1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Złość - 5 kroków, by ją transformować

Złość - 5 kroków, by ją transformować

123rf.com
123rf.com
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Emocje, również te nieprzyjemne, zawsze czemuś służą. Są energią, która domaga się przekształcenia. Złość może nas motywować do działania i pokonywania przeszkód. W jaki sposób pozytywnie transformować złość?

Mówimy - jestem zły, złoszczę się, to złość. Kryje się za tym cała gama stanów emocjonalnych - podirytowanie, rozdrażnienie, urażenie, skrzywdzenie, napięcie, wrogość, wściekłość, podenerwowanie. Kiedy te emocje nami rządzą, najczęściej cierpią na tym nasze relacje z ludźmi. Możemy, mając świadomość, że złość „się nie opłaca” ją stłumić i być na przykład uprzejmym a nie krytycznym. Ale nie o to przecież chodzi - nie o zmianę działania, tylko o przekształcenie negatywnej emocji. Jak to zrobić?

1. Wejrzyj w złość. Emocje są skomplikowane i mogą być mylące. Poczuj, czy jest to gniew, irytacja czy frustracja. Nie jest tu istotne, z jakiego powodu się pojawiły. Ważniejsze jest co się pod nimi kryje - zwykle jest to poczucie winy lub lęk. 2. Zadaj sobie pytanie, co masz ochotę zrobić. Zwykle w parze ze złością idą agresywne zachowania. Nie muszą to być działania fizyczne, także werbalne albo agresja może być bierna, skierowana do wewnątrz. 3. Zadaj sobie pytanie: „Czy chcę transformować swoją złość?”. Dalsze kroki mają sens tylko wtedy, kiedy odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. 4. Pomyśl, co jest przeciwieństwem działania pod wpływem złości. Na drugom krańcu agresji jest życzliwość lub co najmniej - spokojne zachowanie. Wyobraź sobie, że w danej sytuacji tak się właśnie zachowujesz, myśl o tym i poczuj to. 5. Gdy poczujesz, że twoje emocje i myśli zmieniły się na pozytywne - podejmij działania.

Gdy przejdziesz powyższe kroki, dokonasz transformacji złości i nie będziesz działać pod jej destrukcyjnym wpływem a także w opozycji do swoich uczuć.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Rehabilitacja złośnicy, czyli jak wykorzystać energię gniewu w dobrym celu

Codziennie otrzymujemy mnóstwo „zaproszeń do złoszczenia się”. Wielu nawet nie otwieramy, na inne chętnie odpowiadamy. (Fot. Getty Images)
Codziennie otrzymujemy mnóstwo „zaproszeń do złoszczenia się”. Wielu nawet nie otwieramy, na inne chętnie odpowiadamy. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Nie znosimy jej – u innych i u siebie. Nie pozwalamy sobie na nią, w obawie przed osądem, utratą sympatii. A ona i tak przychodzi, zakrada się tylnymi drzwiami. Niektórych odwiedza nawet znacznie częściej niż innych… Pora zobaczyć w złości nie tyle niechcianego gościa, co ważnego sojusznika.

Tak naprawdę trudno przeżyć choćby jeden dzień, żeby się z nią nie spotkać. Przyjmuje różne formy: szału, furii, wściekłości. Gniewu, obrazy. Złośliwości, ironii, sarkazmu. Rozdrażnienia, irytacji. Czasem nazywamy ją stresem. I złościmy się – że w ogóle istnieje. Bo właściwie po co nam ona? Zwłaszcza że – wiadomo – jest zagrożeniem dla zdrowia. No dobrze, nie zawsze, nie każda. Nie chodzi o krótkie napady gniewu, które nawiedzają nas od czasu do czasu... Raczej o częste ataki wściekłości. Ale też o utrzymujący się przez dłuższy czas stan intensywnego rozdrażnienia – twierdzi w książce „Życie bez złości” Ron Potter-Efron. Amerykanin stawia sprawę jasno: codziennie otrzymujemy mnóstwo „zaproszeń do złoszczenia się”. Wielu nawet nie otwieramy, na inne chętnie odpowiadamy. Są też tacy, którzy przyjmują tego rodzaju zaproszeń zdecydowanie za wiele, wciąż się za nimi rozglądają. To złościoholicy. Mają lepki umysł – taki, do którego wszystko się przykleja. Który szuka wrogów, tworzy problemy – byle tylko mieć o co walczyć. Jeśli znasz jakiegoś złościoholika, wiesz, o czym mowa. Taka osoba – jeśli nie znajdzie zaproszenia do złoszczenia się – spreparuje je sama. A potem podpisze jakimkolwiek nazwiskiem i wyśle do siebie.

Skutki tłumienia złości

Zwykle jednak nie lubimy złości. Szczególnie kobiety chciałyby trzymać się od niej z daleka. Bo walący pięścią w stół mężczyzna to wojownik – na taką postawę jest przyzwolenie społeczne. A kobieta? Unosząc się gniewem, może zyskać etykietkę „zołzy”,  „jędzy”, „histeryczki” albo „sfrustrowanej starej panny”. Może się okazać, że jest mało wiarygodna (bo niezrównoważona). Mało kobieca („herod-baba”). Że straci czyjeś wsparcie (i będzie przykro). Albo że się myli (i będzie wstyd).

Czasem po prostu nie rozumiemy złości, nie umiemy jej obsługiwać. Wolimy nie dopuszczać jej do głosu, żeby nie stracić panowania nad sobą. A potem tracimy je w najmniej spodziewanym momencie... Utrata panowania to już niekoniecznie złość w czystej postaci. To wściekłość – jej „brzydka kuzynka”, dzika i destrukcyjna – twierdzi William Gray DeFoore w książce „Złość. Opanuj ją, uzdrawiaj nią, powstrzymaj ją, zanim cię zadręczy na śmierć”. Składnikami wściekłości są – poza złością – zadawniony, stłamszony ból i strach. Prawdziwa mieszanka wybuchowa... DeFoore porównuje uczucia do warzyw – są dobre (a nawet zdrowe, odżywcze), dopóki pozostają świeże. Ale jeśli przeleżą zbyt długo w zapomnieniu, psują się i stają się szkodliwe, wręcz trujące.

Tymczasem od najmłodszych lat uczymy się tłumić uczucia, ze złością na czele. Rodzice (którzy zwykle sami sobie z nią nie radzą) karzą nas za jej okazywanie. Rezultat? Napady wściekłości. Przeróżne zachowania kompulsywne i nałogowe. Dolegliwości. DeFoore nie pozostawia złudzeń: „Eksplozja może wydarzyć się wewnątrz was, a to zwykle oznacza depresję, nienawiść do samego siebie, poważną chorobę serca albo wszystko razem”. Jak walczyć ze złością? No właśnie nie walczyć! Dziś wiemy już, że to podejście się nie sprawdza. Bo na czym właściwie polega walka? Na tym, że zaprzeczasz, wypierasz. Wzmacniasz, wynaturzasz... Może więc czas spojrzeć na złość nieco życzliwiej? Zrozumieć ją i uznać?

Zrozumieć złość

Złość pełni w naszym życiu niesłychanie istotną funkcję – służy naszej ochronie. To dzięki niej poznajemy, że coś jest nie tak: nasze bezpieczeństwo zostało zachwiane, granice naruszone... Coś nam zagraża. Drugim ważnym sygnalizatorem jest strach. Nie przypadkiem często zjawiają się w duecie: strach ostrzega, złość pobudza do działania. Uwalnia w naszym ciele adrenalinę, mobilizuje do obrony lub ucieczki. Dzięki niej mamy siłę, by chronić siebie i bliskich. Również kiedy już dotknie nas coś trudnego – strata czy krzywda – złość jest zdrowa, wskazana. Potrzebna. To ważne, żeby w takich sytuacjach poczuć ją i wyrazić.

Rzecz w tym, że nierzadko dajemy się porwać złości, kiedy ryzyko zagrożenia fizycznego jest minimalne. Albo żadne. Jak zauważa Potter-Efron, czasem przypomina ona zepsuty znak ostrzegawczy na przejeździe kolejowym – dzwoni i świeci cały czas, nawet gdy nie przejeżdża żaden pociąg: „Złość jest sygnałem, nie rozwiązaniem. Zapamiętaj: złość nie pomoże ci pozbyć się problemów. Ona tylko informuje cię o tym, że problem istnieje”.

Jeśli często ją odczuwasz, do czegoś ci służy. Sprawdź, czego tak zażarcie bronisz, o co walczysz? A może chodzi tu o poczucie władzy i kontroli? O odrzucanie odpowiedzialności? Unikanie innych uczuć? Zdaniem Pottera-Efrona dla niektórych osób złość jest jedynym bezpiecznym uczuciem, ukrywającym inne. Może też przysłaniać pragnienie bliskości. Taka osoba zabezpiecza się, stwarzając dystans. Niby odpycha innych, a tak naprawdę szuka z nimi kontaktu – zastępuje intymność intensywnością. Pewnie zauważyłaś też, że złość potrafi być przyjemna... Ten nagły skok adrenaliny, fala energii, która zalewa ciało. Siła uczuć. Siła fizyczna. Czujesz, że żyjesz! Autor „Życia bez złości” mówi wręcz: „Gniew jest sprawdzonym uczuciem. Jeśli chcesz odlecieć, zawsze możesz na niego liczyć”.

Każdy ma jakąś ulubioną strategię, jeśli chodzi o zarządzanie złością – mniej lub bardziej skuteczną. Jedni są bardziej agresywni, inni pasywni. Pierwsi nie przebierają w słowach, drudzy raczej dąsają się, obrażają. Karzą innych swoim milczeniem, niedostępnością. „Złość jest najczęściej gorąca” – przyznaje Potter-Efron – „Ale nie w tym przypadku. Cisza to złość zimna, lodowata. Z łatwością może się przerodzić w urazę lub nienawiść”. Na szczęście są jeszcze inne sposoby. Możesz się złościć i być (w miarę) uprzejma. Czyż nie tak działa asertywność?

  1. Psychologia

Jak zapanować nad emocjami wobec dziecka?

Niełatwo jest panować nad złością, szczególnie gdy jesteśmy przemęczeni i mamy nadmiar obowiązków. Jednak te wybuchy emocji na długo pozostają w pamięci, szczególnie u dziecka. (fot. iStock)
Niełatwo jest panować nad złością, szczególnie gdy jesteśmy przemęczeni i mamy nadmiar obowiązków. Jednak te wybuchy emocji na długo pozostają w pamięci, szczególnie u dziecka. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Metod na zapanowanie nad swoimi negatywnymi i nadmiernymi emocjami w stosunku do dziecka jest wiele, ale ani jednej idealnie pasującej do każdej mamy.

Jak zwykle w wychowaniu nie dostaniesz gotowej recepty. Sprawdź doświadczalnie, co na ciebie działa najlepiej i tę metodę systematycznie praktykuj.

Zdobądź się na refleksję

Gdy złość ci minie, pomyśl, kiedy ostatnio byłaś taka zła. W jakich okolicznościach to było? Najczęściej w negatywnych emocjach mamy jest powielony schemat: dziecko cię złości przy stole, przed snem, na zakupach, rano przed wyjściem. Określ, kiedy ono cię szczególnie irytuje, a będziesz wiedziała, że to w sytuacji jest coś, co cię męczy. Może nie zabieraj go na zakupy? Może poproś kogoś o pomoc albo sceduj ten obowiązek, który cię najbardziej drażni, na kogoś innego. Unikaj sytuacji, które zawsze prowadzą do awantury.

Zastanów się, czy dana sytuacja cię nie przerasta

Negatywne emocje wymusza zawsze sytuacja, która nas przerasta. W wychowaniu dziecka jest to najczęściej wykonywanie zbyt wielu rzeczy jednocześnie. Szykujesz się do pracy, wstawiasz zupę, sprawdzasz, czy dziecko dobrze się ubrało, sprzątasz klatkę chomika, zbierasz rzeczy dziecka na basen, prasujesz, piszesz zaległy raport, odpowiadasz na pytania w rodzaju: „Skąd się biorą małe krety”. Nic dziwnego, że odczuwasz silne emocje. Mówi się, że kobiety mają zdolność wykonywania wielu czynności jednocześnie. To prawda, ale niekiedy płaci się za to rozstrojem nerwowym. Nie warto. Jedna czynność na raz. Nie rozmawiaj przez telefon, gdy zakładasz dziecku buty w przedszkolu, i nie wieszaj prania, jednocześnie czytając mu bajkę. Każde dziecko wydaje się zachowywać skandalicznie, gdy mamy oprócz niego jeszcze cztery-pięć czynności na głowie.

Ustal sobie wytyczne

Jeśli jesteś osobowością, która potrzebuje kontroli zewnętrznej (nic w tym złego, to tylko jedna z cech osobowości) – rozgłoś, że ciebie nie da się wyprowadzić z równowagi. Taki sztandar niesiony nad swoim życiem pomoże ci zapanować na utratą kontroli nad emocjami. Wytyczysz sobie jasny, konkretny cel: Mnie nikt nie zdenerwuje. To da się zrobić.

Pomyśl: co zapamięta moje dziecko?

Inna metoda to myślenie, że dziecko tę właśnie chwilę twojej utraty kontroli zapamięta najlepiej z całego dzieciństwa. Wypracuj w sobie nawyk myślenia: „Czy chcę, żeby dziecko taką mnie zapamiętało?”. Dlatego nie w momentach złości, ale „na spokojnie” (na przykład codziennie rano przy myciu zębów, gdy nie zajmujesz się niczym innym) powtórz sobie, że ono będzie dokładnie pamiętać twoje wybuchy wściekłości.

Zadbaj o poczucie humoru w waszej relacji

Gdy masz z dzieckiem dobry kontakt – wasza relacja jest mocna, oparta na poczuciu humoru, wspólnych zabawach i różnorodnych formach spędzania wspólnie czasu – jest ci trudnej na nie krzyknąć. Śmiej się, oglądaj z dzieckiem komedie, wygłupiaj się w kuchni, graj w piłkę. Warto. Dzieci najlepiej współpracują, starają się, kontrolują swoje zachowanie nie dla tych, których się boją, ale dla tych, za którymi przepadają. A roześmianej wesołej mamy nie da się nie lubić.

Pamiętaj, że emocje powinny być adekwatne do sytuacji

Gdy tracisz panowanie nad sobą i urządzasz awanturę, kiedy dziecko przeszło w zabłoconych butach przez wysprzątane mieszkanie, pomyśl, skąd weźmiesz adekwatne emocje, gdy cię uderzy, obrazi, świadomie przekroczy normy zachowania?

Czy nigdy nie powinnaś okazywać negatywnych emocji?

Gdy czujesz złość, wściekłość, rozczarowanie, nie kłam sama przed sobą, że tego nie czujesz. Zawsze o tym mów: „Martwi mnie to, czuję się niedoceniana, boli mnie, jest mi przykro”. Wypowiedz się, sformułuj jasny komunikat. Pamiętaj jednak, że reakcja zdrowej psychicznie osoby jest adekwatna do sytuacji. Masz prawo krzyczeć i rwać włosy z głowy, ale w sytuacjach ostatecznej straty czy cierpienia, a nie, gdy dziecko umaże ci garsonkę dżemem.

  1. Styl Życia

Feng shui, czyli jak mieszkać we właściwym kierunku?

Feng oznacza wiatr lub kierunek a shui - wodę. Feng Shui to inaczej kierunek wody. Najważniejszą zasadą jest płynąć z prądem rzeki a nie pod prąd. Czyli być w zgodzie z kierunkiem przepływu. (Fot. iStock)
Feng oznacza wiatr lub kierunek a shui - wodę. Feng Shui to inaczej kierunek wody. Najważniejszą zasadą jest płynąć z prądem rzeki a nie pod prąd. Czyli być w zgodzie z kierunkiem przepływu. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Ta starożytna praktyka to bardzo złożony sposób planowania budowy domu w celu osiągnięcia jak największej zgodności ze środowiskiem naturalnym i otoczeniem – mówi Jacek Kryg, mistrz feng shui.

Mówi się, że za pomocą feng shui, czyli odpowiedniego urządzenia wnętrza, możemy oddziaływać na wszystkie sfery naszego życia, od miłości po zdrowie. Rzeczywiście tak jest? Feng shui nazywane jest sztuką urządzania domu. Często spłaszcza się je do zestawu prostych wskazówek, które mają przynosić natychmiastowe efekty. W rzeczywistości ta starożytna praktyka to bardzo złożony sposób planowania budowy domu w celu osiągnięcia jak największej zgodności ze środowiskiem naturalnym i otoczeniem. Feng oznacza wiatr lub kierunek, a shui – wodę. Feng shui to inaczej „kierunek wody”. Najważniejszą jego zasadą jest bowiem płynąć z prądem rzeki, a nie pod prąd. Być w zgodzie z kierunkiem przepływu.

To brzmi bardziej jak filozofia, a jednak feng shui znane jest jako logiczny system, w którym bazuje się na konkretnych obliczeniach. Pierwsze pisane źródła wspominają o feng shui już w VIII wieku p.n.e. i na tyle datuje się używane po dziś dzień techniki. W Chinach nigdy nie panowała jako taka żadna religia. Najbardziej popularny taoizm to system filozoficzny, a konfucjanizm – system społeczny. Od zawsze jednak panował tam kult przodków. Wierzono, że dobry, odpowiedni pochówek zapewni żyjącym szczęście na tym świecie. Oryginalnie feng shui powstało jako zwieńczenie kultu przodków. Służyło planowaniu pochówku i przestrzeni cmentarnej. Wierzono, że jeśli grobowce zostaną zgrane z otoczeniem, a przodkom zapewni się spokój, to będą się oni nami opiekować i wspierać żyjących. Dopiero z czasem zaczęto tę wiedzę stosować do planowania rozkładu miast, wsi i budowy domów, przede wszystkim mając na względzie strukturę krajobrazu.

Kiedyś opieraliśmy się o wiele bardziej na intuicji. Dzisiaj, funkcjonując w takim pędzie, w jakim żyjemy, nie słyszymy komunikatów, które płyną z naszego ciała, ignorujemy symptomy. Nie czujemy też, że dom, w którym mieszkamy, nam nie służy. Dlatego do diagnostyki potrzebujemy odpowiednich narzędzi.

Czym różnią się między sobą poszczególne techniki? Wczesne feng shui nazywano „feng shui form krajobrazowych”. Sprowadzało się ono do rozpoznawania wzorów w krajobrazie. Jeżeli określony wzór okazywał się powtarzalny i odpowiedni według techniki szkoły form krajobrazowych, można było budować w tym miejscu dom. Z czasem jednak coraz trudniej było o taką swobodę ze względu na określony podział działek. Powstało więc wiele technik i nurtów, które detalicznie określały, jak powinno być rozplanowane każde pomieszczenie. Jedna z technik nazywa się „120 worków złota”, inna „wędrująca gwiazda”. Techniki te różnią się między sobą tym, co bierze się pod uwagę, analizując otoczenie i planując budowę domu. Mówi się na przykład, że jeżeli dom będzie zgrany z górą, to zagości w nim poczucie bezpieczeństwa, stabilny rozwój i życie religijne. Natomiast jeżeli dom jest zgrany z wodą, to możemy liczyć na sławę i pieniądze. Gdyby udało się zgrać i wodę, i górę, to mamy jedno i drugie. Dobry konsultant feng shui zna różne techniki. Jego celem zawsze jest postawić dom w taki sposób, by był najbardziej zgodny z otoczeniem.

W feng shui mówi się, że wszystko, co znajduje się w przestrzeni, na nas wpływa. Czy to dotyczy także przedmiotów? Struktury, kolorystyki, faktury przedmiotów. Jeżeli ma pani widok z okna na górę z nawisem skalnym, podczas wichury nawet podświadomie będzie pani podchodzić do okna i patrzeć, czy ten nawis jeszcze jest. Staje się on potencjalnym zagrożeniem, czyli wpływa na pani nastrój, samopoczucie. Feng shui określa nawet, jakiej wielkości powinny być znajdujące się w przestrzeni przedmioty. Służy do tego specjalna miarka.

Chyba najbardziej popularnym narzędziem jest kompas feng shui. Kompas jest dosyć zaawansowanym narzędziem, ale sprawdza się w obecnych czasach najlepiej. Operuje żywiołami, kierunkami i znakami zodiaku. Złożony jest z wielu okręgów, a każdy z nich to inna metoda. Jedna z nich określa 24 różne rodzaje domów skierowanych w różne strony. Nazywa się to „okręgiem 24 gór”. Według tej metody istnieją trzy kierunki północy, trzy kierunki wschodu, trzy północnego wschodu itd. Każdy człowiek, w zależności od daty urodzenia, ma swoje cztery korzystne kierunki i cztery niekorzystne. Kierunki odpowiadają różnym aspektom życia. Jeden z nich odpowiedzialny jest za zdrowie. Korzystny kierunek będzie więc je wspierał, a niekorzystny – osłabiał.

Chińczycy uważają, że jeżeli człowiek musi coś robić, to niech robi to tak, żeby mu to wyszło na zdrowie. Jeśli musi jeść, niech je zdrowo, jeżeli musi się ruszać, powinien robić to w taki sposób, by nie blokować przepływu energii, ale przede wszystkim człowiek musi zamieszkiwać. Jedną z najgorszych chorób świata jest bezdomność. W każdej kulturze brak dachu nad głową jest uznawany za najgorszy obrót losu. Chińczycy uważają więc, że najważniejsze jest zdrowie i bogactwo, jako że biedę w kulturze chińskiej również uznaje się za chorobę. Człowiek nie urodził się po to, żeby cierpieć, a bieda jest źródłem cierpienia. Ją również się leczy.

Chociażby poprzez odpowiednie aranżowanie domu? Nie tylko. Mając już urządzony dom, musimy nauczyć się w nim żyć. Kompas jako narzędzie skupia się na rejonach i kierunkach. Widzę, że znajduje się pani teraz w najbardziej wysuniętym na południe rejonie w swoim mieszkaniu. Jest pani również zwrócona w kierunku na południowy wschód, co nie jest korzystnym kierunkiem, dlatego że należy pani do osób z grupy zachód. Wiem to z pani daty urodzenia. Urządzając dom, wszystkie miejsca siedzące przeznaczone do pracy, rozmów i czytania książek warto mieć skierowane w korzystną dla siebie stronę. W ten sposób będziemy w pełni sił mentalnych i zdrowotnych. Kierunek zdrowie, mimo że jest aktywny we wszystkich pomieszczeniach, według Chińczyków szczególnie uzasadniony jest dla leżenia i gotowania, ponieważ sen i jedzenie w kulturze chińskiej są odpowiedzialne za zdrowie.

Niezwykle ważne w feng shui są też żywioły. U podstaw wszystkiego, co chińskie, czy to będzie medycyna, astrologia, ćwiczenia, czy feng shui, leży koncepcja wu xing, czyli pięciu żywiołów. Żywioły przekładają się na wszystko, również odpowiadają konkretnym rejonom domu. Patrząc przez ten pryzmat, jeżeli w domu będzie problem z rejonem wody, która w medycynie chińskiej odpowiada nerkom, możemy doświadczyć osłabienia tych organów. Jeśli będzie kłopot z ogniem, możemy mieć problem z sercem. Bardzo ważna dla feng shui jest analiza astrologiczna, która nie tylko określa odpowiednie kierunki, ale też stan naszych żywiołów. W ten sposób dowiadujemy się, co konstytucyjnie nam jest potrzebne, jakiego żywiołu mamy niedobór, a jakiego nadmiar, który żywioł trzeba uzupełnić, by osiągnąć równowagę.

Jak możemy uzupełniać żywioły? Żywiołów dostarczać można chociażby odpowiednimi przedmiotami w domu czy aranżacją wnętrz. Jeżeli brakuje nam żywiołu ognia, w odpowiednim miejscu warto zainwestować w kominek. Może dla takiej osoby najlepszym sposobem będzie spanie przy kominku lub świecach. Jeżeli mamy niedobór metalu, możemy mieć metalowe elementy, metalową ramę łóżka, ale też w kuchni pięciu przemian wprowadzać więcej pożywienia odpowiadającego metalowi. Jeżeli ktoś urodził się z nadmiarem wody, często występuje u niego tendencja do alkoholizmu w aspekcie społecznym, a zdrowotnie będzie mieć kłopoty z nerkami albo dystrybucją płynów w organizmie. Jeśli taki człowiek postawi w sypialni akwarium, będzie go to dodatkowo obciążać. Bardzo popularna w Polsce była korespondująca z tym założeniem metoda zainicjowana w XIX wieku przez księdza Knajpa, tzw. wodolecznictwo. Ludzie mieli w domu w tamtym czasie tak dużo lamp naftowych, świec, kominków i pieców, że występował u nich nadmiar żywiołu ognia. Skutkowało to nadmiernym przegrzaniem, wysuszeniem i stanami zapalnymi. Metoda polegała na poddaniu się zabiegom z biczy wodnych, które sprawiały, że wyjątkowo często występujące wtedy migreny, mijały.

Czy z feng shui korzystać może każdy? Tak, bo ono służy poprawie jakości naszego życia. Każdemu polecam zapoznać się z podstawową wiedzą na temat feng shui, żeby móc z niej korzystać wszędzie, gdzie się znajdujemy. Też poza domem. W pracy, na wakacjach, w odwiedzinach. Jeśli jesteśmy skierowani w złą stronę, stajemy się niecierpliwi i gaśniemy, jak roślina, która źle posadzona, więdnie. Mech będzie zawsze dążyć do północy, kwiaty do południa. Nadrzędną zasadą jest unikać tego, co nam szkodzi. Zanim położysz się w kierunku zdrowia, naucz się więc, który to jest twój kierunek choroby i unikaj go.

Jacek Kryg kulturoznawca, religioznawca, filozof, doktorant socjologii, specjalizujący się w zagadnieniach związanych z szeroko rozumianą kulturą Chin (szczególnie z taoizmem), od 12 lat jest członkiem ścisłego zarządu IFSA (Międzynarodowe Stowarzyszenie Feng Shui) z siedzibą w Singapurze

Żywioły w mieszkaniu

Drewno, ogień, ziemia, metal i woda mają wpływ na różne dziedziny życia, dlatego ważna jest ich zrównoważona obecność w różnych strefach domu. Z każdym z tych elementów łączą się inne kształty, kolory oraz rodzaje przedmiotów.
  • Drewno dobrze wpływa na kreatywność i rozwój. Z tym elementem łączą się przedmioty o podłużnym kształcie przypominające pnie drzew oraz kolory zielony i niebieski.
  • Ogień zwiększa odwagę i umiejętności przywódcze. Aby wprowadzić ten element do swojego domu, warto udekorować wnętrza świecami i wzorami zwierzęcymi. Kolory związane z ogniem to czerwony, ale również odcienie różu i fioletu. Według zasad nowoczesnego feng shui obecność tego żywiołu wzmocnią również urządzenia elektroniczne.
  • Ziemia ma wpływ na siłę fizyczną, stabilność i zdrowie. Kolory związane z tym elementem to tak zwane barwy ziemi: brązy, zielenie i beże. Również przedmioty o kwadratowym lub prostokątnym kształcie oraz niskie, płaskie powierzchnie.
  • Metal jest odpowiedzialny za jasność myśli, logikę i zdolności analityczne, pomaga się również skupić. Łączą się z nim kształty okrągłe i owalne oraz kolory, takie jak biel, szarość, srebro oraz jasne, pastelowe barwy. Oprócz mebli i przedmiotów wykonanych z metali siłę tego żywiołu wzmocnią również kamienie.
  • Woda jest odpowiedzialna za duchowość i emocje. Czerń i ciemne barwy wzmacniają jej oddziaływanie. Bardzo ważne dla tego elementu są również lustra i nieregularne, falujące kształty. (Źródło: westwing.pl)

  1. Psychologia

Życie z cieniem. Jak w pełni zaakceptować siebie?

Koncepcja cienia wywodzi się od Junga, który pisał, że nie chodzi o pozbywanie się nielubianych cech, ale o znajdowanie ich jasnych stron i włączanie do naszego życia. (Fot. iStock)
Koncepcja cienia wywodzi się od Junga, który pisał, że nie chodzi o pozbywanie się nielubianych cech, ale o znajdowanie ich jasnych stron i włączanie do naszego życia. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
- Cień nosi wiele twarzy: strachu, chciwości, złości, mściwości, manipulacji, lenistwa, wrogości, brzydoty, braku akceptacji, słabości, krytyki, potępiania. Wszystko to, czego w sobie nienawidzimy, czego się wypieramy, zaczyna żyć własnym życiem, podkopując wiarę w naszą siłę i talenty – mówi Pernille Melsted, trenerka zajmująca się pracą z cieniem.

- Cień nosi wiele twarzy: strachu, chciwości, złości, mściwości, manipulacji, lenistwa, wrogości, brzydoty, braku akceptacji, słabości, krytyki, potępiania. Wszystko to, czego w sobie nienawidzimy, czego się wypieramy, zaczyna żyć własnym życiem, podkopując wiarę w naszą siłę i talenty – mówi Pernille Melsted, trenerka zajmująca się pracą z cieniem.

Cień to… Wszystko, czym nie chcemy być; czym uważamy, że nie jesteśmy. Nieuświadomiony cień niszczy nasze związki, zabija ducha i uniemożliwia realizację marzeń.

Urodziłaś się w Danii, w kraju ludzi najszczęśliwszych na świecie. Duńczycy mają cień? Każdy człowiek ma cień. I każdy naród. My mamy opiekuńcze państwo, które zaspokaja życiowe potrzeby. Państwo na przykład płaci każdemu, kto tylko zechce podjąć studia. Wstyd narzekać. W Danii nie jest w porządku się wyróżniać: wszyscy mają być równi. Wyrażanie wyjątkowości, unikalnego piękna, darów, talentów nie jest mile widziane. To właśnie cień Duńczyków. Mieszkałam jakiś czas w USA. Tam odwrotnie – wszyscy chcą być najlepsi, błyszczeć, lśnić. Ich cień to bycie skromnym. Jeśli chcemy być ludźmi autentycznymi, spełnionymi, nie możemy pominąć cienia.

W Polsce lubimy myśleć o sobie jako o narodzie wybranym, bohaterskim. Przydałaby się narodowa dyskusja na temat naszego cienia, ponieważ nieuświadomiony cień staje się groźny. Staje się źródłem projekcji: „Ja taka nie jestem, to ty jesteś zła!”. Cień nosi wiele twarzy: strachu, chciwości, złości, mściwości, manipulacji, lenistwa, kontroli, wrogości, brzydoty, braku akceptacji, słabości, krytyki, potępiania. Wszystko to, czego w sobie nienawidzimy, czego się wypieramy, zaczyna żyć własnym życiem, podkopując wiarę w naszą siłę i talenty. Odrzucając cień, odrzucamy skarb. Skarby są ukryte w miejscu, którego nie braliśmy dotąd pod uwagę – w ciemności.

Jak powstaje cień? Przychodzimy na ten świat jako pełne istoty; mamy dostęp do każdej części siebie. Małe dziecko jest – z chwili na chwilę – radosne, smutne, zniecierpliwione. Szybko jednak musi dostosować się do norm i oczekiwań swojej rodziny, kraju, kultury. Pragnie miłości i akceptacji ważnych dla siebie osób – rodziców, nauczycieli i innych autorytetów – dlatego zakłada maskę „poprawnego” zachowania. To, co nie jest mile widziane, zostaje zepchnięte do cienia. Koncepcja cienia wywodzi się od Junga, który pisał, że nie chodzi o pozbywanie się nielubianych cech, ale o znajdowanie ich jasnych stron i włączanie do naszego życia. Pisał, że pierwsza połowa życia schodzi nam na tym, żeby zepchnąć różne swoje części do cienia, a druga – na wyciąganiu ich z cienia, bo bez nich czujemy się niepełni.

Zwykle między 35. a 40. rokiem życia zaczynamy czuć się gorzej; pojawia się poczucie pustki, rozczarowania, lekkiej depresji. Mówią o tym zarówno kobiety, jak i mężczyźni. I mamy ochotę na te wszystkie radykalne zmiany – rzucić pracę, rozwieść się, znaleźć młodego kochanka… Właśnie puka cień! Różne części nas wołają: „Zobacz mnie, zapomniałaś o mnie, i o mnie też!”. Zamiast patrzeć na to, co się dzieje, jak na kryzys, lepiej otworzyć się i przyjąć dary tych ukrytych części nas.

Jak rozpoznać cień? Przede wszystkim obserwować, jak reagujemy na innych ludzi. Na przykład idziemy na imprezę, na której poznajemy atrakcyjną kobietę. Ty uważasz, że ona jest wspaniała, urocza, we mnie budzi niechęć. Dlaczego? Która z nas ma rację? Jeśli mocno na kogoś reagujemy, warto przyjrzeć się sobie. Czy wiem o istnieniu takiej osoby, czy ona głęboko mnie porusza? Jaki mój cień kryje się w tym poruszeniu? Dlaczego nie pozwalam sobie taką właśnie być? Co w tym złego, zagrażającego? Co dobrego mogłoby wyniknąć dla mnie, gdybym zaakceptowała tę część siebie? Każda z naszych części przynosi jakiś dar. Jaki dar przychodzi z osobą, do której czuję niechęć? To mogą być różne dary – odwagi, akceptacji, zrozumienia, współczucia, asertywności. Przyjmując dary, integrujemy kolejne części siebie.

Może się okazać, że osób, które wywołują w nas silne emocje, jest wokół wcale niemało. Zacznijmy przynajmniej od trzech – takich, które irytują nas najmocniej. Zapytajmy także siebie, jakiej oceny swojego zachowania obawiamy się najbardziej. Co najgorszego ludzie mogliby powiedzieć, gdyby naprawdę mnie znali? Dużo cienia jest w tajemnicach, we wstydzie. To nie znaczy, że teraz po rozpoznaniu cienia cały czas mamy być przygnębione czy zagniewane. Jeśli jednak nikt nie może o mnie powiedzieć, że bywam zła, niemiła czy wściekła, to znaczy, że jestem w więzieniu swojego umysłu. Żeby być pełną ludzką istotą, potrzebujemy dostępu do swojego światła i do swojego cienia.

Nierzadko zdarza się, że czujemy niemoc, po prostu nie możemy ruszyć z miejsca; coś nas wstrzymuje, wątpliwości, opór… Niepokojące i nieprzyjemne. Cień sabotuje plany i marzenia. Samotna kobieta, która pragnie kogoś poznać, wie, że dobrze byłoby wyjść z domu, chodzić na randki, poszukać partnera przez Internet. Nie może zebrać się do działania, ponieważ w cieniu jest ktoś, kto mówi, że gdy będzie robić te wszystkie rzeczy, ludzie uznają ją za desperatkę. Dopóki nie zawrze pokoju z „desperatką” w sobie, nic się nie zmieni. Kobiety przepracowane, wiecznie zmęczone potrzebują przyznać, że mają w sobie także kobietę „leniwą” i chętnie przyjmą jej jasną stronę – przyzwolenie na odprężenie, zdrowy odpoczynek. Niektóre z nas chętnie przeszłyby na zdrowy styl życia, ale w cieniu jest postać, która mówi, że to nudne i ortodoksyjne. Kobiety, które uważają się tylko za kochające i opiekuńcze, nie mają siły i odwagi, aby stworzyć coś własnego, doświadczyć własnej sprawczości. Możemy mieć jedno i drugie. Dopiero wtedy możemy wybierać. Są sytuacje, które wymagają naszej mocy wyrażanej w działaniu, i takie, w których wybieramy słodycz oraz matczyną opiekuńczość. Ten wybór to wolność.

Pernille Melsted trenerka zajmująca się pracą z cieniem i edukacją emocjonalną. Autorka książek na ten temat. 

  1. Psychologia

Wszystko i wszyscy mnie wkurzają oraz szybko się denerwuję, czyli jak radzić sobie z wściekłością

 Masz prawo doświadczać wszystkich uczuć i to bez podawania ich uzasadnienia. One sa prawdziwe, bo są twoje (fot. iStock)
Masz prawo doświadczać wszystkich uczuć i to bez podawania ich uzasadnienia. One sa prawdziwe, bo są twoje (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
Świat się zmienia, ale jedno pozostaje niezmienne – trudne, „negatywne” uczucia są źle widziane. Co więc zrobić z wściekłością? Stłumić? To trochę tak, jakbyśmy musieli powstrzymać wymioty, bo świat uznał, że nie zjedliśmy nic, co mogłoby nam zaszkodzić – pisze psycholożka Ewa Klepacka-Gryz i analizuje ten kłopot w ramach Terapii Jednego Spotkania.

Świat się zmienia, ale jedno pozostaje niezmienne – trudne, „negatywne” uczucia są źle widziane. Co więc zrobić z wściekłością? Stłumić? To trochę tak, jakbyśmy musieli powstrzymać wymioty, bo świat uznał, że nie zjedliśmy nic, co mogłoby nam zaszkodzić – pisze psycholożka Ewa Klepacka-Gryz i analizuje ten kłopot w ramach Terapii Jednego Spotkania, pomagając odpowiedzieć na pytanie, jak sobie radzić, kiedy ktoś nas denerwuje.

Gdy Małgosia zadzwoniła, żeby zapisać się na sesję, spytała, na którym piętrze znajduje się gabinet i czy na pewno jest winda. Okazało się, że ma skręconą kostkę i problemy z chodzeniem. Zaproponowałam sesję on-line. – Nie ma takiej potrzeby – odpowiedziała. – Nie jestem kaleką, muszę jakoś sobie radzić. Usłyszałam jej wściekłość i lęk.

Krok 1. Próbujemy znaleźć winnego skręconej kostki

Chciałam zaopiekować się jej chorą nogą. Przygotowałam taboret z poduszką i zaproponowałam, żeby położyła na nim nogę. – Wygląda na to, że to moja noga jest główną pacjentką – uśmiechnęła się Małgosia. – Myślę, że tak jest – odparłam. – To trzecie skręcenie w przeciągu pół roku. Już się przyzwyczaiłam, że z tą nogą ciągle jest coś nie tak – machnęła ręką. Kiedy poprosiłam, żeby dokładnie opowiedziała, jak to się stało, że trzy razy skręciła tę samą kostkę, poczułam, że ją to zdenerwowało. – Nie ma o czym opowiadać. Za pierwszym razem potknęłam się na schodach. Za drugim za szybko wstałam i stopa mi się podwinęła, a ostatnio przewróciłam się na prostej drodze. Łamaga ze mnie i tyle. – Rozumiem, że to twoja wina; jesteś nieuważna, za szybka, roztrzepana – podsumowałam. – No nnnieee… – zawahała się. – Schody miały trochę niewymiarowe stopnie, a na tej prostej drodze był nierówny chodnik. – Czujesz się jak ofiara niekorzystnej sytuacji zewnętrznej czy raczej jak ofiara losu? Dostrzegasz różnicę? – wolałam dopytać. – Jasne, aż taką ofiarą nie jestem. Ale umówmy się, że osobę, która trzy razy z rzędu skręca tę samą kostkę, ludzie mają prawo traktować z przymrużeniem oka. – Czyli niepoważnie? Czy to jest twój kłopot? – spytałam. – Hm, dobre pytanie. I tak, i nie. Dosyć już tego rozczulania się nade mną, nie potrzebuję taboretu. – Wiesz, mam poczucie, że doskonale potrafisz o siebie zadbać. Zapytałaś, na którym piętrze jest gabinet i czy w budynku znajduje się winda. Czy gdyby jej nie było, zrezygnowałabyś z wizyty? – Nie, jakoś bym sobie poradziła – usłyszałam. – Jestem tego pewna. Radzisz sobie świetnie, chodzisz do pracy z bolącą nogą, a mogłabyś wziąć zwolnienie. Nie wiem tylko, czy naprawdę potrzebujesz opieki i troski, czy raczej drażni cię to, że ludzie się o ciebie troszczą.

Na to pytanie Małgosia nie odpowiedziała. Moje przeczucie z pierwszej, telefonicznej rozmowy potwierdziło się. Wściekłość i lęk, potrzeba, by świat się nią zaopiekował, na przemian z chęcią udowodnienia, że sama da sobie radę – dowodziły ambiwalencji. Tego typu pacjentom trudno jest przyjąć pomoc, bo chęć otrzymania jej miesza się z walką o udowodnienie, że sami sobie poradzą, że świat ich nie rozumie. Bywa, że rezygnują z terapii już po pierwszej sesji.

Krok 2. Rozpoznajemy zewnętrzne i wewnętrzne wkurzenie, czyli co robić, gdy wszyscy mnie wkurzają

-Przypominam ci, że mamy tylko jedną sesję i to ty decydujesz o jej przebiegu. Spróbuj jednym zdaniem opisać, nazwać kłopot, z którym do mnie przychodzisz - poprosiłam. - Wszystko mnie wkurza. Wkurza mnie szef i moja praca, korki na ulicach, mój partner, rodzice, wredna przyjaciółka - wyrzuciła z siebie. - A to, że jesteś na sesji, też cię wkurza? - sprawdzałam dalej. - Szef powiedział, żebym zrobiła coś ze soją agresją, bo nie da się ze mną wytrzymać. - A więc przyszłaś tu z polecenia szefa? - Nie do końca, sama siebie wkurzam tym swoim wkurzaniem się. Budzę się rano i już jestem wściekła. Zdarza mi się, że tłukę kubek, zanim rano naleję sobie kawę W samochodzie klnę jak szewc. Potrafię też wrzeszczeć na ludzi w pracy - wyliczała Małgosia. - Umiałabyś powiedzieć, co tak naprawdę cię wkurza: jakaś konkretna sytuacja, zachowanie, czyjeś słowa? - No właśnie nie. Ludzie pytają mnie, o co tak się pieklę, a ja sama nie rozumiem, co mnie tak wkurza - jest tym naprawdę zdziwiona. - Co czujesz, gdy jesteś wkurzona? - Wściekłość. Czasami aż ciemnieje od tego przed oczami. - Jeszcze jakieś doznania z ciała? - próbowałam doprecyzować. - Jest mi gorąco, zaciskam zęby i pięści, serce mi wali - przyznaję. - Teraz też to czujesz? Czy to na pewno wkurzenie? - Widzisz, nie mam powodów do wkurzenia, a wkurzam się. Czasami mam ochotę wrzeszczeć: "Uspokój się. Dosyć tego".

Wzięłam poduszkę i stanęłam przed Małgosią: - Zrób to teraz.

Spojrzała na mnie zdziwiona. Najpierw nieśmiało, potem z coraz większym zacięciem zaczęła uderzać czołem w poduszkę. - Wrzeszcz - namawiałam ją. - Wolałabym kopać. - To kopnij, zdrową nogą. Małgosia robi zamach i... zatrzymała się tuż przed.

-Przecież ta poduszka nic złego mi nie zrobiła. To siebie miałabym ochotę kopnąć. - Zrobiłaś to już trzy razy - powiedziałam i wskazałam na jej kostkę. Zatrzymana wściekłość często zamienia się w autoagresję, czyli agresję wymierzoną przeciwko sobie samemu. Dotyczy przede wszystkim sytuacji pozaracjonalnych, tzn. nieuprzedmiotowionej wściekłości. Kiedy umiesz nazwać to, co cię wkurza, łatwiej jest ci uzasadnić swoje uczucia. Nawet jeśli nie zamienisz wściekłości w czyn, potrafisz ją zracjonalizować, np "jestem wściekła na szefa, bo potraktował mnie niesprawiedliwie". Wściekłość "bez powodu" martwi i przeraża, a jednocześnie jest tak silna, że trzeba coś z nią zrobić, w najgorszym razie obrócić przeciwko sobie.

Masz prawo doświadczać wszystkich uczuć i to bez podawania ich uzasadnienia. One sa prawdziwe, bo są twoje (fot. iStock) Masz prawo doświadczać wszystkich uczuć i to bez podawania ich uzasadnienia. One sa prawdziwe, bo są twoje (fot. iStock)

Krok 3. Sprawdzamy, co się kryje pod słowem wkurw” i dlaczego doświadczający go człowiek tak szybko się denerwuje

Zaproponowałam Małgosi zabawę figurkami Playmobil (podobne do Lego, tylko większe) Poprosiłam, by wybrała i ustawiła na stole sprawców swojego wkurzenia. Zdecydowała się na najbardziej agresywne postaci: policjanta - symbol jej szefa, pirata - symbol partnera, żołnierza - to ojciec, wiedźmę - matka. Trudno się nie wkurzać, skoro wokół tylu agresorów. Poprosiłam, żeby wybrała też figurkę reprezentującą ją samą. Wybrała tresera dzikich zwierząt z pejczem w dłoni. Opowiedziałam jej historię mojego kolegi z podstawówki, który panicznie bał się psów, i chcąc okiełznać lęk, został trenerem lwów. Uśmiechnęła się: - Coś w tym jest. - Jak byś inaczej nazwała swoje wkurzenie? Czy to jest złość? - Nie, bardziej wkurw. - Rozumiem, że to coś większego niż złość. Wściekłość? - Bardziej to drugie. TO mną rządzi, jest nie do wytłumaczenia i nie do powstrzymania. Szybko się denerwuję i krzyczę na wszystkich. - Czuję, ze to jest tak silne, aż niemal łamie ci nogę - powiedziałam. - Ze zwichniętą kostką jestem mniej niebezpieczna. - Bo nie możesz kopać? A co jeśli skręcisz i drugą kostkę. - Mogę jeszcze walić głową w mur. - Albo zacząć łamać ręce - dodałam. - Śmiejesz się ze mnie? - spytała nagle. - Czy to cię wkurza? - Chyba powinno, ale bardziej mnie śmieszy.

Zaczęłam się głośno śmiać. Najpierw spojrzała na mnie zdziwiona, a potem sama wybuchła śmiechem. - Co teraz czujesz? - Jeszcze nie wiem - odpowiedziała. - Popatrz twoje dłonie przestały zaciskać się w pięści, a uśmiech wyraźnie rozluźnił twarz. Może to jest dobry sposób na twój "wkurw"? - Może, ale dlaczego tak się wkurzam? - Wiesz, a może wystarczy stwierdzenie: "Po prostu tak mam i już".

Złość, smutek, żal, rozpacz to tzw. negatywne emocje, których w dzisiejszym świecie nie należy odczuwać. A jeżeli już, to tylko z uzasadnionego powodu. Czy rzeczywiście potrzebujemy uznania własnych uczuć? CO zrobić ze smutkiem, który ogarnia nas bez powodu, albo z wściekłością? Przepraszam za porównanie, ale to trochę tak, jakbyś musiał powstrzymać wymioty, bo świat uznał, że nie zjadłeś nic, co mogłoby ci zaszkodzić. Dasz radę to zrobić?

Krok 4. Oswajamy wkurzenie

-I to wszystko? Mam się śmiać, kiedy dopada mnie wkurw i tańczyć, jeśli mam ochotę przykopać - spytała Małgosia. - Czego jeszcze potrzebujesz? - Czuję, że pod tym wkurwem jest coś jeszcze. - Cudownie, że to czujesz. Spróbujemy opisać twojego "oswajacza" drapieżników. Co to za postać? Jaki on jest? - Odważny i nieustraszony. - Myślisz, że nigdy nie czuje lęku? - Jasne, że czuje, ale nie może go pokazać, bo zwierze go pożre. - Zgadza się. Jak myślisz, co robi z lękiem? - Ukrywa go. - Jakie jeszcze uczucia musi ukryć? - Może poczucie winy, że męczy zwierzęta? Może też żal, smutek. - Czyli wszystkie tzw. negatywne emocje przykrywa odwagą. Wkurzenie jest dobrym sposobem do zablokowania innych emocji. Ale to niebezpieczne. Wyobraź sobie, że twój wkurw jest pianą, która wydobywa się z butelki z szampanem. Czujesz to? - Wow, jak pierdyknie, to łeb urwie - wyrwało się Małgosi. - Albo rozsadzi butelkę, jeśli korek mocno trzyma. Pamiętasz swoją pierwszą myśl tuż po obudzeniu, zanim poczujesz wkurzenie?

-O k..., znowu cały dzień przede mną. - Co jest przed myślą o tej ponurej perspektywie? - dopytywałam. - Wszystko, co mnie dziś czeka. - Co jest najtrudniejsze? - Że muszę ukrywać zły humor. Lęk, że mi się nie uda i wybuchnę. Świadomość, że inni będą się uśmiechać, a ja zaciskać zęby z wściekłości. I że pewnego dnia nie będę już miała na to siły. Jędza ze mnie, co? - Czyje to słowa? - Matka od dziecka powtarzała, że jestem niezłe ziółko, a ojciec straszył, że takiej jędzy żaden facet nie zechce - odparła. - Wpasowałaś się w ich scenariusz. Jesteś grzeczną dziewczynką. Wiesz, bardzo cię lubię i z przyjemnością przytulę. Mogę?

Małgosia wyciągnęła ręce jak mała dziewczynka. Mówię, że widzę w niej bezradne dziecko, które zamiast tupać nogą i krzyczeć: "nie", wykręca kostki i klnie jak szewc. Każdego dnia powodów do "wkurwu" mamy pod dostatkiem. Jednak wolimy kląć niż płakać, krzyczeć na ludzi, zamiast prosić ich o pomoc, wołać: "Wynoś się", zamiast: "Zostań". Wyłącznie od nas zależy, co wybierzemy.

Małgosia, jak większość pacjentów, nie dostała gotowej recepty, co robić ze swoim "wkurwem". Nawet nie dostała odpowiedzi, dlaczego wszystko ją denerwuje. Ale na "do widzenia" jeszcze raz się we mnie wtuliła i wyszeptała: - Chyba trochę lepiej rozumiem samą siebie. Mam teraz o czym myśleć.