1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Wyśnione życie fasad. Fotograf Hashtagalek zaprasza do świata swojej wyobraźni

Fot. Aleksander Małachowski/HASHTAGALEK
Fot. Aleksander Małachowski/HASHTAGALEK
Najczęściej podgląda życie miast, ale nie ich mieszkańców, tylko budynków, architektury. Jego znaki firmowe to zaskakująca perspektywa, upodobanie do symetrii i pastelowe kolory. Aleksander Małachowski, znany jako Hashtagalek, nie ukrywa, że nie interesuje go odwzorowanie rzeczywistości, odbiorców swoich zdjęć zaprasza do świata niezwykłej wyobraźni.

W twoich pracach rzadko widać ludzi, jeśli już się pojawią, to nigdy nie są tematem przewodnim. Skąd ten brak zainteresowania, może z introwertyzmu?
Dla mnie samego jest to zagadka, bo mam cechy zarówno introwertyka, jak i ekstrawertyka. Wiele razy zdarzało mi się prowadzić prelekcje, wykłady czy warsztaty i świetnie się w tym odnajduję. Choć czasami oczywiście potrzebuję spokoju. To z tego powodu codziennie wstaję między czwartą a piątą nad ranem, żeby pracować w kompletnej ciszy. Wtedy naprawdę nikt mi nie przeszkadza, no i o poranku moja kreatywność jest na najwyższym poziomie. Kiedy inni mają połowę dnia, to ja już potrzebuję odpoczynku. Chodzę grzecznie spać o 22. Zupełnie nie jak freelancer, bo wolni strzelcy pracujący bez etatu na ogół siedzą nad pracą po nocach.
Czasem żartuję sobie, że z budynkami mi się łatwiej rozmawia, są mniej skomplikowane i bardziej wyrozumiałe. A tak zupełnie serio, wstrzymuję się od fotografii portretowej, bo jej nie czuję. W moich pracach człowiek ma pokazać skalę architektury, a w najlepszym wypadku być jej dopełnieniem.

Fot. Aleksander Małachowski/HASHTAGALEK

Co jeszcze mówią o tobie twoje zdjęcia?
Mówią, że lubię mieć porządek, prowadzę uporządkowane życie, lubię symetryczny, geometryczny i kolorowy świat. Jestem z wykształcenia inżynierem, mam ścisły umysł, może stąd ta potrzeba ładu, upodobanie do symetrii i geometrycznych figur. Gdyby czytać moje prace jeden do jednego, to pokazują mnie jako osobę, która wszystko ma zaplanowane, a do końca tak nie jest, bo wbrew pozorom w moich zdjęciach jest też dużo spontaniczności.

Fot. Aleksander Małachowski/HASHTAGALEK

Co masz na myśli? Sprawiają wrażenie drobiazgowo zaplanowanych…
Sporo fotografowanych miejsc odkrywam przypadkiem. Zdjęcia są zaplanowane w takim znaczeniu, że wyznaczam sobie jakieś punkty w mieście, które chcę odwiedzić. Staram się zwiedzać miasta pieszo, bo nic nie daje mi takiej frajdy, jak przechadzanie się po nich, a czasem nawet błądzenie – i tu pojawia się przestrzeń na spontaniczność. Często nie wiem, gdzie trafię i co zobaczę między tymi punktami. Ostatnio w swoich mediach społecznościowych dodałem zdjęcia odrestaurowanej kamienicy przy ulicy Kłopotowskiego 38 na warszawskiej Pradze. Nie planowałem tam wizyty, zajrzałem przypadkiem, wracając do domu, to był impuls. Okazało się, że odrestaurowano całą sień, która wcześniej była zniszczona. W czasie tej krótkiej sesji powstały zdjęcia, które stały się viralem. Ale robienie zdjęć to jedno, potem jest znów mniej spontaniczny element, czyli ich edycja. Czasem eksperymentuję, jednak jest kilka reguł, które stosuję zawsze i których się trzymam.

Jakie to reguły?
Zależy mi na prostych liniach. Ludzie często zastanawiają się, jak ja to robię, że budynki na moich zdjęciach pozostają proste, czy używam drona. Nic bardziej mylnego! Owszem, czasem zdarza mi się wejść wyżej, ale przeważnie dwuwymiarowość uzyskuję w postprodukcji. Istnieje narzędzie, które pozwala na wyprostowanie linii budynku, oszukanie praw fizyki. Druga reguła to jest to, że zawsze staram się rozjaśnić zastaną rzeczywistość, podkręcić kolory. Jeśli coś jest beżowe, to sprawiam, że staje się żółte. Nie zależy mi na odwzorowaniu rzeczywistości, chcę przedstawić swój sposób patrzenia na świat.

Fot. Aleksander Małachowski/HASHTAGALEK

Dodajesz kolor, czasami łączysz dwa zdjęcia albo multiplikujesz jakiś element, żeby uzyskać efekt powtarzalności. Czy to wciąż jest jeszcze fotografia, czy może już grafika?
Dla mnie grafika to logotypy albo plakaty, tworzenie czegoś od zera, ja wychodzę jednak od fotografii, jestem gdzieś pomiędzy. Nigdy nie lubiłem kategoryzować tego, co robię, zresztą to wciąż ewoluuje. Miałem taki etap, że bardzo lubiłem kolaże, łączenie kilku swoich zdjęć, teraz ogromną przyjemność sprawia mi wracanie do korzeni – staram się zmniejszać rolę retuszu, koncentruję się na ciekawych kompozycjach i podkręcaniu kolorów. Spotkałem się kiedyś z określeniem „obraz fotograficzny” i ono podoba mi się najbardziej, bo stosowane przeze mnie zabiegi zmieniają fotografię w graficzny obraz.

Twoje fotograficzne obrazy przenoszą odbiorcę do lepszej rzeczywistości?
Świat bywa szary, a ja pokazuję jego inną, kolorową stronę. Nie startuję w konkursach na dokumentalistę roku, od zawsze chodziło mi o pokazanie tego, co widzi moja głowa. Jestem szczęśliwy, jeśli komuś się to podoba. Jeśli ktoś ma mi za złe, że budynki na moich zdjęciach mają inny kolor niż w realu, to nic na to nie poradzę. Stojąc w muzeum przed płótnami impresjonistów albo surrealistów, nie narzekamy raczej, że nie pokazują świata dokładnie tak, jak wygląda naprawdę.

Fot. Aleksander Małachowski/HASHTAGALEK

Jak to się stało, że inżynier mechatroniki zajął się fotografią?
Skończyłem profil matematyczno-fizyczny w liceum Staszica w Warszawie i nie do końca wiedziałem, co chcę robić w przyszłości, więc tak jak większość znajomych poszedłem na mechatronikę na Politechnice Warszawskiej. Okazało się, że to nie było coś, co jakoś szczególnie mnie fascynowało, ale nie miałem odwagi, żeby rzucić studia. Skończyłem je, a dzięki temu, że nie chodziłem na wykłady i miałem dużo wolnego czasu, wróciłem do robienia zdjęć. Wróciłem, bo w liceum byłem szkolnym fotografem, co jest ciekawe w kontekście tego, że nie przepadam za fotografowaniem ludzi. Kiedyś fotografowałem aparatem, a teraz pomyślałem sobie, że spróbuję robić zdjęcia telefonem. Na tę decyzję miało wpływ to, że dzięki siostrze odkryłem Instagram, a dzięki niemu społeczność osób, które wrzucały tam swoje zdjęcia miejskiej architektury zrobione w ten sposób. Oglądając je, zdałem sobie sprawę, że chociaż urodziłem się i mieszkam w Warszawie, to w ogóle jej nie znam. Postanowiłem połączyć robienie zdjęć telefonem z poznawaniem miasta. Zacząłem od Woli i bardzo ją pokochałem, bo mogłem tam znaleźć wszystko: kontrasty, budujące się wieżowce, stare kamienice i modernizm.

Fot. Aleksander Małachowski/HASHTAGALEK

Dlaczego wybierasz telefon, a nie na przykład lustrzankę czy inny aparat?
To nie do końca tak. Aparatu używam, ale wyłącznie przy komercyjnych zleceniach, bo tam jakość musi być jeszcze wyższa niż mobilna i tego nie można na ten moment przeskoczyć. Powstałe w ten sposób zdjęcia są wykorzystywane w reklamie, czasem w wielkoformatowej postaci. Telefon stosuję do wszystkich innych przypadków, czyli na przykład codziennych obserwacji, a tym jest właśnie mój Instagram. A w dzisiejszych czasach, kiedy smartfony są wyposażone w kilka obiektywów, stają się narzędziem, które pozwala w 100 procentach wyrazić siebie. Poza tym uważam, że w fotografii liczy się wizja, a to, jakiego sprzętu użyjesz, to już jest sprawa mniejszej wagi. Często ludzie pytają mnie, jaki sprzęt polecam na start. Nie ma nic gorszego niż zawracanie sobie głowy sprzętem właśnie na początek, bo wtedy liczy się inicjatywa, warto po prostu wyjść w teren i zacząć fotografować. Dopiero zrobienie setek zdjęć da ci poczucie, co ci się podoba, jaki jest twój styl. Na tym etapie naprawdę nie ma znaczenia, jakiego sprzętu użyjesz, ważne, żeby dotrzeć do własnej perspektywy.

Fot. Aleksander Małachowski/HASHTAGALEK

Jesteś samoukiem i do pewnych rozwiązań dochodziłeś metodą prób i błędów, ale dzisiaj uczysz innych fotografii. Jakie musi być zdjęcie, żebyś uznał je za dobre?
Na pewno musi być przemyślane. Jeśli patrzę na swoje zdjęcia i oceniam, czy mi się podobają, to sprawdzam, czy dostrzegam w nich coś wyjątkowego. Staram się pokazywać rzeczywistość w sposób nieszablonowy, nie lubię, gdy moje zdjęcie jest oczywiste. Lubię wprawiać odbiorcę w zadziwienie, chcę, żeby zastanawiał się, co widzi na moim zdjęciu i jak to zostało zrobione.

Fot. Aleksander Małachowski/HASHTAGALEK

Przyznajesz się, że filmy Wesa Andersona to dla ciebie źródło inspiracji, i rzeczywiście widać to w twoich pracach. Co jeszcze cię inspiruje?
Gdy tworzyłem kolaże, bardzo ważny był dla mnie fotograf Benjamin Everett, który zajmuje się przyrodą. Stosuje technikę kolażu w perfekcyjny, piękny sposób. Bez ściemniania, bo przyznaje się do tego, że łączy kilka swoich zdjęć. Nauczył mnie zwracania uwagi na światło przy tworzeniu kolaży. Jeśli chodzi o fotografię architektury, to źródłem inspiracji byli dla mnie w pewnym momencie dwaj niemieccy fotografowie Andreas Gursky i nieżyjący już Michael Wolf. Gursky robi minimalistyczne ujęcia, ale skupia się na wielkiej skali, jego portret rzeki Ren został w pewnym momencie najdroższą fotografią świata. Inspiruje mnie też moje otoczenie. Przyznam się, że ostatnimi czasy jak robię zdjęcie, to nie myślę o pracach innych fotografów.

Fot. Aleksander Małachowski/HASHTAGALEK

W czasie pandemii COVID wydałeś album „Fernweh” i przeznaczyłeś dochód z jego sprzedaży na wsparcie dla szpitali. Jedną z twoich znanych prac jest też „Polska Gościnność”, środki z jej sprzedaży przekazałeś Polskiej Akcji Humanitarnej na wsparcie uchodźców z Ukrainy. To były spontaniczne odruchy serca?
Zdecydowanie! Zarówno w przypadku pandemii, jak i rozpoczęcia wojny przez Rosję wydarzyło się coś takiego, że na początku czułem się sparaliżowany i przygnieciony emocjonalnie. Udało mi się to przezwyciężyć, a czynnikiem, który mnie uruchomił do działania, byli ludzie pomagającym innym. To przestawiło moje myślenie z negatywnego, skupionego na tym, co się wydarzyło, na pozytywne. Przy okazji tych dwóch projektów odkryłem, jak dużą satysfakcję może dawać mi pomaganie, czułem się dzięki niemu bardzo spełniony jako artysta. Nie dlatego, że moja praca zyskała rozgłos, to było miłe, ale o wiele milsza była świadomość, że udało się zebrać wiele tysięcy złotych i realnie komuś pomóc. 

Aleksander Małachowski, rocznik 1994, magister sztuki i inżynier, fotograf architektury, twórca kolaży, ma na koncie kilka wystaw, m.in. „ATypical” i „Warszawskie noce i dnie”. Jego instagramowe konto @hashtagalek obserwuje ponad 77 tysięcy osób. Jest współtwórcą kursu fotograficznego online projektfotografia.pl. Ambasador marki Samsung.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze