1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Benedict Cumberbatch: „Podążam swoją ścieżką, robiąc to, co potrafię najlepiej”

Benedict Cumberbatch to urodzony w 1976 roku w Londynie,] brytyjski aktor filmowy, telewizyjny i teatralny oraz producent. Popularność zdobył rolą Sherlocka Holmesa w serialu „Sherlock”. (Fot. Yara Nardi/Archiwum Reuters/Forum)
Owszem, lubi sporty ekstremalne i szybkie samochody, ale egzotyczne podróże nie kręcą go już tak jak kiedyś. Benedict Cumberbatch stawia na spokojne wieczory z książką przy kominku. Zamiast być hollywoodzką gwiazdą na pełny etat, woli promować niekomercyjne i nieszablonowe kino. Jako aktor i jako producent.

Pochodzisz z artystycznej rodziny. Twoi rodzice, brytyjscy aktorzy teatralni i telewizyjni, zagrali zresztą rodziców serialowego „Sherlocka”. Dorastanie w takim środowisku miało wpływ na wybór twojej drogi zawodowej?
Kulisy tego zawodu – wszystkie jego blaski i cienie – poznałem bardzo wcześnie. Wiedziałem, jak bardzo potrafi być kapryśny. Pamiętam tatę, który wyjeżdżał na wakacje po to, by móc przeczytać scenariusz. Czasem pakował do walizki kilka jednocześnie. Nie zraziło mnie to. Przeciwnie. To właśnie sprawiło, że chciałem dołączyć do tego wesołego i barwnego zespołu, który tworzyli moi rodzice i grupa ich kolegów po fachu.

Rodzice cię w tym wspierali?
Ojciec, po tym, jak zobaczył mnie w roli Salieriego w studenckiej produkcji „Amadeusza”, powiedział mi coś, czego nie zapomnę do końca życia. Stwierdził, że jestem lepszym aktorem niż on i wierzy, że czeka mnie wspaniała kariera. Dodał też, że nie może się tego doczekać i że zawsze będzie mnie wspierać. Wiem, że tata marzył o większej karierze dla siebie, choć nigdy się nie żalił. Myślę, że swoje marzenia przelał na mnie. Bardzo go kocham. Jest wspaniałym ojcem i dobrym człowiekiem. Motywował mnie do pracy, a także do tego, bym nie bał się podejmować w życiu ryzyka.

To może dzięki temu stałeś się poszukiwaczem przygód?
Bardzo możliwe. Lubię sporty ekstremalne. Zwłaszcza skoki spadochronowe, loty balonem, nurkowanie i snowboard. W wieku 19 lat spędziłem sześć miesięcy w Indiach. Mieszkałem w klasztorze, gdzie uczyłem angielskiego buddystów tybetańskich. To była wielka przygoda, ale mogła się dla mnie zakończyć bardzo niefortunnie. Podczas weekendowej wycieczki z plecakiem w towarzystwie kilku przyjaciół zgubiliśmy się na półtora dnia na przełęczy górskiej. Zachorowaliśmy na chorobę wysokościową, a na dodatek zatruliśmy się jedzeniem, którym poczęstował nas lokalny pasterz. Z kolei kiedy miałem 29 lat, zostałem porwany podczas zmiany opony na autostradzie w RPA, gdzie kręciliśmy miniserial dla BBC. Celem bandytów byli także moi przyjaciele. Do dziś nie wiem, czemu zawdzięczamy wolność, ale nasi prześladowcy ostatecznie zostawili nas ze związanymi rękoma i z kocami na głowach. Mieliśmy naprawdę dużo szczęścia. To wydarzenie sprawiło, że ograniczyłem znacznie te bardziej egzotyczne podróże. Choć większość z nich wspominam dobrze.

Jak to się stało, że przyjąłeś rolę w najnowszym filmie Jane Campion „Psie pazury”? Chciałeś przeżyć nową przygodę?
Jane przyjechała do Malibu, do domu, w którym mieszkam z żoną i trójką naszych synów. To było dwa lata temu. Chciała mnie zaangażować do swojego nowego projektu. Mówiła, że to jej pierwszy od dekady film, w którym to nie kobiety, ale mężczyźni będą w centrum uwagi. Tak naprawdę spotkanie z Jane zorganizowała moja żona, która bardzo chciała zobaczyć mnie na ekranie jako kowboja. Sama jest reżyserką teatralną i westerny niestety nie zdarzają się w jej repertuarze. Podobno według Jane mogę zagrać faceta słodkiego i uroczego, a jednocześnie twardego, okrutnego, nawet złośliwego, a kogoś takiego właśnie szukała do roli farmera Phila Burbanka.

Do tej roli musiałeś zdobyć wiele nowych umiejętności.
Strzelanie, kierowanie stadem bydła, posługiwanie się lassem, gra na bandżo. Stałem się też biegły w sztuce skręcania papierosa jedną ręką, ale to wszystko nic w porównaniu z… kastrowaniem byka. Nie chodziło nawet o sam akt, tylko o to, że ciężko mi było przełamać się psychicznie do tego zadania. Może po doświadczeniach z bykiem zabrzmi to dziwnie, ale miałem także spory problem z tym, by poprawnie zagwizdać na psa w jednej ze scen. Ciągle mi to nie wychodziło. Zacząłem nawet oglądać na YouTubie tutoriale. Ćwiczyłem codziennie w drodze na plan, ale nie jestem zadowolony z końcowego efektu.

To chyba dobrze o tobie świadczy, bo twój bohater reprezentuje męskość raczej toksyczną.
Phil Burbank jest przykładem na to, jak opresyjna może stać się idea męskości, jeśli kłóci się z twoją prawdziwą tożsamością, która nie jest akceptowana w twoim środowisku. To człowiek zagubiony i niewypowiedzianie samotny. W dzieciństwie i młodości doświadczył wielu represji. Trudno tolerować jego zachowanie, ale można starać się zrozumieć jego przyczyny.

W kwestii męskiego tłumienia emocji niewiele się zmieniło od 1925 roku. Nadal tego się od nas oczekuje. A przecież na tym podłożu rozwijają się potem zachowania przemocowe i wszelka toksyczność. „Psie pazury” prawdopodobnie wywołają też dyskusję na temat współczesnych ról płciowych. Książka, na której oparty jest film, powieść Thomasa Savage’a, sugeruje, że Phil jest gejem, choć ostatecznie tego nie potwierdza.

Podobno tak dalece utożsamiłeś się z Philem, że zrezygnowałeś z mycia się...
Phil budzi odrazę, bo śmierdzi. To wyraz buntu i jego niezgody na świat. Wie, że świat jest przeciwko niemu, i nienawidzi go za to. Uważam, że rozwijamy się jako społeczeństwo tylko wtedy, gdy potrafimy spojrzeć poza zachowania ludzi i dostrzec ich motywacje, nie usprawiedliwiać, ale próbować zrozumieć. Więc tak, faktycznie, zacząłem się myć tak jak on, co sześć dni. Wypadało to dokładnie wtedy, kiedy wracałem do domu.

Kadr z filmu „Psie pazury” w reżyserii Jane Campion, z lewej Benedict Cumberbatch jako farmer Phil Burbank. (Fot. materiały prasowe)

Rolą w „Psich pazurach” odchodzisz od grania eleganckich postaci z wyższych sfer, mężczyzn inteligentnych, wyrafinowanych, takich jak detektyw Sherlock Holmes, matematyk Alan Turing czy Doktor Strange.
Tak, ale dla aktora taki rozrzut, granie przeciw utrwalonemu wizerunkowi to wielka frajda. Dzięki takim rolom stajesz się lepszym, pełniejszym człowiekiem, głębiej rozumiejącym świat.

Ale to Sherlock przyniósł ci rozpoznawalność i stał się trampoliną do kariery w Hollywood. Czy prywatnie jesteś do niego podobny?
Raczej nie mamy zbyt wielu wspólnych cech charakteru. Na przykład jestem niecierpliwy, a on uparcie dąży do wyznaczonego celu. Jest złożoną i interesującą postacią, ale nie jest mną.

Często powtarzasz w wywiadach, że jesteś osobą spełnioną.
Tak! Robiłem w życiu tak dużo inspirujących rzeczy, odwiedziłem tyle interesujących miejsc, że mogę śmiało powiedzieć, że nie muszę niczego żałować. Ani do niczego się spieszyć. Bardzo podoba mi się moje życie, co nie oznacza, że zamierzam schodzić ze sceny czy kończyć pracę. Lubię się rozwijać, zwłaszcza przy ciekawych projektach.

Choćby takich jak rola Juliana Assange’a, skandalisty i geniusza komputerowego, którego sportretowałeś w „Piątej władzy”. Podobno sam Julian odradzał ci ten pomysł.
Przygotowując się do zagrania roli, korespondowałem z nim i rzeczywiście przekonywał mnie, żebym wycofał się z projektu. Odpowiedziałem, że rozumiem jego obawy, bardzo go szanuję, ale że w żaden sposób nie chcę pokazywać go w złym świetle, nie chcę zrobić mu krzywdy. Pragnę po prostu, żeby jego historia, to, co zrobił, było oceniane w tym przypadku wyłącznie przez pryzmat kina. Później nie miałem już okazji z nim porozmawiać. Mam tylko nadzieję, że Julian, oglądając film, zauważył w postaci, którą stworzyłem, kogoś wartościowego.

To musiało być duże wyzwanie?
Kiedy wcielasz się w tak złożoną postać, musisz być gotów na wiele poświęceń. Zapominasz o wolnych weekendach, o życiu towarzyskim, o spotkaniach z przyjaciółmi. Poświęcasz część siebie na potrzeby roli. Ale tak jest chyba w każdym zawodzie, wkładasz w niego część swojej osobowości, tego, kim naprawdę jesteś. W podobny sposób podchodzę do wszystkiego, co robię. Również do produkcji kina niezależnego, bo aktorstwo to tylko część mojej pracy.

Kilka lat temu byłeś w Polsce. Podczas festiwalu Off Plus Camera w Krakowie otrzymałeś nagrodę „Pod prąd”.
Zdziwiłem się, ale i bardzo ucieszyłem, bo niezależne, nieszablonowe młode kino, idące pod prąd hollywoodzkich trendów, jest mi bardzo bliskie. I chcę je sobą promować. Jako aktor i jako producent.

Bycie gwiazdą w hollywoodzkim stylu nigdy nie było moim celem. Ja po prostu podążam swoją ścieżką, robiąc to, co potrafię najlepiej. Mam dość dziwną twarz, ale to chyba mój atut. Kiedy patrzę w lustro, widzę coś pomiędzy wydrą a kimś atrakcyjnym inaczej. Nie rozumiem zachwyconych mną kobiet. Co one we mnie widzą?! Owszem, jestem popularny, ale cała ta sława to coś bardzo zmiennego i względnego. Ważne, aby zdać sobie sprawę z tego, że życie jest krótkie, a najważniejsze to chronić tych, których kochasz. Jeśli sława daje mi większe możliwości wyboru ról, to nie mogę narzekać na jej ciemniejsze strony, jak kurcząca się prywatność. Trzeba nauczyć się godzić te dwie przestrzenie.

A tobie się to udaje? Podobno nie znosisz selfie, o które fani nieustannie cię proszą.
Och, to straszne marnowanie czasu. Nie pozwala cieszyć się chwilą, wszystko zamienia w sztuczne pozy. Czy nie bardziej wartościowe byłoby zwykłe gapienie się przez okno? Cokolwiek, byle nie mizdrzenie się na ściance czy do telefonu komórkowego.

Jak lubisz spędzać wolny czas?
Jestem domatorem. Już nie ciągnie mnie tak jak kiedyś w dalekie, egzotyczne miejsca. Uwielbiam domowe wieczory przy kominku ze szklaneczką whisky, dobrą książką. Ludzie coraz mniej dziś czytają. Telewizor zastępuje im książki, a dla mnie lektura to jedno z najwspanialszych przeżyć. Lubię też słuchać radia.

Co cię motywuje do działania?
Czasem napędzają mnie kawa i szybkie samochody. No i moi bohaterowie. W każdym odkrywam coś nowego, zaskakującego, innego. Tak, to coś, co mnie nakręca, niesie i… uzależnia.

Benedict Cumberbatch ur. w 1976 roku w Londynie, brytyjski aktor filmowy, telewizyjny i teatralny oraz producent. Popularność zdobył rolą Sherlocka Holmesa w serialu „Sherlock” wyprodukowanym przez BBC. Wcielił się też między innymi w postacie Alana Turinga w filmie „Gra tajemnic” i Juliana Assange’a w filmie „Piąta władza”. Kilka lat temu, podczas festiwalu Off Plus Camera w Krakowie, otrzymał nagrodę „Pod prąd” za promocję niezależnego kina. Od 1 grudnia 2022 roku na Netflixie można oglądać najnowszy film z jego udziałem – „Psie pazury” w reżyserii Jane Campion.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze