1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Masaż nie tylko erotyczny

Masaż nie tylko erotyczny

fot.123rf
fot.123rf
Czuły dotyk to ważna część miłości zmysłowej. Ludzie, którzy nie otrzymali go w dzieciństwie, mogą mieć problem z doznaniami erotycznymi. Czy wizyta u masażysty, który robi masaż z orgazmem w finale, to już zdrada partnera – zastanawia się seksuolog Krzysztof Korona.

Czy można być dobrym kochankiem, jeśli nie lubi się masażu?
Osoby niepełnosprawne, które nie posiadają sprawnych dłoni albo nóg, mają czasami większe doznania erotyczne niż ci, którzy są fizycznie sprawni, ale nie potrafią z tego korzystać.

A ci sprawni fizycznie?
Jeśli myślimy o sferze dotykowej seksu, sprawnymi kochankami będą w przyszłości dzieci, które były głaskane przez rodziców. Dotykanie dziecka, jeśli wiąże się z rodzicielskim uczuciem, jest wpisaniem mu na zawsze wrażliwości na tę sferę. To nauka odbierania i dawania dotyku. Serdecznie dotykani potrafią potem równie serdecznie dawać dotyk i go brać. Rośnie jednak problem, który sami sobie stworzyliśmy. Nasza cywilizacja wyczuliła się na „zły dotyk”. Intencje były dobre, ale czyni to tyle dobrego, co złego. Ostrzeżenie: „Uwaga, zły dotyk”, chroni dzieci, ale też napędza seksuologom i psychologom roboty. Już nawet rodzice boją się dotykać swoje dzieci. Ojciec, szczególnie kiedy jest w konflikcie z żoną, boi się dotknąć córkę, bo żona może oskarżyć go o molestowanie. A ludzie, którzy nie otrzymali w dzieciństwie czułego dotyku, mogą mieć potem problem z doznaniami erotycznymi.

Najważniejsze jest dzieciństwo, ale uczymy się przez całe życie.
Toteż dziewczynka, która nigdy nie była pieszczona przez matkę, jeśli znajdzie dobrego kochanka, poduczy się dotyku, raczej jednak nie będzie w tej dziedzinie wirtuozem. Inna sprawa, że taki talent może być też przekazywany genetycznie. Podobnie jego brak. Dotykanie jest też związane z kulturą. Są kraje, gdzie nawet dorośli dotykają się często bez podtekstów erotycznych. U nas z tym słabo. Najlepszą gwarancją wrażliwości cielesnej jest czułość rodziców, też ta dotykowa. Umiejętności pozyskuje się tu na bardzo wczesnym etapie. Gdy dziecko w pierwszych godzinach po urodzeniu pozbawione jest dotyku, może utracić coś ważnego w sferze sensorycznej. Lekarze zalecają, żeby po porodzie ciało dziecka miało kontakt z ciałem matki, brak tego pozbawia je więzi i bezpieczeństwa, które daje dotyk.

Masażyści czasami skarżą się, że ich klientki na fali miłego oszołomienia mają jakieś prośby seksualne. Nawet w czasie klasycznego masażu można kogoś doprowadzić do orgazmu, często wbrew jego woli.
Dlatego też szkolę masażystów, bo wiedza psychologiczna i seksuologiczna jest im potrzebna. Masaż to nie tylko dotyk, ważna jest cała przestrzeń psychiczna, w której zabieg się odbywa. Masażysta, jeśli tego nie wie, jest nieprofesjonalny i nie uzyska dobrych efektów. Profesjonalista posługuje się sugestią psychologiczną, która wprowadza pacjenta w stan bliski hipnozie. Jako biegły sądowy napatrzyłem się na nagrania, które są dowodem, jak różne rzeczy dzieją się podczas masażu.

Co na przykład?
Jeden z masażystów, który oficjalnie reklamował się w sieci jako pan oferujący orgazm dłońmi, w trakcie masażu erotycznego dodatkowo zarabiał na produkcji filmów porno ukrytą kamerą. Nagrywał klientki, które po uiszczeniu opłaty i zrzuceniu ubrania prosiły o orgazm pochwowy, łechtaczkowy, analny albo sutkowy.

Dlaczego ludzie coraz chętniej płacą innym, żeby ich dotykali, chociaż mają swoich partnerów?
Od roku 2000 rynek masaży w Polsce bardzo dynamicznie się rozwija. Żyjemy w czasach, gdy coraz mniej się dotykamy, nie ma dotykania w pracy, bo mobbing, w szkole nie dotykamy, bo nauczyciel boi się, że będzie oskarżony o molestowanie. Dotyk stracił swoją wagę i moc od czasów, kiedy za jego pomocą leczono ludzi. Z punktu widzenia wiedzy psychologicznej jest on elementem energii, spokoju, wyciszenia. Seksuolodzy, psycholodzy mają też uczyć ludzi dotykania. Już Wisłocka pisała, jak dużą rolę odgrywa mężowski dotyk i że czasami chroni żonę przed poważnymi problemami ginekologicznymi. Ważny jest też masaż penisa, którego celem nie jest doprowadzenie do erekcji, ale przekazanie ciepła, energii, żeby facet również w tej części ciała czuł się wyciszony i uspokojony, a żona dotyka tej część ciała nie tylko wtedy, gdy chce seksu. Kobiety skarżą się: „Gdy facet przytula, to oznacza, że tylko chce seksu”. Na lekcjach edukacji seksualnej nie mówi się, czym jest dotyk, ani o technice przekazywania sobie uczuć czy budowania relacji. Wszystkie terapie seksuologiczne, które są prowadzone przez seksuologów, rozpoczynają się od tego, że uczy się pacjentów, jak nawzajem się dotykać, więc też robić sobie masaż. On potrzebny jest, by rozluźnić się, wyciszyć partnera, pobudzić go do aktywności seksualnej. Partnerzy seksualni w Polsce mało się dotykają, masaż z sypialni przeniósł się do spa i wellness.

Masaż erotyczny „z finałem” może być dla wielu pociechą w ich zimnym lub nieobecnym życiu intymnym.
Niewiele jest kobiet, które zapłacą za seks. Natomiast podczas masażu kobieta może bezpiecznie i komfortowo zaspokoić swoje potrzeby seksualne. Rynek z masażami „z finałem” bardzo intensywnie się rozwija. Kobiety korzystają z tego typu usług, nie tylko chodząc do gabinetów, ale również zapraszają masażystów do swoich domów. W ofercie rynkowej można znaleźć pary masażystów, które przyjeżdżają do pary małżeńskiej. Nie chodzi o uprawianie seksu, ona jest masowana w jednym pokoju przez masażystę, on w drugim przez masażystkę albo dzieje się to w jednej sypialni. Jest to nowy trend określany seksem grupowym, chociaż nie dochodzi do współżycia, są to praktyki seksualne.

Czy masaż erotyczny to zdrada?
Zdrada jest wtedy, gdy łamie się zawartą umowę: tę wysłowioną lub intuicyjną, co wolno, a czego nie. Kobiety, które z jakichś powodów straciły libido i ochotę na seks, mogą być zadowolone z sytuacji, gdy partner tak zaspokaja swoje potrzeby, a nie z prostytutką czy z kochanką. Kobieta zaakceptuje czasami masaż z „finałem”, a prostytutki już nie. Masaż kojarzy się z higieną. Jest pani, która dotyka oprócz pleców też inną część ciała męża, a ten jest zaspokojony i nie marudzi przy śniadaniu. Masaż erotyczny warto potraktować jako profilaktykę zdrowia psychicznego i seksualnego. Nigdy tego nie sprawdzałem, ale... podobno są kraje, gdzie masażystka erotyczna przysługuje na receptę. Płaci za nią ubezpieczalnia dla pacjentów chorujących psychicznie. Rozładowanie napięcia seksualnego jest powszechnie uważane za przejaw zdrowia i profilaktykę zdrowia. Chodzenie na masaże erotyczne to wygodny sposób rozwiązania problemu z libido.

Jakie istnieją najbardziej wyrafinowane techniki masażu erotycznego?
Choćby masaż oddechem: osoba, która jest masowana, kładzie się na plecach, druga prowadzi język nad powierzchnią skóry, nie dotykając jej. Pełna koncentracja osoby masowanej może dać niezwykłe doznania. Połączone jest to ze stanami emocjonalnymi i psychicznymi pozwalającymi na podniecenie seksualne trudne do uzyskania poprzez stymulację dłonią. To wymaga praktyk, głównie związanych z umiejętnością koncentrowania myśli. I prowadzenia treningów relaksacyjnych wprawiających w stany hipnotyczne. Ludzie mogą doznawać intensywnych pobudzeń seksualnych w wyniku ledwie odczuwalnych bodźców – nazywam to masowaniem przestrzeni psychologicznej. Masaż poprzez dotyk koniuszkiem języka może dostarczać egzaltowanych doznań, bardzo wzmacnia się relacja emocjonalna, para łapie ze sobą silniejszy kontakt emocjonalny. Jeśli masażysta cały czas podczas zabiegu mówi, to z moich doświadczeń jako szkoleniowca wynika, że nie potrafi zapanować nad swoimi emocjami. Może też mieć niekontrolowaną erekcję. Dziewczyny, które jako masażystki jadą do klienta, ryzykują bardzo wiele, nigdy nie wiedzą, czy nie trafią na klienta psychiatrycznego albo dewianta. Masażyści pracujący w ośrodkach spa i wellness bardzo często spotykają się z propozycjami masażu z „happy endem”. Masażysta czy masażystka muszą być przygotowani na kulturalne udzielenie odpowiedzi: tak lub nie. Masażysta, który pobudzi seksualnie swoją klientkę wbrew jej woli, szybko ją straci. Ona wstydzi się swojej reakcji i już do niego nie wróci. Najważniejsza jednak jest czułość wzajemna. Para, która akceptuje masaż i sama go sobie daje, przetrwa do późnej starości. I nie musi być to masaż profesjonalny. Ważna jest wymiana czułego dotyku.

Krzysztof Korona, psycholog, psychoterapeuta, seksuolog, właściciel Kliniki Piękna Wewnętrznego „Wellness Psychotherapy”. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Przytul mnie, mamo

Gdy dziecko doświadcza traumy, prowadzimy je do psychologa, żeby „przerobił z nim temat”. Może warto zacząć od pomocy naturalnej, czyli takiej, jaką może dać każda mama: od dotyku. (Fot. iStock)
Gdy dziecko doświadcza traumy, prowadzimy je do psychologa, żeby „przerobił z nim temat”. Może warto zacząć od pomocy naturalnej, czyli takiej, jaką może dać każda mama: od dotyku. (Fot. iStock)
Gdy dziecko przechodzi trudne chwile, jak rozwód rodziców czy problemy w szkole, dorośli zwykle szukają pomocy terapeutycznej. Zapominają, że napięcia gromadzą się też w ciele. Wtedy cuda może zdziałać dotyk.

„Moja córka chyba mnie nie lubi. Siada jak najdalej ode mnie, wrzeszczy, przeklina. Już nie pamiętam, kiedy ją pocałowałam…”.

„Mój sześcioletni syn ma do mnie pretensje, że mam nowego partnera. Dosłownie ucieka na mój widok. Nie wiem już, co robić…”.

„Odszedł od nas mąż. Mój synek zaczął się moczyć w nocy. Byłam u kilku psychologów, ale problem jest nadal…”.

To wypowiedzi zaniepokojonych mam, które chcą pomóc swoim dzieciom. Ale pomoc dla wielu rodziców oznacza działanie poprzez słowa, czyli dotarcie do umysłu dziecka. Rozmawiamy z nim, używamy racjonalnych argumentów, tłumaczymy, kierujemy do psychologa, aby „przegadać temat”, jakby umysł był jedynym kanałem oddziaływania. Kiedy chodzi o dorosłych, wszyscy mamy świadomość, że ciało i umysł są nierozerwalną jednością, że działania na ciało mają bezpośredni wpływ na psychikę. Dlaczego zapominamy, że tak jest również z dziećmi?

Deficyt czułości

Na kwestię dotyku patrzymy bardzo schematycznie. W naszej kulturze jest on zarezerwowany dla małych dzieci. Wiemy, że maluszka należy po kąpieli dotykać, pieścić, gładzić. To buduje więź, rozluźnia, pomaga na typowe problemy tego wieku, w rodzaju kolek jelitowych.

A co potem? Czy gdy dziecko ma cztery albo jedenaście lat, dotyk nagle przestaje mu być potrzebny? Przecież jesteśmy istotami społecznymi, łakniemy kontaktu z innymi, także fizycznego. Potrzeba dotyku nie zanika nigdy i dokładnie tak samo, jak w przypadku osób dorosłych, może pomóc w rozwiązaniu poważnych problemów psychologicznych. Ile osób ma kontakt z ciałem twojego dziecka? Dziś takie pytanie brzmi groźnie. Przed oczami staje nam zły dotyk. Ze strachu przed niektórymi zdeprawowanymi dorosłymi, odcięliśmy dzieci od kontaktu fizycznego. Nie pozwólmy, by zły dotyk skazał nasze dzieci na bezdotykowe dzieciństwo. Zamknęliśmy furtkę prowadzącą przez ich ciało. Gdy dziecko się przewróci i mama je przytuli, ucałuje, chwilę pokołysze, emocja, jaką jest ból, nie odłoży się w ciele dziecka. Niestety, jeśli przykrość zdarzy się w szkole albo poza wzrokiem bezpośrednich opiekunów, raczej nie możesz liczyć na to, że wychowawczyni utuli płacz twojego dziecka.

Chłopcy a kontakt fizyczny

Dotyku szczególnie brakuje chłopcom. Dziewczynki mają przyzwolenie społeczne, żeby się trzymać ze ręce, obejmować, na wyjeździe spać razem w łóżku, tańczyć z koleżankami. Wolno im się nawzajem czesać i malować. Chłopcy są w tym obszarze pokrzywdzeni. Dziś system edukacji szkolnej poświęca sporo uwagi agresji, a szczególnie piętnowana jest agresja fizyczna. Gdy twój syn często bierze udział w bójkach, zazwyczaj skupiasz się wyłącznie na jednym aspekcie: kto zaczął. Tymczasem warto sobie uświadomić, że bójka bardzo skutecznie rozładowuje napięcie emocjonalne. Siłowanie się czy poklepywanie po plecach to czasem jedyny dotyk, jakiego doświadcza chłopiec. Jeśli twój syn lubi się bić, spójrz na to jak na poszukiwanie dotyku.

Inny problem, pojawiający się w rodzinach, w których nadal, niestety, kary cielesne są na porządku dziennym, to „proszenie się o lanie”. Zdarza się, że niektóre dzieci, dotyczy to szczególnie chłopców, wręcz je prowokują. Dlaczego? Bo dzięki temu mają bliski, bardzo intensywny kontakt fizyczny ze swoim rodzicem. Może się to wydać absurdalne, ale dziecko po prostu szuka jakiegokolwiek kontaktu fizycznego, nawet bolesnego. Gdyby zamiast lania objąć syna i minutę mocno do siebie przytulać, jego zachowanie szybko by się poprawiło.

Dziewczynki i autodotyk

Kto ma w domu nastolatkę, ten wie, że dziewczynki w wieku 11–13 lat nagle przeżywają okres wzmożonego używania kosmetyków. Spędzają w łazience długie godziny. Co one tam robią? Dotykają się, ale nie w sensie seksualnym, co przeraża wiele mam. One się dotykają po prostu. Gładzą swoje włosy, masują skórę głowy, twarzy, dopieszczają swoje ciała, używając balsamów, mleczek czy pędzli do makijażu. Potrzebują kontaktu ze swoim ciałem i jest to całkowicie normalne. W tym okresie wzmożonego zainteresowania samą sobą warto pokazać córce korzyści płynące z dobrego kontaktu ze swoim ciałem. Nie wolno ośmieszać autodotyku, bo jest on często szybką formą radzenia sobie z problemami.

Gdy córka zwraca się do ciebie: „Mamuś, nie wiem, czy iść do Beaty” – wykorzystaj to jako okazję do nauczenia jej, że wiedzę można czerpać nie tylko z głowy, ale też ciała. „A co mówi twoje ciało? Wsłuchaj się w nie. Czy twoje ciało chce iść do Beaty?”. Dziecko powinno wynieść z domu odruch zainteresowania tym, co mówi jego ciało. Rozum to niejedyne źródło informacji. Ciało często krzyczy nam, czego chce, i warto, żeby dzieci ten krzyk umiały usłyszeć.

Terapeutyczna moc dotyku

Gdy dziecko doświadcza traumy, prowadzimy je do psychologa, żeby „przerobił z nim temat”. Może warto zacząć od pomocy naturalnej, czyli takiej, jaką może dać każda mama: od dotyku. Tylko jak dotknąć nastolatka, który ucieka przed każdym serdeczniejszym gestem? Jeśli twój nastoletni syn wyciera twarz po twoim buziaku i ucieka na widok wyciągniętych ramion, nie martw się. Zachowuje się typowo dla swojego wieku. Manifestuje niechęć wobec czułości, ale to nie znaczy, że jej nie potrzebuje. On już dowiedział się od społeczeństwa, że w naszej kulturze potrzeba dotyku jest „niemęska”. Dotyku łaknie jednak nawet człowiek, który uparcie go unika.

Nie zapominaj jednak o tym, że ty, jako matka, również go potrzebujesz. Gdy minie okres niemowlęcy, zostajesz drastycznie odcięta od źródła dotyku, jakim jest dziecko, podczas gdy ty nadal go potrzebujesz, żeby rozładować napięcia, także te związane z macierzyństwem. Głaskanie, przytulanie, chodzenie za rękę, całusek, tańce lub siłowanie się na ręce – potrzebne są i dziecku, i tobie. Nigdy nie wahaj się pytać swojego ciała, czego potrzebuje, i jeśli potrzebujesz bliskości fizycznej z własnym dzieckiem, nie czuj się winna odczuwaniu takiej potrzeby, nawet jeśli twoje dziecko to nastolatek. To, że chcesz mocno uściskać swoje prawie dorosłe dziecko, jest naturalne i zdrowe. A jeśli masz z dzieckiem złe relacje, pamiętaj, że o tym właśnie świadczy częstotliwość dotyku. Skorzystaj z tej zasady i za pomocą dotyku dotrzyj do swojego dziecka. Rób tak codziennie i zobacz, co się zmieni za pół roku. A zmieni się wszystko.

Jak reagować, gdy podejrzewasz, że dziecko doświadcza złego dotyku?

Jeśli dziecko wspomni, że nie lubi kogoś, to nawet jeżeli to będzie jego dziadek, bez specjalnego zainteresowania zapytaj dlaczego. Dzieci, jeśli mają z rodzicem dobre relacje i nie boją się agresywnej reakcji, powiedzą: „On mi robi tak, jak nie lubię”. Wtedy zacznij od całkowitego odcięcia dziecka od dorosłego, który wzbudza podejrzenia (nie informując go dlaczego), następnie wybierz się z dzieckiem na wizytę do psychologa, ale bez nazywania problemu. Nie należy informować dziecka, że jest „wykorzystywane”. To słowo nie jest mu potrzebne do zrozumienia sytuacji, w jakiej się znalazło.

Warto jednak pamiętać, że dzieci również odczuwają napięcie seksualne i żeby je rozładować, lubią fantazjować na tematy seksualne i je rysować. Rysunki nagich ciał, a nawet „złego dotyku”, które tak przerażają dorosłych, nie muszą od razu oznaczać, że dziecko jest wykorzystywane seksualnie.

Bardzo ważne jest, żeby obsesja złego dotyku nie zdominowała postrzegania wszelkich kontaktów z ciałem drugiego człowieka. Jeśli w ramach profilaktyki obciążymy dziecko strachem przed każdym dotykiem, wyrządzimy mu krzywdę.

Co robić, kiedy mimo prób nastolatek nie chce się przytulać?

Jeśli twoje dziecko stroni od dotyku, nie chce, żebyś je przytulała czy głaskała, wybierz mniej „podejrzaną” dla niego formę kontaktu fizycznego:
  • Masaż sportowy – taka nazwa sprawia, że zwłaszcza chłopiec nie czuje się zaniepokojony. Gdy masaż wykonuje się pod hasłem „sport”, nastolatek chętnie mu się podda.
  • Przyrządy do masażu – to sposób na dostarczenie dotyku bez bezpośredniego kontaktu z ciałem dziecka. Po jakimś czasie, gdy poczuje korzyści, pozwoli, żebyś bezpośrednio je masowała.
  • Kurs masażu – zapisz się na kurs masażu albo uczyń z masażu swoje hobby. Jeśli w domu pojawią się książki dotyczące masażu, a ty zaczniesz ćwiczyć na sobie i np. swoim partnerze, dziecko nie poczuje się przez ciebie terapeutyzowane.
  • Dotyk przez zabawę – siłowanie się, łaskotki i wygłupy, chodzenie np. z córką za rękę to także formy kontaktu.
  • Dobry przykład – pokaż, że dotyk jest znakomitą terapią naturalną. Sama proś o dotyk. „Jestem wykończona, możesz mi pomasować plecy?”. Warto dziecku pokazać, że dobry dotyk może w szybkim czasie zmienić podejście do świata.
  • Zalecenie lekarskie – jeśli jest taka możliwość, warto, żeby dziecku spiętemu, obciążonemu traumą, które odrzuca wszystko, co zaproponujesz, lekarz przepisał masaże. Gdy będzie to odgórne zalecenie, które nie wyszło od ciebie, twoje pełne urazów dziecko chętniej podda się masażowi.
  • Kołysanie – zbyt dużo emocji albo złe relacje z rodzicem mogą uniemożliwić długotrwały, bardzo emocjonalny kontakt, jakim jest masaż. Wtedy należy zacząć od formy łagodniejszej – od kołysania.

  1. Seks

Gra wstępna zaczyna się od czułego pocałunku w ciągu dnia...

W udanej więzi partnerskiej wzajemne czułości traktowane są jako wyraz miłości, bliskości, łagodzą przygnębienie, wywołują radość. Często są idealnym remedium na stres. (Fot. iStock)
W udanej więzi partnerskiej wzajemne czułości traktowane są jako wyraz miłości, bliskości, łagodzą przygnębienie, wywołują radość. Często są idealnym remedium na stres. (Fot. iStock)
W przeświadczeniu niektórych mężczyzn wzajemne pieszczoty i gra wstępna traktowana są jako kobiecy wymysł mający na celu oddalić moment zbliżenia. Traktują ją w kategoriach straty czasu i nudnego obowiązku. Jednocześnie chcą uchodzić za świetnych kochanków i często są takimi, ale tylko we własnym wyobrażeniu. Wydaje im się, że w ciągu pięciu minut doprowadzają kobietę do orgazmu. Tymczasem zapominają, że ona może nieco koloryzować swoje przeżycia.

Aby kobieta miała orgazm, który na długo zapamięta i który będzie przeżywała każdym mięśniem swojego ciała, niezbędne są pieszczoty odpowiednio ją rozgrzewające i wprowadzające na kolejne poziomy podniecenia. Często gra wstępna to nie tylko chwile bezpośrednio przed stosunkiem, ale pocałunki w ciągu dnia, słowa, gesty czy dwuznaczne smsy.

Gra wstępna – dlaczego jest ważna? O czym warto pamiętać?

Funkcja pieszczot jest znacznie szersza i bogatsza, niż tylko wyzwolenie podniecenia i przygotowanie do orgazmu. Są one szczególnie istotne dla seksualności kobiecej, charakteryzującej się wrażliwością na nastrój, doznania dotykowe czy słowa. Wiele kobiet reaguje podnieceniem na pieszczoty i czuje się atrakcyjnie, gdy mężczyzna mówi im, jak bardzo podoba mu się jej ciało czy konkretne jego części, jak mówi, że lubi obserwować jej reakcje. Coraz częściej również faceci okazują się być wrażliwi na wzajemne pieszczoty i zdradzają ich dużą potrzebę. Sztuką jest znalezienie najwrażliwszych miejsc i potrzeb drugiej strony. W udanych związkach całe ciało potrafi reagować na pieszczoty, bo nie zna miejsc „lepszych” ani „gorszych”, całe jest pożądane. W poszukiwaniu mapy erotycznej kochanej osoby, nie ma chyba lepszego sposobu jak delikatny masaż, w którym nie zapominamy o twarzy. Można dotykać ją opuszkami palców lub muskać wargami. Dzięki takim zabawom każda para tworzy swój własny, wyjątkowy styl działania w zależności od preferencji. Wzajemne pieszczoty dostosowane do potrzeb i oczekiwań obojga partnerów z pewnością umacniają ich więź i są podstawą ars amandi.

Intymne czułości wyostrzają zdolność niewerbalnego porozumiewania się. Spojrzenie, dotyk, pocałunek mogą wiele powiedzieć, ale odczytywanie tych sygnałów wymaga umiejętności i doświadczenia. Dlatego istotny jest czas trwania pieszczot, delektowanie się każdą czynnością, zdolność utrzymania skupienia na partnerze, umiejętność trwania w ciszy, bycia razem. W udanej więzi partnerskiej wzajemne czułości traktowane są jako wyraz miłości, bliskości, łagodzą przygnębienie, wywołują radość. Często są idealnym remedium na stres.

Wzajemne pieszczoty, gra wstępna, jak się okazuje, w dużej mierze służą budowaniu bliskiej relacji oraz są wyrazem naszej fascynacji drugą osobą. Jakkolwiek zwykle prowadzą do stosunku, to często one właśnie są aktywnością seksualną najbardziej docenianą przez kochanków. Jeśli do tej pory przeskakiwaliśmy dosyć szybko ten etap zabaw w sypialni, może jednak warto, przy kolejnej okazji, zatrzymać się przy nim trochę dłużej, wsłuchać się w ciało partnera, jego reakcje, spróbować wejść w świat jego przeżyć. Ostatecznie stracimy tylko trochę czasu…

  1. Seks

Co faceci myślą o kobiecym orgazmie?

Dla wielu mężczyzn rozkosz seksualna partnerki świadczy o wzajemnej bliskości, dla innych doprowadzenie kobiety do orgazmu jest kwestią ambicji. (fot. iStock)
Dla wielu mężczyzn rozkosz seksualna partnerki świadczy o wzajemnej bliskości, dla innych doprowadzenie kobiety do orgazmu jest kwestią ambicji. (fot. iStock)
Jak wyglądają męskie przemyślenia na temat naszych orgazmów? Z myślą o książce „Daj sobie prawo do przyjemności” zebrałam listy i komentarze również od przedstawicieli płci przeciwnej. Ogólnie rzecz biorąc, wynika z nich, że kobiece szczytowanie daje mężczyznom ogromną radość  – pisze Marja Kihlström.

W wielu wypowiedziach wyraźnie się potwierdza, że przyjemność partnerki jest dla nich równie ważna, co ich własna satysfakcja z seksu.

Podczas stosunku skupiam się na orgazmie partnerki co najmniej tak samo, jak na swoim własnym. Kiedy upewniam się, że doszła, jestem w stanie się zrelaksować i jeszcze bardziej cieszyć z tego, co sam przeżywam. Orgazmy mojej kobiety stają się też coraz silniejsze, kiedy dochodzi kilka razy. Oboje możemy tylko wygrać.

Mężczyzna, 45 lat

To dla mnie szczególne ważne, aby móc doświadczać tego, jak moja kobieta szczytuje. Jeśli tylko mogę, chcę w tym aktywnie uczestniczyć. Chodzi tu trochę o to, żebym mógł później powiedzieć do siebie w myślach: ” to ja jej to dałem”. Jestem co najmniej rozczarowany, jeżeli okazuje się, że tylko ja osiągnąłem orgazm, a jeszcze większym problemem jest dla mnie sytuacja, gdy dochodzi do tego często. W skrócie: jeżeli moja kobieta nie jest zadowolona, ja też nie jestem.

Mężczyzna, 47 lat

Orgazm kobiety jest cudowny także dla jej partnera, bez względu na to, w jaki sposób został osiągnięty. Jeden z mężczyzn uznał za ważną lekcję to, czego nauczył się już w młodym wieku – że dla kobiety stosunek niekoniecznie jest zawsze na pierwszym miejscu. W pracy terapeutki seksualnej często radzę klientom, aby poszerzyli swoje rozumienie seksu i przestali stawiać w centrum samą penetrację.

Moja pierwsza dziewczyna doświadczała bólu podczas stosunku. Na dobrą sprawę, był on tak silny, że penetracja była praktycznie niemożliwa. Musieliśmy wymyślić inne sposoby na uprawianie seksu. Później zrozumiałem, że okazało się to dla mnie błogosławieństwem. Od razu, jeszcze jako młody facet, dostrzegłem, że seks to coś innego niż parominutowe pieprzenie. W myślach żartobliwie mówię sobie, że pieprzenie to tylko jego ostatnia prosta. Wcześniej trzeba przebiec długą drogę. Tamten związek nauczył mnie wiele o kobiecych orgazmach. Dowiedziałem się, jak sprawiać partnerce przyjemność palcami i językiem.

Mężczyzna, 41 lat

Często mężczyźni o mniejszym doświadczeniu w relacjach seksualnych z kobietami odczuwają ogromną presję, żeby doprowadzić partnerkę do mety. Mądry partner odważnie zapyta kobietę, co daje jej największą satysfakcję. Jak już wcześniej wspomniałam, panuje błędne przekonanie, że mężczyzna wie o  kobiecej przyjemności wszystko i zawsze musi być tą bardziej aktywną stroną. Kobieta tak samo może przejmować inicjatywę i prowadzić partnera w nowe obszary seksualności, tym samym uwalniając go od ciężaru pełnej odpowiedzialności za ich oboje.

Kiedy byłem młodszy, czułem presję, żeby zapewnić kobiecie podczas stosunku przynajmniej jeden orgazm. Nie do końca wierzyłem, kiedy mówiła, że nie musi za każdym razem szczytować. Zastanawiałem się, czy może nie jestem przypadkiem kiepskim kochankiem – a ona mówi tak tylko dla świętego spokoju. Z wiekiem sam przestałem dochodzić za każdym razem. Seks może dawać mnóstwo satysfakcji, nawet jeśli żadne z partnerów nie osiąga orgazmu.

Mężczyzna, 45 lat

Zgodnie z moimi doświadczeniami, już na początku intymnej relacji opłaca się w zrelaksowanym tonie porozmawiać o kobiecym orgazmie. Wydaje mi się, że moje partnerki doceniły to, że zainteresowałem się tematem, że wprost zapytałem je na przykład, jak zazwyczaj najłatwiej jest im dojść.

Mężczyzna, 25 lat

Każda kobieta, którą doprowadziłem do orgazmu, chciała dojść. Każda wiedziała, czego pragnie, a ja byłem tylko częścią całego tego wspaniałego procesu.

Mężczyzna, 39 lat

Kobiece trudności z  osiągnięciem orgazmu mają wpływ również na mężczyznę – niektórzy mówią wręcz, że jest to dla nich bardzo trudne. Szczególnie milczenie na temat problemu, z którego oboje partnerzy zdają sobie sprawę, może na dłuższą metę pogorszyć sytuację. Jedną z  możliwych konsekwencji jest zniechęcenie i  apatia – które z kolei prowadzą do tego, że obie strony czują się wybrakowane.

Moja żona była w stanie dojść tylko podczas masturbacji. Źle się z tym czułem, choć próbowałem to sobie tłumaczyć na wszelkie możliwe sposoby. Seks zaczął mi się wydawać jednostronny i nudny. Muszę przyznać, że czuję, jakbym zawiódł jako mężczyzna, skoro nie potrafię nawet zadowolić swojej kobiety. I w żaden sposób nie pociesza mnie myśl, że niekoniecznie jest to moja wina. To uderza w moją męskość. Rozumiem świetnie, że niektóre kobiety udają orgazmy, żeby nie przynosić mężczyznom rozczarowania. Sam nigdy nie chciałem, żeby ktokolwiek przede mną udawał. Lepiej być szczerym i bezpośrednim, bo to może być kluczem do zmiany. Jeżeli mężczyzna szanuje i kocha swoją partnerkę, to nie obrazi się na jej szczerość, tylko odbierze takie zachowanie jako oznakę zaufania.

Mężczyzna, 41 lat

Doświadczenia tych mężczyzn pokazują, że zagadnienie kobiecej przyjemności budzi ogromne emocje również u płci przeciwnej. Kiedy partnerka nie szczytuje, faceci łatwo zaczynają podważać swoją wartość i męskość. Nic dziwnego, że rozmowy na ten temat są trudne – poruszamy się po polu minowym uczuć obu stron. Obnażamy się bardziej, niż kiedy zdejmujemy ubrania. Ale właśnie w takich momentach rozmawianie jest szczególnie ważne – nie możemy pozwolić, żeby przykre uczucia stanęły między nami a naszymi partnerami. Kobiety jednak także mogą odbierać wsparcie partnera jako frustrujące, bo dla nich samych sytuacja jest często jeszcze bardziej osobista i trudna.

Dzisiaj bardziej denerwuje mnie, tylko kiedy facet robi z tego wielkie halo. Każdy partner zna moją historię i chce być tym wyjątkowym – lepszym od poprzedników – któremu uda się doprowadzić mnie do orgazmu. Wszystkim ktoś powiedział, że są dobrzy w łóżku, że dobrze liżą czy mają wielkie jaja. Mnie to wcale nie przeszkadza; nigdy nie zakładam, że komukolwiek powinno się udać sprawić mi przyjemność za pierwszym razem. Ale dla faceta to z jakiegoś powodu okropnie trudny orzech do zgryzienia, kiedy nie rozumie, że sam też jest tylko człowiekiem. ” Chcę tylko, żebyś się dobrze bawiła” – to pełne rozczarowania pojękiwanie, kiedy po seksie leżymy w łóżku, znam aż za dobrze. Sama myśl jest dobra i ujmująca, ale mam już dość ciągłego podbudowywania czyjegoś ego.

Kobieta, 20 lat

A jak nasz orgazm wygląda w oczach mężczyzn? Sama się nad tym zastanawiałam. Poniżej jedna z najpiękniej ­ szych odpowiedzi, które do tej pory słyszałam:

W tych chwilach, kiedy patrzę, jak jej kark lekko wygina się do tyłu, zrelaksowany po orgazmie – mam przed sobą piękno, którego istnienia wcześniej nie potrafiłem sobie nawet wyobrazić. Jest moją najpiękniejszą, wymarzoną kobietą.

Mężczyzna, 41 lat

Fragment pochodzi z książki „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko”.

  1. Seks

Perfekcjonizm, poczucie winy i wstyd – złodzieje kobiecych orgazmów

Poczucie winy to jeden z aspektów samokrytyki. Odbiera nie tylko radość z życia, ale również z seksu (fot. iStock)
Poczucie winy to jeden z aspektów samokrytyki. Odbiera nie tylko radość z życia, ale również z seksu (fot. iStock)
Wiele z nas poczuwa się do winy na przykład w kwestiach związanych z macierzyństwem, pracą, związkiem czy własnymi rodzicami. Delikatne wyrzuty sumienia są jak najbardziej zdrowe i mogą nam wyjść na dobre, motywując do pracy nad pewnymi kwestiami. Każda z nas musi się tego czasem podjąć. Ale kiedy poczucie winy zaczyna ciążyć lub przekształca się we wstyd, warto zawołać: koniec zabawy – pisze Marja Kihlström w swojej książce „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko.”

Rzadko która kobieta myśli, że wymaganie od siebie – na przykład – idealnego porządku w domu może wywoływać poczucie wstydu i prowadzić do problemów ze szczytowaniem. Amerykańska badawczyni Brené Brown zaobserwowała, że kiedy dążymy w swoim życiu do ideału, w pewnym momencie niechybnie musimy zmierzyć się również ze wstydem. Perfekcjonizm wypływa z chęci spełnienia cudzych oczekiwań dotyczących tego, kim jesteśmy i jak dobrze radzimy sobie z powierzonymi zadaniami. Poczucie nieadekwatności i wstyd oddalają nas od innych ludzi, zasłaniając nasze „ja” ciemną kotarą – którą może być również związek. Wstyd pożera autentyczność, co może sprawić, że czujemy się odizolowane nie tylko od innych, ale i od siebie. Możemy odczuć go jako uścisk w piersi czy dziwny nieuświadomiony dreszcz – wstyd to mocno cielesne doznanie. Na tym etapie dobrze jest się na chwilę zatrzymać i zastanowić, kto wywiera na nas presję bycia idealną – my same czy może ktoś inny? Dla kogo cały czas sprzątamy? Czy potrafimy nauczyć się traktować same siebie i swoje życie bardziej łaskawie? Czy warto, żebyśmy zabiegały o koronę najlepszej kochanki, zaniedbując przy tym siebie i symulując orgazmy?

Dążenie do doskonałości może wiązać się też bezpośrednio z seksualnością. Możemy pragnąć idealnego ciała, próbować nauczyć się perfekcyjnej techniki miłosnej czy chcieć stać się idealną kochanką. Robiąc to, automatycznie zapominamy o sobie, marginalizujemy własne uczucia, oddalamy się od swojego „ja”. Chcemy tylko zadowolić innych. A jeśli nie poświęcimy orgazmom należnej uwagi, szybko zaczną nam uciekać. W dłuższej perspektywie zaspokajanie partnera kosztem własnych pragnień i potrzeb może prowadzić do spadku libido.

Psychoterapeutka Leena Hattunen porównała kiedyś seksualność do jedzenia pierożków karelskich. Jak ty to robisz? Starannie, widelcem, nie chcąc niczego zabrudzić – czy palcami, robiąc przy tym odrobinę bałaganu? Czy jedząc, zastanawiasz się, jak pierożek smakuje? Jak się czujesz, kiedy masło, którym jest posmarowany, topi się i rozpływa na twoich wargach? Czy zatrzymujesz się, żeby czerpać z tej chwili radość – czy raczej skupiasz całą uwagę na tym, by porządnie wszystko zjeść, jakbyś wykonywała jakieś zadanie?

W imię burzenia pozorów doskonałości warto zapomnieć o idealnych orgazmach. Orgazmy będą przychodzić i odchodzić, a w każdym z nich będzie coś wyjątkowego. Nie istnieje żaden „orgazm idealny”, nie można ich hierarchizować. Poza tym – nie chodzi przecież tylko o sam akt szczytowania, ale też o doświadczanie rozkoszy przed nim. Dlaczego miałybyśmy cieszyć się samym celem, skoro można czerpać przyjemność z całej podróży? Ciągłe oczekiwanie, poszukiwanie coraz to lepszych orgazmów wywołuje niezadowolenie, co tylko jeszcze bardziej wszystko komplikuje. Warto w zamian doświadczać tego, co nieidealne, otworzyć umysł na wszystko, co nas spotyka. Zwykły seks późnym wieczorem we wtorek może się okazać właśnie tym momentem, kiedy niczym nie będziemy się stresować, damy radę po prostu odpuścić. I nagle ziemia się zatrzęsie, a sąsiedzi za ścianą zaczną zachodzić w głowę, co się dzieje.

Jak pisze w liście 26-letnia kobieta:

Czasami mam wrażenie, że polowanie na orgazm rujnuje cały stosunek. Marzą mi się szybkie numerki na stole w kuchni, ale one nie pozwalają na szczytowanie. Do tego potrzeba dużo czasu i pracy. Wydaje mi się niesprawiedliwe, że mąż zawsze dostaje to, czego chce – a ja nie. Męski orgazm jest miarą współżycia – kiedy nadchodzi, seks musi się skończyć. To niesprawiedliwe nie tylko wobec mnie czy w moim własnym związku – ale wobec całej populacji kobiet, we wszystkich związkach heteroseksualnych. Marzę o tym, żeby dochodzić podczas stosunku. I choć próbuję już od lat, ciągle nie widzę rezultatów. Koniec końców, jestem jednak zadowolona, że w jakiś sposób jest mi przynajmniej choć trochę przyjemnie. W sumie seks to nie tylko sam orgazm.

Jeżeli jesteśmy bezwzględne, wymagające i krytyczne wobec siebie, najczęściej podobnie traktujemy również innych. Wstyd niszczy naszą zdolność do odczuwania empatii i współczucia wobec innych ludzi. Jednocześnie rozluźnia stworzone już więzi. W bliskiej relacji takie zachowania są szczególnie destrukcyjne i prowadzą do różnego rodzaju problemów. Bo jak masz objąć i pocieszyć zmęczonego partnera, kiedy sama się biczujesz, żeby dać ze wszystkim radę? Zdolność do empatii odgrywa niezwykle ważną rolę w związkach, które obie strony odczuwają jako szczęśliwe. Kiedy poprzez własne doświadczenia potrafimy ujrzeć daną sytuację z punktu widzenia drugiej osoby, ta czuje się wysłuchana i zauważona – wszystko dzięki empatii. Warto zresztą popracować też nad własną odpornością na wstyd – bo nigdy nie uda nam się kompletnie usunąć go z własnego życia. A jak dowiodła w swoich badaniach Brené Brown, empatia to na uczucie wstydu najlepszy lek.

Obniż poprzeczkę, ucząc się empatii wobec samej siebie. Zacznij od tego, żeby zaakceptować możliwość niepowodzenia. Nie próbuj już być osobą, której według ciebie spo­dziewają się inni – zamiast tego zatrzymaj się i posłuchaj, co mówi ci własne serce. Bądź dla siebie łagodna – nie zawsze wystarczy ci czasu czy siły, żeby utrzymać dom w perfekcyjnym porządku. Na urlopie też spuść nieco z samodyscypliny. Nikt nie dochodzi do orgazmu za każdym razem, a presja może to jeszcze bardziej utrudnić. To normalne.

Zastanów się i napisz na kartce:

  • Czy jest jakaś dziedzina życia, w której usilnie dążysz do perfekcji?
  • Czy boisz się niepowodzenia?
  • W jakich sytuacjach związanych z seksem zdarzyło ci się doświadczyć wstydu?
  • Czym to się objawiło?
  • Jak mogłabyś popracować nad zwiększeniem swojej tolerancji na wstyd?
  • Przypomnij sobie chwilę, kiedy okazałaś sobie więcej współczucia. Jak możesz się pocieszyć w trudniejszych momentach?
Fragment pochodzi z książki „Daj sobie prawo do przyjemności”.

  1. Seks

Energia seksualna drogą do życia pełnego doznań w każdej sferze. Jak odpowiednio z niej korzystać?

Kachenka Foltova. (Fot. materiały prasowe)
Kachenka Foltova. (Fot. materiały prasowe)
Energię seksualną utożsamiamy najczęściej z pożądaniem, podnieceniem albo aktem seksualnym. A tymczasem może to być droga do życia pełnego doznań w każdej sferze. Wystarczy z niej odpowiednio korzystać. Jak? Podpowiada nauczycielka Ipsalu Tantra Kriya Jogi Kachenka Foltova.

Czy zastanawiasz się czasem, co napędza cię na co dzień? Daje motywację do działania, sprawia, że ciało zachowuje witalność i zdrowie, co stymuluje kreatywność i powoduje przyjemny dreszcz w ciele, gdy w radiu usłyszysz ulubioną piosenkę? To energia seksualna, największa życiowa siła, niosąca potencjał tworzenia nowego życia.

– Gdy energia seksualna swobodnie płynie przez nasze ciało, głębiej kochamy, lepiej się komunikujemy, stajemy się istotami twórczymi, a na najwyższym poziomie jesteśmy w stanie doświadczać stanów prawdziwie duchowych – mówi Kachenka Foltova. Energię seksualną bardzo wysoko cenią kultury Wschodu. Dla wyznawców kabały pożądanie jest najgłębszym duchowym doświadczeniem, jakiego może doznać człowiek. Według filozofii jogi czysta energia seksualna pozostaje w uśpieniu, dopóki nie zostanie przebudzona w najwyższej formie znanej jako kundalini. Tantra upatruje w niej energię witalną, niezbędną do dobrego funkcjonowania we wszystkich dziedzinach życia, zwłaszcza tych związanych z twórczością i działaniem. Energia seksualna sprawia, że jesteśmy płodni, i to nie tylko w sensie biologicznym. By jednak tak się stało, należy ją dobrze ukierunkować. I niekoniecznie drogą do tego musi być seks.

Korzyści z kobiecego orgazmu

To naturalne, że energia seksualna gromadzi się w ciele. Pozostaje jednak pytanie, co z nią zrobimy. Jeśli damy jej ujście w postaci szybkiego, mechanicznego seksu, do czego trochę zachęcają nas czasy, w których żyjemy – skutek będzie odwrotny od zamierzonego: zamiast dawać napęd do działania, energia seksualna zostanie osłabiona. Orgazm, który w innej sytuacji mógłby służyć większej samoświadomości i rozpuszczeniu ego, będzie się wiązał z olbrzymim ubytkiem sił witalnych, zwłaszcza w przypadku mężczyzn, u których wytrysk jest zawsze utratą energii (stąd potrzeba drzemki po stosunku). Dlatego śpiewacy przed koncertem czy sportowcy przed zawodami powstrzymują się od uprawiania seksu, twierdząc, że dzięki temu udaje im się utrzymać twórczy napęd.

Zupełnie inaczej jest u kobiet. Kobiecy orgazm, poza sporadycznymi przypadkami ejakulacji, odbywa się do wewnątrz ciała, pozwalając wzmacniać i lepiej rozprowadzać w nim energię seksualną. A to oznacza większą kreatywność. W książce „Wagina. Nowa autobiografia” Naomi Wolf pisze o artystkach (m.in. Georgii O’Keefe, Edith Wharton i George Elliot), które apogeum możliwości twórczych przeżywały podczas płomiennych romansów. – Doświadczenie orgazmu otwiera kobietę na własną ekspresję. Po udanym seksie możesz pisać lub malować, a efekty bywają zaskakujące – mówi Kachenka Foltova.

Lekcja transmutacji

– Łatwo rozpoznać osobę, która ma świetny kontakt z własną seksualnością – mówi joginka. – Wszystko, czym się zajmie, przychodzi jej z łatwością, jakby prosto z serca, a ludzie wokół niej to czują i z tego czerpią. Wyobraź sobie, że idziesz ulicą i wymieniasz uśmiech z kobietą tryskającą witalnością i zmysłowością. Masz świetny humor na resztę dnia, bo jej energia okazała się zaraźliwa. Niezależnie od tego, czy jesteś sprzątaczką, bizneswoman, matką, czy gwiazdą estrady, im lepiej czujesz własną seksualność i pozwalasz jej się wyrażać w różnych dziedzinach życia, tym bardziej będzie cię ona wzmacniać.

No dobrze, a jak w takim razie złapać kontakt z energią seksualną? Zwłaszcza w świecie, gdzie jej przejawy są z jednej strony trywializowane przez przemysł porno, z drugiej piętnowane przez społeczne tabu... Sposobem na wzmocnienie i lepsze rozprowadzenie energii seksualnej w ciele, i dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn, są techniki jej transmutacji, czyli transformacji. Chodzi o to, by zmienić myślenie o seksualności z perspektywy konieczności fizycznego spełnienia na myślenie o innym celu, niezwiązanym wprost z aktem seksualnym. U mężczyzn transmutacja będzie polegać na opóźnianiu wytrysku, a na dalszym poziomie zaawansowania – na osiąganiu orgazmu bez jego konieczności, u kobiet zaś – na zwiększaniu orgazmiczności za pomocą oddechu.

– Wspaniałą techniką służącą transmutacji energii seksualnej jest tak zwany oddech kobry, od którego zresztą zaczęła się moja przygoda z Ipsalu Tantra Kriya Jogą. Polega na tym, by wziąć głęboki wdech, kierując energię w dół brzucha, a na wydechu – zaciskać kolejne partie ciała, prowadzić energię przez splot słoneczny, gardło, aż do czubka głowy – mówi Kachenka Foltova.

Oddech kobry warto stosować podczas codziennej medytacji, ale można też spróbować oddychać w ten sposób w trakcie seksu. Dzięki temu opóźniamy nadejście orgazmu, a gdy przyjdzie, będzie intensywny, obejmie całe ciało i przyniesie doznania na pograniczu metafizyki.

Nie tylko seks

Wszyscy jesteśmy istotami seksualnymi. Droga transformacji energii seksualnej nie polega na negowaniu seksu i ucieczce od niego czy przezwyciężaniu pożądania, a raczej na zaakceptowaniu popędu jako części naszej natury na drodze do samospełnienia. Jednak okresowy celibat może służyć odzyskaniu kontaktu z własną energią i lepszemu korzystaniu z niej, zwłaszcza jeśli wcześniej wyrażaliśmy ją jedynie poprzez seks, koncentrując się na eliminowaniu napięcia z dołu brzucha. Tymczasem można je zniwelować na przykład sesją jogi czy długim spacerem, które w naturalny sposób pozwalają rozprowadzić energię w ciele.

Świadomy celibat pozwoli też lepiej zrozumieć potrzeby własnego ciała oraz znaleźć partnera, który rzeczywiście na nie odpowie, a nie będzie nas wykorzystywał do zaspokojenia popędu. Otwiera na nowe możliwości przepływu naturalnie gromadzącej się energii seksualnej, na przykład związane z ruchem czy sztuką. – Dla mnie najlepszą formą ekspresji energii seksualnej, poza samym aktem fizycznym, są taniec i śpiew. Jednak tak naprawdę każda aktywność artystyczna może temu służyć, bo źródło energii seksualnej i kreatywnej jest to samo – mówi Kachenka Foltova.

Ruch, który angażuje biodra, uruchamia energię seksualną, podobnie jak głęboki śpiew prosto z brzucha. Po czym rozpoznać, że do tego doszło? Czujesz przyjemne dreszcze w całym ciele, doświadczasz przypływu witalności i radości. Taki stan może się też pojawić choćby podczas wizyty w galerii sztuki, lektury poezji lub pod wpływem pięknego widoku. Ważne, by go nie tłumić, bo energia seksualna (jak każda) lubi przepływ. Jeśli jest blokowana, może wywołać różne dolegliwości fizyczne albo psychiczne (takie jak tycie, rozdrażenie, frustracje). Świadomie zarządzana odwdzięczy się za to pełniejszym i piękniejszym życiem. Przyniesie lepsze relacje, obfitość doznań i po prostu szczęście.

Ćwiczenie

Codziennie zaraz po przebudzeniu przez 5–10 minut wykonuj ćwiczenie znane jako „body shake”, czyli wpraw całe ciało w drżenie (jakbyś był „pod prądem”). Następnie energicznie natrzyj ciało oliwką lub samym ręcznikiem i weź prysznic. To ćwiczenie nie tylko od razu cię rozbudzi, ale i dostarczy przyjemnych doznań. Istnieje zależność między ogólnym samopoczuciem (psychicznym i fizycznym) a energią seksualną, dzięki „body shake'owi” rozprowadzasz energię po całym ciele. Poza tym pozbywasz się napięć i uwalniasz hormony szczęścia.

Kachenka Foltova, z pochodzenia Czeszka, absolwentka kursu dla nauczycieli systemu Ipsalu Tantra Kriya Jogi. Prowadzi warsztaty w Meksyku, Argentynie, Niemczech, Portugalii, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech i Litwie.