1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

„Nie mam już czasu na kompleksy”. Rozmawiamy z Bogną Golec, modelką ciałopozytywną

Bogna Golec: „Żałuję, że dałam innym wmówić sobie, że powinnam nienawidzić mojego grubego ciała. Ludzie potrafią być okrutni. Kiedy zaczęły się pierwsze małoletnie romanse, często słyszałam od chłopaków przy zerwaniu, że jestem »grubą świnią«”. (Fot. Aleksandra Voy)
Bogna Golec, modelka ciałopozytywna. Jest dumna ze swojego ciała, więc je pokazuje. Z drugiej strony… to tylko ciało. „Niesie mnie przez życie, dbam o nie, by wystarczyło do końca tej drogi”.

Zacznijmy od tego, że jesteś zaskoczona…
Bo pierwszy raz zostałam poproszona o wywiad do gazety. Na co dzień jestem proszona raczej o wyglądanie, a nie o wypowiedź. A jeśli już o coś mnie pytają, to oczekują, że będę odpowiadać dyplomatycznie, jak podczas konkursu Miss World, czyli: pokój na świecie, piękno…

Dlatego, że jesteś modelką?
Może dlatego, że jestem kobietą? Choć zwykłam mówić, że mój wygląd to najnudniejsza część mnie. Ludzie są zaskoczeni, że mam coś do powiedzenia. A jestem bardzo konkretną osobą i zazwyczaj doskonale wiem, czego chcę. Oczywiście odkąd zostałam modelką, jest o wiele gorzej. Teraz jeszcze muszę to znosić w pracy. Wcześniej, kiedy pracowałam na przykład jako koordynatorka HR czy w gabinecie medycyny estetycznej, czułam się i byłam postrzegana jako specjalistka w swojej dziedzinie. A czy jako modelka mogę być specjalistką od swojego wizerunku? Absolutnie nie! Przecież ja nie mam o tym zielonego pojęcia! Jestem na przykład na nagraniu filmu reklamowego i mówię do reżysera: „Wyglądam tragicznie”. „Nie, klient tak chce”. Wchodzę na plan, klient mówi: „Wyglądasz tragicznie. Prosimy o zmianę”.

Ale jak mówisz „Wyglądam tragicznie”, to…
Mam na myśli to, że zostałam źle wystylizowana lub umalowana, a nie że mój wygląd jest tragiczny. Staram się być uważna na słowa, bo wiem, jak bardzo mogą ranić.

Pamiętasz słowa na temat twojego wyglądu, które Cię zraniły?
Z perspektywy czasu wydaje mi się, że wszystko zaczęło się od mojego nauczyciela WF-u z podstawówki. Byłam wysokim i dobrze zbudowanym dzieckiem, nie miałam jednak poczucia, że jakoś specjalnie różnię się wyglądem od moich rówieśników. Jako pierwszy boleśnie uświadomił mi to właśnie ten nauczyciel. Na przykład kiedy na lekcji wykonywaliśmy dwutakt do kosza, to ja miałam leżeć na ziemi, żeby dzieci przeze mnie przeskakiwały. Było też przewracanie oczami, kiedy przybiegałam jako przedostatnia, ostentacyjne stękanie z wysiłku, kiedy przytrzymywał mnie podczas stania na rękach. Nie tylko skutecznie zniechęcił mnie do sportu, lecz także zasiał ziarno nienawiści do mojego ciała poprzez nieustanne upokarzanie. Nie cierpieliśmy go wszyscy. A to, że jego zachowanie wobec mnie było przemocą, uświadomiłam sobie już w dorosłym życiu.

To od niego zaczęły się Twoje kompleksy?
I porównywanie z innymi. Jako dziecko nie zwracałam dużej uwagi na ciało i byłam zadowolona z tego, jak wyglądam. Przez tamtego nauczyciela wejście w okres dojrzewania łączyło się u mnie z obrzydzeniem i wstydem. Zaczęłam przyglądać się drobniejszym koleżankom i czuć się grubo, mimo że nie miałam nadwagi. Tycie i problemy z odżywianiem zaczęły się nieco później. Nie znajdziesz prawie żadnych moich zdjęć między 16. a 19. rokiem życia. Wszystkie poukrywałam albo pokasowałam. Żałuję, że dałam innym wmówić sobie, że powinnam nienawidzić mojego grubego ciała. Ludzie potrafią być okrutni. Kiedy zaczęły się pierwsze małoletnie romanse, często słyszałam od chłopaków przy zerwaniu, że jestem „grubą świnią”.

Ale to nie przeszkadzało im z Tobą wcześniej chodzić?
Bo to było w tajemnicy przed kumplami. Koledzy nie mogli wiedzieć, że im się podobam. Dziś nie mam problemów z pokazywaniem swojego ciała, dostrzegam nawet delikatny rys ekshibicjonistyczny. Częściowo ta „podjarka” bierze się z tego, że wcześniej nie mogłam się rozebrać bez wprawienia kogoś w zakłopotanie. Niedawno na jednej z sesji stylistka zapytała, czy może pościskać moją łydkę, bo nigdy nie dotykała takiego ciała jak moje. Pomyślałam sobie: „Racja. Pewnie ubiera same dziewczyny w rozmiarze 34”. Przecież próżno szukać na polskich ulicach odkrytych większych ciał podobnych do mojego. Ze smutkiem obserwuję, jak dziewczyny ukrywają się w workowatych ubraniach, koniecznie w ciemnych, „wyszczuplających” kolorach. Tak jakby rzeczywiście chciały być niewidzialne. Nie ma się co dziwić, że tak skrzętnie ukrywany tłuszcz budzi szok i kontrowersję, gdy w końcu jest pokazany.

Jestem dumna z mojego ciała, więc je pokazuję. Z drugiej strony – to jest tylko ciało. Ono mnie niesie przez życie, dbam o nie, by wystarczyło mi do końca tej drogi.

Jest coś, co w swoim wyglądzie zawsze lubiłaś?
Nigdy nie miałam kompleksów na punkcie mojej twarzy. Chociaż społeczeństwo chciało mi zabrać też to. Słyszałam: „Masz taką ładną buzię. Gdybyś schudła, byłabyś prześliczna!”. To wieczne warunkowanie. Mówię o tym w kampanii „Pomyśl, zanim powiesz”. Mam przyjaciółkę, która nosi rozmiar 36/38 i mówi: „Boże, jaka jestem gruba! Będę wyglądać w tym dobrze, jak schudnę”. Ma całą szafę ciuchów w rozmiarze 34, bo wierzy, że kiedyś w nie wejdzie. To jest warunek jej szczęścia. I to jest dla mnie toksyczne. Natomiast samo dążenie do piękna uważam za ważne i pozytywne.

Bogna Golec: „Jestem dumna z mojego ciała, więc je pokazuję. Z drugiej strony to jest tylko ciało. Ono mnie niesie przez życie, dbam o nie, by wystarczyło mi do końca tej drogi”. (Fot. Aleksandra Voy)

Dążenie do piękna jest dla Ciebie ważne?
Bardzo! Jestem też makijażystką, która wierzy, że dobry makijaż to taki, który podkreśla naturalne piękno, zamiast je zakrywać lub przerysowywać. Niestety, problem zaczyna się, gdy dążymy do nierealnych standardów wykreowanych i sztucznie podtrzymywanych przez media. Ja piękno rozumiem jako symetrię, harmonię, zdrowie, miłość i dobro. Dążenie do niego jest dążeniem do samopoprawy. Piękno to przecież też piękne krajobrazy, piękne smaki, piękna muzyka… Mamy tyle piękna na świecie. Może gdybyśmy na nim się skupili, zamiast wytwarzać sztuczne piękno, byłoby nam wszystkim lepiej.

Kiedy poczułaś się piękna?
Chyba dopiero po maturze. Kiedy ją zdawałam, ważyłam około 120 kilo. Po wielu latach bycia niewidzialną, bo niestety tak działa nadwaga, postanowiłam więc, że na studia pójdę już jako inna osoba. Schudłam do 75 kilogramów, co przy mojej budowie i wzroście wyglądało naprawdę szczupło. Wybrałam logistykę inżynierską na Wojskowej Akademii Technicznej. Wytrzymałam tam pół roku – przeraziło mnie bardzo szowinistyczne środowisko.

Chciałaś schudnąć, bo…
Bo miałam dość tycia na złość osobom, które chciały, żebym była szczuplejsza. Poza tym czułam, że ta waga trzyma mnie w miejscu. Zawsze byłam pewna siebie, ale chciałam czuć się wolna. Wtedy tych kilogramów było zdecydowanie za dużo. Do tego doszły obrzęki, problemy hormonalne, przedmaturalny stres, który zajadałam. Na dodatek w internacie Szkoły Sióstr Nazaretanek, do której chodziłam, bardzo dobrze nas karmili.

Schudłaś i…
I rzeczywiście stałam się inną osobą. Wcześniej mój wygląd był przez znajomych dyplomatycznie pomijany milczeniem, a nagle zostałam zasypana nieproszonymi komentarzami: „W końcu wyglądasz jak kobieta”; „Wzięłaś się za siebie”; „Teraz dopiero widać, jaki masz biust”. Stałam się laską, zaczęłam być hiperseksualizowana. Na początku zupełnie nie umiałam sobie z tym poradzić. I byłam zniesmaczona. Głównie dlatego, że czułam się tą samą osobą, ale miałam wrażenie, że w oczach społeczeństwa wraz ze wzrostem atrakcyjności spada mój iloraz inteligencji. Pierwszy raz doświadczyłam bycia traktowaną jak głupia lala. Wcześniej, gdy byłam otyła, byłam znana jako ta pocieszna, śmieszna Bogna.

Jak sobie z tym poradziłaś?
Uciekłam do Londynu, poszukując siebie i chcąc przyzwyczaić się do swojego nowego wyglądu. A potem zaczęłam z niego korzystać. Nigdy nie miałam problemu z tym, żeby powiedzieć komuś, że mi się podoba, ale teraz odpowiedź zwrotna była entuzjastyczna.

Czułaś, że masz władzę nad mężczyznami?
Tak. I to było genialne. Przez chwilę. Było we mnie dużo złości i jakiejś żądzy zemsty, ale szybko zdałam sobie sprawę z tego, jakie to płytkie. Może nawet wyrządziłam sobie trochę krzywdy tą zabawą z wykorzystywaniem swojego nowego wyglądu. Wróciłam z Londynu, poszłam na studia z zarządzania, które znów rzuciłam po pół roku. Pamiętam egzamin ustny u pani od mikroekonomii. Usłyszałam: „Co pani tu w ogóle robi? Pani, pochodząca z takiej rodziny? Z takim nazwiskiem?”. Oblała mnie. Wściekła od razu poleciałam do dziekanatu odebrać swoje dokumenty. Na szczęście Uniwersytet SWPS prowadził rekrutację uzupełniającą na drugi semestr psychologii, więc szybko się przeniosłam. Zrobiłam fakultet z seksuologii, bo bardzo mnie interesowało zjawisko seksualizacji, a także to, skąd się biorą fetyszyzmy.

Ciebie mężczyźni fetyszyzują?
Oczywiście. Najczęściej z powodu mojego biustu.

Nowe studia pomogły Ci to wszystko poukładać w głowie?
Usiłuję sobie przypomnieć dokładne okoliczności pożegnania z kompleksami. Wiem, że był to konkretny moment, bo pamiętam samo podjęcie tej decyzji: „Nie mam już czasu na kompleksy”. Nie chciałam stracić ani minuty życia więcej na chore oczekiwania swoje i innych.

Mimo że dostawałaś tyle komplementów na temat swojego ciała i mimo że sama czułaś się w nim lepiej – nadal miałaś kompleksy?
Do tej pory mam. Wszyscy je mamy i niestety podsycamy je w sobie nawzajem. Ale bardzo się cieszę, że udało mi się pozbyć z głowy coś, co nazywam mentalnością grubasa. Była we mnie mocno zakorzeniona. To na przykład unikanie siadania komuś na kolanach ze strachu, że skomentuje moją wagę. Wstydziłam się jeść w towarzystwie, bo miałam wrażenie, że zawsze ktoś mi się przyglądał. To naprawdę siedzi w człowieku latami. Te ciągłe komentarze, spojrzenia. Krytykowanie czyjegoś wyglądu w niczym nie pomaga. Nie dopinguje do zrzucenia wagi – wprost przeciwnie. Dlatego kiedy ktoś komentuje, że przytyłam, ale też kiedy mi gratuluje, że schudłam – bo to też jest przytyk, że wcześniej było źle – staram się mu odpowiedzieć w jak najbardziej dosadny sposób. Chcę, żeby ta osoba poczuła mój dyskomfort.
Z perspektywy czasu cieszę się, że obroniłam moją osobowość. Może gdyby nie moja historia, nie miałabym takiego dystansu, jaki mam dzisiaj, i takiej empatii dla innych ludzi.

A co do tej osobowości dodała Szkoła Sióstr Nazaretanek?
Uwielbiałam ją! Z czułością wspominam siostry oraz większość szkolnych pedagogów. Równość, braterstwo, siostrzeństwo, feminizm – takie wartości wyniosłam z tej szkoły. Siostry, mimo że wybrały celibat, pokazywały nam własnym przykładem siłę kobiecości. Ale też, że zazdrość i rywalizacja są złe. Uczyły nas liczyć na siebie nawzajem, a przyjaźnie, które zawarłam w liceum, trwają do dzisiaj i mam nadzieję, że do końca życia.

W szkole byłam raczej lubiana przez nauczycieli, mimo że nie do końca uznawałam autorytety – dla mnie wszyscy są w miarę równi, no dobra, może poza Rihanną, która jest boginią. Notorycznie łamałam zasady, ale wybaczano mi to, a nawet po cichu wspierano mój bunt. To mnie niesamowicie wzmocniło jako człowieka. Mam taką malutką, skromną nadzieję, że ówczesna siostra dyrektor byłaby dumna z kobiety, na jaką wyrosłam.

Bogna Golec, polska modelka ciałopozytywna oraz makijażystka. Ostatnio dała się poznać szerszej publiczności dzięki wystąpieniu w kampanii marki biżuteryjnej YES.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze