Ten felieton będzie formą sprawozdania – ale sprawozdania płynącego z zachwytu. Z zachwytu nad dobrem i z mojej chęci, by dobre inicjatywy nagłaśniać, upowszechniać i rozsiewać dalej.
Tekst pochodzi z magazynu „Sens” 02/2026.
W październiku 2025 roku miałam zaszczyt i przyjemność brać udział w IX Ogólnopolskiej Konferencji Biblioterapeutycznej w Opolu. Wydarzenie rezonowało z moją duszą, dotykało dokładnie tego, co jest mi niezwykle bliskie – tematem była wrażliwość. Jak ją kształtować? Jak wzmacniać? Jak jej nie utracić w przebodźcowanym pędzącym świecie?
Miałam wtedy okazję wysłuchać – pośród wielu ciekawych wystąpień i rozmów – charyzmatycznego nauczyciela Przemka Staronia. Właśnie z jego ust padł przekaz, aby nie kryć się z głoszeniem dobra – by śmiało opowiadać o tym, co dobre, upowszechniać wszelkie inicjatywy i projekty, które służą pięknym celom. Zgadzam się z Przemkiem Staroniem, że zło krzyczy głośno i wyraźnie, panoszy się, wyłazi z każdego kąta Internetu, mediów, wiadomości i innych przekazów. Dlatego – dla uczciwego balansu – warto przedstawiać, opisywać i promować wszystko, co wspiera jasną stronę mocy.
Chciałabym w tym miejscu przywołać również Brené Brown – do której nawiązałam podczas własnego wystąpienia i warsztatów prowadzonych w ramach konferencji. Brené Brown, pisarka i badaczka, orędowniczka autentycznego życia, nawołuje do odwagi i do otworzenia się na swoją wrażliwość.
Dla niej wrażliwość (vulnerability) nie jest słabością, lecz siłą, która obejmuje akceptację niepewności i ryzyka, umiejętność doświadczania własnych emocji oraz gotowość do odsłaniania siebie w celu budowania prawdziwej bliskości z innymi.
„Aby być wrażliwym, trzeba się wykazywać wielką odwagą. Pierwszym krokiem w tej podróży jest zrozumienie, w którym miejscu się znajdujemy, czemu się przeciwstawiamy i dokąd powinniśmy iść” – pisze w swojej książce o znamiennym tytule „Z wielką odwagą”. Bo tak, dla wielu już samo nazywanie swoich uczuć jest aktem odwagi. Kiedy odsłaniamy siebie, swoją miękkość, wrażliwość (!), kiedy w całej bezbronności ujawniamy siebie – wówczas wykazujemy się odwagą. I właśnie wtedy i tylko wtedy możemy żyć naprawdę – autentycznie, spójnie, w zgodzie ze sobą.
Temat emocji, rozmów o emocjach i nazywania ich wypłynął na konferencji przy okazji dyskusji na temat belgijskiego dramatu „Blisko” w reżyserii Lukasa Dhonta z roku 2022. Film opowiada o przyjaźni dwóch 13-letnich chłopców, o ich rozstaniu i o… nieumiejętności nazywania tego, co się dzieje w ich relacji.
Żaden z chłopców nie potrafił znaleźć odpowiednich słów, aby nazwać to, jak się czuje. Przeżywali jednak w sobie mocno żal, rozpacz, poczucie odrzucenia i niezrozumienia – prowadzące do tragedii. Emocje pulsują tak, że większość odbiorców poruszona była do łez. Sami bohaterowie filmu pozostali jednak bezradni.
Wokół filmu odbyła się niezwykle ciekawa i żywa (pełna emocji!) dyskusja panelowa z edukatorami filmowymi. Na co dzień prowadzą oni zajęcia z uczniami, podczas których – po projekcjach filmów, w czasie rozmów – jest przestrzeń na kontakt z własnymi emocjami i próby ich nazwania. To niezwykle ważne, aby umieć rozpoznawać i nazywać to, co czujemy. Już małe dzieci warto pytać o to, jak się czują, przybliżać im świat uczuć – na przykład korzystając z cyklu wspaniałych książek Tiny Oziewicz („Co robią uczucia”, „Co lubią uczucia”).
Na konferencji doświadczyłam poczucia wspólnoty osób z różnych stron Polski, których połączyła miłość do książek. Już z tego tylko powodu można założyć, że łączy ich również wrażliwość. Miałam wielką przyjemność poznać kobiety, które pracują w bibliotekach i prowadzą kluby książek dla młodzieży, grupy dyskusyjne, rozmowy wokół literatury.
Biblioteki stają się bezpieczną przestrzenią dla osób wrażliwych, małymi centrami kultury, ostoją dla tych, którzy szukają ciszy i głębszych treści.
Spotkałam także nauczycielki, które budują autentyczny kontakt z uczniami i dzięki temu rozbudzają w nich wrażliwość (artystyczną, emocjonalną). Energia miłości, dobra, ciepła otulała uczestniczki i uczestników (nielicznych wprawdzie, ale jakże obecnych). To ludzie wszakże tworzą klimat miejsca, a ich (nasze!) zaangażowanie udziela się innym.
Wzięłam też udział w kąpieli leśnej – uważnym spacerze, podczas którego wyłączaliśmy swój tryb rozmowy (co nie było łatwe). Spacer prowadziła Agnieszka Antosik – zwana Szepczącą z Drzewami, z zawodu filolożka, z zamiłowania i praktyki dendroterapeutka, przewodniczka kąpieli leśnych, autorka książek dotyczących oddziaływania lasu na ludzi. Las – podobnie jak biblioteka – może być dla nas ostoją ciszy. A ta – jak powiedziała na początku Agnieszka – jest dziś najbardziej ginącym zasobem. Tymczasem często dopiero wtedy możemy usłyszeć wewnętrzny głos.
Kąpiel leśna w ramach konferencji poruszyła mnie tym bardziej, że byłam świeżo po lekturze reportaży „Cztery strony drzewa”, napisanych z czułością i ogromną wrażliwością przez Izę Klementowską. To od niej dowiedziałam się, że gdy mamy problem decyzyjny, warto pójść do lasu i posiedzieć chwilę pod dębami, a rozwiązanie przychodzi jakby łatwiej…
„Istnieje w języku staroangielskim słowo treow, które w dawnych czasach oznaczało zarówno prawdę, jak i drzewo. Dziś powiedzielibyśmy tree i true, ale zobacz, jak wciąż są sobie bliskie. Jest zatem tylko jedna prawda, która żyje jako drzewo” – pisze Iza Klementowska.
Potrzeba nam – obecnie może nawet bardziej niż kiedyś – ludzi wrażliwych, empatycznych, uważnych. Chciałabym za Czesławem Niemenem wyśpiewać, że:
„Ludzi dobrej woli jest więcej/I mocno wierzę w to/Że ten świat/ Nie zginie nigdy dzięki nim/Nie! Nie! Nie! Nie!”
Po spotkaniach jak te na Konferencji Biblioterapeutycznej w Opolu nadzieja rośnie.
Urszula Sołtys-Para, psycholożka i psychoterapeutka ericksonowska. Prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną w Tychach oraz online – pracuje z osobami dorosłymi i rodzinami. Autorka poradników dla rodziców i książki „Przebodźcowani. Szukając siebie w świecie nadmiaru”. Współautorka podcastu „Wspólne słowa”, w którym razem z Anną Dankowską popularyzuje wiedzę z zakresu psychologii; twojpsycholog.net.pl