1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Nadzieja matką zdrowych. Terapia Simontonowska pomaga nie tylko w chorobie nowotworowej

Oddziaływania psychologiczne wspierają leczenie i są istotnym elementem procesu zdrowienia. Z badań wiemy, że stan emocjonalny człowieka wpływa na jego układ immunologiczny. (Ilustracja: Dickcraft/Getty Images)
Oddziaływania psychologiczne wspierają leczenie i są istotnym elementem procesu zdrowienia. Z badań wiemy, że stan emocjonalny człowieka wpływa na jego układ immunologiczny. (Ilustracja: Dickcraft/Getty Images)
Źródłem Terapii Simontonowskiej były obserwacje lekarza Carla Simontona, który zauważył, że niektórzy pacjenci rezygnują z leczenia w poczuciu beznadziei. Psychoterapeutka Iwona Nawara przedstawia zasady tej metody i płynące z niej korzyści emocjonalne – nie tylko dla osób chorych.

Terapia Simontonowska kojarzy się z psychoonkologią. Czy to właściwe skojarzenie?
Tak. Dobrze byłoby, żeby pacjenci chorzy na nowotwory oraz wspierający ich bliscy brali udział w warsztatach prowadzonych tą metodą. Nie jest ona skomplikowana, a niezwykle pomocna. W założeniu ma uczyć praktyk samopomocowych. Jako terapeuci edukujemy, pokazujemy techniki, zwracamy uwagę na pewne aspekty, żeby uczestnicy mogli je rozwijać na co dzień. Jednak podczas zajęć, które prowadzę, często słyszę, że to warsztat dla wszystkich, bo dzięki niemu można znacznie lepiej funkcjonować, zwłaszcza w sferze emocjonalnej.

Twórcą metody jest radioterapeuta Carl Simonton. Jak doszło do tego, że ze swoimi pacjentami zaczął pracować psychologicznie?
Ciekawe, że to lekarz zauważył ogromną potrzebę włączenia narzędzi psychologicznych do procesu leczenia nowotworów. Simonton niejednokrotnie opowiadał, że zaczęło się to od tego, iż u pacjentów, którzy nie chcieli się leczyć, zaobserwował poczucie beznadziei. Po jakimś czasie po samym wyglądzie potrafił odróżnić, który pacjent cierpi na brak nadziei i przeżywa związane z tym emocje – smutek, lęk, apatię. Dlatego zaczął poszukiwać sposobów na to, żeby budować u osób chorych nadzieję. Uważał, że jest ona najskuteczniejszą motywacją w procesie leczenia. Może nie bez znaczenia był fakt, że jego żona była psycholożką...

Jak budować wspomnianą nadzieję?
Carl Simonton zauważył, że przy chorobie onkologicznej pojawia się wiele tzw. negatywnych emocji, które niszczą jakość życia, obniżając jego komfort. Zaczynał od pracy z wyobraźnią i z oddechem. Szukał sposobów wpływania na emocje, szkoląc się u psychologów i psychiatrów. Poszczególne metody sprawdzał na sobie, następnie stosował u pacjentów onkologicznych i te, które przynosiły efekty, włączał do programu. Filarem Terapii Simontonowskiej jest Racjonalna Terapia Zachowania, której Simonton nauczył się od amerykańskiego psychiatry Maxie C. Maultsby’ego z Uniwersytetu Howarda w Waszyngtonie.

Na początek wyjaśniamy model powstawania emocji, które pojawiają się w odpowiedzi na nasze myśli. Następnie uczymy techniki pracy z przekonaniami, która polega na poszukiwaniu zdrowszego myślenia.

Jak wygląda ten proces?
Najpierw trzeba znaleźć myśli, które pojawiają się wraz z bólem emocjonalnym. Proponujemy zapisać wszystkie te, które towarzyszą lękom, niepokojom, smutkowi, złości czy poczuciu winy. Nie ma co się obawiać, że przy bardzo silnym bólu nie damy rady tego wyłapać, wprost przeciwnie – myśli są wtedy najbliżej świadomości. Kolejnym krokiem po ich zapisaniu jest ich przeformułowanie. Maultsby zaproponował definicję zdrowego myślenia, która opiera się na kilku prostych i przekonujących zasadach. Jest ich pięć, ale już trzy wystarczą, żeby myśl uznać za zdrową. Po pierwsze pytamy siebie, czy dana myśl jest oparta na faktach, po drugie – czy chroni nasze życie i zdrowie, po trzecie – czy pomaga osiągać bliższe i dalsze cele, po czwarte – czy pomaga unikać konfliktów albo lepiej sobie z nimi radzić, po piąte – czy dana myśl pomaga czuć się tak, jakbyśmy chcieli. Te pytania pokazują, że potrzebujemy pogłębionej świadomości siebie.

Istotna jest też semantyka myśli, czyli to, jak pod ich wpływem się wypowiadamy. W tej metodzie zwracamy uwagę na każde słowo, za którym idzie ładunek emocjonalny. Jeśli przykładowo używamy słownictwa militarnego: pokonam, walczę, zwyciężę – wywołujemy u siebie emocje, które niekoniecznie nam służą. Jeśli słowa nie mają zdrowej semantyki, nie jesteśmy w stanie stworzyć alternatywnej zdrowszej myśli od tej, która powoduje ból emocjonalny.

Czy to jest bliskie technikom poznawczo-behawioralnym?
Tak, to jest model poznawczo-behawioralny opracowany przez Maxie C. Maultsby’ego, który polega na uczeniu się zdrowego myślenia. Jego definicja zawarta jest w pięciu wyżej wymienionych zasadach. Są tam określone kroki: zapisz myśli, oceń każdą według zasad zdrowego myślenia, zastanów się, co chcesz zrobić z emocjami, pomyśl od nowa. Do każdej myśli, którą zapisujemy, trzeba stworzyć zdrowszą. To jest technika, która polega na pracy ze sobą.

Gdy już stworzymy nową wersję myśli, efekt terapeutyczny pojawia się od razu: ulga, obniżenie napięcia, zniwelowanie bólu emocjonalnego widoczne są natychmiastowo, nawet po jednorazowym przeczytaniu nowej myśli. Następnie trzeba te myśli utrwalić – temu służy ich zapisywanie, żeby nie głowić się nad tym za każdym razem, tylko ćwiczyć listę zdrowych przekonań.

Zupełnie zrozumiałe jest, że osoby chore onkologicznie myślą o śmierci, rozstaniu z bliskimi, bólu fizycznym, niekorzystnych zmianach ciała, co staje się źródłem bólu emocjonalnego. Wiodącą emocją jest tu lęk. Zdrowe myślenie pozwala utrzymać lepszy stan emocjonalny, który warunkuje dobrą jakość życia.

I pomaga wyjść z choroby?
Z wielu badań psychoneuroimmunologii wiemy, że stan emocjonalny człowieka odzwierciedla się w całym ciele, wpływając na układ immunologiczny, co ma znaczenie podczas choroby nowotworowej. W dalszej perspektywie praca nad emocjami służy poprawie odporności. Oddziaływania psychologiczne nie są stosowane zamiast leczenia medycznego, natomiast są jego wsparciem i istotnym elementem procesu zdrowienia.

Jakie tematy są poruszane podczas terapii?
Warsztaty Terapii Simontonowskiej to ponad 20 godzin zajęć podzielonych na moduły. Kluczowym jest praca z przekonaniami, która pozwala radzić sobie z tzw. negatywnymi emocjami – na nim opiera się każdy inny moduł. Rozmawiamy też o związku psychiki i ciała, psychoneuroimmunologii, podnoszeniu witalności, nawrotach choroby, wsparciu społecznym, śmierci, zmianach w stylu życia, znaczeniu zabawy i śmiechu.

Są to zajęcia grupowe?
Formuła jest warsztatowa, grupa liczy zazwyczaj 12–16 osób, zajęcia trwają od 4 do 6 dni. Czasem dodajemy zajęcia ruchowo-integracyjne, a oprócz terapii grupowej jest też czas na rozmowy indywidualne z psychologiem.

Każda grupa jest inna i ma swój proces – to bezcenna wartość, coś takiego nigdzie indziej się nie powtórzy. To doświadczenie jest wspierające, pełne życzliwości i zrozumienia. Przebieg zajęć jest

interaktywny: są miniwykłady, rozmowy, dyskusje, refleksje, ćwiczenia omawiane w mniejszym gronie. Wiem, że wiele osób obawia się warsztatów grupowych, bo często boimy się grupy. Dlatego chcę podkreślić, że na naszych warsztatach ustalamy pewne zasady, które służą utrzymaniu właściwej atmosfery pracy grupy i sprzyjają poczuciu bezpieczeństwa uczestników. Nikt nie jest w żaden sposób do niczego przymuszony, np. do wypowiadania się na forum – jeśli ktoś chce, może być jedynie obserwatorem.

Grupa zawsze jest różnorodna – jedne osoby są na początku choroby, zaraz po diagnozie, są takie w trakcie leczenia, ale zwykle sporo uczestników jest tuż po zakończeniu aktywnego leczenia. Wtedy najczęściej pojawia się kryzys psychiczny z lękami i górą obaw. Ci ludzie nie tylko boją się nawrotu choroby, ale przeżywają utratę kontroli nad rzeczywistością, bo skończyły się zadania, które mieli do wykonania podczas leczenia, i teraz nie wiedzą, jak wrócić do zwykłego życia, jak zachować spokój. Każdy z uczestników i uczestniczek po warsztatach dostaje skrypt, który zawiera esencję warsztatów z ćwiczeniami, ankietami, literaturą. Zachęcamy, żeby po zajęciach kontaktować się z nami on-line czy też na żywo, by łatwiej było – zwłaszcza na początku – korzystać z narzędzi, które otrzymuje się na warsztatach. Organizujemy czasem grupy wsparcia i co ciekawe – wiele osób powtarza ten warsztat. Sama organizuję zajęcia dla absolwentów Terapii Simontonowskiej, na których w grupie szlifujemy warsztat, najczęściej jest to praca z przekonaniami.

Wspominała pani, że w warsztatach uczestniczą też bliscy chorych.
Tak. Nie zawsze jest to możliwe i nie wszyscy to robią, ale – gdy się zdecydują – jest to wielka korzyść. Simonton uważał, że mądre wsparcie stanowi ważny element procesu zdrowienia. Jeśli jedna osoba choruje, to choruje cały system, który trzeba wzmocnić. Przede wszystkim stawiamy na rozumienie roli osoby wspierającej, która również wiąże się z wieloma obciążeniami. Jeśli nie ma się świadomości, że to jest ogromny, przewlekły wysiłek, w pewnym momencie pojawia się wyczerpanie emocjonalne i przemęczenie, co może rodzić poczucie niezrozumienia i konflikty w relacjach.

Ważnym tematem jest sztuka rozmowy – nie każdy chce rozmawiać, nie każdy potrafi poruszać trudne tematy, chociażby związane z zagrożeniem życia. Na warsztatach uczymy dobrej komunikacji – pokazujemy, jak ją rozumieć i jak ćwiczyć, bo to jest proces dynamiczny, który wymaga czasu, wysiłku, uważności. Często dopiero podczas ćwiczeń ludzie poruszają ważne kwestiach, które nurtowały ich od dawna, ale brakowało im odwagi. Na zajęciach mogą to zrobić w bezpiecznych warunkach.

W Terapii Simontonowskiej sporo uwagi poświęca się również stylowi życia.
Chodzi o styl życia, który służy zdrowiu. Nie mamy jego wyznaczników czy konkretnej listy zadań do wykonania. Proponujemy, żeby uczestnicy warsztatów przyjrzeli się swojemu życiu w kategoriach, w których wszyscy funkcjonujemy: odżywianie, ruch, relacje, zabawa. Służą temu ćwiczenia, które zachęcają do małych kroków w podejmowaniu zmian. Zaczynamy zazwyczaj od takich obszarów, które są nam znane, nie od samych nowości. Dla nas istotne jest ciągłe poszukiwanie sposobów na budowanie energii życiowej – to tzw. czynności witalne. Jeśli będziemy pamiętać o tym, co każdego dnia możemy zrobić, żeby podnieść witalność, zdrowy styl życia samoistnie się pojawi.

W Terapii Simontonowskiej praca jest bardzo indywidualna – odkrywam, co u siebie widzę, jak reaguję, czego potrzebuję. Podnosimy samoświadomość, żeby móc żyć w dobrostanie emocjonalnym, który podnosi jakość życia.

Iwona Nawara, psycholożka, specjalistka psychoonkologii, terapeutka i trenerka Terapii Simontonowskiej i Racjonalnej Terapii Zachowania

Uwaga, depresja!

Po zdiagnozowaniu choroby nowotworowej i w trakcie leczenia często pojawia się smutek, żal, niepokój czy lęk. Zwykle te emocje przychodzą i znikają, z różnym natężeniem, jeśli jednak utrzymują się przez większość dnia, przez większość dni w tygodniu przez ponad dwa tygodnie oraz przeszkadzają w codziennych czynnościach i odczuwaniu przyjemności – mogą być oznaką depresji klinicznej, która według statystyk dotyka koło 25% osób chorych na raka. Pamiętaj jednak, żeby nie diagnozować się samodzielnie, a o tym, jak się czujesz, porozmawiać z lekarzem prowadzącym lub bezpośrednio z psychoterapeutą/psychiatrą.

W przypadku łagodnej depresji lub jako wsparcie farmako- i/lub psychoterapii Amerykańskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej zaleca również techniki pracy z ciałem, takie jak praktyki oddechowe, trening Jacobsona (progresywna relaksacja mięśni), wizualizacja, medytacja, muzykoterapia oraz – zwłaszcza przy raku piersi – joga czy tai-chi i qigong.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze