Urszula Sołtys-Para - Nieśpieszne jedzenie wpływa na codzienny dobrostan. Psycholożka wyjaśnia, czego możemy nauczyć się od mieszkańców krajów Południa
00:00
Zwykły obiad może być biesiadą; ważne jest to, że toczy się w spokoju i w towarzystwie innych. Zainspirować można się na prykład na Wyspach Kanaryjskich.
Tekst pochodzi z magazynu „Sens” 07/2025
Proste jedzenie w życzliwym towarzystwie chroni przed chorobami i zwiększa szanse na długowieczność – wiemy już o tym choćby z serialu dokumentalnego „Żyć 100 lat: Tajemnice niebieskich stref”. Zastanawiam się, na ile jest możliwe, abyśmy na co dzień jak najczęściej spotykali się na wspólnych śniadaniach, obiadach, kolacjach. Może z rodziną, a może z przyjaciółmi.
Sama niezwykle sobie cenię rytuał niedzielnych śniadań, na które umawiam się z koleżankami raz w miesiącu. Och, jaka to uczta i radość! Miałam niedawno przyjemność spędzić krótki urlop w miejscu przepięknym, w którym zapach oceanu orzeźwiał, wyprawy w góry zapierały dech w piersiach, a propozycje w restauracyjnych menu kusiły, oj, kusiły... Przy okazji wypraw w nowe miejsca, które fascynują mnie przyrodniczo, lubię uprawiać równocześnie turystykę kulinarną – degustować lokalne smaki, próbować nawet znane potrawy, ale w nowych odsłonach.
Tym razem uwiódł mnie czar wyspy La Palma, która łączy to, co kocham w naturze najbardziej – góry i ocean. Kulinarnie także same zachwyty: proste, ale wyjątkowe w smaku kanaryjskie osolone ziemniaki, warzywa, sery, słodkie banany i kawa o różnych obliczach.
Siedząc przy stoliku i sącząc jeden z lokalnych przysmaków – espresso ze słodkim skondensowanym mlekiem, czyli cortado leche y leche – miałam sposobność przyglądać się mieszkańcom wyspy, którzy – podobnie jak i mieszkańcy innych krajów południowych – potrafią celebrować posiłki. Żadne tam szybkie lunche, tu zwykły obiad może być biesiadą – ważne jest to, że wszystko odbywa się nieśpiesznie i w towarzystwie innych.
Posiłek zajmuje dłuższy czas, ale biesiadnicy degustują po troszku różne dania z kilku półmisków i konwersują między kęsami. Takie posiłki to nie tylko spożywanie białka, tłuszczu i węglowodanów – to doświadczanie bliskości, rozmowa, spokojny czas na karmienie ciała i duszy.
Siedzę sobie w blasku słońca przy prostym drewnianym stole, delektuję się kawą i rozglądam – przy jednym stoliku rodzina z dwójką dzieci, przy innym ekipa z jakiejś firmy (mieli takie same niebieskie robocze stroje), przy kolejnym dwóch poważnych panów w garniturach, a przy jeszcze następnym grupa młodych ludzi, głośno roześmianych i rozgadanych. Nie pamiętam, czy zauważyłam kogoś, kto jadł w pojedynkę. Gdy kelnerka w jednej z lokalnych niewielkich restauracji usiadła do obiadu w ramach przerwy, po chwili przysiadł się ktoś z kawą i już rozmawiali ze sobą, a dziewczyny nikt nie beształ ani nie ganił surowym spojrzeniem.
Do miłego towarzystwa i spokojnej degustacji można dodać aspekt zmysłowego piękna – jakże inaczej smakują przecież określone potrawy w pięknym otoczeniu!
Dbajmy zatem i sami o to, jak jemy na co dzień. Dlaczego nie podać kanapek do kolacji na pięknych ceramicznych talerzach? Może sami siebie potraktujmy (choćby czasem) jak gości zasługujących na najlepszą zastawę – celebrujmy, biesiadujmy!
I poczujmy różnicę (jeżeli dotąd ktoś nie zwrócił na to uwagi), jak inaczej pachnie i smakuje kawa świeżo zaparzona i podana w ślicznej filiżance od tej z automatu serwowanej w jednorazowym kubku. Otaczajmy się pięknem, budźmy w sobie zachwyt – tym bardziej teraz, w świecie, w którym tyle brutalności i walki. Potrzeba nam, dla równowagi w naszym wnętrzu, odnajdywania momentów piękna.
Myślę sobie, że nie bez powodu operujemy słowem „sztuka”, gdy mówimy o przyrządzaniu posiłków – „sztuka gotowania” albo „sztuka kulinarna”. Forma podania posiłku jest wyrazem ekspresji twórczej, nie mówiąc już o samym procesie gotowania czy pieczenia. Nawet kanapki mogą być dziełami sztuki właśnie, a tradycyjna pomidorówka – autorską zupą, jeśli dodamy do niej coś nowego albo podamy z czymś innym niż do tej pory.
Jedzenie to nie tylko jedzenie. To, co jemy i jak jemy, mówi wiele o nas samych. Możemy wyrażać się w nim twórczo, ale poza tym jedzeniem manifestujemy swój światopogląd; komunikujemy więcej, niż nam się wydaje, wyrażając siebie własnym stosunkiem do jedzenia i sposobem spożywania. Czy myślimy o tym, co jemy i dlaczego? Czy zastanawiamy się, skąd pochodzi nasze pożywienie? Nasz styl odżywiania mówi o naszym stosunku do świata i do samego siebie – na ile szanujemy siebie, swoje ciało, swoje zdrowie i nasze otoczenie.
Różne posiłki mogą się nam kojarzyć z określonymi sytuacjami, miejscami, osobami. Mogą nas łączyć z tymi, którzy odeszli, a pozostawili po sobie pewne przepisy kulinarne jak niematerialny spadek. I dopóki gotujemy to, co nam gotowano, oni żyją w nas, poprzez nas, dzięki nam…
Określone dania mogą przenosić w czasie, zapraszać do spotkania ze sobą sprzed lat, wywoływać wspomnienia – przyjemne i nieprzyjemne. Stąd przecież tak silna niechęć u niektórych osób do szpinaku, że nie odważą się zaryzykować spróbowania – a może, a nuż, zasmakowałby im teraz inaczej, niż pamiętają z lat przedszkolnych?
Ale również z tego powodu pojawia się zachwyt nad prostotą – jak ciepły świeży chleb, który niesiony z piekarni zostawał już w drodze oskubany do połowy. Co do chleba – taka dygresja – to często słyszę, że „już takiego chleba, jak kiedyś, to nie ma”, i nie wiem sama, na ile to sprawa zmienionych receptur lub zmodyfikowanej mąki, a na ile istotną rolę odgrywają wspomnienia – rodzaj tęsknoty za tym, co minione, często za idealizowanym jednak w dużej mierze dzieciństwem.
Tak, dzieciństwo często bywa idealizowane, ale równie często jest kojarzone z traumatycznymi sytuacjami związanymi z jedzeniem – z przymusem, szantażem, presją, przemocą. Nad takimi wspomnieniami unoszą się dymki z groźbami, które wybrzmiewały w przeszłości: „Ja sobie dla ciebie żyły wypruwam, a ty nie jesz”, „Nie odejdziesz od stołu, jak nie zjesz wszystkiego”, i inne równie okrutne.
Pokłosie tego już znamy – zaburzone relacje z jedzeniem. Jedzenie nie jest już ani jedzeniem, ani przyjemnością – jest splecione z napięciem i stresem, z poczuciem upokorzenia, z polem walki o siebie i swoją autonomię. To temat niezwykle złożony i szeroki, nawet nie wnikam w tym miejscu w szczegóły – zainteresowanych tematem zaburzeń odżywiania odsyłam do niedawno wydanej książki „Zaburzenia odżywiania. Wszystko, co warto wiedzieć” autorstwa B. Timothy’ego Walsha, Deborah R. Glasofer i Evelyn Attii.
Czytamy w niej: „Jeśli chodzi o sferę psychiki, to o prawidłowym odżywianiu można mówić wówczas, gdy potrafimy czerpać przyjemność z jedzenia i po prostu co jakiś czas zjadamy, nie mając poczucia winy z tego powodu i nie koncentrując się ani za bardzo, ani za mało na każdym kęsie wkładanym do ust. Jedząc normalnie, nie myślimy zbyt dużo o tym ani nie krytykujemy się w duchu za to, co i ile zjedliśmy”.
Ostatnio koleżanka poleciła mi wspaniałą powieść. Przekazuję to dobro dalej i teraz polecam i wam, drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy, jeżeli jej nie znacie. To „Lekcje chemii” napisane przez współczesną autorkę Bonnie Garmus. (Wiem, że jest też serial na podstawie tej powieści, ale go nie widziałam, więc się nie wypowiem).
Kuchnia i gotowanie przedstawione są w powieści jako laboratorium naukowe, jako miejsce, w którym zachodzą identyczne procesy biologiczne i chemiczne, które mają wpływ w ogóle na życie i na rozwój. Sama natomiast Elisabeth Zott, główna bohaterka, to kobieta niezwykle inspirująca, co krok walcząca niezłomnie o siebie. Jeżeli lubicie opowieści z humorem (czasem wręcz czarnym), w których przeplata się niemożliwe z możliwym, śmieszne ze strasznym, a śmiech ze wzruszeniem – serdecznie polecam. To też à propos refleksji wokół jedzenia.
Dużo zmysłowych przyjemności wszystkim życzę – piękna, smaku, zapachu i inspirujących lektur.
Urszula Sołtys-Para, psycholożka i psychoterapeutka ericksonowska. Prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną w Tychach oraz online – pracuje z osobami dorosłymi i rodzinami. Autorka poradników dla rodziców i książki „Przebodźcowani. Szukając siebie w świecie nadmiaru”. Współautorka podcastu „Wspólne słowa”, w którym razem z Anną Dankowską popularyzuje wiedzę z zakresu psychologii, twojpsycholog.net.pl