fbpx

Jaki jest twój charakter? Sprawdź charakter pisma

grafoterapia
123rf.com

Pismo odzwierciedla charakter. Twój charakter. Możesz się w nim przejrzeć jak w lustrze, a jeśli coś ci się nie podoba – zmienić dzięki grafoterapii. Jak to działa?
Aż trudno uwierzyć, ile tajemnic skrywa odręczne pismo! Niesie historię życia, zapis emocji z dzieciństwa i późniejszych okresów, atmosferę panującą w rodzinnym domu… Zdradza, w jakim momencie życia jesteśmy, co nas niepokoi. Potrafi nawet ujawnić choroby, które trapią jego właściciela.

Ręka pisze, umysł odpuszcza

Jak wygląda praca z pismem? Wysyłasz 10 linijek dowolnego tekstu i uzupełniasz kilka kwadratów z rysunkami (tzw. okna Freuda), po czym dostajesz analizę. Badaniu poddane zostają najważniejsze obszary twojego życia: intelekt, wola, witalność, kreatywność, związki, seks. Możesz się dowiedzieć, w jakim stopniu wykorzystujesz swój potencjał, swoją ekspresję. Do jakich zawodów jesteś predestynowana. Dlaczego jesteś samotna…

Grafolożka Tina Wieczorek przyznaje, że niewiele osób w Polsce zdaje sobie sprawę, na czym naprawdę polega grafologia i jakie daje możliwości. – Zwykle kojarzy się ją z identyfikowaniem pisma, choćby na potrzeby kryminalistyki. Tymczasem tymi sprawami zajmuje się grafometria. Ludzie myślą często, że próbuję rozczytywać ich pismo – to nie ma nic wspólnego z moją pracą. Nie tylko nie analizuję poszczególnych wyrazów, ale mogę nawet nie znać języka, w jakim powstał tekst. Co ciekawsze, jestem dyslektykiem – śmieje się.

Podkreśla, że patrzy na te przesłane linijki w specyficzny sposób, jak na obraz. Sama jest uzdolniona plastycznie, rysuje, maluje. – Pismo wkomponowuje się w kartkę, marginesy to jej ramy. Analizuje się je na różne sposoby – z góry na dół, z dołu do góry, z prawa na lewo, z lewa na prawo…

Bierze pod lupę poszczególne elementy zapisu, tak zwane grafizmy. Może to być taki, a nie inny margines, wielkość liter, ich łączenie, pochylenie pisma… Swoich klientów raczej nie widuje. Próbki otrzymuje drogą e-mailową. Opracowuje analizę, zwracając uwagę na to, z czym autor pisma może się czuć niewygodnie, jak można mu pomóc. – Najpierw skupiam się na cechach dominujących – żeby uznać je za takie, muszę znaleźć ich potwierdzenie w kilku grafizmach. Często od razu uderza mnie jakiś problem klienta, opisuję go, dzielę się swoimi obserwacjami. Później jest e-mailowanie, uściślanie pewnych rzeczy, szukanie rozwiązań – tłumaczy.

No właśnie – bo na diagnozie się nie kończy. Istnieje jeszcze grafoterapia! Chodzi o to, żeby wyćwiczyć nowy sposób pisania, a tym samym wyeliminować grafizmy, które nam nie służą, uzdrowić dawne urazy, stworzyć nowy model zachowań i reakcji. Nowe pismo – nowe życie? Jak to możliwe? Tina Wieczorek tłumaczy to w stosunkowo prosty sposób: grafizm – czyli na przykład brak marginesu, specyficzny krój litery – powstaje nie w ręce, a w mózgu. – Emocje, jakich doznajemy, powiązane są ściśle z chemią mózgu, a to z niego przecież impuls wędruje do mięśni. Tak powstaje mimika twarzy, gest, a więc i pismo, będące rezultatem gestu. Pismo jest formą ekspresji, odzwierciedla nasz charakter. Ale, znając ten mechanizm, możemy działać w drugą stronę – pozbywać się niechcianych nawyków, emocji. Na tym właśnie opiera się grafoterapia. Zmieniając pewne elementy pisma, wyrzucamy z mózgu dawną drogę przewodzenia. Rozmontowujemy stare wzorce zachowań, przestarzałe systemy myślenia. Budujemy nowe drogi, tworzymy siebie na nowo – opowiada grafolożka.

Trzeba pisać według zaleceń grafologa, co najmniej 10 minut dziennie, przez trzy miesiące. Żeby zwiększyć skuteczność praktyki, Tina Wieczorek sugeruje klientom ćwiczenie nowego charakteru pisma na afirmacjach, czyli zapisywaniu pozytywnych myśli o sobie lub życzeń dotyczących przyszłości. Pewne zmiany da się zaobserwować od razu, ale „zgubienie” niektórych grafizmów może trochę potrwać: – Skoro przez kilkadziesiąt lat pisaliśmy w określony sposób i generowaliśmy tę, a nie inną emocję, zastąpienie jej nową postawą wymaga trochę czasu i pracy.

Ani dobre, ani złe

Początki grafologii sięgają prawdopodobnie starożytności. Niewykluczone, że wszystko zaczęło się na Dalekim Wschodzie – pierwsze wzmianki na temat badania pisma pochodzą z Chin i południowych Indii. Pojęcie grafologii wprowadził żyjący w XIX wieku francuski badacz, ks. Hipolit Michon. Dziś szczególnie cenione są szkoła niemiecka i francuska, poza Europą na pierwszy plan wysuwa się Brazylia. – Bardzo często od kandydatów na posadę Brazylijczycy wymagają odręcznie napisanego CV. W takich sytuacjach można być niemal na sto procent pewnym, że zostanie ono przestudiowane przez grafologa – mówi Tina Wieczorek.

Trafność analizy ocenia się na 90 procent, pozostałe 10 trzeba zawsze oddać osobie, która ją wykonuje. To jest tak zwany czynnik ludzki.

Czasem Tina Wieczorek rozpoznaje u klienta jakieś stare, nieuleczone urazy. Często nieuświadomione. – Ale jestem bardzo daleka od grzebania się w tym, szukania źródeł traumy – zaznacza. – Bez względu na to, jak dramatyczne doświadczenia miał klient i czy je pamięta, dzięki grafoterapii skutki urazu po prostu znikną. Nierzadko osoby poddane analizie nie chcą zobaczyć u siebie jakiejś cechy, która ewidentnie odbija się w piśmie. Nie przekonuję nikogo do swoich racji, nie zależy mi na udowadnianiu mojej nieomylności. Proszę tylko klienta, żeby dał sobie czas, popatrzył na diagnozę takim wewnętrznym okiem. Zwykle, wcześniej czy później, dostaję informację zwrotną, że jednak coś jest na rzeczy…

Rzeczywiście – obraz, jaki wyłania się z pisma, jest bardzo bogaty, szczegółowy. Grafolog widzi, w jakim mniej więcej okresie życia znaleźliśmy się pod wpływem określonych emocji czy wzorców zachowań i jak czuliśmy się w chwili, kiedy pisaliśmy przeznaczoną do analizy próbkę. Analizuje się wiele elementów: zagospodarowanie przestrzeni, pochylenie liter, połączenia między nimi, wielkość pisma. Na początku Tina Wieczorek zaleca pracę z dwoma grafizmami – tymi, które mogą najbardziej utrudniać życie. Kiedy już zmiana zostanie wprowadzona, można wziąć pod lupę nową próbkę i zastanowić się, co dalej – czy warto kontynuować grafoterapię.

– Grafologia znakomicie odzwierciedla tezę, że nic nie jest dobre ani złe, nie ma czegoś takiego jak wady czy zalety – raczej cechy charakteru, które, w zależności od sytuacji, mogą nam sprzyjać albo przeszkadzać – mówi grafolożka. – Weźmy na przykład kogoś, kto stawia drobne litery. Upraszczając, sugerowałoby to, że przykłada wagę do szczegółów, więc prawdopodobnie jest również bardzo dokładny w pracy. I to jest niewątpliwie plus. Ale taka osoba może też być małostkowa, czepiać się słówek – to może być ujemny aspekt tej samej cechy. Małe pismo ujawnia też tendencję do umniejszania własnych zasług. Przy tego rodzaju grafizmie zawsze dyskutuję z klientem, czy chce się go pozbyć, czy wystarczy mu świadomość tego, na co musi uważać. Może nadal pisać drobnymi literami, ale poskramiać swoje cenzorskie zapędy i dostrzegać swoje osiągnięcia.

Inny przypadek to pismo ściśnięte – bardzo wąskie litery, jedna przy drugiej. Zdaniem Tiny Wieczorek taki zapis charakteryzuje ludzi, którzy wychowali się na małej przestrzeni mieszkaniowej, dzielili pokój czy półki z rodzeństwem. – Powodem powstania tego grafizmu może też być pewien styl wychowania, wpajanie przekonań w rodzaju „nie można mieć wszystkiego w życiu”. Rezultat? Ograniczanie własnej ekspresji, rezygnowanie z pewnych rzeczy, odmawianie sobie tego czy tamtego. – Na przykład: chcę mieć męża, który będzie dobrze zarabiał i będzie wysoki, ale nie musi już być przystojny – to by było za dużo. Tu wychodzi właśnie ta półka, którą trzeba było komuś oddać… – zauważa Tina Wieczorek. – Z drugiej strony osoby o wąskim piśmie nigdy nie będą przytłaczać innych, potrafią idealnie wkomponować się w miejsce i sytuacje.
Są bardzo pozytywnie odbierane.

A co, jeśli ktoś rozciąga pismo? Zwykle są to osoby, które wychowywały się na dużej przestrzeni, na przykład w domkach jednorodzinnych z dużym ogrodem – ekspansywne, o szerokich horyzontach. – Tacy ludzie prą do celu, bardzo lubią podróżować i potrzebują dużo przestrzeni życiowej. Ale ma to swoje minusy: często nie oglądają się na innych, idą przez życie jak burza – komentuje ekspertka.

Odciąć smycz, stworzyć relację

Tak naprawdę niewiele jest grafizmów, które można uznać za jednoznacznie negatywne. Jednym z nich jest skręt w lewą stronę – świadczący o urazie, wycofaniu, zachowawczości (grafolodzy uważają, że optymalne jest lekkie pochylanie pisma w prawo), drugi to tak zwana podpórka. Chodzi o zawijas poprzedzający niektóre litery, sprawiający, że opierają się one o środkową linię. – Podpórka przypomina zwisający sznurek – mówi Tina Wieczorek – ja nazywam to żartobliwie „smyczą”. Ten grafizm świadczy – najogólniej rzecz biorąc – o nieprzeciętej pępowinie. O tym, że wciąż jesteśmy związani w uzależniający sposób z którymś z rodziców, najczęściej z matką.

Relacje współuzależniające często tworzą się w rodzinach, w których dochodzi do swoistej zamiany ról: mężczyzna jest wycofany, kobieta czuje się osamotniona i w poszukiwaniu wsparcia „zastępuje” męża dzieckiem. Takim dzieciom bardzo trudno jest stworzyć w dorosłym życiu relację partnerską. Pozostają samotne albo nie potrafią zbudować prawdziwej bliskości z partnerem – czują, jakby zdradzały matkę. Żeby dokładniej przeanalizować sytuację, trzeba przyjrzeć się poszczególnym literom (patrz zdjęcia próbek). Tina Wieczorek zwraca uwagę, że ludzie stosujący podpórki są podatni na chemiczne uzależnienia, łatwo wchodzą w toksyczne relacje, choćby z szefem. Nie mają do siebie zaufania, potrzebują kogoś, żeby się na nim „zawiesić”. – Efekt jest taki, że partner wyczuwa tę słabość, łapie za smycz i zaczyna taką osobą manipulować. Dlatego ważne jest, żeby to odciąć – mówi. – Przeważnie chodzi tu o pierwszą literę w wyrazie, ale jeśli ktoś ma pismo niełączne i kreśli poszczególne litery osobno, ta smycz występuje też w środku.

Przyznaje, że sama stosowała takie podpórki. Odkąd się ich pozbyła, jej związek wygląda inaczej. Przestało jej towarzyszyć uczucie samotności. Ale pracowała nad tym trzy lata: – Przywiązanie do rodzica jest niezwykle silną emocją. Jeśli przez całe życie pisaliśmy z podpórką, nie zgubimy jej w trzy dni. To jest tworzenie nowej drogi w mózgu, trzeba ją nieco rozjeździć…

Niektórzy zamawiają u Tiny Wieczorek analizy partnerskie. I niekoniecznie muszą to być pary. To świetny sposób, żeby dobrać partnera do biznesu. – Zmieniając pismo, wiele spraw między partnerami możemy dopasować, uzupełnić pewne braki. W piśmie naprawdę wszystko widać – mój nauczyciel potrafił nawet odczytać z niego przyszłość. Po prostu nasze predyspozycje kierują nas ku określonym wyborom życiowym, a prędzej czy później i tak będziemy realizować to, do czego jesteśmy stworzeni – tłumaczy.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>