fbpx

Agata Loewe: Poliamorycy są wśród nas

Poliamoria - z czym to się je
123rf.com

W Polsce ostatnio ukazały się książki „Puszczalscy z zasadami” i „Poliamoria w XXI wieku”, klasyczne pozycje z tematu. Coraz więcej osób pyta mnie, czy może poliamoria to wybór dla nich. A jednocześnie nadal nie wiemy o niej za dużo.
Dlatego sięgniemy po wiedzę u źródła – Agata Loewe jest magistrem psychologii oraz doktorem seksuologii (DHS), wykształconym poza granicami Polski. Daje jej to zupełnie inne spojrzenie na ludzką seksualność. Prowadzi konsultacje psychologiczne i seksuologiczne oraz warsztaty. Dodatkowo, inicjuje w Polsce ruch Pozytywnej Seksualności oraz współtworzy portal morelove.eu, który zajmuje się tematyką różnej ekspresji seksualnej.

Marta Niedźwiecka: Poliamoria, to wielomiłość. Miłujemy bardzo jedną osobę, czy dajemy miłość większej liczbie ludzi? I jaka to jest miłość?

Agata Loewe: Przede wszystkim – to nie musi być miłość fizyczna. Jest to jedno z mylnych przekonań o poliamorii, że ludzie po prostu uprawiają seks z kim popadnie. Zupełnie nie o to chodzi. Zasady poliamoryczne obejmują budowanie bliskich relacji – intymnych, emocjonalnych – z innymi ludźmi. Czucie miłości i bliskości z innymi może mieć wymiar seksualny, ale tu chodzi bardziej o szczerość wobec samego/samej siebie i siłą rzeczy wobec osób, z którymi decydujemy się związać na stałe.

MN: Na początku trzeba wyjaśnijmy różnicę między poliamorią, a związkiem otwartym.

AL: Poliamoria, to nie jest po prostu związek otwarty. W takiej relacji partnerzy (pozornie monogamiczni) pozwalają sobie na skoki w bok lub długotrwałe romanse, za wiedzą lub niemym przyzwoleniem współpartnera. Inną realizacją seksualności jest swinging, czyli konsensualna wymiana partnerów. I to też nie jest poliamoria, chyba że ktoś się tak umówi. Kochamy się, a czasem idziemy do klubu dla swingersów albo mamy bliskie pary, z którymi uprawiamy seks. Powtórzę raz jeszcze, że w poliamorii chodzi głównie o otwartość emocjonalną i szczerość komunikowania swoich potrzeb.

MN: Jak ludzie otwarci emocjonalnie radzą sobie z zazdrością? Przecież, gdy partnerka lub partner sypia z kimś innym albo mówi, że kocha kogoś innego, to nas może szlag trafić.

AL: To jest właśnie subtelna różnica między poliamorią, a całą resztą. W relacji poliamorycznej ludzie mówią sobie co czują, więc, jeśli pojawia się zazdrość, to powinna od razu zostać przepracowana i powinno omawiać się formy porozumienia między partnerami, partnerkami. Jeżeli nie ma zgody w konstelacji na relację poza główną relacją, relacjami, to można poważnie nadwyrężyć zaufanie, rozbić istniejący związek.

MN: To oznacza postawienie innym bardzo wysokich wymagań. Wyobrażam sobie to tak, że on przychodzi do niej i mówi, że w związku z ustaloną poliamorią właśnie związał się emocjonalnie i seksualnie z młodą i atrakcyjną partnerką, a ona ma to zaakceptować. Widzę tu dużo miejsca na zupełnie niefajne zagrania.

AL: Myślę, że związki, które ustaliły poliamorię, dyskutują pojawienie się nowych osób – czasem dużo wcześniej, zanim pojawi się ktoś konkretny. Partnerka, partner ma prawo powiedzieć: wprowadzamy „nową” osobę, ale chcę ją poznać, zdecydować czy mi pasuje. Jeżeli „nowa osoba” nie pasuje wszystkim w konstelacji albo nie daje się przyzwolenia na ten związek, albo działa według zasady: „rób, co chcesz, ale nie chcę o tym słyszeć. Chcę tylko wiedzieć, jak się zrobi naprawdę poważnie”. Grunt to mieć poczucie bezpieczeństwa w związku, który już jest. Radość ze szczęścia naszych bliskich powinna być powodem naszego szczęścia. Tak przynajmniej mówi teoria. Według niej szczęście naszych bliskich nam nie zagraża, a jeśli czujemy, że zagraża, to trzeba się zastanowić skąd to wypływa.

MN: To jak wygląda związek poliamoryczny, który znasz i który działa?

AL: Poliamoria ma różne oblicza, różne definicje i różnych reprezentantów. Możemy mówić o świadomych relacjach w kontekście duchowej i świętej seksualności, możemy też mówić, na przykład, o podejściu ateistycznym. Poliamoria może mieć wymiar tylko emocjonalny, tylko seksualny i tylko mieszany (emocje + seks). Poliamoria może być stała (wchodzimy w relacje tylko poliamoryczne) i czasowa (czyli testujemy poliamorię i czasem w niej trwamy, a czasem od niej odchodzimy i zamykamy daną relację z możliwością ponownego otwarcia jej). To nie jest tak, że poliamorycy wiążą się tylko z poliamorykami, bo mało jeszcze mamy zadeklarowanych, uświadomionych poliamoryków.

Kiedy pierwszy raz zetknęłam się z zadeklarowaną poliamorystką, jej historia brzmiała dla mnie jak bajka. Co chwila mrugałam oczami nie mogąc nadziwić się, że można tak traktować swój związek i w ogóle mówić o tym na głos. Zajęło mi wiele miesięcy, by przekroczyć moje własne blokady i przekonania. Potem Sara poznała mnie ze swoim mężem i powiedziała „Pogadaj z nim, pytaj, o co zechcesz!”. Kiedy jego wersja spójnie pokryła się z jej i nareszcie zobaczyłam ich razem, poczułam złość na samą siebie, że projektowałam swoją wizję związku, jako tą jedynie słuszną. Tymczasem zazdroszczę im więzi, bliskości, komunikacji. Ich związek trwa już wiele lat, mają 4 dzieci, a wciąż patrzą na siebie, jakby się dopiero co poznali. Choć nie są jedynym związkiem poliamorycznym, jaki znam, to wciąż robią na mnie wrażenie.

MN: A zagrożenia? Gdy patrzę na zjawisko, to myślę, że wymaga od partnerów bardzo wielkiej dojrzałości. Inaczej może zamienić się w manipulację.

AL: Dokładnie o tym pisze Debora Anapol w „Poliamorii w XXI wieku”. Poliamoria może być doskonałą wymówką dla osób, które kochają seks bardziej, niż intymność emocjonalną, dla osób, które mają kłopot z bliskością. Trudności i zagrożenia istnieją w ramach każdej relacji emocjonalnej i seksualnej, nie przesadzajmy, że wyzwania stawia przed nami tylko poliamoria. Jest ona jednak pomysłem wymagającym świadomości i pracy nad sobą i związkiem, pracy, którą wykonują obydwie strony.

To nie zazdrość jest największym wyzwaniem. Największym jest brak poczucia bezpieczeństwa, i to na dodatek z samym/ą sobą. To jest bardzo złożona sprawa, bo żeby czuć się bezpiecznie ze sobą, trzeba sięgnąć do przekonań przekazywanych nam transgeneracyjnie o tym, jak związek czy relacja powinien wyglądać. To, co mówili nam rodzice i społeczeństwo, jaki seks jest właściwy i jak zachowuje się” człowiek dojrzały”. Trzeba tutaj wspomnieć o kulturowej konstrukcji męskości i kobiecości, rolach płciowych oraz „heteronormie”. Jeżeli wierzymy, że stajemy się całością gdy dopasujemy do siebie drugą połówkę, to dużo trudniej nam czuć się dobrze w samotności oraz wpuścić do relacji perspektywę dzielenia się swoją drugą połówką.

Do tego dochodzi poczucie własnej wartości, które może ulec zachwianiu poprzez presje zewnętrzną. To, że robisz jakieś dziwne rzeczy w związku, oznacza, że coś z tobą jest nie w porządku. Poliamoria często zmusza do tej niekomfortowej konfrontacji ze sobą, dlatego nie poliamoria stwarza kłopot, tylko lęk przed szczerością i gotowością na zmiany, rozwój i samopoznanie.

MN: W jakie zmiany na świecie i w Polsce wpisuje się zjawisko poliamorii?

AL: Z każdym 10-leciem zmieniają się modele form rodzinnych. Już choćby sam konstrukt „miłości romantycznej” a „miłości z rozsądku” jest przykładem tego, jak różna jest kultura zachodnioeuropejska od innych kultur. Taka sama różnica jest między związkiem małżeńskim, związkiem partnerskim czy nieformalnym związkiem osób jednopłciowych.

Książka „Puszczalscy z zasadami” nadała poliamorii nazwę, wytyczyła jakieś ramy, wskazała kierunek poszukiwań. Ale samo zjawisko nie jest ani nowe ani świeże. Dzisiejsze rozumienie poliamorii przyszło do nas z USA, z San Francisco. Tam spotkałam się z tym, że jak coś cię osobiście nie dotyczy, to nie oceniaj, nie komentuj, ponieważ to nie twoja sprawa. Kiedy ktoś z kimś zaczyna się spotykać i okazuje się, że osoba jest poliamoryczna, to od nas zależy czy w taką relację chcemy wchodzić. Podstawową bazą jest świadomość o istnieniu poliamorii. Można odkryć w sobie poliamoryczną tożsamość i na tej podstawie budować relacje mono i/lub poliamoryczne.

W Polsce, mam wrażenie, tworzy się grupa osób, które dopiero dowiadują się, że mogą być poliamoryczne, dopóki się nie zastanowią, co to słowo dla nich znaczy i jak siebie w tym widzą. Może za kilkadziesiąt lat wypracujemy nową jakość świadomości społecznej na temat tego, czym jest seksualność, czym jest w ogóle edukacja seksualna, czym jest ludzka różnorodność i jak z niej korzystać, zamiast ją tłumić.

MN: Kiedy słucham z jakim zapałem mówisz o poliamorii, to mam niezły mętlik. Ale wiem , co zdecydowanie mi się podoba – to obecność zmiany, nadążanie za partnerem, konieczność rozwoju własnego, coraz lepszej komunikacji emocjonalnej. Gdy obserwuję związki w Polsce mam czasem wrażenie, że ludzie się wiążą (ślubem albo nie), a potem już przestają robić cokolwiek. Wpadają na rafę kryzysu o którą się rozbijają, bo właśnie minęło 7 lat związku, a oni nie zauważyli, że coś się zmieniło.

AL: Też to lubię w poliamorii, tę konieczność otwarcia się i akceptacji zachodzących zmian (związanych z dynamiką związku, dorastaniem dzieci, wchodzeniem w kolejne etapy życia, choroby, zmiany sytuacji ekonomicznej itd.). To rodzaj aktywnego radzenia sobie z otaczającym nas światem. Wiele związków zapomina o upływie czasu, zmianie priorytetów, stąd kryzysy i częste rozstania. Kiedyś pary latami żyły, nic nie zmieniając, mieszkając w jednym miejscu, wykonując jeden zawód, myśląc od kołyski po grób prawie tak samo o sobie i świecie. To nie jest rozwiązanie na obecne czasy.

Ludzie decydujący się na poliamorię potrzebują wyjść z tradycyjnego schematu pojmowania świata i siłą rzeczy uwrażliwiają się na to, że zmiany są nieuniknione. Dbanie o jakość związku/ów jest dodatkowym wyzwaniem, skoro mają one trwać wiele lat. Poliamorycy uczą się komunikować i robią to na żywym organizmie (jakim jest relacja z jedną czy więcej osobami). W ślad za tym zjawiskiem idzie edukacja, generowanie dobrych i złych praktyk, uczenie się rozumienia poliamorii. Poliamorycy są wśród nas, podobnie jak osoby nieheteroseksualne, czy mniejszości etniczne i religijne. To jest fakt. Teraz pytanie, czy społeczeństwo uzna to za atak na tradycję i zagrożenie, czy pozwoli innym żyć. Aby móc wybrać, co jest dla nas właściwe, warto wiedzieć, że istnieją inne opcje. Opcje wymagające tyle samo pracy, co te powszechnie znane. Dopiero na tak przygotowanym gruncie można mówić o praktyce.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze