1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Patriarchalny model męskości zatruwa życie samym mężczyznom. Nie ciśnij sam siebie jak surowy ojciec – mówi terapeuta Robert Milczarek

Patriarchalny model męskości zatruwa życie samym mężczyznom. Nie ciśnij sam siebie jak surowy ojciec – mówi terapeuta Robert Milczarek

Kadr z filmu „Bracia ze stali\
Kadr z filmu „Bracia ze stali", 2023 (Fot. materiały dystrybutora)
Psychoterapeuta Robert Milczarek wyjaśnia, że kiedy mężczyzna słyszy od partnerki: „chcę, żebyś okazywał emocje”, to jest to dla niego równie abstrakcyjne jak komunikat po mandaryńsku. I problem tkwi nie w komunikacji, ale w głęboko zakorzenionym modelu męskości. W jaki sposób go wzruszyć z pożytkiem dla wszystkich?

Czego mężczyźni mogą nauczyć się od kobiet? Oczywiście kierunek może być także odwrotny, ale dzisiaj akurat nie o tym.
Myślę, że przede wszystkim empatycznego i emocjonalnego słuchania bez automatycznego doradzania i szukania zależności przyczyna-skutek. Wielu mężczyzn tak reaguje, bo w ten sposób radzą sobie z bezsilnością i utrzymują przekonanie o własnej sprawczości, męskości i mocy. A obecność i bycie obok kobiety w trudnym doświadczeniu wiąże się z bezruchem, zatrzymaniem. Niewielu mężczyzn to potrafi.

Z tym wiąże się umiejętność przyjmowania trudnych emocji partnerki.
Tego akurat mężczyźni powinni nauczyć się od innych mężczyzn, nie od samych kobiet. Tyle że rzadko który mężczyzna był w bliskiej relacji z mądrym emocjonalnie facetem, na przykład ojcem, dziadkiem, wujkami, braćmi. Dopiero w takim środowisku mężczyzna uczy się być mężczyzną, żeby później mógł zachować twarz przy kobiecie.

Trudno jest uczyć się od kobiety w patriarchalnym społeczeństwie, które oczekuje od mężczyzn skuteczności, twardości, zdecydowana, siły, opiekuńczości – wszystkiego, co archetypowo wiąże się z byciem wojownikiem – bo wtedy musiałby pokazać, że ma emocje, jest czuły, a przecież ma być jednocześnie silnym opiekunem. Jeśli ona mówi do niego: „Chcę, żebyś okazywał emocje”, to równie dobrze mogłaby to mówić po mandaryńsku, bo to jest dla niego abstrakcja. Konkretem dla mężczyzny jest: „Zmienię ci koło”. Jeśli chce zachować twarz, może otworzyć się na kobietę i jej wiedzę, ale tylko wtedy, gdy jest to relacja oparta na dobrym kontakcie, głębokiej więzi i jest tam równowaga pomiędzy siłą i wrażliwością. A takich związków, w których możemy doświadczyć akceptacji bez obawy o utratę twarzy i zranienie, nie jest wcale zbyt wiele.

Język mandaryński jest świetnym przykładem, bo z nauką emocji jest jak z nauką nowego języka.
Tak, bo można nauczyć się empatii i wrażliwości. A jednak mam takie doświadczenia, że dla mężczyzny powiedzenie, co czuje, jest nadal o wiele trudniejsze niż dla kobiety.

To jak ma zacząć czerpać z wiedzy kobiety?
Jeżeli chodzi o sposób uczenia się, to najlepiej nasze postawy i zachowania modeluje obserwacja, w tym przypadku mądrych emocjonalnie kobiet.

Czyli wszystko zależy od tego, czy mamy mądrą emocjonalnie partnerkę. Jednak transfer wiedzy w parze wcale nie jest łatwy, bo mnie na przykład irytuje to, że kiedy prowadzę samochód, słyszę serię uwag od męża, chociaż ani nie pytam, ani o nic nie proszę. To oczywiście dość stereotypowy przykład.
A jednak ciekawy, bo wiele kobiet mówi o tym w gabinecie! Tak jakby to auto było przedłużeniem męskości, dlatego on teraz będzie mówił: „Zredukuj bieg, kobieto”. I nic dziwnego, że kobieta reaguje wtedy złością, zablokowaniem i niemożnością uczenia się w warunkach ciągłej krytyki. Z kolei w sytuacji odwrotnej, gdy to kobieta chce nauczyć czegoś mężczyznę, on odbiera to jako utratę twarzy i emocjonalną kastrację.

Mężczyzna odbiera to jako brak szacunku?
Czuje się punktowany przez kobietę, bo uważa, że najwyraźniej jest słaby, z czymś sobie nie radzi. Najgorsze jest porównywanie i deprecjonowanie, na przykład kiedy kobieta mówi: „Widzisz, a Marian to potrafi z Kasią porozmawiać o emocjach”. Lepiej powiedzieć: „Doceniam, jak wymieniasz mi koło w aucie, bo to świadczy o tym, że ci na mnie zależy, ale wiesz, co by mi jeszcze sprawiło dużą frajdę? Jakbyś mnie przytulił. A jakbyś mi powiedział, że mam najlepsze ciało na świecie, to w ogóle już byłoby cudownie!”.

A facet odpowie wtedy: „Sorry, ale nie będę robił niczego na siłę”.
Ja tylko mówię, co bardziej działa na mężczyzn. Czyli kiedy kobieta potrafi zachować równowagę pomiędzy krytyczną informacją zwrotną, która ma być rozwojowa, a jednocześnie pogłaskaniem jego lwiej grzywy, żeby zachował twarz. Jeden z powodów, dla których mężczyźni częściej popełniają samobójstwa, to poczucie doświadczenia wstydu społecznego, które jest dla nich absolutnie nie do zniesienia.

Jak rozumiem, wstyd jest emocją dominującą, która blokuje ich na to, żeby otworzyć się na inne emocje?
Inaczej mogą być postrzegani jako niemęscy. Oczywiście to bardzo subiektywne, co dla danego mężczyzny oznacza „męskie”, ale jeżeli w jego poczuciu straci przekonanie o tym, że jest sprawczy, że ma kontrolę i jest użyteczny – staje się bezsilny. I to jest niebywale trudne dla wielu mężczyzn wychowanych w przekazie kulturowym: „Co? Ty nie dajesz rady?”.

No ale kiedy uczymy się nowego języka, to przecież zawsze jesteśmy trochę bezradni i bezsilni.
Ten proces nauki wymaga mądrości, w książce „Koleś i mistrz zen” piszą o tym Jeff Bridges i jego buddyjski nauczyciel Bernie Glassman. To wywiad rzeka, rozmowa mężczyzn, która powstała w odpowiedzi na film „Big Lebowski”. Na podstawie wyluzowanej postawy życiowej Kolesia – głównego bohatera filmu – w Stanach Zjednoczonych powstał ruch społeczny. Tyle że ten wewnętrzny spokój i poziom zen u przeciętnego mężczyzny nie jest osiągalny bez głębokiej pracy nad sobą. Chodzi o doświadczanie oparcia na sobie – na tym, że wiem, jakim jestem facetem, jaka jest moja siła i ograniczenia. I naprawdę spływa po mnie jak po kaczce, że społeczeństwo powie mi, że czegoś nie dowożę albo nie ogarniam. Bo zrobiłem tyle, ile mogłem. Jeśli zrobiłbym więcej, to byłoby nadużyciem siebie, doprowadziłoby mnie do wylewu, zawału, udaru, alkoholizmu, samobójstwa. Mężczyźni między innymi z tego powodu nie chodzą do lekarzy, bo jeszcze jakaś piękna pani doktor, z którą mógłby poflirtować, powie mu, że otyłość brzuszna doprowadzi go do choroby wieńcowej. Wiesz, ile znam historii mężczyzn, którzy potrafili nie wejść do gabinetu, bo mieliby pokazać swoją słabość?! Kobieta pójdzie do lekarza z lęku, a mężczyzna nie pójdzie do lekarza z lęku przed ośmieszeniem.

To co zrobić? Jak ruszyć z miejsca?
Najczęściej dzieje się to wtedy, gdy mężczyzna może stracić kobietę, na której mu zależy. Albo kolejna mądra partnerka mówi mu: „Napraw się, bo inaczej nie będziesz w stanie stworzyć żadnego związku”. O ile taki mężczyzna nie został jeszcze zamrożony przez patriarchat, który mu powtarzał: „Zaciśnij zęby, chłopaki nie płaczą”, to taka interwencja ze strony kobiety: „Ogarnij się”, padnie na wrażliwy grunt.

Jednak wielu mężczyzn nie będzie w stanie się już na to otworzyć, nie pójdą na terapię albo szybko z niej wypadną. „Bo to zła kobieta była...”. Kolejna, która go w jego przekonaniu odrzuca, potwierdzając, że świat kobiet jest cyniczny i wyrachowany. Stąd się biorą aktualne ruchy sfrustrowanych mężczyzn, tzw. inceli, którym ciężko zrozumieć, że zmianę potrzebują zacząć od siebie, a nie od świata zewnętrznego.

Czytaj też: Red pill – czym jest ruch przeciwników feminizmu?

Załóżmy, że taki mężczyzna przerobił to już na terapii. Jak później otworzyć się na partnerkę i jej wiedzę?
Od kobiet można nauczyć się słuchania akceptacyjnego, emocjonalnego, empatycznego. Na przykład podejrzeć, w jaki sposób kobieta rozmawia z przyjaciółkami. Nie chodzi o to, żeby potem tak samo rozmawiać z facetami, ale o to, żeby spojrzeć na swoją partnerkę z zainteresowaniem. Zauważyć właśnie te różnice, a nie reagować z takiego patriarchalnego poziomu: „Dobra, niech sobie te baby pitolą, a ja porąbię drewno”. Bo kobiecy świat uczy nas kontaktowania się z tym, co przeżywamy, i z naszym ciałem. Tylko że to jest bardzo trudne dla mężczyzn. Z tego powodu powstają dzisiaj męskie kręgi i psychoterapia ze specjalistami – innymi mężczyznami.

Do mojego gabinetu przychodzi dużo facetów, którzy wychodzą ze skorupy i sami mówią o tym, że nigdy wcześniej nie rozmawiali z żadnym mężczyzną w taki sposób jak w terapii. Zaczynają nawet zauważać, że wcześniej dostawali już od kumpli pewne sygnały, żeby o czymś pogadać, ale zdawali się ich nie zauważać. Już nie wspomnę o tym, żeby komuś powiedzieć: „Stary, sypie mi się małżeństwo, nie śpię ze swoją żoną trzy lata, w zasadzie to łączy nas codzienność, wiesz”.

Na terapii mężczyzna dostaje korekcyjne doświadczenie, że takie otwieranie się jest bezpieczne, a kontakt z mężczyznami to nie rywalizacja, kto jest bardziej sprawczy, tylko również wsparcie.

A na co otwierają się dzisiaj mężczyźni, co nowego potrafią?
Dla faceta sam fakt, że zaczyna mówić o tym, co przeżywa, to jest już dużo. Zauważa swoje myśli, zaczyna osadzać w ciele relację napięcie-rozluźnienie, spokój-niepokój. Zaczyna widzieć, jak ten sposób myślenia i fizycznego odczuwania przekłada się na zachowanie. Rozpoznaje powoli, jakie jego dotychczasowe czynności i pasje mają charakter zastępczy, czyli rozładowujący napięcie, dysocjujący. Odkrywa, że na przykład biega bez opamiętania, żeby nie czuć i przykryć jakiś ból. Przychodzi dla niego czas, żeby to zobaczyć, usłyszeć i przede nie odcinać czucia.

Z mężczyznami, zwłaszcza na początku terapii, pracuję często poznawczo-behawioralnie, żeby mogli zachować godność i twarz, bo często działają na zasadzie przyczyna-skutek. I przez metaforę, ponieważ daje ona możliwość pracy z nieświadomością, tak jak w podejściu Miltona Ericksona. Wtedy człowiek uczy się różnych rzeczy poprzez przypowieści, trochę w tle. Wyciąga pewne wnioski niekoniecznie na sesji, ale powiedzmy dwa dni później.

Mężczyźni, którzy mają doświadczenie pracy terapeutycznej w innych podejściach, mówią mi: „Na terapii byłem już wiele razy, ale nadal nie wiem, co mam zrobić. Moja terapeutka cały czas milczy i słucha, nikt mi nie daje informacji zwrotnej, czuję, że stoję w miejscu”. Z mojego doświadczenia wynika, że mężczyznom trzeba dać coś na ich warunkach, żeby potem ten ich świat rozszerzać i niuansować.

A co znaczy dać im to „coś”?
„Proszę pana, skoro robił pan do tej pory tak i tak, i to się nie sprawdzało, to przyjrzyjmy się alternatywnym możliwościom. A co by było, gdyby w ten sposób pan porozmawiał z partnerką? A gdyby z panem ktoś w ten sposób rozmawiał, to co by pan o tym pomyślał? A jeżeli łatwiej byłoby panu mówić, to jakie są szanse, że taki eksperyment może się sprawdzić z partnerką?”. Chodzi o rozszerzanie perspektywy, pracę z zadaniami i ćwiczeniami.

Wiele mówi się dzisiaj o kobiecej intuicji, ale mężczyźni przecież też ją mają.
Myślę, że to są dwie różne intuicje. Ja to widzę tak, że kobieca jest zbudowana na empatii. Może dlatego, że w procesie ewolucyjnym słabsza fizycznie kobieta musiała wykształcić pewne umiejętności związane z wychwytywaniem i odczytywaniem sygnałów z otoczenia, żeby ochronić siebie i dziecko. W ten sposób nauczyła się reagować sprytnie, bez siły fizycznej. Z kolei intuicja mężczyzn związana jest z zagrożeniem życia, żeby potrafić w ułamku sekundy przeskanować otaczającą rzeczywistość i na podstawie doświadczenia zebranego w różnych kryzysach życiowych wybrać tę najbardziej efektywną, wynikającą z zależności przyczyna-skutek.

A jak wsłuchiwać się w sygnały płynące z męskiego ciała?
To nauka tego, jak zacząć zatrzymywać się w życiu. Na przykład popracować z dziennikiem terapeutycznym, żeby odkryć dominujące danego dnia myśli, odczucia czy reakcje w ciele. Pomyśleć, o czym informuje ucisk w klatce piersiowej, lekkie kołatanie serca, zaciśnięta szczęka. Co taki symptom mogło wywołać? To zatrzymanie się pomiędzy bodźcem a reakcją, nauczenie się tego.

Skąd wiadomo, że już się czegoś nauczyliśmy, że nawiązaliśmy kontakt z emocjami? Kiedy to się stanie, mamy już lepsze relacje z ludźmi?
Przede wszystkim widać to po tym, że mężczyźnie wychodzi relacja z samym sobą. Nie jest już swoim największym wrogiem i nie ciśnie siebie jak surowy ojciec. Nie odczuwa wstydu z tego powodu, że się czegoś boi. Jest wobec siebie życzliwy i wspierający.

Przywołam nieżyjącego już Wiktora Osiatyńskiego, który mówił, że w życiu chodzi o to, żeby rano wstać, spojrzeć w lustro, uczesać przedziałek i odpierdolić się od siebie.

Robert Milczarek, psycholog, pracuje indywidualnie z osobami dorosłymi i z parami. Konsultant scenariuszowy, trener umiejętności miękkich, robertmilczarek.pl.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze