1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Uroda

Ćwiczenia z wąchania. Wizyta we florenckim muzeum perfum

Węch można ćwiczyć na co dzień na własną rękę – próbując choćby z przyprawami. (Fot. iStock)
Węch można ćwiczyć na co dzień na własną rękę – próbując choćby z przyprawami. (Fot. iStock)
Tropienie często nieoczywistych woni zaprowadziło Katarzynę Białousz i Annę Budyńską, autorki książki „Ach, zapach! Przewodnik po fantastycznym świecie zapachów”, w miejsca, w których inaczej nigdy by nie odkryły: na alpejskie szczyty we Francji i Szwajcarii, nad urokliwe zatoczki na Costa Brava czy do monumentalnych palazzo w Palermo i Florencji. Na swojej drodze spotkały niezwykłych rozmówców, którzy zdradzili im tajniki zapachowych profesji. Poniżej rozmowa z jednym z nich perfumiarzem z Florencji Lorenzo Villoresim.

Fragment książki „Ach, zapach! Przewodnik po fantastycznym świecie zapachów”, wyd. Buchmann

Na ostatnim piętrze palazzo, z obłędnym widokiem na całą panoramę Florencji, ma swój warsztat Lorenzo Villoresi – perfumiarz od 30 lat tworzący markę pod własnym nazwiskiem, właściciel firmy importującej perfumiarskie surowce z całego świata oraz mastermind zapachowego muzeum. Zaczynał karierę w perfumiarstwie, mając zupełnie inne wykształcenie, dziś nie tylko jest „nosem”, lecz także inicjatorem florenckiego muzeum perfum.

Lorenzo Villoresi perfumiarz, założyciel Muzeum Zapachów we Florencji (Fot. materiały prasowe Museo Villoresi)

Na świecie jest podobno tylko kilkudziesięciu „nosów”, czyli certyfikowanych kreatorów kompozycji zapachowych. Jak to się stało, że po studiach z filozofii antycznej i filologii biblijnej stałeś się jednym z nich?
Wszystko zaczęło się od podróży na Bliski Wschód i do Afryki w latach 80. XX wieku. Nie wiedziałem, że jadę do miejsc tak pełnych zapachów! Egipt, Tunezja, Maroko, Izrael – to kultury ceniące wszelkiego rodzaju aromaty, ludzie uwielbiają się perfumować, a jedzenie pachnie tysiącem przypraw – kuminem, kurkumą, kardamonem. To też światowi producenci surowców zapachowych, jak choćby Egipt, gdzie uprawia się jaśmin, czy Maroko z kwiatami pomarańczy i różą.

Zapachy stały się moim hobby – przywoziłem przyprawy i olejki dla przyjaciół. Z czasem w coraz większych baniakach. Proszono mnie też o zapachowe kompozycje – najpierw proste, a z czasem coraz bardziej rozbudowane. Aż w końcu polecono mnie Marii Grazi Chiuri pracującej wtedy w Fendi, dziś dyrektor kreatywnej Diora. To dzięki niej dostałem pierwsze komercyjne zlecenie. Obawiałem się, bo nadal byłem przede wszystkim badaczem antycznej filozofii, a perfumy były tylko hobby, ale postanowiłem spróbować. Niewiele osób rozumiało moją decyzję. Nie kalkulowałem tego na zimno, po prostu pasja okazała się silniejsza niż rozum.

Ryzyko się opłaciło?
Tak. Sądzę, że pomogła mi pasja i do pewnego stopnia nieświadomość, na co się porywam. W każdym razie po Fendim dostałem następne zlecenia, a w 1990 roku założyłem własną markę. Firma się rozrosła, zajmujemy się też produkcją olejków i innych produktów dla perfumiarzy, stąd dostęp i możliwość zaprezentowania tak szerokiego spektrum zapachów w naszym muzeum.

Jakieś rady dla tych, którzy chcą lepiej poznać zapachy?
Ćwiczenia z wąchania, czyli rozpoznawania zapachów i kojarzenia naturalnych surowców z zapachem olejków, które z nich pozyskujemy. Odkrywanie zapachów to niezbędna podstawa. Myślimy nawet, żeby w przyszłości zrobić specjalne zestawy do takich ćwiczeń, bo oczywiście dostęp do specyficznych substancji perfumiarskich nie jest łatwy. Ale w przypadku węchu wspaniałe jest to, że można zacząć ćwiczyć go na co dzień na własną rękę – próbując choćby z przyprawami.

Jak do tego doszło, że perfumiarz i producent zapachów zdecydował się otworzyć muzeum? W Europie zapachowe muzea można policzyć na palcach jednej ręki.
Cała przygoda zaczęła się od tego budynku. To wspaniałe XV-wieczne palazzo na Via de Bardi zbudowano na rzymskich fundamentach. Tam, gdzie dziś jest muzeum, były piwnice z winem, a potem przez długi czas mój warsztat i skład olejków eterycznych. Po ich przeprowadzce chcieliśmy te przestrzenie dobrze wykorzystać. Wiedziałem, że nasza wiedza o perfumach i dostęp do surowców są wyjątkowe . Zapachy zewsząd nas otaczają, ale dotarcie do przystępnych i rzetelnych informacji na ten temat paradoksalnie nie jest łatwe. Pomysł na muzeum przyszedł naturalnie.

Czyli jest potrzeba wiedzy?
Definitywnie. Przyszedłem do świata zapachów ze świata nauki. Łatwo mi było sięgnąć po specjalistyczną książkę na przykład o olejkach eterycznych, przeanalizować ją i nauczyć się wszystkiego. Ale dla wielu osób dostępna na rynku literatura jest hermetyczna, zbyt naukowa. Widząc to, zacząłem dzielić się wiedzą, napisałem książki. Coraz więcej osób zaczęło moją firmę traktować jak nieformalne „centrum informacji”. To było miłe, ale też niezwykle czasochłonne. Postanowiliśmy więc usystematyzować wszystko i stworzyć miejsce, gdzie nasza wiedza będzie dostępna na co dzień.

Jak się do tego zabraliście? Wystawa wydaje się niewielka, ale to tylko pozory: ponad 1000 zapachów w Osmoramie, 90 roślin zapachowych sprowadzonych z całego świata, 118 dyfuzorów z ikonicznymi zapachami w perfumiarstwie, ponad 400 zdjęć i filmów.

A do tego — multimedialna encyklopedia surowców.

Nie sądziliśmy, że przygotowanie wystawy będzie tak skomplikowane. Choć pracowaliśmy we troje z Ludovicą i Ilarią Guasco, moją asystentką, całość zajęła nam około trzech lat. Muzeum zostało otwarte w 2019 roku. Zależało nam, żeby dopracować każde słowo. Miało być jasno i zrozumiale, z poczuciem humoru. Dla mnie jako naukowca podstawowa była jednak rzetelność informacji. I jak to bywa przy takich projektach, zdarzały się też ślepe uliczki – miesiącami pracowaliśmy nad stworzeniem audioprzewodnika, ale okazało się, że zwiedzanie ze słuchawkami nie zdaje egzaminu. Koniecznie jest indywidualne oprowadzanie po ekspozycji, dopiero wtedy można docenić ją w pełni.

Co było największym wyzwaniem?
Sprowadzanie surowców. Dużo łatwiej jest zaimportować do Europy olejek niż faktyczną roślinę, z której jest pozyskiwany. Ograniczenia wynikają nie tylko z prawa unijnego, ale też dostępu do takich surowców. Zaskakujące, że nawet zdobycie ich zdjęć było nie lada wyzwaniem. Ostatecznie mamy świetne fotografie, wybrane tak, żeby jak najwierniej prezentowały rośliny. Między wąchaniem kolejnych substancji warto więc uważniej im się przyjrzeć. Całość wciąż postrzegamy jako „dzieło w procesie”.

(Fot. materiały prasowe Museo Villoresi)

Inne muzea duże i małe

Muzeów zapachowych jest mało. Powód jest banalny, acz niebłahy – fundusze. Żeby takie muzeum mogło pachnieć, trzeba mieć dostęp do wonności – surowców lub kompozycji – które nie są tanie. A nie wystarczy wyposażyć muzeum raz – im więcej zwiedzających, tym częściej trzeba uzupełniać dyfuzory. Logistyka również nie jest prosta – obraz może na raz podziwiać cała grupa, zapach wąchamy zwykle pojedynczo. Muzea w Grasse czy florenckie Museo Villoresi to topowe cele na europejskiej mapie zapachowych atrakcji. Przy nich inne przestrzenie muzealne mogą się wydać skromne. Ale z zapachami jest jak z każdą sztuką – wystarczy jeden świetny eksponat, żeby nadać sens całej wystawie. Dlatego z czystym sercem zachęcamy do odwiedzania wszystkich zapachowych zakątków – większych i mniejszych, nawet destylarni, sklepików oferujących małe wystawy czy księgarni z fachową literaturą. Często pracują tam prawdziwi pasjonaci. I czasem w trakcie takich podróży odkrywa się prawdziwe skarby. Dla nas jednym z nich okazało się muzeum Artemisia w prowansalskim Forcalquier.

„Ach, zapach! Przewodnik po fantastycznym świecie zapachów”, Katarzyna Białousz i Anna Budyńska, wyd. Buchmann (Fot. materiały prasowe)

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze