1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Henry Cavill – uśmiech na cenzurowanym

„Jestem nie tylko z aktorem, któremu trafiła się fajna rola, lecz przede wszystkim z wielkim miłośnikiem gier i książek o wiedźminie” – mówi Henry Cavill. (Fot. Cordon Press/AlamyArchiwum/Forum)
Wygląd w moim przypadku determinuje rodzaj ról. Ludzie widzą we mnie albo typ mocno fizyczny, albo amanta. Ale przecież mogło być gorzej. Nie obrażam się za to, co przynosi mi los – mówi Henry Cavill, odtwórca roli słynnego Geralta z Rivii w serialu „Wiedźmin”, którego drugi sezon można już oglądać na platformie Netflix.

Prześledziłam różne strony w Internecie, odwiedziłam niejedno fanowskie forum, popytałam znajomych – oczekiwania względem drugiego sezonu były ogromne.
To trochę przytłaczające. Zrobiliśmy, co mogliśmy, a fani rzecz jasna mają swoje nadzieje. Śmialiśmy się, że każdy z nas – mówię o osobach biorących udział w realizacji serialu – powinien udać się po zdjęciach na terapię nastawioną na cel: jak zaprzestać starań, by zadowolić wszystkich wokół. (śmiech)

Tobie udało się wyzwolić z tej pułapki?
Chyba nigdy w nią nie wpadłem. Po prostu nie śledzę komentarzy w Internecie. Wiem, że ludzie mają wielkie wymagania, ale ja nie mam potrzeby o tym czytać – sam sobie stawiam bardzo wysoko poprzeczkę.

Najdziwniejsze, co spotkało Cię w związku z realizacją tego projektu, to...
Akurat zaraz po premierze pierwszego sezonu byłem w Londynie. Wchodziłem do sklepu, kiedy na ulicy rzuciła mi się na szyję dziewczyna, dziękując za to, jak pięknie wcieliłem się w jej ukochaną postać. Wiedźmina znała tylko z przekładów literatury Sapkowskiego i szczęśliwie my naszą ekranizacją nie zniszczyliśmy jej wyobrażeń! Miłe, choć dla mnie wciąż dość nietypowe, żeby nagle nieznajoma, wyglądająca na psychicznie stabilną, rzucała się na mnie w ekstazie.

Nie rozumiem, co w tym dziwnego.
Posłuchaj dalej: wchodzę do sklepu – po nic wielkiego, chodziło o drobne spożywcze zakupy – mówię: „Dzień dobry”. Nie jestem upierdliwym klientem, nie zagaduję, nie pytam o to, co gdzie leży, sam staram się wszystko znaleźć; sprzedawca nie ma drobnych do wydania reszty, mówię, że nie trzeba; wychodzę grzecznie, rzucając: „Miłego dnia”. Po czym słyszę, jak stojący w kolejce przy ladzie ludzie szepczą między sobą: „Serial nawet niezły, ale on w ogóle nie potrafi jeździć konno. Powinni zatrudnić dublera. Myślałam, że jest wyższy. No i te doczepione kudły… Żałość!”.

Od pochlebstw do oszczerstw.
I to w kilka minut. Dlatego nie warto umierać dla poklasku czy ginąć z powodu krytyki. Wszystko jest chwilowe.

A swoją drogą, w serialu włosy nie są Twoje?
Tajemnica zawodowa!

Założę się, że musisz często to powtarzać.
Bardzo często. Fani pytają o całą masę zakulisowych, a w gruncie rzeczy dość nudnych aspektów tej roboty.

O co na przykład?
W jaki sposób zdrabniać imię mojego serialowego konia; czy miałem dublera – ale nie w scenach jazdy konnej, tylko w tych intymnych, z Yennefer. No i oczywiście padają pytania właśnie o moje włosy – o to, czy są prawdziwe, a jeśli nie, to jak dbam o perukę, czy mam jedną, czy kilka; jak również o to, jak budowałem masę mięśniową i jakie środki zażywałem na przyrost mięśni. Są pytania o rodzaj soczewek, które zakładam, kiedy wcielam się w wiedźmina; czy chodzę na solarium, czy depiluję plecy i czy stosuję jakiś specjalny rodzaj perfum, kiedy gram tę postać...

Rodzaj perfum?!
Tak, bardziej męskich, żeby lepiej wczuć się w rolę. (śmiech) Nie wiem dokładnie, o co chodzi, ale myślę, że są tacy, dla których moje przeobrażenie w wiedźmina musi się wiązać z jakimiś spektakularnymi rytuałami. Być może niektórzy zakładają, że jednym z elementów jest polewanie się wodą toaletową o zapachu leśnego mchu, stajni albo sparciałej skóry – wszystko po to, bym mógł się poczuć jak prawdziwy wojownik. Raz na jakiś czas dochodzą do mnie takie pytania, ale nie ciągnę tych wątków. Fani bywają zaskakujący w swych poszukiwaniach.

Sam też jesteś fanem prozy Sapkowskiego.
To prawda! Rzeczywiście rozmawiasz nie tylko z aktorem, któremu trafiła się fajna rola, lecz przede wszystkim z wielkim miłośnikiem gier i książek o wiedźminie. Jestem zagorzałym wielbicielem uniwersum stworzonego przez Andrzeja Sapkowskiego. I mówię to szczerze, nie na potrzeby promocji.

Jak wielkim fanem jesteś?
No, nie mam wytatuowanego wiedźmina na sercu…

A gdzieś indziej?
(Śmiech). Na razie żadnych tatuaży. Ale kto wie, gdybym to nie ja wcielał się w wiedźmina, może sam bym teraz zadawał wszystkie te niewygodne pytania na fanowskich forach internetowych? Zamiast tego potrafię wstać naprawdę wcześnie rano, żeby pograć w jakąś grę komputerową z serii o wiedźminie. Mówiąc: rano, mam na myśli niedzielę i godzinę czwartą. Czyli przed bladym świtem. Mam wtedy pewność, że nikt nie będzie mi przeszkadzał – żadnych telefonów, rozmów, obowiązków i poczucia winy. Zdarzało mi się też odwołać kilka wizyt u znajomych, żeby zostać w domu i pograć wieczorem. Jak się wkręciłem, grałem całą noc. Ale kto tego nie zna?

Henry Cavill jako Geralt z Rivii w serialu „Wiedźmin” (Fot. materiały prasowe Netflix)

Mój 14-letni kuzyn wie, o czym mówisz!
No właśnie. (śmiech) Z kolei na książki Sapkowskiego obecnie nie mam czasu, ale przeczytałem chyba wszystko, co jest dostępne w przekładzie, łącznie – z tego, co pamiętam – chyba około 20 tytułów, powieści i opowiadania. Zdarzało mi się spędzić z sagą Sapkowskiego kilka dni z rzędu, wróciłem zresztą po czasie do paru opowiadań – pamiętam, że raz zrezygnowałem z wyjścia na mecz, a zdobyte z trudem bilety oddałem koledze. Był też jeden taki weekend, że nie oderwałem się od lektury przez bite dwie doby, zamawiałem tylko jedzenie na wynos: jadłem i czytałem. Sapkowski jest niebywale wciągającym autorem, myślę, że trafia nie tylko do miłośników fantasy. Ja uwielbiam ten gatunek od wczesnego dzieciństwa, już jako chłopak zaczytywałem się w tego typu literaturze. Jak widzisz, nie było tak, że ktokolwiek musiał mnie przekonywać do zagrania wiedźmina.

Byłeś bardziej podekscytowany niż wtedy, kiedy otrzymałeś propozycję zagrania Supermana?
Inaczej. Jako że Superman to klasyka amerykańskiej popkultury, wkraczając w tę przestrzeń, trafiasz do elitarnego klubu. I cały czas masz z tyłu głowy, kto zagrał Supermana przed tobą. To też ekscytujące, ale tutaj bardziej kalkulujesz, jest zdecydowanie więcej obaw, stajesz się częścią machiny. Jednym z wielu. W przypadku wiedźmina sprawy mają się kompletnie inaczej – to poligon doświadczalny! Czujemy się jak odkrywcy wobec tego, co i jak napisał Sapkowski, robimy to po raz pierwszy, przynajmniej na tak wielką skalę. To niezwykłe uczucie wcielać się w wiedźmina ze świadomością, że jest zgoda i błogosławieństwo samego autora, który wszystko zainicjował. A fakt, że można coś zrobić, będąc pierwszym, działa na mnie jak zastrzyk adrenaliny.

Swoją drogą to ciekawe, że w Twoim portfolio role herosów to powracający motyw: oprócz wspomnianych wiedźmina i Supermana, w którego wcielałeś się już wielokrotnie, jest jeszcze Tezeusz z „Immortals. Bogowie i herosi”.
A ponadto Sherlock Holmes z filmu „Enola Holmes” – heros umysłu i dedukcji.

Czujesz, że w jakimś stopniu jesteś obsadzany po warunkach, czy raczej sam miałeś taki pomysł na siebie? A może tak wyszło przypadkiem?
Tak, mam świadomość, że działa tu schemat. Ludzie widzą moje mięśnie i... oceniają książkę po okładce. Nawet jeśli wyłamuję się z pewnego kanonu ról – kiedy proponuje mi się postać bardziej romantycznego bohatera czy myśliciela – także wtedy przecież tak zwane warunki są decydujące: obsadza się mnie albo z powodu wyglądu, albo w kontraście do niego. Co i tak świadczy o tym, że aparycja w moim przypadku determinuje rodzaj propozycji. Reżyserzy castingowi widzą we mnie albo typ mocno fizyczny, albo amanta. Ale przecież mogło być gorzej. Czekam na rolę, która naprawdę przełamie mój wizerunek, na razie nie obrażam się za to, co przynosi mi los.

To po pierwsze. A po drugie, nigdy nie zabiegałem o to, by wpisać się w jakiś kanon urody, nie sprawdzałem, na jaki rodzaj męskich bohaterów jest teraz zapotrzebowanie. Ale też wiem, jak wyglądam. Co więcej, pracuję nad tym, żeby tak wyglądać. Lubię wysiłek fizyczny, w młodości trenowałem różne sporty, a w dorosłym życiu hołduję zasadzie, że głowę najlepiej oczyszcza się poprzez wypacanie toksyn. Zmęczyć ciało i umysł, to moja dewiza. Zastanawiam się, czy pracując nad tężyzną fizyczną, w dużym stopniu sam nie ukierunkowuję się na pewien typ ról. Dobrze się z tym czuję, ale być może to jest moja słabość. Albo wąska specjalizacja.

Domyślam się, że przygotowując się do roli wiedźmina czy Supermana, musiałeś trenować więcej.
Dużo więcej. Po osiem godzin dziennie. Normalnie zamykam się w dwóch, trzech. Co nie znaczy, że stworzenie postaci „zagranej mięśniami”, mocno fizycznej, a która jednocześnie stanowi intelektualne wyzwanie, jest niemożliwe. Ograniczenia są jedynie scenariuszowe. Trzeba tak konstruować filmowe opowieści, żeby pozwalały nie tylko wymachiwać mieczem, lecz także wykazywać się bardziej subtelnymi środkami wyrazu. Zawsze uważałem, że można to pogodzić, pewnie dlatego nie czułem, że grozi mi zaszufladkowanie czy też że będzie mi ono ciążyć. Wybieram określony typ ról nie z musu, ale z głębokiego przekonania, że chcę coś lub kogoś zagrać. Zresztą, najważniejsze decyzje względem tego, czy wcielić się w jakąś postać, czy odrzucić propozycję, zapadały, kiedy byłem na siłowni. A Geralt z Rivii to doskonały przykład bohatera, który łączy w sobie fizyczne atrybuty z rozterkami emocjonalnymi. Nigdy nie postrzegałem tej postaci w kategoriach: o, następny osiłek do zagrania. Wiedźmin to bohater zróżnicowany, niejednoznaczny.

Rozumiesz jego wybory?
Dla mnie role wiedźmina czy Supermana to na wskroś współczesne kreacje. To herosi fantasy, ale gdyby im się przyjrzeć głębiej, mają wiele wspólnego z kondycją człowieka w obecnym świecie: obaj w drodze, w poszukiwaniu, w niespełnieniu. Wszędzie obcy, bez domu, do którego mogliby wrócić. Cały czas z poczuciem zagrożenia, starający się przetrwać lub pomóc przetrwać innym wykluczonym.

Kiedy trafiłeś na casting do „Wiedźmina”, realizatorzy wiedzieli, że tak dobrze znasz prozę Sapkowskiego?
Ponoć tak, ale nie to przesądziło o moim udziale w serialu, nie była to też tężyzna fizyczna. Zaważyła moja… małomówność. Jestem dość nieśmiały z natury. Pasowałem charakterologicznie, jak głosi plotka.

Małomówny? Czyli nie mam co ciągnąć Cię za język, próbując ustalić, czego spodziewać się po drugim sezonie?
Wszystkiego!

Pytam serio.
A ja serio… nie odpowiadam. Nie mogę. Obiecałem, że nie będzie spoilerów. Ty zresztą też.

Czy jest cokolwiek, co możemy zdradzić?
Czasami, żeby móc dokładnie zgłębić przeszłość wiedźmina, będziemy musieli oddalić się od niego samego, podążyć śladami jakiegoś zdarzenia lub bohatera z innego czasu i miejsca. Co więcej? Spory nacisk został położony na postaci kobiet, co nie jest znowu takie odkrywcze, tak jest u Sapkowskiego – to kobiety inicjują akcję, w niczym nie ustępują mężczyznom. Powiedziałbym nawet, że to oni najczęściej są pogubieni i nie nadążają za bohaterkami. Całkiem jak w życiu. A sam wiedźmin ma prosty kodeks. Pozostaje wiernym sobie wojownikiem, samotnym wilkiem. Nie jest to typ tępego zabijaki.

No dobrze, a czy Geralt z Rivii w końcu choć raz się uśmiechnie?
Najwyraźniej o tym nie wiesz, ale ja się uśmiecham cały czas, od pierwszego ujęcia. Po prostu wycinają to potem w montażu.

Henry Cavill: urodzony w 1983 roku brytyjski aktor, model i producent filmowy. Debiutował na ekranie w 2001 roku w „Lagunie” u boku Emmanuelle Seigner, Joego Mantegni i Charles’a Aznavoura. Na koncie ma także role między innymi w serialu „Dynastia Tudorów” i w filmie Woody’ego Allena „Co nas kręci, co nas podnieca”; kilkakrotnie obsadzany był w roli Supermana.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze