1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Meksykański szamanizm: uzdrawianie w tradycji curanderos

Meksykański szamanizm: uzdrawianie w tradycji curanderos

fot.123rf
fot.123rf
Wiele dróg wiedzie do zdrowia. Iliana Ramírez Rangel w swojej pracy farmakologa łączy techniki oparte na wiedzy naukowej i zaczerpnięte z tradycji curanderos. W rozmowie z Dagmarą Gmitrzak tłumaczy, jak, praktykując dawne rytuały szamańskie, wzmocnić organizm i naprawić relację z bliską osobą.

Pochodzi pani z rodziny meksykańskich uzdrowicieli. Kim jest curandero?

Curandero to zarazem uzdrowiciel i szaman. Ludzie przychodzą do niego z problemami zdrowotnymi, ale też emocjonalnymi, osobistymi. Przychodzą również jak do mentora, po odpowiedzi na nurtujące ich pytania.

Curandero przyczyn problemów i odpowiedzi poszukuje w świecie duchowym. Jest łącznikiem między tym wymiarem a światem materialnym. Od strony mojej mamy wszystkie kobiety w rodzinie zajmowały się uzdrawianiem.

Jak pracują uzdrowiciele?

Jedni wykorzystują różne metody, drudzy specjalizują się w konkretnej metodzie, np. masażach. Generalnie wierzą, że wszelkie schorzenia natury fizycznej i psychicznej wynikają ze zmian na poziomie energetycznym. Curandero najpierw oczyszcza biopole człowieka i przywraca harmonię. Następnym krokiem jest praca z ciałem poprzez kąpiele ziołowe oraz specjalistyczne masaże. Może też zaproponować zmianę diety czy zmianę wzorców myślenia, bo to właśnie negatywne myśli często są przyczyną naszych chorób. Oraz stres – jeśli jest długotrwały, dochodzi do zmian nie tylko na poziomie energetycznym, ale również komórkowym, i tak rozpoczyna się choroba.

W książce „Częstotliwość serca” opisuje pani naturalne terapie leczące ciało i ducha. Jakie praktyki poleciłaby pani czytelnikom?

Przede wszystkim pracę związaną z sercem. Badania naukowców z HeartMath Institute wykazały, że odczuwanie pozytywnych uczuć i emocji wpływa korzystnie na rytm serca, co ma z kolei pozytywny wpływ na cały organizm. Praktyka polega na świadomym oddychaniu: wdychamy powietrze przez 5 sekund i wydychamy je przez 5 sekund, jednocześnie skupiając uwagę na swoim sercu i wyobrażając sobie np. osobę, którą kochamy albo pozytywną sytuację, której doświadczyliśmy. Koncentrując się na sercu, utrzymujemy w sobie dobre uczucia przez minutę lub dwie.

Inną skuteczną techniką jest praktyka wdzięczności. Sama stosuję ją od razu po przebudzeniu. Dziękuję za to, że się obudziłam, że mam dom, rodzinę, jedzenie, ubrania. Wiele badań wykazało, że uczucie wdzięczności podnosi nasz poziom energii oraz odporność organizmu. Jeśli pierwsze myśli po przebudzeniu związane są z wdzięcznością, nastrajamy się pozytywnie na cały dzień. Na początek można wybrać trzy rzeczy, za które jesteśmy wdzięczni. Efekty praktyki zaczynamy odczuwać po około ośmiu tygodniach. W tym czasie dochodzi do pożądanych zmian w naszym mózgu. Zmniejsza się aktywność ciała migdałowatego – związanego z reakcją stresu, zwiększa się ilość fal alfa – związanych z relaksem, a ośrodki związane z pozytywnymi emocjami stają się bardziej aktywne.

W książce opisuje pani praktykę zwaną rekapitulacją. Na czym ona polega?

Meksykańscy szamani wierzą, że z każdą osobą, którą spotkaliśmy w życiu, zbudowaliśmy połączenie energetyczne. Skrócona wersja praktyki rekapitulacji polega na zrobieniu listy najważniejszych osób w naszym życiu. Następnie udajemy się do spokojnego miejsca, w którym możemy przeprowadzić rytuał. Wybieramy jedną osobę i przypominamy sobie sytuację z jej udziałem, np. jakieś nieporozumienie. Oglądamy tę sytuację w wyobraźni jak film. Następnie wykonujemy ćwiczenie oddechowe. Robimy wdech i skręcamy głowę w prawo. Wraz z wydechem skręcamy głowę w lewo. Kiedy świadomie oddychamy, nasze ciało się relaksuje. Gdy poruszamy głową w prawo i lewo, aktywizujemy i harmonizujemy pracę półkul mózgowych. Ponadto z każdym wdechem część naszej energii, która pozostała przy tej osobie, wraca do nas. Możemy również wizualizować sobie, że oddajemy wszystko to, co nie nasze, do źródła Ziemi. W ten sposób równoważymy tę relację energetycznie. Tradycyjnie praca z jedną osobą i wydarzeniem z nią związanym trwa około 20 minut, ale może być krótsza. Kończymy rytuał, kiedy czujemy wewnętrzny spokój. Na zakończenie wstrzymujemy oddech i skręcamy głowę w lewo, w prawo i do środka.

Niektórzy z nas na co dzień żyją w toksycznych, niszczących relacjach. Jak możemy zadbać o siebie, ochronić się? Jaką metodę by pani poleciła?

Indiański rytuał odcinania toksycznych więzi. Siadamy i wyobrażamy sobie wokół siebie złoty okrąg. Następnie wyobrażamy sobie, że partner lub inna osoba, z którą chcemy pracować, siada naprzeciwko. Również ona otoczona jest złotym okręgiem. Wyjaśniamy w myślach, że celem tej praktyki jest zharmonizowanie waszej relacji. Świadomie oddychamy i przypominamy sobie pozytywne sytuacje, których doświadczyliśmy razem. Potem zwracamy się do podświadomości, aby wskazała nam toksyczne, niezdrowe więzi, które łączą nas i tę osobę. Możemy zwizualizować sobie np. sznury zakończone przyssawkami, przyklejonymi do różnych miejsc naszego ciała: do czoła, klatki piersiowej czy podbrzusza. Następnie prosimy podświadomość o przecięcie tych toksycznych więzi odpowiednim narzędziem. Wówczas, według tradycji, odzyskujemy energię, którą nieświadomie wysyłaliśmy tej osobie, a jednocześnie zwracamy część jej własnej energii. Praktykę najlepiej prowadzić przez siedem kolejnych dni. Na zakończenie warto podziękować w myślach partnerowi za otwartość i współpracę.

A co robić, by na co dzień utrzymywać odpowiedni poziom energii życiowej?

Zadbać o dobre połączenie energetyczne z Ziemią i Niebem, czyli Kosmosem. Wyobrażamy sobie, że z centrum Ziemi wypływa strumień białego światła, które otacza nasze ciało i wypełnia je. Następnie wizualizujemy sobie strumień białego światła, który z nieba wpływa przez czubek głowy i wypełnia całe ciało. Energia Ziemi i Nieba spotyka się w naszym splocie słonecznym, skupiamy się na doznaniu połączenia z tymi energiami.

Jest jeszcze jedno ćwiczenie, którego nauczyła mnie mama. Wyobrażamy sobie kryształową kulę wokół naszego ciała. Możemy ją pozytywnie zaprogramować, mówiąc np.: „Niech przyciąga do mnie ludzi tylko dobrze do mnie nastawionych, niech pomaga mi utrzymać wewnętrzny spokój”.

Jak najłatwiej zrelaksować się po powrocie do domu, zwłaszcza po ciężkim lub pracowitym dniu?

Po pierwsze, warto jak najszybciej zrzucić z siebie ubranie, w którym spędziliśmy dzień. W tym samym czasie można robić ćwiczenie oddechowe: wdech i liczymy do czterech, zatrzymujemy oddech na cztery i wydech też na cztery. I powtarzamy kilka razy. Skuteczną praktyką jest też wzięcie prysznica albo kąpiel z solą himalajską. Najważniejsze, by w domu nie myśleć zbyt dużo o pracy.

Dr Iliana Ramírez Rangel: Meksykanka z pochodzenia, urodzona w rodzinie z tradycjami curanderos. Z wykształcenia doktor farmakologii. Jej książka „Częstotliwość serca” ukazała się nakładem wyd. Sensus, www.ilianaramirez.com

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Oddech - narzędzie zmiany

Jogini uważają, że każdy oddech wpływa na nasze myśli, a każda myśl zmienia rytm naszego oddechu. (Fot. iStock)
Jogini uważają, że każdy oddech wpływa na nasze myśli, a każda myśl zmienia rytm naszego oddechu. (Fot. iStock)
Często pragniemy życiowej zmiany, ale nie wiemy, jak ją uzyskać. A to łatwiejsze, niż myślimy. Trzeba po prostu zacząć świadomie oddychać.

Jogini nazywają oddech praną. To życiodajna energia, która jest pomostem między umysłem, ciałem i świadomością. Każdy oddech wpływa na nasze myśli, a każda myśl zmienia rytm naszego oddechu. Gdy czujemy się szczęśliwi i spokojni, nasz oddech jest rytmiczny i głębszy. W stresie staje się nieregularny i płytki. Mistrzowie jogi od tysięcy lat wykorzystywali pranajamę (z sanskrytu: prana – oddech; ayama – wydłużyć), czyli metody kontroli oddechu, do zmiany stanu mentalnego, emocjonalnego i świadomości.

Niezwykle skutecznym narzędziem takich zmian jest oddychanie tylko przez jedną dziurkę nosa. Gdy wykorzystujemy głównie (lub wyłącznie) prawą lub lewą dziurkę, aktywujemy pracę przeciwległej półkuli mózgowej. Jeżeli więc oddychamy przez lewą dziurkę, intensywniej pracuje prawa półkula, która jest odpowiedzialna za wyzwalanie energii twórczej, miłości, spokoju i współczucia.

Oddech przez prawą dziurkę pobudza natomiast lewą półkulę zawiadującą logicznym myśleniem i rozwiązywaniem problemów. Gdy więc negocjujemy kontrakt, oddychajmy przez prawą dziurkę. Taki oddech spowoduje też, że będziemy pełni energii, gotowi do wytężonej pracy umysłowej. W ten sposób powinniśmy oddychać rano lub w środku dnia.

Z kolei jeżeli nie możemy zasnąć, ponieważ w naszym umyśle trwa gonitwa myśli, starajmy się oddychać przez lewą dziurkę nosa. Już 3–5 minut przyniesie ukojenie, a po 20 minutach spokojnie zaśniemy.

Oddech to narzędzie zawsze dostępne i bardzo skuteczne. Pamiętajmy, aby sięgać po nie tak, jak sięgamy po wodę, gdy jesteśmy spragnieni.

Ćwiczenie

Siedzimy na podłodze lub na krześle z wyprostowanym kręgosłupem. Oczy są zamknięte i skupione na punkcie między brwiami. Kciukiem prawej dłoni zatykamy prawą dziurkę nosa, pozostałe palce są wyprostowane (przy oddechu przez lewą dziurkę zmieniamy dłoń). Przy wdechu powietrze wchodzi najpierw do samego brzucha, potem wypełnia klatkę piersiową, a przy wydechu wychodzi w odwrotnej kolejności.

Staramy się, żeby bez wysiłku i bez napinania mięśni każdy wdech i każdy wydech trwał minimum 5 sekund (aż do 20 sekund).

Ćwiczenie wykonujemy co najmniej przez 3 minuty i dążymy do 20 minut.

  1. Psychologia

Zaprogramuj się na pozytywne myślenie

Czy pozytywne myślenie to coś, czego można się nauczyć? Otóż tak! Kluczem do tego są nasze myślowe nawyki. (fot. iStock)
Czy pozytywne myślenie to coś, czego można się nauczyć? Otóż tak! Kluczem do tego są nasze myślowe nawyki. (fot. iStock)
Jak mawia psycholog pozytywna, prof. Sonja Lubomirsky, szczęście to jeden z najlepszych prezentów, jakie możesz sprawić sobie i bliskim. Musisz jednak uwierzyć w to, że na nie zasługujesz, i podjąć świadome starania. Kluczowa będzie nauka pozytywności. Chcesz podjąć się tego wyzwania i przestawić na pozytywne myślenie?

Od kilku lat mam własny poranny rytuał. Tuż po przebudzeniu, zanim otworzę oczy, obserwuję swój oddech i bicie serca. Głowa jest jeszcze w sennym świecie, oddech spokojny: równomierny wdech i wydech, serce bije miarowo. W takiej chwili czuję (nie tylko myślę), że świat jest bezpieczny, a życie może być radosną przygodą. Powtarzam w myślach, że wszystko, co mnie dziś spotka, będzie dla mnie dobre. I świadomie staram się ten optymistyczny nastrój zachować przez cały dzień.

Pozytywne myślenie: test szklanki

My, Polacy, uwielbiamy narzekać, snuć pesymistyczne wizje, odczytywać intencje innych ludzi, martwić się na zapas. Ci, którzy spróbowali praktyki pozytywnego myślenia, często czują się rozczarowani. Bo głowa zadaniowo koncentruje się na przekonaniu, że świat jest przyjazny i bezpieczny, a przekorne ciało czuje lęk, złość i rozczarowanie. Zdaniem Bruce’a Liptona, lekarza cytologa, autora książki „Biologia przekonań”, samo pozytywne myślenie zdaje się psu na budę, a ci z nas, którzy zawiedli się na programowaniu głowy na pozytywy, czują się jeszcze bardziej osłabieni, przestraszeni i rozczarowani, ponieważ myślą, że ich sytuacja jest beznadziejna, a oni sami do końca życia będą widzieć szklankę do połowy pustą. Bo tak naprawdę chodzi nie o pozytywne myślenie, tylko o pozytywne nastawienie. Jeśli więc chcesz zaprogramować się na pozytywne nastawienie, musisz zrozumieć współzależność pomiędzy świadomością i podświadomością.

Umysł świadomy jest kreatywny, to on generuje pozytywne i negatywne myśli, ale jego wydolność jest ograniczona. Nie jesteś w stanie świadomie zauważyć wszystkich bodźców, które docierają do ciebie ze świata i z wnętrza twojego organizmu. Za to umysł podświadomy odbiera wszystko. Ale jest nawykowcem: reaguje na zasadzie bodziec–reakcja i w oparciu o stare doświadczenia, a także informacje, które dostajemy od ludzi dla nas ważnych, tworzy scenariusze (najczęściej pesymistyczne) i odgrywa je w nieskończoność.

Wyobraź sobie, że przydarza ci się jakaś sytuacja, która wywołuje strach, np. ktoś stojący blisko ciebie w autobusie próbuje wyjąć ci portfel z torebki. Co prawda udaje ci się w porę zauważyć zamiary złodzieja, ale strach przed kradzieżą w autobusie twój umysł podświadomy zapisuje jako zagrażające doświadczenie. Jeśli na dodatek ktoś z twoich bliskich został w ten sposób okradziony, w głowie zapisuje ci się scenariusz groźby kradzieży. W miarę upływu czasu lęk przed złodziejami generalizuje się na wiele innych sytuacji. Nawet jeśli „z głowy” zaprogramujesz się na pozytywne myślenie, a wychodząc z domu, będziesz powtarzać: „Jestem bezpieczna” – prawdopodobnie większość sytuacji (np. kiedy znajdziesz się w tłumie) będzie budzić twoją nadmierną ostrożność. Trudno wtedy o dobry nastrój.

Tego typu własne doświadczenia, a także doświadczenia znanych ci ludzi plus tysiące mało optymistycznych informacji ze świata tworzą twoje przekonania, choćby takie, że życie wymaga bezustannej ostrożności, że każdy cię może oszukać, że bycie optymistą to czysta naiwność. Nic dziwnego, że zwykle widzisz szklankę do połowy pustą (pesymizm) a ci, którzy cię przekonują, że dla nich szklanka jest do połowy napełniona wodą (optymizm), wydają ci się naiwniakami.

Jednym ze sposobów, by zmienić nastawienie do świata, jest po prostu zmiana przekonań. Lipton twierdzi, że to właśnie przekonania, a nie geny kontrolują biologię; programują nasze zdrowie, nastawienie do świata i życie.

Zmień swoje nawyki i wejdź w pozytywne myślenie

Nawyk to podświadoma reakcja na określony bodziec, czyli coś, co robisz, nie zdając sobie z tego sprawy, jak prowadzenie samochodu, mycie zębów czy kulenie się w sobie w reakcji na głośny hałas. Nawyk to reakcja z ciała, a nie z głowy. Psycholodzy behawioralni twierdzą, że wprowadzenie w życie nawyku i utrwalenie go trwa około 30 dni. Doskonale! Wychodzi równy miesiąc. Co oznacza, że w ciągu roku możesz zmienić aż 12 nawyków pesymistycznego reagowania na świat na pozytywne. Poza tym jest szansa, że gdyby udało ci się wprowadzić wiele pozytywnych nawyków, te negatywne wyeliminują się drogą naturalnej selekcji. Dlatego zachęcam cię, byś w tym roku opracowała swój pozytywny kalendarz na 2021 rok.

Zacznij od określenia, w których sferach życia jesteś największą pesymistką (praca, życie osobiste, relacje). Potem skup się na wprowadzaniu pozytywnych zmian.

  1. Psychologia

Zadbaj o swoje szczęście

Najważniejsza jest wewnętrzna zgoda na to, że szczęście zależy ode mnie. (Fot. iStock)
Najważniejsza jest wewnętrzna zgoda na to, że szczęście zależy ode mnie. (Fot. iStock)
W jakim stopniu mamy wpływ na własne samopoczucie, a na ile jest ono zależne od czynników zewnętrznych? Jak nie wpaść w pułapkę robienia dobrej miny do złej gry? O przepis na szczęście pytamy psycholog Agnieszkę Czerw.

Wydaje się, że pragniemy szczęścia ponad wszystko. Ale gdy już nam się ono przytrafia, często bywa, że nie chcemy się z nim obnosić, boimy się zapeszyć, wyjść na chwalipięty. Dlaczego mamy taki problem z pokazywaniem szczęścia światu?
U podłoża takiej postawy leżą dwa przekonania. Po pierwsze, że szczęście nie zależy od nas, tylko od losu – nie chcemy więc, żeby los nam je złośliwie odebrał, uznał, że nie jesteśmy godni. Dlatego staramy się nie manifestować swojej radości. A drugie założenie wiąże się z tym, co sądzimy o innych ludziach, a, niestety, na ogół nie mamy o nich dobrego zdania, jesteśmy nieufni, co potwierdzają badania. Polska jest w końcówce krajów, jeśli chodzi o poziom zaufania społecznego. Zakładamy, że inni będą wobec nas zawistni, jeśli się dowiedzą o naszym szczęściu, może nawet będą chcieli nas go pozbawić. W obu tych przypadkach zarówno przyczyna szczęścia, jak i fakt jego posiadania nie zależą od nas, tylko od losu bądź od innych. To oni mogą sprawić, że tego szczęścia nam zabraknie. I stąd to podejście: „Jestem szczęśliwa, ale nie będę o tym mówić, nie będę tego pokazywać”. A może właśnie warto podzielić się szczęściem, dlatego że ono bywa zaraźliwe i możemy się w ten sposób przyczynić do szczęścia innych.

Kiedyś koleżanka złożyła mi następujące życzenia urodzinowe: „Niech zawsze wszystko będzie tak, jak chcesz”. Pomyślałam wtedy, jak fajnie by było, gdyby świat dostrajał się do moich oczekiwań, gdyby zawsze wszystko działo się zgodnie z moją intencją. Dziś wiem, że takie podejście jest zgubne.
W takim myśleniu tkwi pułapka, bo nie jest możliwe, żeby zawsze wszystko było tak, jak chcemy. A więc oczekując tego od innych, od świata, skazujemy się na wieczną frustrację – bo wystarczy, że jedna rzecz pójdzie nie po naszej myśli i już poczujemy się nieszczęśliwi. Poza tym w ten sposób uzależniamy swoje samopoczucie od czynników zewnętrznych – od innych ludzi, ich zachowań. A te mogą zależeć od zupełnie przypadkowych rzeczy. To, że los daje nam to, czego chcemy, to są po prostu pomyślne zdarzenia, a szczęścia nie można lokować tylko w darach losu. Ono w dużym stopniu zależy od nas, nie w stu procentach, ale w tak dużej mierze, że warto się o nie starać i do niego dążyć.

Jak w takim razie budować szczęście w sobie?
Nie ma jednej uniwersalnej recepty. Ale są pewne ogólne wskazówki, które mogą nam pomóc. To jest trochę tak jak z przepisami kulinarnymi – możemy bardzo dokładnie trzymać się danej receptury, a i tak nie mamy gwarancji, że ciasto wyjdzie, a możemy oprzeć się na ogólnych wytycznych i modyfikować przepis, żeby zrobić takie ciasto, jakie nam będzie najbardziej smakowało. Ja najchętniej posługuję się przepisem Martina Seligmana, który w swojej teorii na temat dobrostanu i rozkwitu mówi o pięciu elementach. Pierwszym składnikiem są pozytywne emocje – chodzi o to, żeby bilans emocji pozytywnych do negatywnych zawsze wychodził na korzyść tych pierwszych, tak więc powinniśmy się starać o to, żeby je sobie dostarczać, zadbać chociażby o to, żeby umieć cieszyć się nawet małymi rzeczami. Druga rzecz to zaangażowanie – trzeba mieć w życiu coś, czemu jesteśmy w stanie się całkowicie oddać. Seligman mówi o takim stanie totalnego zaabsorbowania, kiedy działamy, nie zwracając uwagi na niedogodności, tracąc poczucie czasu. Czyli ważne w życiu jest znalezienie pasji. Trzecia rzecz to relacje z innymi – bez innych nie jesteśmy w stanie żyć, więzi budują nasze szczęście – dlatego warto o nie zadbać i je pielęgnować. Czwarty element to poczucie sensu – róbmy rzeczy, które czujemy, do których mamy przekonanie. Pamiętajmy, że coś, co jest sensowne dla innych, nie musi być sensowne też dla nas. No i w końcu piąta sprawa: poczucie sukcesu, dokonania czegoś – taki moment, w którym wiem, że osiągnęłam pewien cel. I te właśnie elementy według Seligmana składają się na szczęście. To jednak, jak je dodamy, jak zmieszamy – zależy już od nas, od naszego apetytu na życie. Sami musimy określić proporcje.

Czyli szczęście jest paktem, który podpisujemy sami ze sobą. To bardzo wspierające, ale i obciążające zarazem. Bo dobrze, że mam wpływ na własne szczęście. Ale oznacza to też dużą samoświadomość – to ja odpowiadam za swoje szczęście, ja muszę nad nim pracować.
Tutaj najważniejsza jest wewnętrzna zgoda na to, że szczęście zależy ode mnie. Oczywiście, nie w stu procentach, bo są pewne uwarunkowania czy zewnętrzne, czy w nas samych, na które wpływu nie mamy. Każdy człowiek ma przecież pewien wrodzony potencjał, choćby układ nerwowy, który jest podatny na przykład na przeżywanie negatywnych emocji, i z tym walczyć trudno. Jednak jest też ogromny obszar poza tymi predyspozycjami wrodzonymi i poza czysto losowymi okolicznościami, który zależy właśnie od nas. Ale na początek my się musimy wewnętrznie zgodzić na to, że tak właśnie jest. Wtedy dopiero ma sens podejmowanie wysiłku. Trzeba przekierować umiejscowienie kontroli za własne życie do wewnątrz, do siebie.

Druga kwestia jest taka, że szczęśliwy chce być każdy, ale wybieramy różne sposoby dotarcia do tego celu. Jedni będą pracować nad sobą, a inni wybiorą dajmy na to hazard. Czasami więc może być tak, że mamy motywację, wkładamy w dążenie do szczęścia wysiłek, natomiast kierunek jest nieodpowiedni. A jeżeli nasz wysiłek idzie na marne, to pojawia się frustracja. Dlatego, jak już się zgodzimy na to, że od nas zależy szczęście, trzeba jeszcze znaleźć odpowiednią drogę, i tu często z pomocą przychodzą terapeuci oraz coachowie, którzy poszukują tej drogi z nami. I to już jest naprawdę bardzo indywidualna kwestia, która droga będzie najwłaściwsza dla nas. Sonja Lyubomirsky mówi w swojej teorii szczęścia, że w tej części zależnej od nas mamy do załatwienia trzy rzeczy: sposób myślenia, czyli pewien filtr uwagi, który decyduje o tym, co zauważamy wokół siebie, druga sprawa to przejście do działania, czyli konkretne zachowania, no i trzecia to stawianie sobie celów, bo nie zawsze da się od razu to działanie wprowadzić w życie, czasami trzeba znaleźć sposób, i to jest cel, żeby ten sposób znaleźć.

Do mnie osobiście trafia metafora szczęścia jako drzewa – jeśli jesteśmy podatni na podmuchy zewnętrzne, to łatwo nami zachwiać, łatwo zburzyć nasze szczęście, a jeśli mamy mocny trzon, to szybciej wracamy do pionu.
To prawda, najważniejsze są trwałe, dobre korzenie, które nas trzymają w pionie, czyli właśnie praca nad sobą, a nie nad światem wokół. Pójściem o krok dalej jest świadome wprowadzanie pewnych zmian w świecie, ale wtedy już umiejscowienie kontroli jest w nas, to ja mam wpływ, ja kreuję swój świat. Pamiętajmy, że gdy próbujemy na siłę dostosować świat zewnętrzny do siebie, jesteśmy skazani na porażkę. Czasami zamiast coś zmieniać, może lepiej się uważnie temu światu przyjrzeć? Dlatego niektórzy postulują zamiast naginania rzeczywistości do siebie uważne, pełne bycie w bieżącej chwili – gdzie skupiamy się na tym, co się wokół nas dzieje, i czerpiemy z tego. Często w pędzie życia tak przyspieszamy, że wszystko nam się rozmazuje, jak w jadącym samochodzie. Trudno wtedy rozpoznać jakiekolwiek szczegóły i zauważyć najdogodniejszą ścieżkę do szczęścia. Uważność zwiększa zatem naszą elastyczność zachowania. Nie mówiąc już o tym, że sprzyja też pozytywnym emocjom, bo my często nie zauważamy cudownych, pięknych rzeczy wokół nas, którymi można się zachwycić.

Tylko jak nie przekroczyć tej cienkiej granicy między szukaniem pozytywów każdej sytuacji a robieniem dobrej miny do złej gry?
Wypieranie i ucieczka od negatywnych emocji na dłuższą metę będą prowadziły do ich kumulacji, a to może się skończyć tym, że potem uderzą w nas ze zdwojoną siłą, bo przecież nie da się tak robić w nieskończoność. Chodzi tu o pewną odwagę zmagania się z życiem, ponieważ unikanie konfrontacji z trudnościami oznacza, że nie jestem gotowa wziąć się z życiem za bary. Barwy życia są różne i negatywne emocje są dla nas ważnymi sygnałami na temat tego, co się z nami dzieje. Nie wolno ich lekceważyć, bo możemy wtedy zagubić samych siebie pod maską uśmiechu, który tak naprawdę nie świadczy już o radości, tylko o pozie, o roli, którą odgrywamy wbrew sobie.

Dlatego powinniśmy dać sobie przyzwolenie na wszystkie emocje – mamy prawo odczuwać smutek, złość, irytację. Ważne, żeby się w nich nie zatapiać, nie „przeżuwać” ich za długo, bo to może prowadzić na przykład do stanów depresyjnych. Dobrze też jest mieć swoje wypracowane sposoby na wychodzenie z takich stanów, taki osobisty niezbędnik emocjonalny.

Ale czasami nie chcemy wyjść z takiego stanu.
Niekiedy to jest wygodne, ale też dajmy sobie trochę czasu na powrót do pionu. Możemy z jakichś względów potrzebować przeżywać negatywne emocje przez dłuższy czas, nie można przecież wyciągać kogoś na siłę z żałoby, musimy dać sobie przyzwolenie na przejście całego cyklu, pewnych faz, w których człowiek musi się odnaleźć. Często zanurzenie w negatywnych emocjach jest pewną ucieczką od życia – bo wtedy być może ktoś inny o mnie zadba, a ja już nie muszę, jestem usprawiedliwiona z tego, że się nie angażuję, że nic nie robię, że gorzej funkcjonuję, bo przecież mam problem. To są mechanizmy obronne, które w takich sytuacjach się uruchamiają. Gdyby to nie dawało jakichś korzyści osobom, które są w negatywnych stanach, to one by w nich nie pozostawały. Ważne jest, żeby dostrzec te korzyści i znaleźć sposób na dochodzenie do nich w bardziej pozytywny sposób.

Jedną z irytujących rad, gdy coś nam się nie udaje, jest zdanie: „Myśl pozytywnie!”. To płytki slogan, który kojarzy się z przyklejanym uśmiechem. Jak nie wpaść w pułapkę sztucznej szczęśliwości?
Tutaj cała atrakcyjność polega na tym, że tego typu postulaty nie wymagają od nas wysiłku. Bo pomyśleć pozytywnie jest bardzo łatwo. Tylko że jeżeli poprzestaniemy na samym myśleniu, a nie przejdziemy do działania, to mamy marne szanse, że ta myśl się ziści. Bo wtedy musielibyśmy mieć za każdym razem szczęście zewnętrzne, czyli tzw. łut szczęścia, odpowiednie okoliczności. Wstawanie więc codziennie rano z myślą „dzisiaj będzie dobrze” z jednej strony jest pozytywne, bo nie nastawiam się źle do dnia dzisiejszego, ale z drugiej strony może stanowić pułapkę, bo jeżeli będziemy oczekiwać, że samo to wystarczy, żeby wszystko nam się udawało, to po pierwszej napotkanej trudności nasze dobre samopoczucie legnie w gruzach.

Sama zmiana myślenia to dopiero pierwszy krok, ale potrzebny jest jeszcze wysiłek, działanie. O wiele ważniejsze niż myślenie pt. „dzisiaj na pewno będzie dobrze” albo „na pewno kiedyś będę milionerem”, jest myślenie: „każdy może zostać milionerem, zastanówmy się nad tym, jak to zrobić”. Nastawienie, że wszystko jest możliwe, jest o tyle lepsze, że motywuje, żeby poszukać ścieżki dojścia do celu. I później przełożyć to na działania. Szczęście wymaga wysiłku, wymaga pracy. A także takiego przekierowania myślenia, że to właśnie ja jestem kreatorem swojej rzeczywistości. Nie możemy tylko czekać na to, co przyniesie los. Pamiętajmy, że same pozytywne emocje szczęścia nie dadzą. Muszą im towarzyszyć celowe działania.

Agnieszka Czerw, psycholog pracy i organizacji. Od kilkunastu lat prowadzi też badania nad zagadnieniami funkcjonowania człowieka w pracy w kontekście psychologii pozytywnej. Popularyzatorka psychologii pozytywnej, autorka książki „Optymizm. Perspektywa psychologiczna”, 

  1. Psychologia

Zadbaj o najważniejsze sprawy w życiu - ćwiczenia

Miłość, zdrowie, świadomość - jak zadbać o najważniejsze aspekty? (fot. iStock)
Miłość, zdrowie, świadomość - jak zadbać o najważniejsze aspekty? (fot. iStock)
Wprowadzać zmiany to jedno, drugie – przyjmować te, które przychodzą bez, a czasem nawet wbrew naszej woli. Niezależnie od tego, co cię spotka w nowym roku, już teraz zadbaj o sześć ważnych aspektów życia.

Zdrowie

Oto technika twórczej wizualizacji, która będzie wspierała twoje zdrowie poprzez pozytywny obraz siebie, a szczególnie twojej kondycji psychofizycznej. Ćwiczenie wykonujesz w stanie relaksu, kiedy twoja podświadomość jest chłonna jak gąbka. Możesz wówczas wprowadzać pozytywne obrazy siebie, programując w ten sposób tę część swojej psychiki. Dzieje się tak, dlatego że mózg nie odróżnia obrazów wyobrażonych od tych, jakie widzisz w rzeczywistości. Jeśli kreujesz obraz siebie w pełni zdrowia, będzie dostrajała się do tego wewnętrznego obrazu. Pozytywna wizualizacja wzmocni również układ odpornościowy. Gotowa?

Usiądź wygodnie i zamknij oczy. Zrób kilka długich wdechów nosem i wydechów ustami. Skieruj uwagę do ramion i poczuj ich przyjemny ciężar. To wszystko pozwoli ci się bardziej zrelaksować. Teraz wyobraź sobie ulubione miejsce w przyrodzie. Uaktywnij wszystkie zmysły, aby poczuć tę przestrzeń pełną kolorów i świeżego powietrza. W tym miejscu zobacz siebie w pełni zdrowia i sił witalnych. Uśmiechniętą, radosną i szczęśliwą. Widzisz swoje ciało w dobrej kondycji, a skórę i oczy lśniące blaskiem zdrowia. W myślach możesz powtarzać: „To właśnie ja, w pełni zdrowia i sił witalnych. Dziękuję za moje zdrowie”. Możesz do tej gotowej formuły dodać także coś od siebie, pamiętając o używaniu czasu teraźniejszego oraz samych pozytywnych słów. W ten sposób wprowadzasz nowy obraz do podświadomości. Powtarzaj ćwiczenie codziennie, zwłaszcza jeśli obecnie doświadczasz słabości albo choroby.

Miłość

W nowym roku kochaj przede wszystkim siebie, a wtedy otworzysz się na miłość do innych. Oto, co może ci w tym pomóc:
  • Otwórz serce na swoje Wewnętrzne Dziecko i zacznij wsłuchiwać się w jego potrzeby. Przejmij opiekę nad tym młodszym i wrażliwszym aspektem siebie. Wewnętrzna Dziewczynka potrzebuje twoich pozytywnych słów, miłości i ciepła. Wyobraź sobie teraz jej obecność i porozmawiaj z nią. Możesz jej powiedzieć, że ją kochasz, że się nią opiekujesz i nigdy nie opuścisz. Powiedz jej o sobie (dorosłej), cokolwiek teraz przyjdzie ci do głowy. Rozmawiaj z nią regularnie, wyobrażając sobie, że na końcu rozmowy przytulasz ją do serca i razem oddychacie.
  • Praktykuj współczucie, ponieważ pomaga otworzyć serce. Aby to zrobić, wyobraź sobie osobę, która obecnie może doświadczać stresów czy cierpienia. Spróbuj wzbudzić w sobie współczucie, które manifestuje się jako uczucie ciepła w środku klatki piersiowej i w okolicy serca.
  • Jeśli nie jesteś obecnie w związku, ale chciałabyś być, bądź świadoma, czy wybaczyłaś poprzednim partnerom. Czy nadal żywisz urazę do któregoś z nich? Może już czas wysłać pozytywną intencję tej osobie?
  • Sprawdź, jakie masz przekonania na temat związków. Jeśli negatywne, nie dziw się, że nie przyciągnęłaś nadal odpowiedniego partnera. Wypisz na kartce wszystkie negatywne przekonania i zmień je na pozytywne. Sprawdzaj reakcje związane z nowymi przekonaniami. Jak mogłoby się zmienić twoje życie, gdybyś naprawdę uwierzyła w nowe afirmacje?
  • Czy często się smucisz na myśl o swojej samotności? Smutek nie przyciągnie do ciebie nowej osoby. Twoje radosne serce będzie magnesem dla drugiego serca gotowego na miłość. Dlatego zadbaj o to, aby codziennie robić coś, co sprawi ci uciechę. W takim pogodnym stanie pomyśl o nowym partnerze i nowym związku, jaki z nim stworzysz. Jak chciałabyś się w nim czuć? Stwórz pozytywną wizję tej relacji (np. wyobrażając sobie siebie z kochającą osobą w czułym objęciu) i przywołuj ją zawsze, gdy będziesz w radosnym stanie ducha.

Finanse

Pieniądze to środek wymiany, ale nie tylko. Pomyśl o nich jak o przejawach obfitości wszechświata. Jeśli zaprzyjaźnisz się z pieniędzmi, będziesz je szanować i być wdzięczna za każdą posiadaną ilość, zaczniesz przyciągać ich więcej. Oto kilka sposobów na to, jak otworzyć się na obfitość:
  • Zastanów się, co na temat pieniędzy mówili twoi rodzice, kiedy byłaś dzieckiem. Pamiętasz jakieś historie związane z pieniędzmi, powtarzane podczas rodzinnych spotkań? Jaka była materialna sytuacja twoich rodziców?
  • Zapisz na kartce wszystkie negatywne przekonania na temat pieniędzy, które wyniosłaś z rodzinnego domu, np. „pieniądze szczęścia nie dają”, „pieniądze są brudne”. Następnie napisz ich pozytywne odpowiedniki, nazywane również afirmacjami. Przeczytaj na głos wszystkie nowe przekonania i sprawdź, co czujesz, kiedy je czytasz. Zapisz swoje spostrzeżenia. Codziennie czytaj afirmacje i sprawdzaj swoje mentalne, cielesne i emocjonalne reakcje. Pozwól sobie uwierzyć, że zasługujesz na obfitość finansową, tak jak zasługujesz na radość i miłość.
  • Zauważ, co myślisz i mówisz oraz jak się czujesz, kiedy wydajesz pieniądze, kiedy płacisz rachunki oraz kiedy pieniędzy ci brakuje. Bądź świadoma, co wysyłasz w eter, kiedy obcujesz z pieniędzmi. Czy wzmacniasz pozytywne przekonania czy negatywne, które będą raczej odpychać pieniądze od ciebie?
  • Staraj się myśleć o pieniądzach pozytywnie. Wzbudź w sobie uczucie wdzięczności, kiedy otrzymujesz wypłatę, ale również, kiedy pieniądze wydajesz. Pomyśl: „Wydaję, ponieważ mam ich dużo, mogę się dzielić moją obfitością, ponieważ mam jej wystarczająco dużo”. Innymi słowy, zamiast denerwować się, płacąc rachunki, pomyśl, że to tylko przejaw twojej obfitości finansowej. Brzmi jak zaklinanie rzeczywistości? Albo jak ciekawy eksperyment, który może sprawić, że pieniądze zaczną się pojawiać w twoim życiu częściej.

Usiądź wygodnie i zamknij oczy. Wyobraź sobie, że stoisz nad brzegiem oceanu. Jest piękny, letni dzień. Oddychasz świeżym powietrzem i doświadczasz piękna otoczenia. Teraz zobacz, jak z nieba spadają banknoty o wysokich nominałach. Wszystkie lecą w twoim kierunku, zupełnie jakbyś była przyciągającym je magnesem. A teraz obserwuj swoje reakcje na to niewiarygodne zjawisko. Umysł logiczny będzie je pewnie wyśmiewał, ale pozwól sobie uruchomić prawą, czyli kreatywną półkulę. Jak się czujesz, kiedy obfitość pieniędzy spływa właśnie na ciebie? Czy pozwolisz sobie na ich przyjęcie? Czy cieszysz się, że je widzisz? A może czujesz, że to pomyłka i pieniądze powinien dostać ktoś inny? Oddychaj głębiej i obserwuj wszystkie reakcje. Sprawdź, czy poprzez oddech możesz otworzyć się na przyjęcie obfitości, jaka do ciebie płynie w tej wizualizacji do swojego ciała. Napełniaj ciało obfitością i powtarzaj to ćwiczenie raz w tygodniu, sprawdzając swoje reakcje.

Kreatywność

Nie uczyłaś się nigdy malować? Nic nie szkodzi. Zapraszam cię do malowania intuicyjnego. Oto, czego potrzebujesz: płótno malarskie dowolnej wielkości, zestaw farb akrylowych, kilka pędzelków różnej wielkości, paletę (możesz skorzystać z pudełka po jajkach). Zanim zaczniesz malować, wybierz muzykę, jaka ci odpowiada i będzie towarzyszyła procesowi malowania. Możesz też tworzyć w ciszy. Stań lub usiądź naprzeciwko płótna i zamknij oczy. Skup uwagę na oddechu, bądź świadoma każdego wdechu i wydechu. Teraz skieruj uwagę do swojego serca. Zapytaj go, co chciałoby wyrazić poprzez twoje malowanie? Po chwili weź pędzel i wybierz intuicyjnie pierwszy kolor. Nałóż go powoli na płótno, w dowolnym miejscu. Kolejne kroki wykonuj nadal intuicyjnie z otwartością i ciekawością na to, co stworzysz. Nikt tego nie będzie oceniał, ty również tego nie rób. Twój obraz nie podlega żadnemu osądowi. Jest wyrazem twojego obecnego stanu, a może niesie również jakąś informację? Po zakończeniu pomedytuj przez moment ze swoim dziełem. Zobacz, co obraz chce ci powiedzieć.

Świadomość

Codziennie przez chwilę oddychaj świadomie. Jak to zrobić w łatwy sposób? Gdziekolwiek jesteś, po prostu zaobserwuj swój oddech. Możesz przenieść uwagę do nozdrzy i poczuć powietrze, które do nich wpływa oraz z nich wypływa. Zwróć uwagę na długość wdechu i wydechu; czy robisz nieświadomie pauzę między obiema fazami oddechu, czy oddech jest płytki, czy głęboki, szybki czy powolny?

Jeśli zależy ci na uspokojeniu biegu myśli i zrelaksowaniu się, zacznij oddychać wolniej i głębiej. Wdech nosem, wydech ustami. Poczuj, jak z każdym wydechem twoje ciało się rozluźnia. Mięśnie nie muszą być w stanie gotowości, mogą się odprężyć, rytm serca może być wolniejszy, a ciśnienie krwi może spaść. To wszystko dzieje się, jeśli wchodzisz dzięki świadomemu oddechowi w stan relaksu.

Wdzięczność

Kup piękny zeszyt i codziennie wpisuj do niego, za co jesteś wdzięczna. Skupiaj się zarówno na rzeczach z dnia codziennego, jak i tych uniwersalnych. Kiedy piszesz, staraj się poczuć tę wdzięczność w sercu. Ono odpowie ci harmonijnym, czyli koherentnym rytmem, który usprawni twoje procesy myślowe, kreatywność oraz wzmocni układ odpornościowy. Wdzięczność przyciąga do nas więcej tego, za co jesteśmy wdzięczne. Wdzięczność pomaga nam poczuć spokój, ponieważ szybko obniża poziom hormonów stresu we krwi.

Rano, kiedy się obudzisz, spróbuj powiedzieć do siebie:

  • jestem wdzięczna za to, że żyję,
  • jestem wdzięczna za ten dzień, który się właśnie zaczyna,
  • jestem wdzięczna za moich bliskich,
  • jestem wdzięczna za miejsce, w jakim żyję,
  • jestem wdzięczna za to, że mam co jeść,
  • jestem wdzięczna za dobre rzeczy, których dzisiaj doświadczę.
Dagmara Gmitrzak: trenerka rozwoju osobistego, socjolog, terapeutka technik holistycznych, autorka książek.

  1. Zdrowie

Jak troszczyć się o serce? Pytamy kardiologa Piotra Nikodema Rudzińskiego

Serce to, podobnie jak mózg, jeden z najczulszych organów w ludzkim ciele. Jeśli o siebie nie dbamy, ono cierpi jako pierwsze. (Fot. iStock)
Serce to, podobnie jak mózg, jeden z najczulszych organów w ludzkim ciele. Jeśli o siebie nie dbamy, ono cierpi jako pierwsze. (Fot. iStock)
Serce to, podobnie jak mózg, jeden z najczulszych organów w ludzkim ciele. Jeśli o siebie nie dbamy, ono cierpi jako pierwsze. Orina Krajewska pyta kardiologa dr Piotra Nikodema Rudzińskiego o to, jak otoczyć je troską.

Czy powiedzenie „pęknięte serce” lub „złamane serce” ma swoje uzasadnienie medyczne?
Coraz częściej wskazuje się na zależności umysłu i serca. Ostatnio dużo mówi się zwłaszcza o „zespole złamanego serca”, czyli kardiomiopatii stresowej, jeszcze inaczej „zespole takotsubo” – od nazwy japońskiego naczynia do połowu ośmiornic, do którego japońscy badacze porównali obraz widoczny w echokardiografii dotkniętego tym stanem serca. Jest to choroba zdecydowanie częściej występująca u kobiet. Wywołana jest dużym stresem fizycznym, takim jak rozległy uraz, wypadek komunikacyjny czy operacja, ale też psychicznym, czyli śmiercią bliskiej osoby, rozstaniem czy problemami w pracy. Stresem nazywamy tu ogromne, traumatyczne emocje lęku, żalu, smutku czy gniewu. Co ciekawe, w literaturze opisywane są też przypadki osób poddanych nadmiernym, lecz przyjemnym emocjom, które doprowadziły do opisywanego zespołu.

Wyjątkowo przyjemne emocje również mogą złamać nam serce?
Chodzi prawdopodobnie o odczucia ekstatyczne. To stany, które mogą być ekwiwalentem stresu dla organizmu. Przyspieszona akcja serca, skurcz naczyń krwionośnych, wydzielanie pewnych grup hormonów – to efekty nadmiernych emocji. Zazwyczaj łączymy je tylko ze stanami powszechnie uznawanymi za negatywne, jednak ciekawe jest to, że w nadmiarze również te pozytywne emocje mogą być dla nas niebezpieczne. Zespół złamanego serca do złudzenia przypomina klasyczny zawał serca. Całe szczęście ma łagodniejszy przebieg i przeważnie nie pozostawia trwałych skutków ubocznych. Zmiany cofają się samoistnie po ustąpieniu bodźców stresowych i uspokojeniu emocji. Chociaż wiemy coraz więcej o kardiomiopatii stresowej, jej dokładny mechanizm nie został w pełni poznany.

Co jeszcze wiemy o wpływie emocji na serce? W języku funkcjonuje mnóstwo powiedzeń związanych z sercem i emocjami, jak na przykład „mam kogoś w sercu”.
Wydaje mi się, że ludzie wiążą aktywność serca z emocjami chociażby dlatego, bo pod wpływem emocji mogą poczuć jego szybsze bicie, a nawet czasami zobaczyć skurcze w postaci ruchu koniuszka serca na powierzchni klatki piersiowej. Kiedy się zakochamy lub przestraszymy, czujemy jego kołatanie. Można przyłożyć głowę do serca drugiej osoby i usłyszeć, jak podczas miłego wieczoru głośniej lub szybciej bije. Badania HeartMath wykazały, że różne wzorce aktywności serca towarzyszące różnym stanom emocjonalnym mają wyraźny wpływ na funkcje poznawcze i emocjonalne. Przykładem może być osoba z obniżonym nastrojem lub depresją po przebytym zawale serca. Bardziej uporządkowana i stabilna aktywność serca ma istotny wpływ na funkcjonowanie mózgu, wzmacnia funkcje poznawcze i kognitywne, uwagę, percepcję, pamięć, pozytywne uczucia i stabilność emocjonalną.

Innymi słowy, nie tylko serce reaguje na mózg, ale mózg może reagować na aktywność serca?
Wpływ mózgu na serce znakomicie obrazuje badanie przeprowadzone z udziałem tybetańskich mnichów buddyjskich, opublikowane w 2019 roku w renomowanym czasopiśmie naukowym „Cerebral Cortex”. Pokazano w nim, że dzięki wieloletniej praktyce medytacji można w kontrolowany sposób spowolnić częstość akcji serca do sześciu uderzeń na minutę. W kardiologii używamy do tego czasami specjalnych leków, tzw. b-blokerów. Oczywiście gdyby zgłosił się do nas pacjent z tak skrajnie niską częstością pracy serca, raczej myślelibyśmy o pilnym wszczepieniu stymulatora. Niemniej jednak badanie to w fascynujący sposób pokazuje, do jakiego stopnia można wyćwiczyć i kontrolować mechanizmy na linii mózg–serce. W organizmie ludzkim nieustannie dochodzi do niezliczonej ilości procesów, a zdecydowana większość z nich odbywa się poza naszą świadomością, bez naszej woli. Dlatego tak ważne jest, aby świadomie wpływać na te obszary, na które możemy oddziaływać.

To prawda, że choroby układu sercowo-naczyniowego od lat pozostają najczęstszą przyczyną zgonów w Europie, Stanach Zjednoczonych i krajach rozwiniętych?
Tak, a według danych GUS w Polsce odpowiadają za 46 proc. wszystkich zgonów. Co ok. 9 minut jeden Polak umiera z powodu zawału serca, udaru mózgu czy niewydolności serca. Jest to znacznie wyższa częstość zgonów niż ta spowodowana chorobami nowotworowymi czy chorobami układu oddechowego. Do najczęstszych chorób układu krwionośnego zaliczamy nadciśnienie tętnicze oraz chorobę wieńcową, nazywaną przez pacjentów wieńcówką, czyli miażdżycę tętnic dostarczających krew do mięśnia sercowego. Choroby serca i naczyń należą do grupy chorób cywilizacyjnych, dlatego w krajach rozwiniętych ich współczynnik jest najwyższy. Tam króluje złe odżywianie (szczególnie warto podkreślić nadużywanie soli, cukrów prostych, występujących w wysoko przetworzonej żywności tłuszczów trans) oraz brak regularnej aktywności fizycznej. Bez odpowiedniej edukacji i profilaktyki nawet najlepsze leki i metody będą niewystarczające.

Czyli bez zmiany na poziomie stylu życia nawet najnowocześniejsze medyczne rozwiązania nie dadzą nam gwarancji na bycie zdrowym?
Niebezpieczne jest to, że przy tempie, w jakim żyjemy obecnie, potrafimy skutecznie ignorować sygnały płynące z organizmu. Symptomy ze strony układu sercowo-naczyniowego z biegiem czasu się nasilają. Nawet jeżeli ktoś bagatelizuje je przez jakiś czas, w końcu uderzą tak silnie, że nie sposób ich będzie przeoczyć. Ale wtedy to będzie już dosyć późne stadium.

Na jakie objawy powinniśmy być wyczuleni?
Można powiedzieć, że ile chorób serca, tyle różnych objawów. Choroba wieńcowa może się manifestować zaledwie szybkim męczeniem się, ale też bólem w klatce piersiowej występującym po wysiłku, zdenerwowaniu czy nawet wyjściu na zimne powietrze. Z kolei przewlekłe nadciśnienie tętnicze zazwyczaj nie boli, choć czasami przy dużych wzrostach jego wartości mogą wystąpić bóle głowy czy bóle w klatce piersiowej. Inną grupą objawów może być kołatanie serca, uczucie niemiarowości czy nawet utrata przytomności, co wskazuje na zaburzenia rytmu. W niewydolności serca natomiast obserwuje się duszność, narastające obrzęki kończyn dolnych, nabieranie masy ciała.

Powiedzieliśmy już o tym, że na zły stan serca wpływa bezpośrednio złe odżywianie…
Niestety większość osób, które przyjmujemy na oddziale, to pacjenci zdrowotnie zaniedbani, czyli otyli, z wysokim poziomem cholesterolu i glukozy we krwi, zmagający się z uzależnieniem od papierosów, często nadużywający alkoholu.

Chyba powinniśmy podkreślić jeszcze wpływ stresu.
Oczywiście stres, zarówno przewlekły, jak i krótkotrwały, ma ogromny wpływ na kondycję układu sercowo-naczyniowego. Obydwa stany, pomimo odrębnych mechanizmów, mogą teoretycznie doprowadzić do zawału serca. Życie w napięciu skutkuje stale podwyższonymi wartościami ciśnienia tętniczego oraz hormonów stresowych, takich jak kortyzol (jego wysokie stężenie ma negatywny wpływ na serce). W badaniu INTERHEART wykazano, że przewlekły stres jest niezależnym czynnikiem zawału serca i to nawet u osób kardiologicznie zdrowych – czyli bez stwierdzonej choroby układu krążenia. Z kolei nagły stres może doprowadzić do odruchowego skurczu tętnic  wieńcowych i niedokrwienia mięśnia sercowego czy nawet pęknięcia blaszki miażdżycowej i zawału serca. Oczywiście rozwój każdej choroby jest wieloczynnikowy i trzeba mieć tego świadomość. Ciekawie obrazuje to koncepcja Lalonde’a, która mówi, że do ogólnego stanu zdrowia przyczyniają się cztery główne filary. W 50 proc. warunkuje nas styl życia, w 20 proc. czynniki genetyczne i biologia człowieka; środowisko fizyczne to 20 proc.; 10 proc. stanowi organizacja opieki zdrowotnej. Dokładne wytyczne co do prewencji chorób układu sercowo-naczyniowego co kilka lat publikuje Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne.

Orina Krajewska, aktorka, instruktorka teatralna, prezes Fundacji Małgosi Braunek "Bądź", autorka książki "Holistyczne ścieżki zdrowia".

Dr n. med. Piotr Nikodem Rudziński, pracownik Kliniki Choroby Wieńcowej i Strukturalnych Chorób Serca Narodowego Instytutu Kardiologii w Warszawie. Swoje badania naukowe z zakresu choroby wieńcowej i zastawkowych chorób serca prowadził na austriackim Uniwersytecie Medycznym w Wiedniu oraz amerykańskim Uniwersytecie Medycznym w Charleston.