granic i samej odmowy. Obserwowałem, jak osoby wycofane i nieśmiałe te granice stawiają, uczą się wypowiadać „komunikat ja”, informując drugą stronę, co czują i czego w związku z tym oczekują. Drugim zaskoczeniem było zauważenie, jak uczestnicy szkoleń wykorzystują niekiedy narzędzia asertywne, by bezwzględnie osiągać swoje cele, rządzić, kontrolować i wywierać wpływ, dbając o swoje samopoczucie przy całkowitym ignorowaniu emocji i potrzeb drugiej strony.

Przestałem prowadzić treningi asertywności z poczuciem, że może ona być i uzdrawiająca, i toksyczna, oraz z rozpoznaniem, że uzdrawiająca asertywność zdecydowanie mniej związana jest z wyrażaniem komunikatów – słowami i precyzyjnym formułowaniem – a raczej z osobistą mocą, gdy bez rezygnowania z szacunku wobec siebie nadal jest przestrzeń do dostrzegania drugiej osoby (również takiej, z którą nie chce się dzielić życia).

Zatem, podkreślając ogromne korzyści wynikające ze stosowania asertywności, takie jak obrona swoich granic i zachowanie zdrowia psychicznego, należy uczciwie napisać również o tym, jakie łączą się z nią zagrożenia i do jakich nadużyć może doprowadzić.

W służbie dominacji i samotności

Istnieje grupa psychologów i psycholożek – zarówno biznesu, jak i klinicznych – którzy do perfekcji opanowali umiejętności asertywne, bez rozpoznania, że sam ten fakt jest przywilejem i przewagą w świecie ludzkich relacji. Twierdzenie, że umiejętności te są powszechnie dostępne i każdy może je zdobyć, jest przykładem twierdzenia bierno-agresywnego oraz pominięcia cudzej, niekiedy traumatycznej przeszłości czy braku środków na udział w kosztownych psychologicznych szkoleniach. „Można używać asertywnej formy w celu dominacji nad drugą osobą – szczególnie wtedy, gdy ktoś przebywa w otoczeniu ludzi, którzy z asertywnością mają problem. Wtedy stanowcze mówienie, ostre informacje zwrotne i szybkie konfrontacje mogą po prostu zastraszyć otoczenie, mimo że wszystko jest pozornie zgodne z zasadami asertywności” – zauważa Maria Król-Fijewska. W pełni się z tym zgadzam.

Inna forma dominacji jest bardziej subtelna. Osoba prowadząca terapię, warsztat czy szkolenie może korzystać z niewerbalnej, asertywnej komunikacji, takiej jak postawa ciała i forma komunikowania, by prowadzona przez nią osoba czy grupa spełniała jej oczekiwania, a nie własne. A to nadużycie.

W relacji czy grupie osób, które mają umiejętności asertywne, można czuć się zazwyczaj bezpiecznie, spokojnie – jest jasne, że każda z osób zadba o swoje granice i potrzeby. Jednak bywa i tak, że w takich relacjach doświadcza się głębokiej samotności. To również znak czasów, w których żyjemy. Wielu z nas jest wychowankami psychologii stawiającej na piedestale „ja” w sposób bezwzględny i nierozpoznający zależności, w których każde „ja” pozostaje. To zależność od innych ludzi, takich, którzy uprawiają ziemię, hodują zwierzęta, budują szkoły, karmią nas, gdy jesteśmy bezbronni, ale i zależność od pozaludzkiego świata, czystej wody, zdrowej gleby, świeżego powietrza.

Być sobą czy być z tobą?

Świadome korzystanie z asertywności jest rozpoznaniem, że ta jest wyłącznie narzędziem, a nie raz przyjętą decyzją. To znaczy, że – jak zauważa autorka książki – zachowanie asertywne nie jest obowiązkiem. Innymi słowy, można tak bardzo dbać o siebie – co wyraźnie widać w europejskim stylu życia – że nie pozostawiamy miejsca dla innych, ludzkich i pozaludzkich mieszkańców planety. Wtedy „obszar wspólny z drugą osobą skurczy się lub całkiem zniknie. Człowiek będzie dużo bardziej chciał być sobą niż być z tobą, przez co stanie się jakby wyspą zamieszkana przez jedną osobę. Można tak bardzo skupić się na akcentowaniu swoich opinii czy uczuć, że umknie nam zupełnie człowiek, który jest odbiorcą tych wypowiedzi i który może czuć się czasami nieważny lub lekceważony”.

Na kolejne niebezpieczeństwo zwraca uwagę psychoterapeutka Elżbieta Królak, członikini Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Otóż asertywność, która od początku miała służyć większej wolności oraz zrezygnowaniu z niezdrowego pozostawania w przestrzeni uległości lub agresji, sama może zmienić się w mechanizm obronny. Dzieje się tak, gdy narzędzia asertywne, ułatwiające radzenie sobie z poczuciem winy i krzywdy, zmieniają się w tarczę. Ta odbija wszelkie uwagi, komentarze – i o ile jest to cenne, jeśli jesteśmy zasypywani tym, co agresywne, toksyczne albo zwyczajnie nasyceni, staje się przeszkodą przy tarczy, która jest podniesiona cały czas. Wtedy taka tarcza pomaga „nie angażować się osobiście w kontakty z ludźmi i skutecznie odbijać informacje zwrotne (również korzystne). W tym sensie asertywność może stać się mechanizmem obronnym, uniemożliwiającym pozytywną zmianę i zubożającym życie osobiste”– komentuje Maria Król-Fijewska.

W kierunku zdrowia

Asertywność w służbie zdrowia rozpoczyna się od monologu wewnętrznego, a zatem rozpoznania głęboko ukrytych przekonań na własny temat. Te niekiedy podcinają skrzydła („jestem do niczego”), utrzymują nas w roli ofiary („musiałam coś zrobić, by zasłużyć na przemoc”) albo zniekształcają rzeczywistość („jestem lepsza od tych wszystkich ludzi”). Asertywność pomaga dostrzec monolog wewnętrzny oraz zmienić go. Ponadto ośmiela, ułatwia nawiązywanie kontaktów towarzyskich, pozwala wyjść ze swojej skorupy. I co być może najbardziej istotne, dostarcza umiejętności osobom skrzywdzonym, nadużytym, poturbowanym przez przemoc albo zagrożonych przemocą.

Maria Król-Fijewska przez dekady uczenia asertywności innych dostrzegła, jak niektórzy stali się bardziej konfrontacyjni, a inni złagodnieli. Pisze również wprost o tym, że każdy z nas ma takie obszary, w których zawiesza bycie osobą asertywną, ulega namowom, poddaje się, ustępuje pomimo swojej racji. I to jak najbardziej w porządku. Asertywność w służbie zdrowia nie tylko pomaga nam bowiem być blisko siebie, powoduje również, że możemy być blisko innych lub odejść od nich bez poczucia zagrożenia.

Polecamy książkę Marii Król-Fijewskiej „Stanowczo, łagodnie, bez lęku”, wyd. W.A.B. Polecamy książkę Marii Król-Fijewskiej „Stanowczo, łagodnie, bez lęku”, wyd. W.A.B.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze