1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Andrzej Żuławski i Sophie Marceau – tyran intelektu i jego muza. Dziś ten związek by się nie zdarzył

Sophie Marceau i Andrzej Żuławski (Fot. Pool Arnal/Picot/Gamma-Rapho/Getty Images)
Sophie Marceau i Andrzej Żuławski (Fot. Pool Arnal/Picot/Gamma-Rapho/Getty Images)
Motyw powracający jak bumerang, choć dziś już politycznie niepoprawny. Ona młoda i nieukształtowana, on dojrzały, wyposażony w bagaż wiedzy, życiowych doświadczeń i mądrości, z których lepi swoją życiową partnerkę. Schemat jak z „Pigmaliona” G.B. Shawa. Andrzejowi Żuławskiemu i Sophie Marceau ten układ nie zapewnił happy endu, choć po drodze dał wiele chwil szczęścia. A także syna – 28-letniego już Vincenta. Francuska aktorka do dziś nie powiedziała na jego ojca złego słowa, a do czasów, gdy razem z Andrzejem i synkiem mieszkali w Wesołej pod Warszawą, chętnie powraca w wywiadach z francuską prasą. „Przez wiele godzin byłam w centrum dyskusji prowadzonych po polsku. Nie rozumiałam tego języka, ale po paru kieliszkach wódki trochę się go nauczyłam” – wspomina z rozbawieniem. Ostatecznie francuska aktorka odeszła od reżysera po 18 latach związku. Była kobietą, która wytrzymała z nim w relacji najdłużej – dłużej niż wszystkie jego trzy żony.

Andrzej Żuławski i Sophie Marceau – historia związku

Andrzej Żuławski wielkim reżyserem był. Ale i wielką chodzącą czerwoną flagą. Trudno powiedzieć, czy Sophie Marceau zdawała sobie sprawę, z jakim człowiekiem wchodzi w związek. Dziś mógłby być oskarżony o grooming, ale na jego koncie znalazłoby się też mnóstwo innych, cięższych zarzutów. Kartotekę miał bogatą. Isabelle Adjani przeszła załamanie nerwowe po wyczerpującym maratonie zdjęć do „Opętania” w jego reżyserii. Żuławski na planie groził jej śmiercią, poniżał, obrażał, kazał walić głową w kafelki aż do osunięcia się na podłogę. Tłumaczył to tym, że chciał wywołać w aktorce prawdziwą wściekłość i sprawić, by wspięła się na wyżyny ekspresji. Grające u niego kobiety doprowadzał na skraj obłędu, wymuszał granie aż do granic. „Musiałaś skakać ze skały, nie okazując strachu” – wyznała Valerie Kaprisky, która zagrała u Żuławskiego w „Kobiecie publicznej”. Prywatnie bywał równie okrutny. Zdrady traktował jak sport – potrafił uwikłać się romans w trzema kobietami jednocześnie. Swoim dzieciom poświęcał czas, dopóki nie zaczęły chodzić, mówić i niezależnie myśleć – potem tracił nimi zainteresowanie.

Żuławski był wytworem swoich czasów, w którego osobie splotły się wszelkie możliwe napięcia między kobietami i mężczyznami narastające od czasów rewolucji kulturowej lat 60. Jego spojrzenie na płeć żeńską ukształtowane było jeszcze przez tradycyjny przedwojenny patriarchat, przejawiający się w osobach jego matki i ojca. W ich małżeństwie podział ról był jasny: ona neurotyczna pani domu i mieszczka przyzwyczajona do luksusów. On pisarz i dyplomata z koneksjami biorący na swoje barki utrzymanie rodziny i pozwalający sobie od czasu do czasu na mały skok w bok. Dramatem Andrzeja Żuławskiego było to, że kobiety, które spotykał na swojej drodze, należały już do nowej generacji kobiet, innych niż jego matka. Takich, które nie wymagały utrzymywania ani prowadzenia za rękę przez całe życie. Niewybaczających zdrad, nietolerujących nałogów, odrzucających miłosne ochłapy rzucane im od niechcenia. Choć w początkach znajomości jawiły się jako skromne i uległe, przy nim dojrzewały do tego, by wybić się na niezależność. Tak jak Sophie Marceau, której związek z Żuławskim może być opowieścią o przemianie, jaka dokonała się w damsko-męskich relacjach na przestrzeni kilku dekad. Od kultury macho po erę „me too”, która postawiła granicę nieprzekraczalną dla żadnego reżysera.

Pierwsze wejrzenia

Sophie Marceau w 1983 roku (Fot. Garcia/Gamma-Rapho/Getty Images) Sophie Marceau w 1983 roku (Fot. Garcia/Gamma-Rapho/Getty Images)

Andrzej ujrzał Sophie po raz pierwszy, gdy ta miała 15 lat. Jest rok 1982, hotel w Cannes, jeden z reżyserów przedstawia ją zgromadzonemu towarzystwu jako aktorskie objawienie. Żuławski wspomina, że „małolata” prześlizgnęła się po nim obojętnym spojrzeniem. Ale to jedno zerknięcie wystarczyło, by wziął je za dobrą wróżbę na przyszłość. „Pomyślałem, nie wiedzieć jak i czemu, że tak, kiedyś, gdzieś, jakoś, coś z nami będzie razem, i to na długie lata” odnotował reżyser.

Marceau moment, w którym zobaczyła Andrzeja pierwszy raz, opisuje inaczej. Wzięła udział w premierowym pokazie jego filmu, na którym Żuławski pojawił się we własnej osobie. Po zakończonej projekcji Polak tryumfalnie wkracza na scenę. „Światła jeszcze nie rozbłysły, a już rozlegają się oklaski. Buchają niepowstrzymane owacje. Uśmiecham się, szczęśliwa, że krzyczą za mnie. Pamiętam go wtedy stojącego, zwróconego do mnie, pozdrawiającego salę. Nie widział mnie” wspomina w swojej autobiografii. Artysta stojący na piedestale, mentor i idol tłumów, którego postać błyszczy oblana rzęsistym światłem reflektorów. Choć wtedy jeszcze nie zamienili słowa, trudno oprzeć się wrażeniu, że ta krótka scena na długie lata wyznaczyła rytm i dynamikę ich relacji.

Tym bardziej że młodziutka Marceau przyszła na świat 1966 roku w skromnej rodzinie robotniczej. Wraz z rodzicami i rodzeństwem zamieszkiwała przedmieścia Paryża. Nikt z jej bliskich nie miał wyższego wykształcenia, nikt nie oferował jej na start kapitału ani finansowego, ani intelektualnego. Wiedziała, że jedyna droga do sukcesu wiedzie przez ciężką pracę. Dlatego od dwunastego roku życia chodziła na castingi i próbowała swoich sił w modelingu – z sukcesem.

Nie zaszłabym tak daleko, gdybym w wieku 12 lat nie chciała pracować przyznała niedawno w wywiadzie dla „Le Monde”. Chciałam trochę zarobić, ale przede wszystkim być niezależna. Zawsze myślałam, że realizujemy się poprzez pracę, która zajmuje bardzo ważne miejsce w mojej rodzinie. W moich oczach świat dorosłych był światem pracy, a ja chciałam być dorosła.

Drogą do dojrzałości okazały się nie tylko kolejne angaże do filmów: popularnej „Prywatki” z 1980, która rozsławiła Sophie, czy „Fort Saganne”, w którym wystąpiła u boku Gerarda Depardieu. Wkrótce swoje silne pragnienie, by dojrzeć, miała zrealizować u boku dojrzałego reżysera.

Skandal

Sophie Marceau i Andrzej Żuławski w 1985 roku (Fot. Patrick Siccoli/Gamma-Rapho/Getty Images) Sophie Marceau i Andrzej Żuławski w 1985 roku (Fot. Patrick Siccoli/Gamma-Rapho/Getty Images)

Spotykają się (już dosłownie, fizycznie) na planie filmu. Zosia (lat 17) kręci komedię z Belmondo w Nicei, gdzie przylatuje Żuławski. Chce zaangażować ją do swojej adaptacji „Idioty” Dostojewskiego. Mimo początkowych wątpliwości 43-letni reżyser szybko ulega urokowi Marceau. I nie on pierwszy, bo aktorka już od jakiegoś czasu nazywana jest ulubienicą Francji. Pali papierosy, używa niewybrednego języka, na salony chodzi w dżinsach Francuzów to szokuje, ale i bawi. Do grona jej sympatyków dołącza Żuławski. „Jak zaczęliśmy gadać, to skończyliśmy nad ranem. Okazało się, że Zośka to świetna, kompletnie niewykształcona, ale z gigantycznym potencjałem i apetytem na poznawanie świata, dorosła nastolata” podsumował ich pierwsze zetknięcie.

Ona jednak jeszcze dorosła się nie czuje. To dopiero początek jej drogi u boku starszego artysty. Zośka zgadza się na współpracę i przyjmuję rolę kobiety lekkich obyczajów w najnowszym filmie Żuławskiego „Narwana miłość”. Wybucha skandal, z którego ani on, ani ona zbyt wiele sobie nie robią. Dla niego wrzawa, kontrowersje, spory to pożywka, bez której nie umie tworzyć ani żyć. Dla niej – pierwszy krok do uwolnienia się spod ciężaru oczekiwań, jakie miała wobec niej francuska opinia publiczna. Na planie zdjęciowym zbliżają się do siebie. Po półtora roku zostają parą.

Kronika dojrzewania

Sophie Marceau i Andrzej Żuławski (Fot. Bertrand Rindoff Petroff/Getty Images) Sophie Marceau i Andrzej Żuławski (Fot. Bertrand Rindoff Petroff/Getty Images)

Od początku ich związek jest mocno osadzony na podłożu intelektualnym. Zadaje to kłam złośliwym przytykom otoczenia, jakoby wszystkie kobiety Żuławskiego były „tak wspaniałe jak jego samochody”. Uszczypliwe słowa przyjaciółki reżysera, Dominique Schneidre, nie do końca pokrywają się z rzeczywistością. Choć artysta miał słabość do pięknych kobiet, otwarcie pogardzał tymi o wąskich horyzontach. W Sophie Marceau ujęło go to, że choć nieobyta i skromna – była pełna zapału do nauki. Podróżował z nią, pokazywał najznamienitsze dzieła sztuki i architektury, zabierał na spektakle, pomagał nadrabiać zaległości w lekturach i kinematografii. W przyszłości będzie mu za to wdzięczna, podobnie jak za to, że pod wpływem jego zachęt zaczęła grać w bardziej ambitnych, niezależnych produkcjach.

Obecność Zosi działa na reżysera kojąco, uspokaja go, daje mu uziemienie. Młoda kobieta wnosi do jego rozwichrzonego życia równowagę, a jednocześnie trzyma „przy siłach”, jak sam określił to reżyser w przypływie szczerości. Sophie zostaje też gospodynią wiejskiego domu we Fromont. Jego poprzednia pani, Hanna Wolska, uciekła z posiadłości po długim okresie samotniczego życia, sprowadzona jedynie do roli kury domowej wiecznie czekającej na powrót Żuławskiego z Paryża. Tym razem jest inaczej. Fromont Andrzej z Zosią odwiedzają weekendami, a w tygodniu rezydują w stolicy, w mieszkaniu przy rue Saint-Didier. Za dnia ona czyta scenariusze, chodzi na castingi, przyjmuje i odrzuca aktorskie propozycje, które sypią się jak z rękawa. On dzieli czas między Francję a Polskę, gdzie dogrywa sceny do niedokończonej „Trzeciej części nocy” (film będzie miał uroczystą premierę w Cannes w 1988 roku). Jako przystało na erudytę, nie zaniedbuje lektur, z których robi skrzętne notatki. Nocami rozmawiają bez końca, nawet do piątej nad ranem. „Myśmy z Zośką bez przerwy rozmawiali, przez siedemnaście lat, i była to interesująca rozmowa” – napisze po latach.

Edukacja pod okiem polskiego reżysera nie idzie na marne. Sophie zakochuje się w teatrze – ze wzajemnością. Uwielbia grać przed żywo reagującą widownią, otrzymuje za to nagrody. Po wyczerpujących próbach coraz częściej woli jednak odpoczywać w paryskim mieszkaniu, zamiast poświęcać długie godziny na dojazd do Fromont. Któregoś razu paparazzi przyłapują ją w towarzystwie francuskiego aktora. Żuławski po zobaczeniu zdjęcia domniemanych kochanków, które opublikowała jedna z gazet, popada w furię. I nie pozostaje Zosi dłużny. Jego zemsta ma na imię Manuela. Młoda pisarka za namową reżysera wraca z emigracji do Polski. Z Gretkowską spotykają się w mieszkaniu Żuławskiego na Ursynowie.

Jeszcze jedna szansa

Skruszona Sophie przyjeżdża do Warszawy, wchodzi do ursynowskiego M3 z wielkiej płyty, tego samego, w którym Żuławski urządza schadzki z innymi kobietami. Dla reżysera to ulga. Później napisze nawet, że w dniu powrotu ukochanej jego serce „ożyło”. Co nie przeszkadza mu kontynuować znajomości z Gretkowską, a później z grającą w „Szamance” Iwoną Petry. „Kobieta to co innego” – mówił według relacji Katarzyny Merty. Patriarchalizm miał we krwi i żadna z partnerek nie była dla niego na tyle ważna, by się go wyrzec.

Niedługo po zejściu się z Andrzejem Sophie Marceau zachodzi w ciążę. W 1995 roku na świat przychodzi ich syn Vincent. Gwiazda francuskiego kina zamieszkuje w Warszawie. Aktorce zdaje się, że powróciła na paryskie przedmieścia z czasów swojego dzieciństwa.

– Czułam się, jakbym wracała do komunistycznego miasta mojego dzieciństwa, takie same budynki, ta sama atmosfera – wspominała w rozmowie z „Le Monde”. – W Polsce musiałam iść po wodę, stać w kolejkach w pustych sklepach i czytać scenariusze, które podawano pod stołem – opowiadała. Prowadziła życie zgoła inne od tego, które znała z Los Angeles czy Paryża. – To był swego rodzaju szok.

Polska to za mało

(Fot. Arnal/Gamma-Rapho/Getty Images) (Fot. Arnal/Gamma-Rapho/Getty Images)

Żuławski poważnie myśli o ustatkowaniu się. Kupuje dom pod Warszawą, w Wesołej, gdzie – jak mówi w rozmowie z Aleksandrą Szarłat, biografką reżysera – „czuje Polskę bardziej niż gdziekolwiek indziej”. Sophie zajmuje się jego urządzaniem, znowu staje się panią domu jak kiedyś we Fromont. Do Wesołej w 1998 roku przyjeżdża francuski fotograf Benoît Gysembergha, który dla „Paris Match” uwiecznia rodzinne chwile Zosi i Andrzeja. Mały Bibo (jak nazywają Vincenta) wesoło biega po kuchni. Na innej fotografii mama czyta mu bajkę, karmi, to znowu nosi na rękach. Andrzej zwykle się przygląda. Sielanka.

Przez 8 dni fotograf towarzyszy Marceau także za granicą: we Włoszech i w Stanach Zjednoczonych, gdzie aktorka zajmuje się promocją swojego najnowszego filmu oraz czyta scenariusze. Zosia powróci jeszcze do domu pod Warszawą, ale nie na długo. Ostatecznie wybierze wielki świat, który stale się o nią upomina. Francuzka w końcu ulega, choć życie w Polsce i spotkania z polskimi intelektualistami będzie wspominać z sentymentem. Rozłam następuje, gdy 32-letnia Sophie dostaje rolę w nowym filmie o Jamesie Bondzie „Świat to za mało”, gdzie ma wystąpić u boku Pierce’a Brosnana. Na początku Żuławski wydaje się tym projektem podekscytowany, jednak głęboko ukryte kompleksy i zazdrość zwyciężają. Reżyser nie pojawia się na premierze filmu. Będzie potem sugerować, że Hollywood „zakaziło” Sophie – tak jak bohaterkę jego powieści „Niewierność”, która jest alter ego aktorki.

Zbyt duży trud

Andrzej Żuławski i Sophie Marceau rozstają się w 2001 roku. Gwoździem do trumny ich związku okazał się alkohol. Nałóg reżysera był tajemnicą poliszynela w środowisku – wszyscy wiedzieli, ale nikt nie wnikał. Życie u jego boku stało się dla Zosi zbyt trudne, do czego sama mu się przyznała. W dodatku on coraz bardziej odsuwał się od ludzi, wycofywał z życia, zamykał w swoim świecie – a ona wprost przeciwnie: kwitła i brylowała. Ostatnie wspólne święta spędzają w 2000 roku. Po sylwestrze aktorka opuszcza willę w Wesołej i nie wróci do niej przez kolejne lata – do momentu, w którym Andrzej nie poprosi jej o zabranie rzeczy, które zostawiła.

Do tej pory Sophie Marceau pozostaje jedną z niewielu osób, które o reżyserze mają do powiedzenia tylko dobre słowa. – Istniałyby we mnie wszystkie możliwości, które pozwoliłyby mi zostać tym, kim jestem, ale byłyby jak zamknięte drzwi. On je przede mną pootwierał – powiedziała w 2000 roku w rozmowie z „Twoim Stylem”. Czternaście lat później wyznała: – Gdyby nie Andrzej, pewnie długo jeszcze grałabym naiwne, sympatyczne nastolatki. Otworzył mnie, odblokował jako człowieka i kobietę. Dużo rozmawiał, podsuwał lektury, uczył. Dzięki niemu odkryłam radość z tworzenia.

Artysta zmarł 17 lutego 2016 roku po walce z chorobą nowotworową. Sophie Marceau przyjechała na skromny pogrzeb reżysera w Górze Kalwarii. Położyła na jego grobie białą różę.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze