1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Jak skutecznie i bezpiecznie randkować online

Jak skutecznie i bezpiecznie randkować online

123rf.com
123rf.com
W poszukiwaniu partnera zdecydowałaś się na randkowanie przez internet. Przeczytaj nasze wskazówki, by zrobić to bezpiecznie i z sukcesem.

  • przygotowując swój profil i zdjęcie, bądź zupełnie uczciwa. Nie podkręcaj koloru oczu, nie tuszuj wad. Podobnie, gdy będziesz pisać o sobie - nie pisz rzeczy, które są nieprawdą, nie wymyślaj atrakcyjnego hobby, nie ujmuj sobie lat. Wszystko kiedyś wyjdzie na jaw, a ty zaczniesz znajomość od kłamstwa.
  • strzeż swojej tożsamości i anonimowości. Nie podawaj w profilu informacji, które mógłby wykorzystać ktoś by zrobić ci krzywdę. Także wtedy, gdy już zaczniesz rozmawiać z potencjalnymi kandydatami na randkę w realu, nie mów za wiele na temat miejsca zamieszkania, pracy czy kontaktów. Nie wiesz przecież kim naprawdę jest osoba, z którą "randkujesz". Zachowaj ostrożność.
  • w rozmowie nie podawaj nazwiska, adresu pracy czy domowego i nigdy nie zgadzaj się na tzw. drobne przysługi: pożyczki pieniężne, poręczenie w banku, pożyczenie telefonu komórkowego. Nie podałabyś takich informacji obcemu na ulicy, a poznany przez internet mężczyzna na pierwszym spotkaniu, wbrew pozorom, wiele się od niego nie różni.
  • daj sobie trochę czasu, zanim zdecydujesz się spotkać z twoją wirtualną randką w realu. Znajomości online rozwijają się szybciej i pewnie po tygodniu pisania do siebie wydaje ci się, że wiesz o swoim potencjalnym kandydacie na partnera wszystko, ale nie przyspieszaj spotkania, niech znajomość powoli dojrzewa.
  • gdy już zdecydujesz się na spotkanie, nie umawiajcie się w intymnym miejscu, nigdy nie spotykaj się we własnym lub cudzym mieszkaniu. Wybierz kawiarnię w centrum miasta, albo publiczny park. Nie wiesz, kim jest twój amant i nie wiesz, jak się zachowa.
  • podczas pierwszych randek w realu uważnie słuchaj i obserwuj swojego kandydata na partnera. Czy nic cię nie niepokoi w jego zachowaniu? Czy czujesz się przy nim swobodnie? Czy nie denerwuje cię, nie wyprowadza z równowagi?
  • pamiętaj, żeby nie zgadzać się na spełnianie jakiś próśb drugiej strony. Nic nie jesteś winna osobie, z którą randkujesz, nie musisz iść z nim do łóżka, nie musisz wyświadczać żadnych przysług. W każdej chwili możesz zerwać znajomość. Gdy randka z online przenosi się do realu, rządzą nią takie same prawa jak przy randce w ciemno. Chociaż łączy was korespondencja i wydaje się, że dobrze się rozumiecie, dopiero rzeczywistość będzie w stanie to zweryfikować.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Różnica wieku w związku - jakie ma znaczenie?

Starszy mężczyzna to potencjalnie gwarancja większego bezpieczeństwa finansowego, dojrzałości życiowej i stałości w uczuciach. (Fot. iStock)
Starszy mężczyzna to potencjalnie gwarancja większego bezpieczeństwa finansowego, dojrzałości życiowej i stałości w uczuciach. (Fot. iStock)
Partner starszy, młodszy czy równolatek? Z którym z nich masz szansę na najbardziej udany związek? To zależy od tego, co tak naprawdę popchnęło cię w ramiona właśnie tego mężczyzny.

Kiedy poznajesz mężczyznę swojego życia, nie zaglądasz mu do dowodu. Kochacie się, chcecie być razem i ufacie, że wasz związek będzie rajem na ziemi. Jednak miłosne oczarowanie ma swoje drugie dno, a w wyborze partnera zawsze macza palce twoja podświadomość.

No cóż, związek to najtańsza, ale też najbardziej bolesna forma psychoterapii. Chcesz czy nie, w oczach partnera przeglądasz się jak w lustrze: widzisz swoje najmocniejsze i najsłabsze strony. Dodatkowo lokujesz w nim złudne pragnienia, by dał ci to wszystko, czego nie dostałaś w dzieciństwie. Wbrew pozorom, wiek wybranka ma tu również duże znaczenie.

Tradycja kontra nowoczesność

Profesor psychologii David M. Buss, autor książki ,,Ewolucja pożądania”, w oparciu o własne badania przeprowadzone w ponad 37 krajach stwierdził, że w praktyce kobiety najczęściej wybierają mężczyzn starszych od siebie przeciętnie o 3,5 roku. Wysnuł również następujący wniosek: najbardziej optymalna sytuacja jest wtedy, gdy kobieta jest młodsza od swojego mężczyzny o 6 lat. Oczywiście, o ile założymy, że podstawowym celem związku jest wychowanie potomstwa.

Starszy mężczyzna to potencjalnie gwarancja większego bezpieczeństwa finansowego, dojrzałości życiowej i stałości w uczuciach. Czyli idealny kandydat na ojca! Tylko że w miarę upływu czasu mogą pojawić się problemy w sypialni i kłopoty ze zdrowiem. Stawiający na postępowość zwolennicy związków z młodszymi mężczyznami przekonują, że dziś wielu dwudziestoparolatków ma już stabilną sytuację zawodową albo przynajmniej potencjał na szybką karierę, a w łóżku nie można się z nimi nudzić.

Realiści są za związkami równolatków. Kumpel ze szkolnej ławy, z którym znacie się jak łyse konie, albo kolega z pracy – to gwarancja wspólnych pasji, podobnych celów zawodowych i realizacja sakramentalnego ,,na dobre i na złe”, ale też… małżeńskiej rutyny.

A co na to psychologia? Można by powiedzieć, że jak zwykle odwraca kota ogonem. I mówi, że ważny jest nie tyle sam wiek partnera, co intencje, które spowodowały, że wybrałaś: partnera młodszego, starszego albo równolatka.

Zaadoptuj mnie, proszę

Zdaniem psychologów wybór partnera starszego o co najmniej 10 lat to podświadoma chęć znalezienia ojca. Ojca, który w twoim życiu był nieobecny albo niedostępny. Z racji tego deficytu wybierasz mężczyzn, którzy potencjalnie zaspokoją twoją potrzebę miłości, wsparcia i poczucia bezpieczeństwa. Ale może być również tak, że twoja relacja z tatą była pozytywna. W dorosłym życiu szukasz więc równie dojrzałego i odpowiedzialnego faceta i jesteś przekonana, że ani rówieśnik, ani tym bardziej młodszy partner ci tego nie zapewni. Być może od dzieciństwa imponowali ci koledzy ojca i nie wyobrażasz sobie życia z kimś młodszym.

Partnerstwo w takich związkach bywa trudne, bo dzielą was różnice pokoleniowe: doświadczenia życiowe, poglądy, sposób bycia, gusty i oczekiwania. Kiedy ty chcesz się bawić, korzystać z życia, inwestować w karierę zawodową – on marzy o dzieciach, wygodnym mieszkaniu i domku na działce. Bywa o ciebie zazdrosny, źle czuje się w towarzystwie twoich przyjaciół, nie dla niego imprezy do rana. Ma wiele utrwalonych nawyków, które trudno ci jest zaakceptować, choćby to, że nie opuszcza wiadomości w telewizji i niechętnie wychodzi z domu po 22.00, nawet w weekendy. Za to kiedy źle się dzieje, np. w twojej pracy, zawsze możesz na niego liczyć. Cierpliwie wysłucha, doradzi i zapewni: ,,Kochanie, jestem przy tobie, będzie dobrze”. Stały w uczuciach, poważny i spokojny, prawdopodobnie nie zaskoczy cię żadnym nieprzewidzianym wybrykiem. Poczujesz się przy nim bezpieczna jak okręt zbliżający się do portu po długim, męczącym rejsie. Brzmi obiecująco, prawda? W sypialni będzie czuły, wyrozumiały i cierpliwy. Jeśli będzie twoim pierwszym mężczyzną, delikatnie wprowadzi cię w arkany ars amandi, uczyni kobietą. Pokaże ci, jak smakować miłość, bez pośpiechu, krok po kroku.

Macie szansę na udany związek, pod warunkiem że zaakceptujesz jego przeszłość: byłe kobiety, może nawet byłą żonę i dzieci. Powinnaś zadbać również o własną niezależność (w tym finansową) i o swój rozwój. Wtedy będziesz dla niego partnerką, a nie córeczką.

Ja wiem lepiej, kochanie

Wybór partnera dużo młodszego to z kolei, zdaniem psychologów, prognoza relacji matczyno-synowskiej. Być może masz za sobą nieudany związek z dominującym, despotycznym mężczyzną albo chcesz sprawdzić swoją wartość na rynku matrymonialnym. A może szukasz przygody? Dość masz nudziarzy i przewidywalnych realistów. Jesteś ciekawa świata, kuszą cię nowe wyzwania. Marzysz o szalonym artyście, nieprzewidywalnym małym chłopcu, którego dewizą jest: ,,Najważniejsze, żeby się działo”. Podnieca cię jego niespożyta energia, chęć eksperymentowania, apetyt na życie.

W sypialni możecie bić rekordy, zwłaszcza jeśli ty jesteś po trzydziestce, a on w temacie erotyki dopiero startuje. Będziesz dla niego wymagającą nauczycielką, a on bardzo pojętnym uczniem. Podziw w jego oczach i uwielbienie z pewnością podbudują twoje kobiece ego. Za to opinia znajomych i reakcja jego rodziny może być nie lada wyzwaniem. Jak się zachowasz, kiedy jego rodzice zapytają, czy kiedykolwiek dasz im wnuka? Możesz odczuwać paniczny lęk, by ukochany nie zobaczył cię bez makijażu, inwestować w dobre kosmetyki i ciągle żywić obawę, że dla niego wasz związek to jedynie krótkotrwała przygoda i prędzej czy później wymieni cię na młodszą. Jest jeszcze jego beztroski stosunek do pracy i pieniędzy: ,,Kochanie, po co nam oszczędności? Wyjedźmy w podróż dookoła świata”…

Jeśli tego właśnie oczekujesz od życia – w porządku. Jeśli on jest w ciebie naprawdę wpatrzony, możesz wyrzeźbić z niego własnymi rękami partnera idealnego. Dla ciebie zmieni pracę, miejsce zamieszkania i styl. Będzie cię kochał w kawalerce na poddaszu i na jachcie po Morzu Śródziemnym. Zachwyci twoje przyjaciółki, zauroczy rodziców, przy nim będziesz czuła się jak nastolatka: adorowana, wielbiona i doceniona.

Macie szansę na udany związek, pod warunkiem że nie ulegniesz paranoi zachowania wiecznej młodości. Uwierz, że dla niego to naprawdę nie jest najważniejsze. Możesz go wychować, jeśli wiesz, czego naprawdę oczekujesz od życia. Na początku związku musisz być przewodniczką i cierpliwie poczekać, aż przy tobie dojrzeje.

Bądź moim przyjacielem

Z badań psychologów wynika, że związki rówieśników najczęściej zaczynają się od przyjaźni. A ta – czasami od szkolnej ławy, a czasami od biznesowych pogawędek w firmowym bufecie. Bywa, że dla kobiet pochłoniętych wyłącznie karierą zawodową decyzja o związku z równolatkiem jest bardziej koniecznością czy konsekwencją niż świadomym wyborem. „Znamy się już od tak dawna. Spędzamy ze sobą w pracy po 10 godzin dziennie. Świetnie się dogadujemy zawodowo, więc dlaczego nie spróbować?” – myślisz. Wspólna pasja, entuzjazm, marzenia i przyjaźń – to jedynie wierzchołek piramidy intencji. Głębiej być może tkwią twoje lęki, traumatyczne doświadczenia z poprzednich związków, nieufność. I przede wszystkim lęk przed bliskością, bo związek z równolatkiem bazuje bardziej na przyjaźni niż namiętności.

Jeśli w dzieciństwie byłaś dla chłopaków bardziej kumpelą niż obiektem westchnień, a gdy twoje koleżanki uganiały się za kolegami ze starszych klas, ty wkuwałaś do olimpiady z matematyki – jest duża szansa na to, że zwiążesz się z mężczyzną w twoim wieku. Zanim dacie na zapowiedzi, prawdopodobnie będziecie mieć ustalone imiona dla waszych dzieci i miejsce, w którym będziecie spędzać wakacje. W waszej sypialni może być naprawdę cudownie, pod warunkiem że macie podobne temperamenty. Odkrywanie nawzajem własnych ciał, przechodzenie wspólnie z klasy do klasy w szkole ars amandi może być naprawdę ekscytujące. Jeśli jesteście dla siebie pierwszymi partnerami seksualnymi, w łóżku możecie próbować i robić wszystko, czego zapragniecie. W codziennym życiu będzie podobnie. Wspólne zdobywanie doświadczenia, wspólne cele, marzenia, wspinanie się po ścieżkach kariery, tyle rzeczy macie szansę odkrywać po raz pierwszy!

Udany związek? Tak. Pod kilkoma warunkami. Że nie znudzi się wam małżeńska rutyna i przewidywalność. Że nie zapomnisz, że jesteś dla niego przede wszystkim kobietą, a dopiero później: żoną, matką jego dzieci, przyjaciółką. Że wasza część wspólna: życie zawodowe, ci sami znajomi, hobby itp. nie wchłonie części indywidualnej każdego z was. Że w pewnym stopniu będziesz dla niego ciągle tajemnicą, niezgłębioną zagadką, kobietą o wielu twarzach.

Niebezpieczne intencje

Partner starszy – Jeśli połączyły was wyłącznie seks (twoja młodość) i pieniądze (jego majątek), on w przyszłości może znaleźć sobie młodszą następczynię, a ty zostaniesz bez środków do życia.

Partner młodszy – Jeśli wybrałaś go z obawy przed mijającą młodością, i tak nie zatrzymasz czasu, a on, wiecznie kontrolowany i podejrzewany o zdradę, zrealizuje twój czarny scenariusz.

Partner rówieśnik – Jeśli zdecydowałaś się związać z nim, bo nie masz odwagi, by otworzyć serce na kogoś nowego, przyjaźń może się skończyć, a miłość i namiętność nigdy nie pojawić.

  1. Seks

Podejście do seksualności – kobiecy i męski punkt widzenia

Gdy pogrążamy się w różnych grach seksualnych, erotyka staje się areną wzajemnej manipulacji, a my zwracamy się przeciwko naszemu popędowi. Wynika to w dużej mierze z różnic dotyczących wychowania mężczyzn i kobiet w obszarze ich seksualności. (Fot. iStock)
Gdy pogrążamy się w różnych grach seksualnych, erotyka staje się areną wzajemnej manipulacji, a my zwracamy się przeciwko naszemu popędowi. Wynika to w dużej mierze z różnic dotyczących wychowania mężczyzn i kobiet w obszarze ich seksualności. (Fot. iStock)
Akt seksualny jest pewnego rodzaju tańcem płci, dialogiem, dzięki któremu możemy lepiej zrozumieć istniejące w każdym z nas pierwiastki męskie i żeńskie. Często jednak, zamiast doświadczać wspólnie ekscytujących chwil to, czego doznajemy podczas erotycznych sytuacji, przypomina raczej przeciąganie liny czy walkę.

Mężczyźni chcą dostać seks od kobiet, a one stawiają zaciekły opór i robią wiele, aby mężczyźni ich nie posiedli. Mężczyźni wpadają we wściekłość, widząc, że kobiety dysponują seksem i umyślnie im go odmawiają. Kobiety natomiast złoszczą się, bo czują, że są traktowane jak narzędzia służące jedynie do zaspokajania samczych popędów. Stopniowo pogrążamy się w wyszukanych grach seksualnych, nieskrywanych i potajemnych. Erotyka zamiast jawić się jako miłosny i osobliwy taniec, staje się areną wzajemnej manipulacji. Zwracamy się przeciwko naszemu popędowi, jakby to on był wszystkiemu winien.

Przyczyny tego konfliktu w dużej części wynikają z różnic dotyczących wychowania mężczyzn i kobiet w obszarze ich seksualności. Niemal od samych narodzin dorośli inaczej odnoszą się do ciała chłopców i ciała dziewczynek. Chłopców rzadziej się przytula czy obdarza pieszczotami, uczy się ich, że nie powinni okazywać uczuć, ponieważ uczuciowość jest domeną kobiet. Kiedy chłopcy nie proszą o przytulenie i pocieszenie, gdy odrzucają chęć bycia pogłaskanym, upewnia się ich, że postępują właściwie. W związku z tym typowym modelem postępowania staje się model, gdzie męską sprawą jest pragnienie seksu. Jedynie poprzez seks mężczyzna może zaspokoić tłumione pragnienia bycia dotykanym, pocieszanym, pieszczonym, tylko w tej dziedzinie może pozwolić sobie na intymność i łagodność.

Tymczasem dziewczynki uczy się, że seks jest ich wrogiem. Zawiera w sobie niebezpieczeństwo zajścia w ciążę oraz zagrożenie zniszczenia własnej pozycji w społeczeństwie porządnych dziewczynek. Czerpanie rozkoszy z seksu jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy wiąże się on z wyrażaniem miłości, natomiast seks motywowany czystym pożądaniem nie przystoi przyzwoitej kobiecie.

Różnice w podejściu do seksualności maja też podłoże biologiczne. Dziewczynki w okresie dojrzewania, rozwijającą się seksualność najczęściej doświadczają jako pragnienie więzi uczuciowej, która objawia się dążeniem do bliskości emocjonalnej. Dorastająca dziewczyna poszukuje osoby, którą mogłaby obdarzyć czułością i zaufaniem i która mogłaby te uczucia odwzajemnić. Jednocześnie uczucia te najczęściej pozbawione są pożądania seksualnego. Dezintegracja seksualna początkowej fazy okresu dorastania wyraża się jako demonstracyjne zaprzeczanie i eliminowanie seksualności. Z czasem dziewczynka poznaje swoje ciało, poszerza wiedzę o zmianach. Zaczynają się pierwsze związki z chłopcami, gdzie pojawia się coraz więcej zachowań seksualnych. Zamiast zaprzeczania seksualności pojawia się świadomość stanów podniecenia i ich akceptacja. Zamiast idealizowania zachowań aseksualnych następuje stopniowa akceptacja złożonej natury potrzeb seksualnych.

U chłopców jest odwrotnie. Początkowa faza okresu dojrzewania jest zdominowana przez różnego rodzaju zachowania seksualne: masturbacja, oglądanie i porównywanie między sobą narządów płciowych, podglądanie innych, oglądanie filmów czy gazet o treści erotycznej, zaczepianie dziewcząt w celu kontaktu fizycznego, zrywanie z nich ubrań czy nawet kradzież ich bielizny. Można powiedzieć, że postępują tak, jakby cały świat miał dla nich znaczenie seksualne. Wchodząc w relacje z dziewczętami najczęściej poszukują takich partnerek, które również pragną kontaktów seksualnych lub godzą się na nie i jedynie to kryterium decyduje o stworzeniu związku w tym okresie. Jednocześnie rodzące się pragnienie czułości i miłości powoduje poszukiwanie obiektów, które na te uczucia zasługują. Dla niektórych chłopców objawia się to funkcjonowaniem w dwóch związkach jednocześnie: w związku, w którym dochodzi do kontaktu seksualnego i który z tego powodu jest przez niego dewaluowany, i w związku, w którym o takich kontaktach nie ma mowy, a aseksualna partnerka ulega idealizacji.

Integracja tych dwóch aspektów seksualności, czyli kontaktów fizycznych i uczuciowości, w miarę rozwoju i zdobywania doświadczeń będzie przejawiać się jako zwiększająca się świadomość własnych pragnień seksualnych, jako ich akceptacja oraz jako zdolność do podejmowania dojrzałej decyzji, z kim i kiedy nastąpi ich realizacja. Integracja dokonująca się u progu dorosłości polega na traktowaniu bliskości fizycznej i emocjonalnej jako całości zbudowanej z różnych jakościowo i równoważnych elementów.

I tak chłopcy, a potem mężczyźni, próbują wydobyć od dziewcząt i kobiet wszystko, co wtłoczyli w ramy seksu, podczas gdy większość kobiet zredukowała seksualne pożądania do romantycznych pieszczot. Konsekwencją tego jest odczuwane przez mężczyzn wrażenie odtrącenia, co wywołuje u nich wściekłość, u kobiet natomiast charakterystyczne jest poczucie bycia ofiarą, co wyrażają w złości. Wtedy wszyscy czują się pokrzywdzeni, bo gdzieś po drodze gubimy to, co najprzyjemniejsze w zbliżeniu fizycznym, czyli rozkosz, relaks, poczucie intymności i spełnienie.

  1. Psychologia

O randkowaniu w dobie pandemii

Największą popularnością cieszą się serwisy randkowe. Ludzie, często z obawy przed wirusem, dłużej podtrzymują relacje wirtualnie. Rozmowa w realu prędzej czy później może obudzić potrzebę bliskości fizycznej, za którą w końcu w pandemii najbardziej tęsknimy. (Fot. iStock)
Największą popularnością cieszą się serwisy randkowe. Ludzie, często z obawy przed wirusem, dłużej podtrzymują relacje wirtualnie. Rozmowa w realu prędzej czy później może obudzić potrzebę bliskości fizycznej, za którą w końcu w pandemii najbardziej tęsknimy. (Fot. iStock)
Czaty zamiast spotkań, rozmowy wideo w miejsce trzymania się za ręce i czułego patrzenia w oczy, przyjaźń bezpieczniejsza od seksu – to kolejny etap pandemicznej rzeczywistości. O randkowaniu dobie pandemii pisze psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz.

Agnieszka wybrała mnie, bo spodobała jej się terapia jednego spotkania. Nigdy wcześniej nie korzystała z pomocy terapeuty – jak twierdzi, nie miała takiej potrzeby, była zdrowa jak ryba, pełna energii, radosna i z ogromnym apetytem na życie. Przez telefon zapytała, czy to prawda, że w dobie pandemii trafia mi się coraz więcej „czubów”. To miał być żart, ale czułam, że to śmiech przez łzy. Jak wiele innych kobiet sukcesu i singielek, Aga przed pandemią dużo pracowała, a po pracy uprawiała sport, podróżowała i była bardzo aktywna towarzysko. Żyła pełnią życia. I nagle to wszystko zniknęło. Po kilku miesiącach izolacji lęk przed wirusem zmniejszył się, za to pojawiła się samotność odczuwana niemal fizycznie.

Krok 1. Okazuje się, że tak naprawdę chodzi o wolność

– Jestem wściekła, że nie możemy spotkać się w realu – powiedziała na powitanie. – Nie mogę już patrzeć w ten cholerny monitor, który ma mi zastąpić cały świat. Nie myśl sobie, że to depresja, ale chwilami naprawdę mam już dość.

W trakcie sesji wiele razy usłyszałam zapewnienie, że na pewno nie ma depresji, jej wściekłość i smutek mieszały się jak składniki koktajlu, czułam, że sama nie wie, w którym momencie jest bardziej zła, a w którym smutna. Nie pozwalała dojść mi do głosu przez pierwsze 10 minut, próbowała mi (a może sobie) udowodnić, że wbrew wszystkiemu świetnie sobie radzi.

– Pracuję wcale nie mniej niż zwykle, ćwiczę może nawet więcej niż kiedykolwiek, nawet zaczęłam sesje jogi: jeden na jeden, bo zajęcia grupowe online to nie dla mnie. Muszę ćwiczyć w swoim tempie i mieć od razu informację zwrotną od instruktorki, żeby na bieżąco korygować błędy. Chodzę też na spacery, gadam ze znajomymi, raz w tygodniu spotykaliśmy się na drinka, na Zoomie. Wyobrażasz sobie? – Spotykaliście się? – chcę się upewnić, że czas przeszły nie był pomyłką. – Tak, od marca do maja, potem otworzyli knajpy i znowu było prawie normalnie. – Prawie? – No wiesz, te maski na paszczy i stukanie się łokciami albo butami. Nie uważasz, że to trochę dziwne? Wszyscy byliśmy coraz bardziej zmęczeni, towarzystwo zaczęło się wykruszać.

Pandemia w każdym obudziła naturalny lęk przed nieznanym. Nasze mózgi nie potrafiły uporać się z tym, że rzeczywistość tak diametralnie się zmieniła. Konieczność adaptacji, czyli wytworzenia nowych połączeń neuronów pochłania naprawdę mnóstwo energii. Nic dziwnego, że czasami nie starcza jej na nic więcej. Jednak potrzeba relacji i bycia w grupie, co jest również energochłonne, wcale nie zniknęła, a raczej się nasiliła. Drugi człowiek często jest najlepszym remedium na lęk, ale w dobie pandemii może również stać się silnym generatorem lęku o własne zdrowie i życie. Taka ambiwalencja niesie ryzyko poważnych problemów emocjonalnych.

Wiedziałam, że przede wszystkim muszę pozwolić Adze się wygadać, uwolnić te, często nieprzyjemne, odczucia i myśli, które kłębiły się w jej głowie.

– Rozumiem, że to musiało być dla ciebie trudne. Widzę, że sobie świetnie radzisz, ale sytuacja dotycząca ograniczeń pandemicznych zmienia się stale, nasilając odczucie chaosu i dezorientacji. – Już od czerwca całą paczką przesiadywaliśmy w knajpach jak długo się dało – Aga uparcie wraca do letnich miesięcy, kiedy bywało „prawie normalnie”. – Na wakacje też wyjechałam, nie dałam się zamknąć, byłam na żaglach ze znajomymi, a potem z przyjaciółką wyskoczyłam na przedłużony weekend do Amsterdamu. W końcu to miasto wolności. – Uważasz, że tu chodzi przede wszystkim o wolność? – spytałam.

Krok 2. Próbujemy ustalić, czego Agnieszce teraz najbardziej brakuje

Emocjonalna huśtawka Agnieszki sprawia, że ciągle nie udaje nam się nazwać jej problemu. Wiem, że brakuje jej spotkań towarzyskich, nowych znajomości. Wszystkim nam tego brakuje. Aga jest singielką, bycie singlem w czasie pandemii musi być trudne, zwłaszcza dla ekstrawertyków, którzy uwielbiają spędzać czas w towarzystwie.

– Czego najbardziej ci brakuje? – Przed pandemią prawie wyłącznie pracowałam i balowałam. Do domu przychodziłam tylko po to, żeby się przespać, no poza nocami, które spędzałam z facetami gdzie indziej.

Zauważyłam, że po raz pierwszy porusza temat intymności, mam ochotę zapytać ją o związki miłosne, ale gryzę się w język, a ona kontynuuje: – Często tęskniłam, żeby chociaż jeden wieczór spędzić we własnych czterech kątach, chociaż jeden weekend. Tak po domowemu: zjeść śniadanie w piżamie, potem wziąć długą kąpiel, przebrać się w wygodny dres albo nawet zostać w piżamie i wrócić do łóżka czy położyć się z książką na kanapę i przykryć kocem.

No i moje marzenie się spełniło.

Jak ci się podoba mój gustowny dres? Od pół roku z niego nie wychodzę.

– Czego najbardziej ci brakuje? – ponawiam pytanie. – Normalności. Przerażają mnie ci wszyscy kolesie, którzy kiedyś zakładali się o skrzynkę piwa, że wyskoczą z pędzącego samochodu, a dziś boją się nawet podać rękę na powitanie. Myśmy wszyscy całowali się na dzień dobry, z niektórymi zdarzało się, że to było coś więcej niż zwykły pocałunek, czasami nawet taka przyjaźń z bonusem – mówiąc to, Aga przygląda mi się uważnie. – Ostatni raz uprawiałam seks ponad pół roku temu, na wakacjach i nie z Polakiem, obcokrajowcy są bardziej odważni. – Brakuje ci intymności? – Intymność kojarzy mi się ze stałą relacją. Nie mam jeszcze ochoty na nic poważnego. Niezobowiązujące randki, partnerzy na jedną noc – do tej pory tak żyłam i bardzo mi się to podobało. Uważasz, że to coś złego? – Nie oceniam twojego zachowania. Zastanawiam się, czego ci brakuje i czy możesz to mieć w dobie pandemii. – „Tego” raczej nie – Agata stara się, żeby brzmiało to zabawnie, ale wyszło raczej żałośnie. – Dziś nawet na portalach nastawionych wyłącznie na seks ludzie chcą się przyjaźnić, a nie bzykać. Ostatnio jeden koleś zapytał, czy robiłam sobie test na COVID.

Zakażenie się w trakcie stosunku prawdopodobnie nie jest możliwe, ponieważ do tej pory koronawirus nie został wykryty ani w nasieniu, ani w wydzielinie z pochwy. Jedynie w ślinie. Najlepiej jednak mieć jednego partnera seksualnego, przynajmniej tak zalecają lekarze. Ale dla większości młodych ludzi seks z nowymi osobami jest regularną częścią życia. Dziś to już nie takie proste. Czy można i jak znaleźć złoty środek między całkowitą abstynencją a bezmyślną pobłażliwością?

Krok 3. Randki i seks w dobie pandemii wymagają dużo odwagi

Kiedy rzucam, że może coś „bardziej stałego” byłoby jakimś wyjściem, Aga stwierdza, że wcale nie wie, czy chce mieć rodzinę, a jeśli już – to za parę lat. Jest przekonana, że dla niej za wcześnie na jakąkolwiek stabilizację. Za miesiąc skończy 25 lat i bycie singlem to jej styl życia.

– Jeśli twierdzisz, że coś stałego to remedium na intymność w pandemii, to jesteś w błędzie. Mam kilkoro znajomych, którzy są we w miarę stałych zobowiązaniach (jestem zaskoczona jak dziwnej nazwy użyła), na przykład jedna moja kumpela ma narzeczonego Włocha, widzieli się ostatnio w wakacje, po pojawieniu się drugiej fali koleś zamknął się w domu i odmawia kontaktu. Druga ma chłopaka lekarza, który pracuje na oddziale covidowym i od września znowu nie mieszkają razem, a od marca nie uprawiali seksu, bo on nie chce jej zarazić. No i jest jeszcze moja najbliższa przyjaciółka, ta to ma przerąbane – jej facet ma żonę i dziecko. Domyślasz się, że od początku pandemii siedzi zamknięty jak skazaniec z rodzinką. Raz nawet udało im się spotkać, ale nawet nie zdjął maseczki, Olka płakała chyba z tydzień. – Masz pomysł, czy i jak można poznawać nowych ludzi w dobie pandemii? – Pytasz mnie o randki w czasach zarazy? Brzmi fajnie, ale raczej jako tytuł filmu albo książki. Nie mam pojęcia, jak ludzie to robią, u mnie w zasadzie w tym temacie posucha.

Czy da się randkować z widmem koronawirusa za plecami? A jeśli tak, to w jaki sposób? Okazało się, że dziś największą popularnością cieszą się serwisy i aplikacje randkowe. Ludzie, często z obawy przed wirusem, dłużej podtrzymują relacje wirtualnie, pewnie też dlatego, że chcą się lepiej poznać, nabrać zaufania. Rozmowa w realu prędzej czy później może obudzić potrzebę fizycznej bliskości, w końcu za tym w pandemii najbardziej tęsknimy. Nie ma niczego złego w tym, że decydując się na spotkanie, chcemy dowiedzieć się o tej osobie jak najwięcej, np. czy nosi maseczkę, czy pracuje zdalnie, czy często spotyka się z innymi ludźmi, czy wyjeżdżała ostatnio za granicę.

– Przy tym ostatnim razie, o którym mówiłam, nie było wielkiego romantyzmu, poszliśmy na piwo, a potem on spytał, czy idziemy do niego, czy do mnie. – Z tego co opowiadasz, wcześniej w podobny sposób realizowałaś swoją potrzebę intymności. – Zgoda, ale dziś wymaga to dużej odwagi.

Krok 4. Jak będzie, gdy pandemia już się skończy?

Nasza sesja powoli dobiega końca. Agnieszka chyba zaufała mi na tyle, na ile była w stanie.

– Mam nadzieję, że nie za bardzo wylewałam na ciebie te swoje gorzkie żale. Cieszę się, że mogłam to zrobić. Chyba lżej mi na duszy. Czy żałuję, że nie mam stałego związku, który sprawdziłby się w dobie pandemii? Absolutnie nie. Jakoś sobie poradzę, na razie sama. Mam w szafce przy łóżku sporo zabawek dla dorosłych.

Agnieszka bardziej boi się tego, co będzie po pandemii. – Jeden koleś z Tindera umówił się ze mną na randkę po tym, jak pandemia się skończy. Powiedziałam mu, że wtedy mogę być już za stara na randki.

Rozmawiamy o tym, że kiedy już to wszystko minie, prawdopodobnie nie wyjdziemy wszyscy na ulicę i nie będziemy rzucać się sobie w ramiona.

– Może zaszczepieni będą kochać się tylko z zaszczepionymi? – i znowu słyszę ten śmiech przez łzy... – A jak byś chciała, żeby było? Zamknij oczy i spróbuj to sobie wyobrazić…

Autoterapia dla randkujących w dobie pandemii

Przede wszystkim zadaj sobie pytanie, czego tak naprawdę najbardziej ci brakuje: spotkań towarzyskich, poznawania nowych ludzi, randek, a może kontaktów intymnych? Dopiero kiedy zrozumiesz, za czym tęsknisz i czego potrzebujesz, będziesz mógł zastanowić się, czy i jak można to zrealizować w dobie pandemii.
  • Bądź szczery z samym sobą: nie ukrywaj swoich obaw czy lęków, nie zgrywaj bohatera. Nie masz się czego wstydzić, masz prawo rozmawiać o wirusie, o swoich obawach, o swoich warunkach, o bezpieczeństwie swojego zdrowia i życia. Kontaktuj się z ludźmi w taki sposób, żeby to było przyjemnością, a nie powodem dodatkowego stresu.
  • Pandemia działa jak papierek lakmusowy. Jeśli ktoś nie traktuje tego poważnie i przede wszystkim zupełnie inaczej niż ty, to może oznaczać, że kiepsko u niego z empatią i myśleniem o potrzebach innych ludzi. Daj sobie spokój z taką osobą.
  • Pandemia zbliża osoby poszukujące miłości. Ludzie kontaktują się w taki sposób, w jaki jest to teraz możliwe. Coraz więcej aplikacji randkowych wprowadza opcje wideo na żywo. Wirtualni randkowicze pragną się lepiej poznać, są na siebie bardziej uważni, szukają przyjaźni, bo na razie jest ona bezpieczniejsza niż miłość. Korzystaj z tego, zamiast koncentrować się jedynie na tym, co zabrała ci pandemia.
Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet.

  1. Psychologia

Co zrobić, żeby polityka i religia nie zniszczyły naszego związku?

Społeczeństwo nigdy nie było tak spolaryzowane jak obecnie. A spory dotyczące polityki i religii przenikają też do naszych związków. (Fot. iStock)
Społeczeństwo nigdy nie było tak spolaryzowane jak obecnie. A spory dotyczące polityki i religii przenikają też do naszych związków. (Fot. iStock)
Socjologowie alarmują, że społeczeństwo nigdy nie było tak spolaryzowane jak obecnie. A spory dotyczące polityki i religii przenikają też do naszych związków. Zdaniem dr Bartosza Zalewskiego z Uniwersytetu SWPS nie chodzi jednak o różnice poglądów, a wartości. Na czym powinniśmy się więc skupiać, poza ogólnie rozumianą miłością, by związek przetrwał?

Zapytam wprost: co trzyma ludzi przy sobie, gdy nagle okazuje się, że partnerzy zaczynają się bardzo różnić poglądami?
Pyta pani o poglądy, a tak naprawdę pyta pani, co spaja związek, gdy partnerzy mają odrębne wartości.

Zgadza się.
Mówiąc bardzo wprost, ludzi łączy chemia seksualna i wartości. Nie podobny temperament, nie cechy charakteru, hobby albo ulubiony sposób spędzania wolnego czasu, ale wartości wyrażane na przykład tym, jak wychowują dzieci. Gdy na randce okazuje się, że dwie strony mają zupełnie inne wartości, to zwykle nie stworzą razem związku. Zwykle, bo są osoby, dla których polityka i religia bywają mało istotne, które twierdzą, że owszem, ludzie się kłócą o politykę, ale nie o to chodzi w życiu. Dlatego nie wykluczam, że możliwy jest związek pary, dla której wspólne wartości nie wyrażają się przez politykę czy religię, ale przez coś innego. Oni mówią, że polityka jest dla nich nieważna. Pewnie gdyby weszła im do domu, to zmieniliby zdanie, ale niektórym nigdy nie wchodzi. Choć dziś na terapiach rzeczywiście jest więcej tzw. małżeństw politycznych, czyli ludzi, którzy się intensywnie kłócą o sprawy polityczne czy religijne. Ale z punktu widzenia terapeuty to jest temat, a nie powód; wcześniej tematem, poprzez który wyrażały się ich trudności, byli na przykład rodzice jednej czy drugiej strony, a teraz jest to polityka albo religia.

A co, gdy nagle okazuje się, że u naszego partnera czy partnerki te wartości ewoluowały i teraz mamy inne zdanie w sprawie aborcji albo nauczania religii w szkołach?
Nic nie można z tym zrobić. Bo to nie są poglądy wynikające z racjonalnej dedukcji, tylko z emocji. Jeśli komuś zmieniają się poglądy, to zastanawiałbym się, dlaczego do tego doszło, bo po prostu ludziom wartości nagle się nie zmieniają. Zakładałbym, że coś musiało się wydarzyć albo coś przelało czarę. Myślę, że byłby to raczej efekt nasilenia czegoś... Może lęku albo gniewu?

Poproszę o przykład.
Przysłowiowy pan Kowalski najpierw nie miał wyraźnego stosunku do aborcji, ale nie był jej jakoś przychylny. I teraz deklaruje, że jest zdecydowanie przeciwko aborcji. Być może niewyostrzona część jego światopoglądu zaczęła się właśnie wyostrzać albo poczuł, że już nie musi się bać mówić o swoim stanowisku otwarcie. Może się zdarzyć, że ktoś nagle z popierającego równość płci zmienił się w dyskryminującego szowinistę. To rzadka sytuacja, dlatego najpierw musi dojść do jakiejś zmiany na poziomie emocjonalnym, a potem dopiero na poziomie wartości.

I co wówczas spaja takie pary? Partnerka musi być w szoku, gdy nagle widzi, że mieszka w domu z szowinistą.
Po pierwsze, mogą zauważać proces wyostrzania się poglądów i o tym dyskutować, ale nie sądzę, żeby taka racjonalna dyskusja mogła coś zmienić w jednej albo drugiej osobie. Za to pary mogą dojść do wniosku, że choć ich poglądy wyostrzają się w stronę przeciwnych biegunów, to inne wartości pozostają wspólne. Jeśli zmieniły się wszystkie wartości, to taki związek nie ma szans, ale zwykle obserwujemy zmianę jednej grupy wartości. I wtedy pary mogą podejść do tego tak: „Jestem bardziej konserwatywny, ale wiem, że żona by mnie z domu wyrzuciła, więc jej tych poglądów nie prezentuję”. Natomiast sytuacja polityczna może zachęcać do mówienia otwarcie i wtedy dochodzi do awantur, po których jedna strona się wycofuje. Wreszcie zastanawiają się, czy ich zmiana wartości to powód do rozwodu. Zapewniam panią, że jest nim dla niewielu par. I jeszcze jedna kwestia.

Jaka?
Jeśli ludzie mają bogate życie emocjonalne i seksualne, lubią wspólne przyjemności, jak seks, dobre jedzenie, spędzanie ze sobą czasu, swoje poczucie humoru i łączy ich wiele sensualnych doświadczeń – to wtedy mogą kłócić się o politykę, ale nie zagraża to ich związkowi, choć poziom satysfakcji z bycia razem może spaść. Jeśli ich poglądy są wyostrzone, bo sprowokowane aktualną sytuacją społeczną i polityczną, to mogą się kłócić, ale wiedzą, że mają inne swoje światy i tak naprawdę marzą, żeby to się uspokoiło. Bo trzeba pamiętać, że choć osoby o bardzo zdecydowanych poglądach tworzą związek z osobami o bardzo zdecydowanych poglądach, to nie znaczy, że ktoś z prawicy stworzy związek z osobą z lewicy. Raczej mówimy o związkach osób o poglądach umiarkowanych, ale wyostrzonych sytuacją polityczną, która prowokuje spór.

Znam pary o skrajnie różnych poglądach, które po prostu o tym nie rozmawiają.
Nierozmawianie o poglądach to kwestia techniki i decyzji. Tu warto zapytać, czy te różnice dotyczą tylko poglądów politycznych bądź religijnych, czy też spraw, które są centrum życia, na przykład wychowania dzieci. Bo jeśli w tych tematach są zgodni, to znaczy, że mają spójne wartości. A to kluczowe.

Jakie to mogą być kwestie oprócz wychowania dzieci?
Na przykład czy lubimy oszczędzać pieniądze na wspólne cele, czy wydawać je na „niszczący nasze życie” konsumpcjonizm? Czy wolimy siedzieć przed telewizorem i jeść czipsy, czy aktywnie spędzać czas i uprawiać sport, bo zdrowie jest dla nas ważne? Czy kobieta ma prawo poświęcić się karierze zawodowej? Podejrzewam, że te pary w tych sprawach są zgodne. A jeśli chodzi o poglądy niedotykające bezpośrednio ich życia, to klasyczna para się w nich różni. Pary, które mają odmienny światopogląd, często mówią, że są takie cechy charakteru żony czy męża, które lubią – że mąż czy żona w domu są fajni, zabawni, czuli. Natomiast w pracy zamieniają się w wojującą feministkę albo zarozumiałego konserwatystę, tyle że na szczęście obie strony tego nie widzą.

Ale to jest do pogodzenia? Czasy sprzyjają wyostrzaniu różnic i często przesłaniają te pozytywne cechy.
Pewnie są pary, którym te różnice coraz bardziej utrudniają funkcjonowanie. Ale jeśli na przykład mają trzynastolatka, który siedzi w domu i cierpi z powodu braku kontaktu z rówieśnikami, to oczywiście mogą się kłócić, czy to efekt polityki rządu, ale tym, na czym się skupią, będzie ratowanie tego dzieciaka.

A co z wartościami, jeśli mąż chce, żeby cała rodzina wzięła szczepionkę przeciw COVID-19, a żona jest przeciwna? To istotny konflikt wartości, dotyczy kwestii życia i śmierci.
Taki związek rzeczywiście nie tyle ma małe szanse przetrwania, co duży potencjał ranienia się. Bo to przecież nie jest kwestia: szczepić się czy nie? Raczej moment, kiedy z parą zaczynamy pracować na sesjach, jeśliby to była para, która chodzi na terapię. Bo gdy podczas takiej rozmowy słyszę, które z małżonków bardziej chce „zabić dzieci”, to przecież na kilometr widać, że to w ogóle nie chodzi o szczepionki.

Jak to?
Kwestia polityczna jest tu podbudowana trudami związanymi z tym, jak bardzo każda z tych osób jest obciążona. I wtedy bym się zastanawiał nad tym, jak te osoby umieją radzić sobie ze stresem, jak regulują emocje, czy cierpią na np. zaburzenia emocji lub osobowości. Do tego dochodzi aktualna sytuacja w rodzinie: ktoś stracił pracę, ktoś jest chory, a rzeczywistość pandemiczna przecież wyzwala także różne fobie. W związku z tym ludzie muszą znosić dużo więcej stresu i mają różne trudności w radzeniu sobie z obciążeniami emocjonalnymi. W rzeczywistości problem nie sprowadza się do szczepionek, ale do tego, jak bardzo ktoś jest przerażony światem, bo nasza reakcja wiąże się z ogólnym myśleniem o świecie, czyli czy to jest miejsce bezpieczne, czy przerażające.

Znajoma seksuolożka powiedziała mi ostatnio, że COVID-19 obnażył związki. Odsłonił pustkę niektórych, a te, które miały się dobrze przed pandemią i potrafiły sobie radzić, nadal sobie radzą.
Zgadzam się, że zamknięci w domach i pozbawieni możliwości choćby chwilowej ucieczki dużo więcej zobaczyliśmy w partnerach i partnerkach. Istnieje zjawisko tzw. współobecności bliskich przy obecności wirtualnej innych osób, takich jak współpracownicy, szefowie i podwładni czy klienci w pracy.  Dowiadujemy się o sobie więcej, na przykład jak druga osoba pracuje, czy markuje różne rzeczy. Nie ma od tego ucieczki. Poza tym partnerzy w związku mogą mieć różną regulację emocji: jedna osoba w stresie przywiera do drugiej, a ta druga właśnie potrzebuje osobności. Kiedyś się uzupełniali, a teraz te sprzeczne potrzeby się nasilają.

Ale czy to nie wpływa na tę sferę seksualną, która była czymś ważnym, stabilnym?
Badania prof. Zbigniewa Izdebskiego pt. „Seksualność w XXI wieku” pokazują wyraźnie, że większość par jest zadowolona zarówno ze swojego związku, jak i z seksu. Z kolei inne badania pokazały, że z napięciem radzi sobie źle około 30 proc. osób w społeczeństwie, a bardzo źle około 10 proc. U tych, co sobie dobrze radzą, napięcie nie wpływa na związek, bo mają wspólne wartości, czyli znowu bardzo wprost: on będzie z nią chodził na marsze kobiet i jednocześnie w domu będą mieli dobry seks. Z kolei w sytuacjach, gdy partnerka jest poruszona tymi marszami, a partner mówi, że nie wie, o co jej chodzi, to mnie jako psychologa interesuje dynamika związku. Ciekawi mnie, co się stało. Czy mężczyzna obawia się, że jego partnerka zwariowała i się zradykalizowała, i dlatego on też się radykalizuje, tylko w drugą stronę; czy o to, że ona jest wściekła z powodu sytuacji politycznej i przesuwa wściekłość na wszystkich mężczyzn, w tym też na partnera? Szukałbym czynników pośrednich. Para, która miała bogate życie seksualne, musi się mocno postarać, żeby to życie zanikło.

Dlaczego?
Bo będzie im tego brakowało. To był sposób na wzajemne uspokajanie się i na bliskość, więc, widząc, że ich zachowanie i kłótnie wpływają na seks, taka para  szybko by się znowu tą sferą zajęła. Jasne, gdy rośnie napięcie i wokół pełno niepokoju, bo jedno straciło pracę, nie wiadomo, co dalej z pandemią, rodzice w szpitalu i trzeba zająć się dziećmi – to intensywność życia seksualnego spada. Poza tym lęki wyłączają pragnienia seksualne. Często też czynią z dorosłych ludzi tak jakby dzieci i pojawiają się roszczenia wobec partnera. Wtedy poglądy się radykalizują, ale to powodowane jest rozpaczliwą próbą odzyskania kontroli w sytuacji niepewności, co przyniesie kolejny dzień.

Wydaje się, że najlepiej byłoby to wyjaśnić podczas rozmowy. Ale niełatwo nam komunikować swoje lęki i potrzeby.
My jako psycholodzy chcielibyśmy oczywiście, żeby ludzie częściej ze sobą rozmawiali, choć ważna jest nie tylko rozmowa, ale też wyobrażenie sobie, co czuje, co myśli inna osoba. Od 15 lat w terapii duży sukces święci mentalizacja. To taki konstrukt, który oznacza umiejętność rozumienia siebie i innych, dokładnie jak empatia, ale dochodzi do tego element myślowy. Czyli zastanawiam się, co się dzieje w drugiej osobie, jaka jest jej motywacja do działania. Ludziom jest  trudno, gdy nie wiedzą, co się dzieje. Kolejna rzecz to podejmowanie czynności naprawczych. Przecież na co dzień uszkadzamy swoje związki na różne sposoby, robimy krzywdę swoim bliskim, czasem nieświadomie, a czasem – jak mówi znajoma psychoterapeutka – wiemy, gdzie nacisnąć, żeby kogoś szlag trafił. Natomiast ważne jest, żebyśmy potrafili te szkody naprawić, bo mamy całe systemy  i sposoby naprawiania. Poza rozmową gesty niewerbalne, jak kwiaty, kolacja przy świecach, prezent. To wszystko nie zadziała jednak w przypadku par, które psychologia opisuje jako koluzyjne. Dotyczy to tylko jednego procenta, ale występuje. Koluzja polega na tym, że każdy z partnerów umieszcza w drugiej osobie tę część siebie, o której nie wie, że ją ma, a której bardzo nie lubi. Na przykład ktoś uważa siebie za chodzące dobro, nie ma w sobie za grosz złości, ale kiedy patrzy na partnerkę, to widzi sadyzm i agresję w jej oczach. Oczywiście swoim zachowaniem sam te reakcje wywołuje. To są pary o sprzecznych poglądach i wartościach, które nieustannie się kłócą i zwalczają, a jednocześnie nie potrafią się rozstać.

Dr Bartosz Zalewski, psycholog, psychoterapeuta. Adiunkt w Katedrze Psychologii Różnic Indywidualnych, Diagnozy i Psychometrii USWPS. Pracuje w Ośrodku Terapeutyczno-Szkoleniowym Kontrakt w Warszawie.

  1. Styl Życia

10 sposobów, aby wyrazić miłość

Walentynki można celebrować na co dzień. (Fot. iStock)
Walentynki można celebrować na co dzień. (Fot. iStock)
Jak wyrazić miłość? Oto 10 sposobów, dzięki którym najbliższe ci osoby poczują się kochane. Walentynki można celebrować na co dzień.

1. Okaż wdzięczność.
Powiedz wprost, jak bardzo doceniasz obecność tej osoby w swoim życiu.

2. Zaoferuj pomoc.
Zapytaj: „Co mogę dla ciebie zrobić, żeby uczynić twoje życie lepszym, radośniejszym, mniej stresującym?”

3. Zamień się w słuch.
Znajdź czas i kilka chwil spokoju, aby wysłuchać drugiej osoby całą sobą. Nie komentuj, nie doradzaj. Słuchaj.

4. Bądź wielkoduszna.
Wszyscy mamy swoje dziwactwa, nikt z nas nie jest idealny. Doceniaj pozytywne cechy, nie skupiaj się na tym, co niedoskonałe - w ten sposób pokażesz, że naprawdę kochasz.

5. Znajdź czas na chwile beztroski.
Kolacja z ukochanym, zabawa z dzieckiem, wypad na zakupy z przyjaciółką... a może po prostu ulubiony serial pod kocem na kanapie? Życie składa się z drobnych przyjemności. Jeśli będziemy stwarzać sobie ku nim okazję, będziemy mieli więcej powodów do wspólnej radości.

6. Podaruj coś bez okazji.
To może być drobiazg, ale zrobiony albo kupiony z myślą o tej osobie. Coś, co sprawi że poczuje, że o nim myślisz i jest dla ciebie ważna.

7. Upiecz ciasto lub ugotuj coś pysznego.
Przez żołądek do serca - nakarm ukochaną osobę czymś, co lubi najbardziej.

8. Ofiaruj kwiaty bez powodu.
Kwiaty to jeden z piękniejszych sposobów na podziękowanie za czyjąś obecność - dzięki nim „Dziękuję za to, że jesteś” brzmi piękniej.

9. Napisz krótki liścik.
Mała karteczka zostawiona w kuchni przy ulubionym kubku z ciepłą kawą, liścik miłosny pod poduszką, kartka z pozdrowieniami z wakacji... małe, codzienne wyznanie miłości.

10. Nie bój się słowa "kocham"
- słowa mają moc, a to chyba szczególną. Jednak nie wtedy, gdy wypowiadamy je od niechcenia. Wyznanie miłości potrzebuje dotyku, spojrzenia w oczy, intymnej chwili.