fbpx

Inteligencja percepcyjna to nasza tajna broń

Inteligencja percepcyjna to nasza tajna broń
Gdy korzystamy z inteligencji percepcyjnej nie damy się łatwo omamić. Widzimy więcej, a nie tylko to, co chcemy. (fot. iStock)

Dzięki niej odróżniamy iluzję od rzeczywistości, prawdę od fikcji. Uruchamiamy krytyczne myślenie, logikę i umiemy wyciągać trafne wnioski z naszych obserwacji i doświadczeń. O tym, co się dzieje, kiedy z niej nie korzystamy, pisze psycholożka Hanna Samson.

Niedawno przeczytałam książkę dr. Briana Boxera Wachlera „Inteligencja percepcyjna. Jak mózg tworzy iluzje i złudzenia”. Autor definiuje inteligencję percepcyjną jako „sposób, w jaki interpretujemy nasze doświadczenia i okazjonalnie manipulujemy nimi, aby odróżnić fantazję od rzeczywistości”. Tak jak w przypadku innych rodzajów inteligencji ludzie różnią się poziomem IP. Osoby, które mają za sobą traumatyczne przeżycia, mogą dokonywać odmiennych wyborów życiowych, w zależności od tego, jak postrzegają przeszłość. Od ich inteligencji percepcyjnej zależy, czy staną się walecznymi „bohaterami”, czy bezsilnymi „ofiarami”. Pocieszające jest jednak to, że zdaniem Wachlera inteligencja percepcyjna to umiejętność nabyta, którą możemy rozwijać. Wychodzić poza automatyczne reakcje, sprawdzać, jaka interpretacja zdarzeń nam służy, i tę wybierać. Możemy też wpływać świadomie na swoje przeżycia i podnosić poziom IP. Kiedy na przykład w drodze na rozmowę kwalifikacyjną wdepniemy w psią kupę, możemy uznać, że to „na szczęście”, a nie pech, dzięki czemu nie będziemy się złościć i stresować, a przede wszystkim nie stracimy wiary w sukces.

Myślenie pozytywne to ważny składnik inteligencji percepcyjnej, która opiera się na naszych zmysłach i instynktach, ale wpływają na nią też nasze emocje i wspomnienia oraz myśli, które w jakimś stopniu zależą od nas.

Coś na kształt intuicji

Książkę Wachlera czytałam z mieszanymi uczuciami, bowiem moja inteligencja percepcyjna szeptała mi, że wprowadzanie tego pojęcia nie jest konieczne, żeby zrozumieć siebie i innych. Co rusz do głosu dochodził mój sceptycyzm – który świadczy zresztą o wysokim poziomie IP – i próbował ochronić mnie przed uleganiem złudzeniu, że nowa nazwa oznacza coś więcej niż nową nazwę dla znanych procesów. I pewnie szybko zapomniałabym o koncepcji dr. Briana Boxera Wachlera, choć ma on na swoim koncie wiele sukcesów i zna sławnych ludzi, o czym często informuje nas w książce, gdyby nie przyszła do mnie Elwira – żywy dowód na to, że inteligencja percepcyjna jest nam potrzebna do życia i nie warto jej tracić pod wpływem pragnień.

Elwira ma 37 lat i 15-letnią córkę, z której ojcem rozwiodła się przed 10 laty. Od tego czasu była sama, praca i dziecko wypełniały jej życie. – Długo nie myślałam o związku, leczyłam rany po małżeństwie – opowiada. – Rok temu przyjaciółka namówiła mnie, żebym założyła profil na portalu randkowym. Spotkałam się z kilkoma facetami, ale to nie było to, po jednej kawie wiedziałam, że drugiego spotkania nie będzie. Aż w końcu umówiłam się z Piotrem.

Piotr ma 54 lata, jest przystojny, inteligentny, wysportowany, świetnie sobie radzi w życiu, prowadzi firmę, zbudował piękny dom, od kilku lat jest rozwiedziony. Nie lubię oceniać wyglądu kobiet, ale w przypadku tej historii muszę dodać, że Elwira jest bardzo atrakcyjna. Wysoka, szczupła, blondynka, długie włosy, duże oczy, piękna twarz, jest świetnie ubrana, nie widać na niej żadnych znaków czasu, wygląda jak marzenie niejednego faceta, a już na pewno marzenie Piotra, o czym szybko się mogła przekonać.

– I potoczyło się jak w harlequinie… A teraz nie mogę się po tym pozbierać, przynajmniej chciałabym zrozumieć, co się stało. – Elwira płacze, potem wyciera oczy, patrzy na mnie wyczekująco, jakbym ja mogła jej coś wytłumaczyć, choć nie wiem, o co chodzi.

– Proszę mi opowiedzieć tę historię – proponuję i Elwira opowiada o dziwnych początkach znajomości z Piotrem i chyba jeszcze dziwniejszym zakończeniu. Już na pierwszym spotkaniu Piotr był pewien, że Elwira jest kobietą jego życia. Ona nie była nim zachwycona, widziała, że są z różnych światów, mają inne poglądy, on mówił z pełnymi ustami, robił błędy językowe, ale był nią tak oczarowany i w tym oczarowaniu przekonujący i tak natarczywy, że zgodziła się na następne spotkanie. Na drugim spotkaniu Piotr rzucił się na kolana i poprosił Elwirę o rękę, ofiarowując jej pierścionek z brylantem. – I co pani wtedy pomyślała? – zapytałam. – Że to jakiś wariat, szaleniec. Intuicja mówiła mi, że powinnam uciekać… – Nie posłuchała jej pani? – Nie.

Sceptycyzm, logiczne myślenie, inteligencja emocjonalna budują naszą inteligencję percepcyjną i pozwalają adekwatnie interpretować sytuację, co ważne: zwłaszcza wtedy, gdy jest niejasna. Inteligencja percepcyjna pozwala oprzeć się cudzym naciskom i kierować własnym rozsądkiem. Równie cenna jest intuicja, która wynika z naszych wrażeń, nawet jeśli nie umiemy ich jasno określić, i podpowiada, co robić. Umiejętność słuchania intuicji to ważny składnik inteligencji percepcyjnej, której poziom w przypadku Elwiry już na drugim spotkaniu z Piotrem spadł do zera.

Zbiorowa iluzja

W wielu innych sytuacjach Elwira umiała trafnie ocenić rzeczywistość, a tu ignorowała sygnały ostrzegawcze, choć były dobrze widoczne. Dlaczego? Najlepiej sprawdzić u źródła.

– Dlaczego nie posłuchała pani intuicji? – pytam. – Piotr był tak pewny, że mnie kocha. A ja tak bardzo nie chciałam już być sama…

Nasze pragnienia mogą wpływać na nasz obraz świata i obniżać poziom IP. Dlatego warto zdawać sobie z nich sprawę i świadomie włączać krytycyzm. Myślenie pozytywne nie oznacza, że można przestać widzieć rzeczywistość. Ale jeszcze nic złego się nie stało, po prostu Piotr rzucił się na kolana i chciał zaręczyć z zaskoczoną Elwirą, która go ledwie znała. – I co z tym pierścionkiem? – dopytuję. – Nalegał, żebym przyjęła, nie chciał słyszeć o odmowie. Powiedziałam, że musimy się lepiej poznać, a on na to, że mnie kocha, poczeka, aż ja go pokocham, że jesteśmy dla siebie stworzeni, więc go wzięłam. A potem mnie odwiózł do domu, rano czekał pod moją klatką, żeby mnie zawieźć do pracy. – Pani nie ma samochodu? – Mam, ale on chciał jak najwięcej czasu spędzać ze mną, po pracy mnie odwiózł do domu, w drodze wspomniałam, że zepsuła mi się pralka, po dwóch godzinach przyjechał z nową, podłączył, czułam, że wreszcie ktoś się mną opiekuje. Wtedy poznała go też moja córka, więc nie musiałam go ukrywać, zaczął u nas bywać codziennie. Po tygodniu zaprosił mnie na weekend do Rzymu, potem na kilka dni do Lizbony, w pracy miałam wtedy ważne zadania i nie powinnam brać urlopu, ale on już wszystko zorganizował, więc pojechałam i było cudownie. – Nic już pani w nim nie przeszkadzało? – próbowałam dopytać. – No może to, że on był ciągle podekscytowany, wciąż domagał się, żebym mu powiedziała, że go kocham, kiedy zwracałam mu uwagę, że robi coś nie tak, złościł się, że nie akceptuję go bezwarunkowo, choć tylko tego ode mnie oczekuje, więc przestałam mu mówić, jak coś mi nie pasowało, przecież nie ma ludzi idealnych.

Przyjaciele Elwiry, którzy znali Piotra z opowiadań, byli wobec niego bardziej sceptyczni. Ale kiedy Elwira przyszła z nim na urodziny przyjaciółki, ich poziom IP również znacznie się obniżył. Może przyczynił się do tego wspaniały bukiet, który przyniósł jubilatce, a może drogie perfumy, które do niego dołączył? Albo butelka whisky dla pana domu? A może krótkie przemówienie, jak bardzo jest szczęśliwy, że może ich poznać, bo wie od Elwiry, że są wspaniali i ważni dla niej? Z pewnością mógł wystąpić tu efekt wdzięczności, który wpływa na nasze IP. Ale może ważniejsze było to, że Piotr w ich obecności rzucił się przed Elwirą na kolana i poprosił o rękę, dając jej drugi pierścionek z brylantem? „Moja kobieta będzie cała w brylantach”– powiedział. Wszyscy się wzruszyli i zgodnie uznali, że to musi być miłość, choć Elwira nie była jeszcze pewna, czy go kocha. Niemniej akcja nabierała tempa. Po miesiącu znała już jego rodziców, którzy przyjęli ją z otwartymi ramionami, jej córka też go polubiła, nadszedł czas na zaproszenie go do domu rodzinnego. Przy rodzicach znów rzucił się na kolana i poprosił o rękę Elwiry, ofiarowując trzeci pierścionek, co brzmi groteskowo, ale okazało się skuteczne. Elwira w końcu się zgodziła.

Widzisz to, co chcesz

Piotr po tygodniu już kupił obrączki i zarezerwował termin ślubu, choć zaczęły pojawiać się zgrzyty.

– Poprosiłam go, żeby zakręcał wodę, kiedy myje zęby, bo lała się bez sensu – opowiada Elwira o jednej z sytuacji. Odpowiedział, że go na to stać, a gdy usłyszał, że nie chodzi o jego pieniądze, a o środowisko, tylko się zaśmiał. „Ale z ciebie idealistka” – skomentował. A potem jeszcze dorzucił, że w swoim domu to on ustala zasady. – W tym domu, w którym miała z nim pani zamieszkać? – upewniłam się. – Tak. – I co pani wtedy pomyślała? – Że Piotr ma braki w edukacji, ale gdy zamieszkamy razem, to go wszystkiego nauczę – mówi Elwira, a ja mam ochotę wykrzyknąć: „A gdzie jest pani inteligencja percepcyjna, do cholery?! Czy on wygląda na chłopca, który chce się uczyć, czy na faceta, który chce być podziwiany?”.

Jesteście ciekawe, jak skończyła się ta historia? Włączcie swoją inteligencję percepcyjną. Czy Piotr naprawdę kochał Elwirę? Czy chciał ją bardziej poznać? A może miał jakąś wizję związku, w którą ona powinna się zgrabnie wpasować? Jakich jego oczekiwań Elwira nie spełniła? Jak wyglądałoby ich wspólne życie, do którego na szczęście nie doszło? W tej opowieści jest kilka przesłanek, które pozwalają zrozumieć sytuację. Dla porządku dodam tylko, że Piotr skończył z Elwirą równie gwałtownie, jak zaczął i znów jest aktywny na portalu randkowym. Elwira już nie rozpacza i dziwi się sobie, że to ona wcześniej nie zerwała. A ja dziwię się jej, że w ogóle w to weszła. W końcu po to mamy inteligencję percepcyjną, żeby widzieć nie tylko to, co chcemy.

Hanna Samson: psycholożka, terapeutka, pisarka. W Fundacji CEL prowadzi grupy terapeutyczne dla kobiet. Autorka takich książek, jak „Dom wzajemnych rozkoszy” i „Sensownik”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze