1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Czynią dobro ponad miarę i zmieniają świat. O tym, dlaczego potrzebni są nam maksymalni altruiści, rozmawiamy z dr hab. Anną Oleszkowicz

(Fot. Getty Images)
(Fot. Getty Images)
Raz na jakiś czas pojawia się człowiek, który burzy zastany porządek i pokazuje, że może być inaczej. Takim jednostkom zawdzięczamy m.in. przełomowe wynalazki, prawa kobiet, opiekę socjalną, a czasami wręcz życie – mówi dr hab. Anna Oleszkowicz, która wraz z zespołem z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego prowadziła badania nad maksymalizmem moralnym.

Maksymalizm moralny – co to jest?

Czy maksymalizm moralny to coś więcej niż altruizm?
Aby właściwie odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zarysować nieco szersze tło. Maksymalizm moralny to określenie, które pojawiało się w socjologii w latach 70., 80. XX wieku i wywodziło się z szerszego pojęcia, jakim jest dewiacja. Definicję dewiacji zna chyba każdy, to oczywiście odchylenie od normy, które w powszechnym rozumieniu kojarzy się głównie negatywnie. Kiedy mówimy o kimś „dewiant”, zazwyczaj myślimy o osobie, która nie przestrzega prawa i wyłamuje się z ogólnie przyjętych zasad. Ale w literaturze naukowej można też znaleźć odwołania do dewiacji pozytywnej, czyli wyłamywania się z norm in plus, które ma wielkie znaczenie, jeżeli chodzi o zmiany społeczne.

Kim zatem będzie dewiant pozytywny?
Dewiant pozytywny na przykład może przekraczać normy związane z innowacyjnością, ale też twórczością artystyczną. Takim ludziom zawdzięczamy więc zarówno przełomowe wynalazki, nowe nurty w literaturze czy sztuce, jak i zniesienie niewolnictwa, prawa kobiet i innych mniejszości. Maksymalistów moralnych cechują niepokój twórczy, zachowania buntownicze, pewnego rodzaju nieprzystosowanie. Ich celem jest łamanie porządku społecznego, po to, żeby przenieść go na wyższy poziom.

Dewiacja pozytywna może obejmować różne sfery życia, jedną z nich są również zachowania moralne oceniane w kategorii dobra i zła, które mają charakter uniwersalny i raczej niepodlegający zmianom sytuacyjnym. Kiedy razem ze swoim zespołem zajmowałam się badaniem maksymalizmu moralnego, czyli zachowań, które wykraczają poza standardowe oczekiwania społeczne w sferze moralnej, naszą koncepcję tego zjawiska oparliśmy na trzech kodach etycznych. Pierwszy to kod autonomii, który odnosi się do praw jednostki, zaliczają się do niego m.in.: troska o innego człowieka, nieczynienie mu krzywdy, wspieranie, empatia, wrażliwość na jego prawa i potrzeby. I w tym zakresie maksymalizm moralny pokrywa się mniej więcej z altruizmem, ale jest on jeszcze bardziej wyśrubowany.

Drugi kod związany jest z etyką dobra powszechnego, zgodnie z którą działa się na rzecz ogółu społeczeństwa, chociażby w takich sprawach, jak: walka o sprawiedliwość, demokrację, prawdę, wolność czy równość różnych mniejszości. Trzecia natomiast jest etyka godności, która dotyczy bardziej wartości duchowych, dochowania wierności własnym zasadom i wartościom honorowym, nawet jeśli są one niewygodne dla otoczenia, a ich wyrażanie może się spotkać z krytyką, ośmieszeniem lub innymi negatywnymi konsekwencjami.

Dlaczego zajęła się pani badaniem maksymalizmu moralnego?
Zaczęło się od tego, że zajmowałam się buntem młodzieńczym i z analizy tego zjawiska robiłam także habilitację. Zależało mi, żeby przedstawić ten bunt z wielu stron, pokazać, że zachowania buntownicze kryją w sobie coś więcej niż prosty sprzeciw, i tak dotarłam do różnych koncepcji socjologicznych, w których pojawiło się pojęcie dewiacji pozytywnej, czyli buntu, w którym człowiek nie tylko mówi „nie”, ale też afirmuje pewne wartości, które chce wprowadzać. Wraz z tym buntem pojawia się pojęcie nonkonformizmu, czyli zachowanie, które wyłamuje się z norm, ale nie zawsze musi oznaczać coś negatywnego.

Socjolodzy podkreślają znaczenie nonkonformizmu w rozwoju społecznym, ponieważ jednostki twórcze, wybitne podnoszą standardy, do których później stopniowo dochodzi reszta ludzi. Dewiacja pozytywna nigdy nie jest bowiem masowa, zawsze opiera się na jednostkach, które mają tendencję do burzenia zastanego porządku, chcą czegoś więcej i na zasadzie przykładu pociągają za sobą innych. W efekcie pewne zachowania czy postawy, które były rzadkością, z czasem stają się popularne. Dobrym przykładem jest tu zapisywanie się ludzi w bazie dawców szpiku kostnego. Kilkadziesiąt lat temu były to jednostki, ale dzięki akcjom społecznym teraz mamy tysiące dawców, chociaż wciąż nie jest to jeszcze zjawisko powszechne.

Ale to rodzi pytanie, czy zasady maksymalizmu moralnego są ponadczasowe, skoro jedna osoba potrafi zmienić zastany porządek.
Są i nie są. Funkcjonując w społeczeństwie, mamy pewne oczekiwania wobec tego, jak będą się zachowywać inni ludzie. Są one m.in. ujęte w prawie czy wyrażone w tradycji i chcielibyśmy, żeby ludzie je spełniali. Dopóki to robią, w zasadzie nie ma mowy o maksymalizmie moralnym. Pojawia się on dopiero, kiedy ktoś wykracza poza te normy, zaczyna spełniać tzw. oczekiwania abstrakcyjne. To takie nieco utopijne, idealistyczne wizje, na przykład chcielibyśmy, żeby ludzie byli wrażliwi na potrzeby innych, żeby się nie kłócili, spostrzegali niedolę innych i pomagali sobie, ratowali czyjeś życie, kiedy jest ono zagrożone. Część z tych oczekiwań związana jest z rolą społeczną.

Od strażaka, który jedzie ugasić pożar, oczekujemy, że będzie ratował czyjeś życie, narażając własne, bo to jest związane z jego pracą. Dla niektórych on wypełnia więc swój obowiązek, a w oczach innych jest bohaterem. Ale kiedy pożar zobaczy przypadkowy przechodzień i mimo niebezpieczeństwa ruszy na ratunek obcym osobom, to bez wątpienia wszyscy uznają, że przekroczył on oczekiwania społeczne, bo nikt takiego poświęcenia od niego nie wymagał. Można więc powiedzieć, że pewne zachowania związane z etyką autonomii są ponadczasowe, bo zawsze ludzie doceniali, że ktoś ratuje życie drugiego człowieka, narażając własne. Ale historycznie rzecz biorąc, jest też cała kategoria zachowań społecznych, których ocena zmienia się z czasem, bo czym innym jest walczenie o wolność, kiedy państwo jest w niewoli, a czym innym, kiedy chodzi o to, żeby przegłosować takie, a nie inne prawa.

Na przestrzeni czasu zmienił się też m.in. stosunek do ludzi biednych lub chorych. To, co w XIX stuleciu było przejawem maksymalizmu moralnego, współcześnie jest normą, bo pojawiła się kategoria opieki socjalnej. Choć wciąż część osób, która poświęca czas na przykład hospicyjnemu wolontariatowi, można spokojnie pod kategorię maksymalizmu moralnego podciągnąć, bo nikt od nich takiego trudu psychicznego i fizycznego nie wymaga. Mówię „część”, bo kiedy ktoś idzie pomagać do hospicjum, żeby później dostać zaświadczenie, które ułatwi mu znalezienie pracy, to nie jest to już maksymalizm moralny. Maksymalizm moralny nie opiera się bowiem na żadnych motywach osobistych, egoistycznych, jest ponad to, czyli robię coś dla innych, mimo że nie mam z tego żadnych korzyści, poza własną szeroko rozumianą satysfakcją.

Jak u ludzi kształtuje się maksymalizm etyczny?

Czy wiadomo, jaki procent ludzi jest skłonny do takich zachowań?
Nie ma czegoś takiego, jak skłonność do maksymalizmu moralnego, są zachowania o charakterze maksymalizmu moralnego w różnych sytuacjach. Aby sprawdzić, jaki odsetek ludzi je przejawia, można na przykład sięgnąć do roczników statystycznych i sprawdzić, ile osób decyduje się na adopcję chorych dzieci, bezinteresownie angażuje się w walkę o prawa mniejszości czy w inicjatywy, takie jak Szlachetna Paczka albo Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Patrząc na liczbę wolontariuszy, można oszacować, że około 30 proc. ludzi przejawia zachowania maksymalne moralnie, ale z tej grupy trzeba by wykluczyć tych, którzy traktują wolontariat jako zbieranie doświadczeń pozwalających znaleźć lepszą pracę – a to bardzo trudne.

Poza tym maksymalizm moralny dotyczy zazwyczaj określonych sfer życia. Nie jest tak, że jednocześnie skaczę do rzeki, by ratować tonącego, udzielam się jako wolontariuszka i adoptuję chore dzieci. Można znaleźć przykłady maksymalizmu moralnego, które są jednorazowe, jak ratowanie tonącego czy stawanie w obronie drugiego człowieka, narażając się innym. Ale są też bardziej systematyczne, choćby pomoc niedołężnej sąsiadce czy angażowanie się w działania społeczne z poczucia, że jest to ważne. Trudno z tego wyciągnąć wiarygodną średnią.

A czy wiemy, dlaczego jedni ludzie są skłonni do takich poświęceń, a inni już nie?
Na pewno jeżeli jesteśmy bardziej otwarci na otoczenie, to łatwiej nam zaobserwować potrzeby innych. Taka osoba natychmiast zwróci uwagę na przykład na to, że ktoś się topi, a inna, mniej czujna, nawet nie zauważy, że jakiś człowiek tuż obok potrzebuje pomocy. Decentracja, która jest ważna w przypadku empatii poznawczej, czyli orientowanie się bardziej na otoczenie niż samego siebie, na pewno będzie ułatwiać zachowania zawiązane z maksymalizmem moralnym. Ale to wciąż dość niedoskonałe wyjaśnienie. Myślę, że w grę wchodzą jeszcze inne, niezbadane dotychczas czynniki.

Na przykład genetyczne?
Maksymalizm moralny nie jest czymś, z czym przychodzimy na świat. Wrodzony jest natomiast temperament, który decyduje o cechach formalnych, na przykład o tym, czy działamy wolno lub szybko albo czy jesteśmy bardziej wrażliwi na różne sytuacje emocjonalne, jak bardzo jesteśmy odporni na stres czy lękowi. Mamy pewne predyspozycje biologiczne, ale to, jak je wykorzystamy, zależy tylko od nas i naszego otoczenia.

Z badań mojego zespołu wynika, że maksymalizmowi moralnemu sprzyja sumienność. Ale przecież – z drugiej strony – może ona także sprzyjać wykonywaniu rozkazów, żeby zabijać czy krzywdzić innych ludzi. Sumienność jest więc cechą, która w dużym stopniu jest zależna od czynników zewnętrznych, od wychowania, a w mniejszym od cech wrodzonych. Ale już na przykład neurotyczność, bardziej związana z temperamentem, raczej nie będzie sprzyjać zachowaniom maksymalnie moralnym. Osoba neurotyczna, lękowa, która ma mniejsze poczucie własnej wartości, źle reaguje na stres, jest mniej odporna na trudności, nie wydaje się najlepszym kandydatem do przełamywania oporu społecznego. Nonkonformista musi być pewny, że chce działać, nawet jeśli to narazi go na stres, krytykę czy śmieszność. Pewne cechy bez wątpienia sprzyjają więc maksymalizmowi moralnemu, ale ostatecznie to, jakie wartości cenimy i co jest dla nas ważne, wynika z wychowania i przykładów, jakie dostajemy w życiu.

Mój magistrant robił badania, podczas których pytał ludzi o gotowość do pewnych zachowań, stosując dwie metody. W pierwszej opisywał pewną sytuację i to, jak się zachowała główna bohaterka, wraz z informacją, dlaczego to zrobiła, czyli wyjaśniał, jakimi wartościami się kierowała. W drugiej metodzie, bardziej projekcyjnej, opisywał tylko sytuację i pytał, jak się zachowa bohaterka, zdaniem badanej osoby. Okazało się, że kiedy wyjaśniał, jakie wartości leżały u podstaw opisanych zachowań, ludzie częściej deklarowali, że w przyszłości chcieliby postąpić podobnie. Badanie to pokazuje więc, że gdybyśmy wyjaśniali ludziom, jakie wartości stoją u podstaw pewnych zachowań, można by kształtować ich orientację na bardziej społeczną.

Społeczeństwu są bardziej potrzebni konformiści czy maksymaliści?
Konformizm oczywiście jest ważny, ponieważ żyjąc w społeczeństwie, nie można się cały czas buntować przeciwko jego zasadom. Z drugiej jednak strony socjologowie, którzy zajmują się teorią społeczeństw, podkreślają, że maksymalizm moralny jest wręcz niezbędny dla rozwoju społecznego. Dzięki niemu lepiej funkcjonujemy i przestrzegamy pewnych wartości uniwersalnych. Każde przekroczenie in plus wytrąca ludzi z rutyny, przyzwyczajeń, przełamuje pewien opór, daje ludzkości nową jakość. Ale jest też druga strona medalu, bo działania maksymalnie moralne nie zawsze są społecznie dobre. Wiele takich przykładów dostarcza współczesna polityka, w której są ludzie, którzy na przykład twierdzą, że aborcja jest zła i powinna być zakazana w każdym przypadku, nawet po gwałcie. Można by powiedzieć, że ich postawa to maksymalizm w świetle etyki godności, bo taka osoba, wygłaszając swoje przekonania, naraża się na krytykę, wyśmianie, a nawet agresję, a mimo to działa zgodnie ze sobą. Zapewne sama jest też gotowa postępować zgodnie ze swoimi poglądami. Ale pojawia się pytanie o konsekwencje społeczne takich przekonań. Kiedy zmuszamy kogoś do zastosowania się do tak rygorystycznych wymagań, a potem zostawiamy go samemu sobie, bez wsparcia, budzi to opór i krytykę społeczną.

Maksymalizm moralny często pada ofiarą politycznych rozgrywek, także dlatego, że niezwykle łatwo w zachowaniach przekraczających normę in plus doszukiwać się drugiego dna, szczególnie jeśli dotyczy to etyki dobra powszechnego – działania na rzecz społeczeństwa. Kiedy ktoś poświęca się dla innych, wielu ludziom trudno uwierzyć w jego bezinteresowność, zaraz więc pojawiają się pytania, jaki ma w tym interes, jakie czerpie z tej pomocy profity i zyski. Im większa polaryzacja społeczna, tym trudniej promować maksymalizm moralny, bo druga strona zawsze będzie widziała w tym coś złego. Wywoływanie konfliktu buduje stereotyp grupy, która jest adwersarzem. A stereotyp opiera się na uproszczonych informacjach, których nikt nie sprawdza, ale zostają one w głowie. W czasach społecznych waśni najłatwiej realizować więc etykę autonomii, wobec której najrzadziej padają podejrzenia o pobudki egoistyczne. Choć kiedy podczas badań prosiliśmy ludzi o ocenę różnych zachowań jako dobrych przykładów maksymalizmu moralnego, to zawsze 90 proc. oceniało je na „tak”. Jednym z przykładów postępowania w zgodzie z własnymi wartościami była chora kobieta, która narażając własne życie, postanowiła donosić ciążę. Większość badanych widziała w niej bohaterkę, ale byli też tacy, którzy uznali to za egoizm i brak myślenia o przyszłości dziecka.

Bardzo ciekawym przypadkiem, który można analizować także w kontekście politycznym, był też przykład osoby, która świadomie rezygnuje z jakiejś intratnej posady, stwierdzając, że nie ma wystarczających kompetencji. Początkowo badani przez nas ludzie nie traktowali tego jako maksymalizmu moralnego, ale w drugim badaniu, które przeprowadzaliśmy po trzech latach, już tak. W kontekście dzisiejszych czasów powiedzenie szczerze: „Nie, ja się do tego nie nadaję”, wymaga nonkonformizmu i odwagi. Rezygnacja z intratnej posady bardziej niż podziw wywołuje bowiem zdziwienie, niedowierzanie i podejrzliwość. A wygłaszający ją człowiek jest przez większość uznany za szaleńca, osobę niekompetentną społecznie albo kogoś, kto zapewne czerpie jeszcze większe zyski z innych, nieoficjalnych źródeł.

Czy wobec tego poświęcanie się dla innych lub dobra sprawy nam służy?
W definicji maksymalizmu jest ponoszenie kosztów, więc takie zachowania zazwyczaj wiążą się z poświęconym czasem, wydatkami finansowymi, nerwami i stresem. Ale z drugiej strony są różne motywy. Jeden z nich – motyw endocentryczny – związany jest z naszym ja, czyli doświadczaniem wewnętrznej przyjemności, poczuciem, że jestem dobrym człowiekiem, że stać mnie na pomoc innym, radzę sobie w trudnych sytuacjach. W psychologii toczy się dyskusja o tym, czy istnieją w ogóle zachowania czysto altruistyczne, całkowicie bezinteresowne. Część badaczy twierdzi, że nie, ponieważ już sama wewnętrzna satysfakcja jest nagradzająca na tyle, że chce się podejmować takie działania. I ja z tą teorią się zgadzam.

Anna Oleszkowicz, dr hab. nauk humanistycznych, psycholog, emerytowany profesor Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się wokół problematyki kryzysu i buntu młodzieńczego, maksymalizmu moralnego, problematyki kształtowania się tożsamości w okresie adolescencji i wczesnej dorosłości. Autorka i współautorka wielu prac naukowych i popularnonaukowych z tego zakresu.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze