1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Love bombing – na czym polega manipulacja miłością i jak się przed nią bronić?

(Fot. CSA Images/Getty Images)
(Fot. CSA Images/Getty Images)
Ofiara love bombingu czuje się odurzona miłością jak narkotykiem. Partner, niczym przebiegły diler, pierwszą dawkę oferuje za darmo. Eksplozja uczuć zalewa nasz mózg, motyle wirują w brzuchu, chcemy unosić się aż do chmur i wykrzykiwać na głos jego (lub jej) imię. Nigdy nie czuliśmy się tak wspaniale: tak dowartościowani, zaopiekowani, ważni i docenieni. Chcemy, by ten cudowny stan trwał wiecznie i zrobimy wszystko, by miłosna euforia nigdy się nie skończyła. Wie to doskonale nasz „love bomber”, sprytny diler miłości. Darmowe „działki” szybko się jednak kończą, a na każdą kolejną musimy sobie zasłużyć. Romantyczny ideał zamienia się w manipulatora, który wikła nas w toksyczną sieć wzajemnych zależności. Co zrobić, by miłosny haj nie zakończył się bad tripem? O sposobach obrony przed love bombingiem rozmawiamy z psycholożką Urszulą Struzikowską-Marynicz.

Love bombing jest szczególnie bezwzględną taktyką manipulacji, bo dotyka sfery wyjątkowo dla nas ważnej i czyniącej nas zupełnie bezbronnymi: miłości. Sprawia, że uczucie, które ze swojej definicji powinno być szczere, czyste i bezinteresowne, przeistacza się w przedmiot transakcji, zyskuje wymiar toksycznego uzależnienia. Na początku jednak nic na to nie wskazuje. Bo czy ktoś tak w nas wpatrzony, dla kogo stajemy się centrum świata, może w rzeczywistości być przebiegłym manipulatorem, który z wyrachowaniem udaje miłość? Choć dla wielu z nas to niewyobrażalne, istnieją ludzie, którzy tak właśnie osiągają swoje cele.

Co to jest love bombing i jakie są jego objawy w związku?

Psychologowie stawiają sprawę jasno: osoba bombardująca miłością nie robi tego bezwiednie ani przypadkowo. Jej działanie jest świadome, metodyczne i wykalkulowane – w odróżnieniu od zachowania ofiary, która nie podejrzewając podstępu, łatwo wpada w zastawioną pułapkę.

– Love bombing to technika manipulacyjna, której celem jest wzbudzenie zaufania, oddania, a następnie wciągnięcie drugiej osoby do relacji. Jest to celowe wzbudzanie w kimś poczucia bycia wyjątkowym, rozumianym, połączonym z kimś szczególnie silną więzią, lojalnością czy podziwem. W ten sposób ktoś bombardowany miłością identyfikuje się z osobą posługującą się tym zabiegiem manipulacyjnym. Cel jest bardzo prosty: uzależnienie poczucia własnej wartości, szczęścia, powodzenia od osoby stosującej technikę love bombing – tłumaczy psycholożka Urszula Struzikowską-Marynicz.

Manipulator zdaje sobie sprawę, że droga do wspomnianego celu wymaga cierpliwości i przemyślanego planu. Bo love bombing to gra długodystansowa – zauroczenie ofiary jest tylko pierwszym z wielu etapów, które są niezbędne ku temu, by w pełni uzależnić od siebie drugą osobę. Dlatego o tej technice mówimy nie tylko w kontekście nowych relacji, ale i długoletnich związków.

– Ofiara bombardowania miłością czuje się dla kogoś wyjątkowa, ważna i kochana. Nie jest świadoma, że jest to niejako zarzucanie emocjonalnej zanęty. Gdy już raz ktoś poczuje się pożądany i wyjątkowy, gdy odczuje, że możliwe jest bycie z kimś blisko i zażywanie błogiej przyjemności – bycia akceptowaną, szanowaną, kochaną, docenianą – to pragnie, aby taki stan rzeczy trwał jak najdłużej. Pragnie się starać i zabiegać o to, by takie przeżycia i emocje utrzymać, by tej relacji nie zniszczyć. Wówczas sama ofiara zaczyna dmuchać i chuchać na taką „cudowną” relację i na kogoś, kto obdarował ją poczuciem wyjątkowości i miłości. Na tym etapie możemy mówić, że osoba manipulowana połknęła haczyk – objaśnia ekspertka.

Po fazie inicjacyjnej rozpoczyna się właściwy etap manipulacji, w którym bombardujący miłością oczekuje rewanżu. Skoro tak mocno cię kocham, tak bardzo o ciebie dbam, jesteś dla mnie najważniejsza (bądź najważniejszy), to chyba coś mi się od ciebie należy, prawda? – daje do zrozumienia toksyczny partner lub toksyczna partnerka.

– Pojawiają się prośby, oczekiwania i wymagania wysuwane na zasadzie: „Nie ma nic za darmo”. W efekcie u osoby manipulowanej naturalnie wykształca się poczucie zobowiązania, wdzięczności, lojalności, powinności i poczucia winy w stosunku do kogoś, kto dostrzegł w niej tak wiele dobrego. Kto ją „bezwarunkowo” zaakceptował, pokochał i wyróżnił. Ofierze zjawiska o nazwie love bombing towarzyszy przekonanie, że ponieważ otrzymała tak wiele, to spotkało ją coś wyjątkowo rzadkiego, nietypowego, co jest warte wszelkiego poświęcenia, zaangażowania, a nawet strat.

Umiejętne posługiwanie się taktyką love bombing potrafi wciągnąć nieświadomą niczego ofiarę w trwającą latami emocjonalną sinusoidę. Choć w jej trakcie wielokrotnie będą ją dopadać wątpliwości, to pragnienie powrotu do czasów idylli będzie zwyciężać. Wraz z nim pojawi się ryzyko, że dla naszego dawcy miłości będziemy ponosić coraz większe straty i coraz częściej godzić się na przesuwanie naszych granic. By nie dać się wplątać w ten toksyczny układ, warto zawczasu dojrzeć na horyzoncie czerwone flagi.

Love bombing czy zakochanie – jak je odróżnić? Te zachowania powinny wzbudzić czujność

Love bombing często nie wzbudza naszych podejrzeń, bo ukrywa się pod maską zakochania. Powszechne jest przekonanie, że w tym stanie ludzie potrafią zachowywać się irracjonalnie i w nietypowy sposób okazywać rozpalające ich od środka uczucie – na przykład śpiewając serenady pod oknem. Tolerancję na takie postrzeganie miłości znacznie podwyższyły nam też filmy i seriale romantyczne, w których miłość niemal zawsze wiąże się z wielkim wybuchem emocji, a im bardziej jest spektakularny, tym więź łącząca kochanków jest silniejsza. Normalizacji ulegają nawet tak skrajnie negatywne zachowania jak stalking. Ale życie to nie film i nie należy mierzyć zachowań prawdziwych ludzi miarą uniesień fikcyjnych bohaterów. Nawet w początkowej fazie zakochania pewne gesty i słowa powinny wzbudzić naszą czujność – choćbyśmy uważali je za najbardziej romantyczne pod słońcem.

Na początku każdej relacji mamy tendencję do wzajemnego idealizowania partnerów. Staramy się pokazać z najlepszej strony, zaimponować, wzbudzić zaufanie, stać się dla kogoś ważnymi, zbliżyć się i wzajemnie poznać. Pragniemy uchodzić za godnych zaufania oraz zaangażowanych emocjonalnie. Wzajemna idealizacja w fazie zauroczenia czy zakochania, fascynacja romantyczno-erotyczna, jest zjawiskiem zupełnie naturalnym. Jednak istnieją sygnały odróżniające ten naturalny stan od manipulacji zaznacza Urszula Struzikowską-Marynicz.

Jak więc zorientować się, że jesteśmy manipulowani – a nie naprawdę kochani?

Płomienne wyznania na pokaz

W naturalnie rozwijającej się relacji romantycznej pomimo wzajemnego idealizowania się przez partnerów mamy do czynienia raczej z wyznawaniem komuś miłości. Wyznaniom towarzyszy zazwyczaj intymność, są one podawane w pewnym kontekście i niejako adekwatnie do występującego napięcia emocjonalno-seksualnego między partnerami. W przypadku love bombingu są to komplementy „spadające z nieba” w sposób nadmierny i nieadekwatny do okoliczności przestrzega ekspertka. Przykładowo możemy cały czas słyszeć (co może być nawet męczące) komentarze o tym, jacy jesteśmy wyjątkowi, piękni, mądrzy, wspaniali, cudowni. Te komplementy brzmią, jakby ktoś, malując nasz obraz, kreował jakiś cud świata. Komplementy te nie odnoszą się do naszych rzeczywistych cech i sprawiają wrażenie gotowców, są jak refren, wychwalają nas nieadekwatnie i nadmiernie. Na pytanie, dlaczego ktoś uważa, że jesteśmy cudowni lub że zawsze sobie ze wszystkim radzimy albo jesteśmy najmądrzejsi na świecie, odpowiedź zazwyczaj nie pada – osoba manipulująca stara się zmienić temat lub wykręca się od odpowiedzi żartami. Komplementom tym nie towarzyszą uzasadnienie i refleksja, która mogłaby wynikać ze znajomości nas i szczerej wypowiedzi na temat obserwowanych w nas cech, naszych poczynań, umiejętności, zdolności. Jest to „gotowiec”, dyżurny tekst, którym ktoś podlewa naszą samoocenę, karmi te obszary naszego ego, które są ponadgryzane kompleksami, traumą czy stratami wyjaśnia psycholożka.

Drogie prezenty

Dla love bombingu charakterystyczne jest obsypywanie drugiej osoby nie tylko komplementami, ale i prezentami. Manipulator chce zdobyć względy ofiary w możliwie jak najszybszy sposób, niepozostawiający wątpliwości co do jego uczuć. Dlatego porywa się często na nieadekwatnie drogie, ostentacyjne podarunki, które mogą wręcz wprawiać nas w zakłopotanie.

– W przypadku naturalnie i zdrowo budowanej relacji prezenty niejako odpowiadają stopniu zaangażowania w relację, a także są związane z poznawaniem partnera – z tym, czym się interesuje, czy taki, a nie inny prezent go nie zawstydzi, czy rzeczywiście w tym momencie jest mu potrzebny, czy sprawi mu przyjemność. Z prezentami wiąże się także przekaz – mogą być to np. drobiazgi o symbolicznym charakterze odnoszącym się do wspólnych chwil, deklaracji, które padły. W przypadku manipulacji prezenty są zazwyczaj kosztowne, angażujące – zwraca uwagę Urszula Struzikowską-Marynicz.

Osaczanie

Ekspertka wymienia także kolejny niepokojący objaw, który powinien zapalić u nas czerwoną lampkę: poczucie osaczenia ze strony fałszywego wielbiciela.

– Trzecim sygnałem jest intensywność kontaktu z partnerem. W przypadku zdrowej relacji pomimo zakochania, fascynacji i chęci wspólnego spędzania czasu każde z partnerów ma również własną, niezależną przestrzeń. W przypadku love bombingu kontakt jest bardzo intensywny – ukochany bądź ukochana kontaktuje się z nami prawie przez cały czas, chce wiedzieć, co robimy, odwraca naszą uwagę od naszych spraw, kierując ją na siebie i na relację ze sobą. Nie przyjmuje informacji o tym, że w danym momencie nie mamy przestrzeni na rozmowę, kontakt SMS itp. W przypadku nieodpisywania przez nas na wiadomości czy nieodbierania telefonu pojawia się wydzwanianie, nachodzenie nas w ramach „niespodzianki” w miejscu zamieszkania czy w pracy, wypisywanie pełnych dramatyzmu wiadomości o tym, że ktoś się o nas martwi, że czuje się odtrącony, że bardzo nas kocha. Te wiadomości mogą być zarówno odbierane jako męczące i nieadekwatne, jak i – niestety – utożsamiane z silnym zaangażowaniem w relację z nami. Czynimy z nich dowód na to, że musimy być dla kogoś szalenie ważni. Słowo szalenie ma tu oczywiście kluczowe znaczenie…

Szybkie deklaracje

Tempo rozwijania się relacji z osobą, którą podejrzewamy o love bombing, również nie jest bez znaczenia. Na ogół związek tak szybko wchodzi na kolejne etapy, że sami jesteśmy tym zaskoczeni i nieco zbici z tropu. Co powinno nas szczególnie zaniepokoić?

– W krótkim czasie ktoś wyznaje nam miłość i swoje oddanie, proponuje wspólne zamieszkanie, chce przedstawiać nas swojej rodzinie czy znajomym (o ile ich ma). Pojawiają się także zapewnienia i wizje o wspólnej przyszłości, związane z nią fantazje, obietnice – opisuje tę strategię manipulacji psycholożka.

Siła przeczucia

Jeśli podejrzewamy, że możemy być ofiarami love bombingu, oprócz obserwacji naszego obiektu uczuć powinniśmy też zajrzeć w głąb siebie. Zastanowić się, jakie emocje wzbudza w nas druga osoba – czy nie wydaje nam się dziwne, jak bardzo jesteśmy do niej podobni? Czy nie odczuwamy dyskomfortu związanego z tym, że stale czujemy się wobec niej dłużni?

– Powinno nas zaniepokoić poczucie, że jesteśmy z tą osobą praktycznie „tacy sami” albo że szczególnie jej imponujemy. Jeśli nie mamy takiego poczucia, może się okazać, że ktoś z naszego otoczenia zwraca uwagę na to, że partner lub partnerka zaczyna zachowywać się jak my, ubierać jak my, interesować tym samym co my – jakby podkradała nam naszą tożsamość. Taki zabieg działa, ponieważ ludzie zazwyczaj obdarzają sympatią i zaufaniem osoby podobne do nich samych, gdyż to odnosi się do tego, co już jest nam znane i pozwala nam czuć się bezpiecznie – uczula Urszula Struzikowska-Marynicz.

– Proszę zwrócić także uwagę na zachowania, które w pewnym momencie sprawiają, że zaczynamy czuć się zobowiązani w stosunku do partnera/partnerki, gdy czujemy lęk, poczucie wstydu czy winy. Tymi emocjami bardzo łatwo jest manipulować, ponieważ ich przeżywanie jest na tyle nieprzyjemne, że stosujemy różne strategie, aby się tak nie czuć. Ta wiedza jest sprytnie wykorzystywana przez bombardującego miłością. Może okazać się, że ktoś, kto bardzo nas pokochał i oddał się nam, zaczyna często lub chronicznie potrzebować naszej opieki, pomocy, różnych usług z naszej strony, zapewnień, co sprawia, że angażujemy się coraz bardziej. Czujemy się przecież komuś coś winni. Jesteśmy wspaniali i najlepsi na świecie w oczach tej osoby, a wspaniali i najlepsi na świecie ludzie nie zawiodą czyjegoś zaufania i pokładanej w nich miłości oraz nadziei, prawda?

Love bombing a narcyzm. Kto najczęściej manipuluje miłością i kogo wybiera na swoją ofiarę?

Potocznie uważa się, że bombardowanie miłością to domena osób z cechami narcystycznymi, które w ten sposób chcą całkowicie nas zdominować i podporządkować własnym celom. Urszula Struzikowska-Marynicz przekonuje jednak, że ludzi z tendencją do takich zachowań jest więcej.

– Manipulacją polegającą na bombardowaniu miłością posługują się osoby o narcystycznej strukturze osobowości, osoby cierpiące na antyspołeczne zaburzenie osobowości, czasami osoby o osobowości typu borderline czy też sekty i ugrupowania religijne. Łagodna forma jest również stosowana w handlu różnymi usługami: ktoś mailuje do nas w trosce o nasze bezpieczeństwo, komfort, docenia naszą aktywność prywatną czy zawodową, często i intensywnie zaprasza na spotkania biznesowe. Do tego podczas spotkań próbuje się odnosić do naszego życia prywatnego, przygotowuje usługi specjalnie z myślą o tak „wyjątkowym” kliencie jak my, z zaangażowaniem wydzwania do nas, oferuje przyjechanie do nas do domu, prezentując nam nową linię produktu, podkreśla podobieństwa z nami i „wspaniały” czas, jaki ze sobą służbowo spędziliśmy. Nie brzmi analogicznie?

Psycholożka precyzuje też, komu najłatwiej wpaść w toksyczną relację z „love bomberem” i jaki ma to związek z naturalnym dla każdego człowieka pragnieniem miłości.

– Każdy może paść ofiarą love bombingu, ponieważ każdy z nas ma w sobie potrzebę akceptacji, przynależności, miłości, docenienia. Są to naturalne potrzeby wszystkich ludzi. Natomiast z różnych powodów przeżywamy je z różną intensywnością. Jeśli sami odczuwamy głód miłości i akceptacji, czujemy się osamotnieni i nierozumiani, a może nawet nie mamy rodziny czy nie mamy powodzenia w relacjach społecznych, kiedy nie akceptujemy samych siebie, dźwigamy plecaczek z licznymi kompleksami, to jesteśmy łatwym celem. Szczególnie narażone są osoby o cechach zależności emocjonalnej, ofiary przemocy w rodzinie, osoby młode i – z racji wieku – cechujące się naturalną naiwnością wynikającą z braku doświadczeń w relacjach społecznych. Uważać powinny także osoby, które z różnych powodów postrzegają siebie jako kogoś nieatrakcyjnego, kogo niewiele dobrego może spotkać w życiu. Na love bombing narażone są również te jednostki, które cechuje ukryty wariant narcyzmu, gdyż miłość i poczucie bycia kochanym to towar szczególnie deficytowy, dziura, którą w swoim cierpieniu osoby te starają się wypełnić, niekiedy za wszelką cenę.

Love bombing – jak się przed nim uchronić?

Świadomość metod manipulacji, jakie stosują niektóre osoby, by emocjonalnie nas od siebie uzależnić, to pierwszy krok do obrony przed love bombingiem. Umiejętność rozpoznania niepokojących sygnałów powinna zawczasu ustrzec nas przed uwikłaniem się w szkodliwą relację. Co jednak zrobić, jeśli już w niej jesteśmy? Wyrwanie się z takiego układu jest tym trudniejsze, im dłużej w nim tkwimy – bo od bombardowania miłością można się uzależnić, podobnie jak od toksycznego partnera relacji, którego niejednoznaczne zachowania wciąż dają nam nadzieję na happy end. Dodatkowo nie wszystkie objawy tej techniki manipulacyjnej są wystarczająco czytelne. Jak zwykle w takich sytuacjach najlepiej wsłuchać się w siebie i nie ignorować wewnętrznego głosu, który podpowiada nam, że coś jest nie tak i przestajemy być sobą.

– Przytoczone przeze mnie przykłady sygnałów są podane w skali „skrajnej”. W relacji często mają one bardziej subtelny charakter, co sprawia nam dodatkową trudność. Odczuwamy niepewność, czy to, co widzimy i słyszymy, jest prawdziwe. Nierzadko wstyd nam, że kogoś, kto nas „kocha”, podejrzewamy o manipulację – mówi Urszula Struzikowska-Marynicz. – Proszę jednak zaufać swoim granicom, o których informują nas nasze emocje. Jeśli czegoś nie chcemy zrobić czy składać deklaracji, poczekajmy, zobaczmy, jaka będzie relacja partnera podejrzewanego o stosowanie wobec nas love bombingu. Czy uszanuje naszą granicę i potrzebę przestrzeni? Jeśli czujemy, że tracimy głowę w relacji, robimy rzeczy do tej pory nam obce albo targają nami intensywnie przeżywane emocje, niekiedy skrajne, to choćby był to stan ekscytujący i przyjemnie kuszący, dobrze jest dać sobie i komuś czas. Cieszyć się relacją, nie poddając się presji czasu, oczekiwań. Pamiętajmy, że miłość nie szuka poklasku czy dowodów, składania ofiar i poświęcenia – zauważa ekspertka.

– Warto jest także zadać sobie pytanie o to, czy postrzegamy partnera/partnerkę z równie intensywną fascynacją co on/ona nas? Czy wiemy o nim równie wiele? Zwróćmy uwagę na to, co najczęściej czujemy i przeżywamy w kontakcie z tą osobą. Czy sposób, w jaki nas traktuje, nie sprawia, że stajemy się inną osobą, decydujemy się na rzeczy jeszcze do niedawna postrzegane przez nas jako szalone, niewłaściwe? Niekoniecznie oznacza to oczywiście manipulację, ale z pewnością zwraca uwagę, pod jak silnym wpływem się aktualnie znajdujemy. Zadajmy sobie też pytanie, czy utożsamiamy się z przypisywanymi nam cechami, umiejętnościami? A może odczuwamy zażenowanie i dyskomfort, zupełnie jak oszust, który otrzymuje bardzo wiele i teraz musi spłacić dług, aby nie okazało się, że nie zasłużył na takie wyróżnienie? Za tą obawę pociągnie wkrótce bombardujący miłością partner, abyśmy zapłacili swój dług za dawaną przez niego „miłość” – przestrzega psycholożka. I na koniec doradza, by zawsze brać pod uwagę własne odczucia, niepokoje i wątpliwości.

– Cudzych intencji jesteśmy niepewni i nie mamy w nie wglądu. Natomiast we własne przeżycia, intencje, emocje i to, co dzieje się na poziomie naszych myśli i relacji – owszem. Proszę spróbować zaufać sobie. Trudno pozostawać w relacji, której motorem od pewnego momentu jest odwdzięczanie się za to, że ktoś nas „pokochał”. Podkreślam – na miłość się nie zasługuje. Takie poczucie i przekonanie polecam skonsultować ze specjalistą, gdyż może być dla nas i dla naszych relacji po prostu niebezpieczne.

Urszula Struzikowska-Marynicz, psycholożka i socjolożka. Prowadzi wsparcie psychologiczne oraz interwencję kryzysową dla osób, par i rodzin. Współpracuje z jednostkami pomocy społecznej, mediami, jest konsultantką merytoryczną publikacji z dziedziny psychologii, prowadzi szkolenia oraz Gabinet Pomocy Psychologicznej „PSYCHOVITAL” w Krakowie; www.struzikowskamarynicz.pl

Urszula Struzikowska-Marynicz (Fot. archiwum prywatne) Urszula Struzikowska-Marynicz (Fot. archiwum prywatne)

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze