Autopromocja
1200300
1200300
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Walczymy z rzeczywistością, ale czy warto? Psycholog wyjaśnia, co to jest wystarczająco dobre życie

Walczymy z rzeczywistością, ale czy warto? Psycholog wyjaśnia, co to jest wystarczająco dobre życie

(Fot. Igor Ustynskyy via Getty Images)
(Fot. Igor Ustynskyy via Getty Images)
Można latami pędzić w poszukiwaniu idealnego życia. Ten pościg za szczęściem wspierany jest walką z rzeczywistością lub oporem przed nią, czyli odcięciem się od natury, brakiem akceptacji dla tego, co niezmienne, oraz starań o zmianę tego, co chore i wymaga uzdrowienia. W rezultacie możemy przeoczyć coś cennego – wystarczająco dobre życie. Jak je rozpoznać?

Spis treści:

  1. Zrozumienie praw życia — dlaczego to ważne?
  2. Życie jako swobodny przepływ
  3. Wolność jako fundament dobrego życia
  4. Potrzeba bliskości i autentycznych relacji
  5. Akceptacja jako klucz do szczęścia

  • Dr Ryszard Kulik w książce „Wystarczająco dobre życie” tłumaczy, że pogoń za szczęściem często oddziela nas od natury i samego siebie.
  • Dobre życie zaczyna się od uznania, że jesteśmy częścią większej całości – planety i wszystkich istot, z którymi współtworzymy rzeczywistość.
  • Autor podkreśla znaczenie przepływu energii, wolności od wewnętrznych konfliktów oraz autentycznych relacji. Te wymagają odwagi, cierpliwości i akceptacji cierpienia.
  • Według Kulika prawdziwa wolność to nie wybieranie, ale poddanie się naturalnemu procesowi życia i zaufanie mu.
  • Kluczem do wystarczająco dobrego życia jest akceptacja – siebie, innych, świata i chwili obecnej . To bycie w zgodzie z tym, co jest.

Artykuł pochodzi z miesięcznika „Sens” 6/2024.

Zrozumienie praw życia — dlaczego to ważne?

Tak jak zdrowe drzewo ma silne korzenie, tak dobre życie zakorzenione jest w tym, co zdrowe. A więc należy zacząć od fundamentu, a zatem realności, w której wydarza się nasze życie. „Chodzi o to, by rozpoznać najbardziej podstawowe i uniwersalne prawa rządzące życiem, a nawet szerzej – całą rzeczywistością. Rozpoznanie tych praw, zrozumienie ich i przyjęcie jest aktem afirmacji życia. Jest też rodzajem mapy” – pisze w swojej książce „Wystarczająco dobre życie” dr Ryszard Kulik, psycholog i aktywista ekologiczny. Rozpoznanie rzeczywistości to uznanie człowieka jako części całości, którą jest nasza planeta, oraz tego, że każdy z nas podlega takim samym prawom jak wszystkie części rzeczywistości. A zatem przebywanie w ogrzewanym biurze albo korzystanie w upalny dzień z klimatyzacji możliwe jest dzięki energii pozyskanej ze słońca, węgla, ropy, gazu albo innych źródeł dostępnych w dzikiej naturze.

„Każdy oddech wiąże nas z siecią życia, w której są obecne wirusy, bakterie, grzyby, drzewa, wilki czy motyle” – czytamy.

Owo połączenie z rzeczywistością nie dotyczy wyłącznie relacji z tym, co wokół. Nasze ciało składa się z 37 bilionów komórek i mniej więcej takiej ilości komórek bakterii żyjących na skórze i w układzie pokarmowym, bez których nie moglibyśmy żyć. Wraz z górą, morzem, drzewem, ciałem, bakterią należymy do jednego ekosystemu, powiązanego ze sobą i podtrzymującego życie. Ale do czego potrzebna nam jest uczciwa świadomość tej głębokiej relacji z naturą?

Życie jako swobodny przepływ

Dobre życie jest życiem, które pozostaje w ruchu – można to nazwać przepływem: wody przez gardło, powietrza przez płuca, wody przez rzekę niosącą ryby, wiatru na dzikich łąkach, by roznosić nasiona roślin. W miejscu, w którym na rzece pojawia się tama, życie zamiera. Dotyczy to też ludzkiego zdrowia, gdy w ciele pojawia się emocjonalna blokada wypartych i zamrożonych uczuć.

„Tam, gdzie energia nie może swobodnie płynąć, tam pojawia się ryzyko napięć w ciele, gorszego przepływu krwi, a w końcu zaburzeń i chorób” – zwraca uwagę dr Kulik.

Wielu z nas zostało wrzuconych w brutalne doświadczenia, traumy, nadużycia, ból, więc postrzegamy rzeczywistość jako trudną do zniesienia, bez rozpoznania, że jest ona szerokim fundamentem. A zatem powietrze, które z każdym wdechem podtrzymuje życie, woda zdatna do picia, grunt pod nogami – to nasza pierwsza rzeczywistość, która nie tylko nie wyrządza nam szkody, ale utrzymuje nas przy życiu. Można powiedzieć, że natura czyni to z bezgraniczną i niestawiającą warunków miłością. Jeśli żaden czyn żadnego człowieka nie powoduje w naturze zmiany, ta stale dostarcza swoich naturalnych zasobów wszystkim żywym istotom.

Rzeczywistość trudna do zniesienia to ta kreowana przez człowieka. A skoro tak – miejscu pojawia się przed każdym z nas ogromna szansa, ponieważ jako człowiek właśnie teraz ma na tę rzeczywistość wpływ. Zgodnie z tym, jak brzmi stare buddyjskie powiedzenie: „Ból jest nieunikniony, cierpienie jest wyborem”.

Wolność jako fundament dobrego życia

Dobre życie wydarza się w wolności – której zaprzeczeniem jest konflikt, zarówno zbrojny, jak i ten wewnętrzny. Destrukcyjnym aktem jest występowanie przeciwko samemu sobie. Podobnie jak pozostawanie w konflikcie z ziemią, zwierzętami i roślinami poprzez traktowanie ich przedmiotowo albo jako pozostających w hierarchii, a nie kręgu życia. Taka postawa wiąże się z odczuwaniem oddzielenia, pustki, samotności, a często też tak zwanych chorób cywilizacyjnych. „Występujemy przeciwko sobie, bo potrzeby naszej planety są naszymi najgłębszymi i najbardziej podstawowymi potrzebami” – zauważa wprost autor książki. A zatem wolność wystarczająco dobrego życia jest zdrowiem, które umożliwia przemieszczanie się, podejmowanie decyzji, doświadczanie, smakowanie.

Jedno z największych nieporozumień dotyczących wolności to definiowanie jej jako stałe i codzienne wybieranie tego, co dla nas najlepsze. Gdybyśmy jednak na chwilę się zatrzymali i rozpoznali, że to, co najlepsze, dostaliśmy w chwili urodzenia, skłoniłoby to nas do najciekawszej podróży przez życie opartej na poczucie wdzięczności i współzależności ze światem natury.

„Prawdziwa wolność nie polega bowiem na robieniu tego, co się chce, ale na poddaniu się procesowi życia, w którym nareszcie uwalniamy się od przymusu decydowania o wszystkim” – komentuje dr Kulik.

Potrzeba bliskości i autentycznych relacji

Marzymy o kochających dłoniach drugiej osoby, marzymy o bliskości, przez długie godziny ściskając w dłoni telefon komórkowy. Tęsknimy za czułym dotykiem i autentycznym spotkaniem z drugą osobą, wypierając się odważnego i bezbronnego pragnienia miłości, które można wyrazić w słowach: „Potrzebuję cię, człowieku”. Uczymy się radzić sobie z samotnością, zamiast rozprawić się z jej toksycznymi przyczynami. Przypomina to sytuację skrzywdzonego dziecka, które w dorosłym życiu zaprzecza pierwotnej potrzebie bycia bezwarunkowo kochanym przez mamę i tatę. Taki człowiek woli zerwać z nimi kontakty, zaprzeczyć swojej potrzebie i iść przez życie z lękiem przed bliskością. Rozwiązaniem nie jest zaprzeczenie doznanym krzywdom, ale przejście procesu leczenia i spotkanie z naturalnym sobą, który potrzebuje brać i dawać, dzielić się i otrzymywać.

Ryszard Kulik uważa, że naszym priorytetem są długotrwałe i głębokie relacje, a szansą na stworzenie dojrzałego związku jest cierpienie. To zaś wymaga pokonania oporu przed akceptacją trudnych emocji, jakie pojawią się w relacji, i wiąże się z ujawnieniem wypieranych uczuć.

A zatem doświadczenie cierpienia jest szansą, ostrzeżeniem, wyraźnym wołaniem do zatrzymania się i sprawdzenia uczciwie siebie oraz swojej przeszłości.

Z rozpoznaniem, że w udanym związku niezbędne jest stworzenie głębokiej, pełnej uczciwości i miłości relacji z samym sobą. I znowu, z pomocą przychodzi dzika natura, regularny czas dedykowany przebywaniu w niej, ale też chronieniu jej jako domu.

„Identyfikując się z Ziemią, z naszym większym ja, uzyskujemy spokój umysłu, poczucie przynależności i zakorzenienia w życiu. Ciało, emocje, relacje z innymi ludźmi i istotami pozaludzkimi, a w końcu połączenie z całą planetą są komplementarnymi elementami powrotu do natury, do siebie, do życia z jego różnorodnością i bogactwem” – dowiadujemy się z „Wystarczająco dobrego życia”.

Akceptacja jako klucz do szczęścia

W kulturze stawiającej na nieustanne doskonalenie się oraz na konieczność szybkich zmian wiele osób zapomina, że największą zmianą jest akceptacja. Ta, która na głębokim poziomie jest uznaniem swego ciała, tego momentu życia, tych konkretnych doświadczeń, które doprowadziły nas w obecne miejsce, tych niedoskonałych rodziców oraz krzywd i dobrodziejstw, które nam dali. Akceptacja życia nie jest uproszczonym i zakłamanym zgadzaniem się na krzywdę, to raczej rozpoznanie teraźniejszości jako jedynej szansy na szczęście, bo wybieganie w przyszłość tylko tę aktualną sytuację komplikuje. Akceptacja jest też uznaniem połączenia umysłu i emocji, czyli tego, jak to, co racjonalne, uzupełnia to, co intuicyjne, eteryczne, dzikie. Akceptacja na uzdrawiającym poziomie to uznanie swego ciała, jak i planety jako najważniejszego i niezbędnego domu, bo od kondycji planety zależy kondycja naszego ciała.

Działa to również w drugą stronę – człowiek zaopiekowany, który obdarza samego siebie miłością, będzie miał tę miłość dla innych ludzi i pozaludzkich stworzeń. Zwalnia to także z obowiązku pogoni za szczęściem, gdyż jak zauważa dr Kulik: „Szczęście przypomina płynącą wodę. Jeśli będziemy chcieli je złapać rękoma i zatrzymać, to przez życie przejdziemy z zaciśniętymi pięściami”.

Polecamy „Wystarczająco dobre życie”, Ryszard Kulik, wyd. Natuli.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE