1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Cuda medycyny

Cuda medycyny

Zobacz galerię 5 Zdjęć
Oligoskan i Milta to urządzenia medyczne najnowszej generacji. Nadzieja i pomoc dla: ciepiących na bóle stawów, kręgosłupa, zestresowanych, permanentnie zmęczonych czy nawet dotkniętych cukrzycą i innymi chorobami cywilizacyjnymi. Ważne dla zagrożonych genetycznie różnymi schorzeniami. - Dzięki Oligaskanowi i Milcie pacjenci mogą pokonać ból, odzyskać zdrowie lub nawet uniknąć groźnych chorób - mówi lekarz medycyny Dariusz Szymański.

Oligoskan znalazł się w warszawskim Instytucie Medycyny Holistycznej Vega Medica, gdzie pan doktor praktykuje, ponieważ uznaliście, że ma niezwykłe możliwości diagnostyczne. Na czym one polegają?

Lek. med. Dariusz Szymański: To urządzenie spektrofotometryczne, które służy do szybkiej diagnostyki poziomu mikroelementów i metali ciężkich oraz stresu oksydacyjnego w organizmie. To bardzo ważne badania, gdyż minerały i mikroelementy są istotnym składnikiem komórek i wszystkich reakcji enzymatycznych zachodzących w organizmie. Metale ciężkie mogą zaburzać prawidłowe funkcjonowanie wszystkich organów, a nawet doprowadzić do zatrucia. Stres oksydacyjny mówi o tym, czy w organizmie panuje stan równowagi biochemicznej, która ma wpływ na odporność organizmu. A więc na powstanie lub wielu schorzeń ostrych i przewlekłych. Odporność decyduje także o tempie starzenia się organizmu. Dysponując takimi wynikami badań, lekarz może więc wspomóc chorego w walce z każdą chorobą, zwiększając szansę na sukces terapii. Pomiar Oligoskanem jest też nieinwazyjny, badanie polega bowiem na dotknięciu odpowiednim czytnikiem czterech punktów na dłoni. A wyniki mamy już po trzech minutach.

Jak to możliwe, że możemy zrobić tak ważne badania bez pobierania krwi w laboratorium, a potem czekania na wyniki?

Na to pytanie odpowiada medycyna ortomolekularna, która powstała w latach 80. XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Ujmując to najprościej, powstała, kiedy technologicznie stało się możliwe wyizolowanie jednej komórki i zbadanie, czego ona potrzebuje, żeby dobrze funkcjonować. Zaś zdrowie całego organizmu zależne jest od zdrowia każdej jego komórki. A więc badając, czego komórka potrzebuje, badamy, co jest potrzebne całemu organizmowi. Komórka musi mieć odpowiednią ilość magnezu, potasu, sodu, selenu itp. mikroelementów, by produkować energię, by mogły w niej zachodzić niezbędne do życia reakcje metaboliczne. Na przykład, odpowiedni zapas magnezu w każdej komórce ciała pozwala nam nie tylko radzić sobie ze stresem, o czym już wiemy, ale też mieć dobrą wydolność mięśni.

Suplementacja magnezem jest już bardzo popularna. Oligoskan nie jest tu chyba konieczny?  

W wielu wypadkach nie wystarczy samo łykanie magnezu. Na przykład wtedy, gdy w organizmie są niedobory miedzi albo selenu czy cynku. Magnez jest wówczas kiepsko wchłaniany. Dlatego trzeba wiedzieć, jakiego typu są niedobory, by je skutecznie uzupełnić i szlaki metaboliczne organizmu mogły się poprawić. A do tego jest nam potrzebne to badanie. Uprzedzę pani pytanie - otóż laboratoryjne badania przeprowadzane przez medycynę akademicką badają tylko najważniejsze dla życia pierwiastki. Oligoskan bada wszystkie istotne. Co prawda bada zawartość mikroelementów w tkankach, a nie we krwi, jak czyni to laboratorium medyczne, ale dla lekarza nie ma to istotnego znaczenia. Wynik oligoskanu wystarczy, by wskazać wszystkie niedobory i ustalić, co trzeba zaordynować. Zazwyczaj, ze względu na typową dla Europejczyka dietę, stwierdzamy, że ilość wapnia w organizmie jest wystarczająca, ale jest za mało magnezu. A proporcje - ze względu na zależności między tymi pierwiastkami - muszą być właściwe. Co więcej, nie wszystkie preparaty z magnezem pomogą każdemu pacjentowi, np. jeśli w preparacie, jaki przyjmujemy, magnez jest w połączeniu z wapniem, to te substancje nawzajem się blokują i nie są przyswajane. Jeśli kupujemy wody mineralne, które zawierają wapń i magnez, to w zasadzie one i tak nie są wchłaniane.

Żyliśmy jednak nieźle bez tego urządzenia i badania, a nie jest ono refundowane i na pewno wielu lekarzy uniwersyteckich uzna je za niewiarygodne?

Warto pamiętać, że jeszcze czterdzieści lat temu owoce i warzywa miały o około 30, a nawet 50 proc. więcej mikroelementów i witamin. W Polsce były robione badania dotyczące jabłek, które są naszym produktem eksportowym. Kiedyś jabłka to był produkt sezonowy, mogliśmy je jeść przez sześć miesięcy w roku. Jeśli udało się je przechować, to jabłko trafiało się i na Boże Narodzenie. Później już ich nie było. Ale kiedy zbadano nasze dostępne dziś przez cały rok jabłka, okazało się, że mają dwa razy mniej witaminy C niż te sprzed trzydziestu lat. A więc by uzyskać taką samą ilość witaminy C, trzeba zjeść dwa razy więcej jabłek, czyli dwa razy więcej kalorii. Jak jest z mikroelementami? Możemy założyć, że podobnie, choć akurat te badania ich nie ujmowały.

I mamy powód z jednej strony braku odpowiedniej ilości witamin i mikroelementów, a z drugiej otyłości, skoro trzeba zjeść dwa razy więcej, by uzyskać tyle samo substancji odżywczych, co kiedyś?

Tak, jednym z powodów otyłości jest na pewno to, że jemy za dużo. Współcześni dietetycy zbadali ilość witamin i mikroelementów w dzisiejszej diecie i uznali, że trzeba je suplementować. Gdybyśmy mieli uzupełniać je wyłącznie jedzeniem, to musielibyśmy jeść pięć posiłków dziennie złożonych z warzyw i owoców. Wtedy mielibyśmy szanse naszemu orgazmowi dać to, czego on potrzebuje. Dziś też dzięki produkcji przemysłowej jedzenia możemy go nabyć więcej niż kiedyś, za te same pieniądze. Wystarczy średnio 10 proc. pensji. A jednak wydajemy znacznie więcej. Dla mnie jako lekarza ważne jest to, żeby ludzie zaczęli jeść mniej, za to w menu mieli wszystko to, co jest im potrzebne dla zdrowia i dobrego samopoczucia. Pojawiły się przecież choroby związane ze złą dietą. Pojawiły się też choroby związane z wydłużeniem się naszego życia oraz nowymi czynnikami obciążającymi zdrowie - stresem wynikającym z zalewu informacji z całego świata, rozwojem cywilizacji, zatruciem środowiska.

Oligoskan bada zatrucie komórki metalami ciężkimi.

To jest ogromny problem naszej cywilizacji. Zacznijmy od ołowiu, pierwiastka cywilizacji silników spalinowych. Kiedy na początku XX wieku stało się jasne, że motoryzacja będzie się rozwijać, przemysłowcy od nafty w Stanach Zjednoczonych poszukiwali środka przeciwstukowego, by go dodać do benzyny. Było to ważne, gdyż dźwięk ten obniżał komfort jazdy. Poproszono wówczas naukowców o opinię dotyczącą czterech substancji. Wybrano ołów, też dlatego, że był tani. Ale też tylko kilku z ekspertów stwierdziło, że nie wiadomo, jak zachowa się organizm ludzki, kiedy w środowisku będzie dużo ołowiu - a tak się stanie, kiedy kiedy wzrośnie liczba samochodów. Przeciwnicy tego pierwiastka mieli rację, ołowica stała się jedną z pierwszych chorób wywołanych przez rewolucję techniczną.  Powoduje rozmaite zaburzenia: od metabolicznych do  psychicznych, poprzez kłopoty z płodnością...

Ja tankuję bezołowiową benzynę...

Problem z ołowiem został opanowany, ale wiele rzeczy musiało się zdarzyć: rządy interweniować ekonomicznie, firmy naftowe opracować nowe technologie, m.in. skonstruować nowe silniki, aby wyeliminować benzynę z ołowiem. Powstrzymano dalsze zatruwanie środowiska ołowiem, ale do dziś pierwiastek ten jest problemem. Ołów, który trafił do środowiska, nie zniknął w cudowny sposób. I nadal jemy skażone nim owoce czy warzywa. Zresztą nie tylko nim! Pojawiły się przecież inne toksyny, które razem z jedzeniem czy wodą nas zatruwają. Aluminium, kadm czy rtęć (choć ta już także została wyeliminowana), zaburzają wchłanianie odżywczych mikroelementów i powodują zaburzenia na poziomie komórki i organów. Człowiek daje sobie radę z toksynami do momentu, kiedy ich poziom nie przekracza pewnej wartości. Dlatego tak ważny jest proces detoksykacji organizmu. Mamy jako Polacy w organizmach dużo metali ciężkich. Badamy głównie populację warszawską, ale kiedy przyjeżdżają ludzie ze ściany wschodniej, mają podobnie zatrute organizmy, bo taki jest w Polsce niekorzystny dla nich kierunek wiatrów od ośrodków przemysłowych z południa i centrum. Z badań wynika, że jako populacja mamy sporo niedoborów nie tylko magnezu, ale też cynku, chromu i selenu.

Ważna jest dla nas profilaktyka, zwłaszcza wobec chorób, których obawiamy się z powodu obciążenia genetycznego. Czy w tych staraniach badania Oligoskanem mogą nam pomóc?

Algorytmy i estymacje, jakie otrzymujemy, pozwalają lekarzowi przewidzieć, jakiego typu zaburzeń pacjent może spodziewać się, a więc także jak w znacznym stopniu zmniejszyć ryzyko ich wystąpienia. Jeśli na przykład stwierdzimy, że poziom chromu jest niski, a chrom wspomaga metabolizm glukozy (glukoza jest głównym czynnikiem energetycznym organizmu, ale gdy mamy jej za dużo, pojawia się cukrzyca). Dlatego, kiedy chromu jest zbyt mało, możemy założyć, że pacjent ma większą skłonność do cukrzycy. Zwłaszcza gdy stosuje  nieodpowiednią dietę. Dziś ogromnym zagrożeniem są choroby onkologiczne, tymczasem stwierdzono, że niski poziom selenu charakteryzuje chorych onkologicznie. A więc suplementując selen, zmniejszamy ryzyko zachorowania na raka. Mało kto jest w stanie zjadać pięć posiłków złożonych z warzyw i owoców, czyli dostarczyć samą dietą tyle mikroelementów, ile potrzebuje. Łatwiej łyknąć kapsułkę.

Czy na oligoskanie może coś zyskać pacjent już chory na cukrzycę?

Tak, bo kiedy dowie się, jakiego typu ma niedobory, to przy odpowiedniej suplementacji i diecie ma szansę na to, by poziom glukozy wrócił do normy. Cowięcej -  jeśli cierpi na cukrzycę typu B, to efektem suplementacji może być zmniejszenie dawki leków przeciwcukrzycowych czy insuliny. Jeśli jest to cukrzyca typu 2 i pacjent nie brał do tej pory zbyt wielu leków, to przy odpowiedniej suplementacji i diecie ma szansę żyć bez nich.

Wyniki badań oligoskanem mają jakieś znaczenie w wypadku medycyny estetycznej? Na wynikach wdziałam rubrykę mówiącą m.in. o cellulicie.

Tak, dzięki oligoskanowi możemy ocenić typ i formę cellulitu, a ma to znaczenie, gdy chcemy go zwalczyć, bo na przykład najczęstszy cellulit wodny - najłatwiejszy do wyeliminowania - wymaga innych form terapii i suplementacji niż cellulit fibrynogenny - znacznie trudniejszy do zniwelowania. Warto więc wiedzieć, z jakim typem cellulitu mamy do czynienia. Oligoskan pozwala też ocenić tendencję do wypadania włosów i sprawdzić ich jakość. A to znaczy, że poznajemy poziom cynku, krzemu i magnezu. Jakość włosa jest kiepska, kiedy są niedobory. Uzupełniając je, poprawiamy wygląd włosów.

Kogo pan, doktorze, wysyła na badanie oligoskanem?

Mogę wysłać pacjentów mających więcej niż 14 lat, minimum 103 cm wzrostu oraz wagę od 40 kg. Potrzebna jest też znajomość grupy krwi. Te granice są związane z tym, że algorytmy matematyczne, które opracowują wyniki oligoksanu, biorą pod uwagę masę ciała oraz hormony związane z wiekiem pacjenta.

To badanie powinni zrobić ci, którzy czują się zestresowani, nie mogą spać, nie mają rano sił, nawet gdy prześpią całą noc, cierpiący na przewlekłe zmęczenie. Także osoby otyłe, u których w rodzinie występuje cukrzyca.

Najchętniej, przyznam się pani, wysłałbym na oligoskan wszystkich. Bo każda terapia jest bardziej skuteczna, gdy komórka ma się czym bronić, czym budować. Gdy nie ma odpowiedniej ilości energii, czyli nie ma ATP, każda terapia jest mniej skuteczna. Z kolei odbudowa organizmu na poziomie komórkowym, jak wynika z całej mojej praktyki lekarskiej, często wystarczy i pacjent innych terapii już nie potrzebuje.

Drugie urządzanie, które macie od niedawna, a które uznaje pan za istotne w medycynie integracyjnej, to Milta.

Zacznę od tego, że zabiegi na Milcie są bezbolesne, bezinwazyjne i bez skutków ubocznych. A jest to urządzanie, dzięki któremu naraz dokonujemy terapii: światłem, polem magnetycznym i laserem. Naukowcy już dawno stwierdzili, że światło i pole magnetyczne stymulują funkcjonowanie organizmu ludzkiego w sposób pozytywny i nieobciążający skutkami ubocznymi. Synergia tych trzech terapii w Milcie sprawia m.in., że dyfuzja fotonów następuje nawet do 13 cm wgłąb tkanek miękkich, stymulując procesy odnowy komórek, w efekcie możemy leczyć choroby skóry, mięśni oraz kości.

Terapia promieniami podczerwonymi niekoherentnymi i monochromatycznymi oraz światłem nadfioletowym daje efekt przeciwzapalny i przeciwbólowy, skuteczny na przykład przy bólu kręgosłupa, ischiasie. Pomaga i na trądzik, i na konsolidację kości, i na ból reumatyczny, i na zapalenia zatok czy zębów. Ta terapia wspomaga także gojenie ran, nawet tych typu cukrzycowego - bo wspomaga regenerację tkanek, co jest bardzo ważne w wypadku cukrzycy, gdy kłopoty z gojeniem prowadzą do amputacji. Milta może pomóc, o czym przekonałem się, kiedy pojawił się u nas pacjent, który walczył o to, by nie amputowano mu nogi w połowie łydki, a tylko odjęto fragment stopy. Z powodu cukrzycy amputowano mu już jedną nogę i amputacja drugiej bardzo by ograniczyła jego możliwości ruchowe. Po dziesięciu zabiegach stan nogi poprawił się na tyle, że nie amputowano jej tak wysoko. Co więcej, już po pierwszym zabiegu ustąpił ból, wynikający przy tzw. cukrzycowej stopie.

W jakich chorobach zaleca pan doktor zabiegi Miltą?

Milta to urządzenie regenerujące organizm na wszystkich poziomach. A więc warto je zastosować zawsze, a zwłaszcza w chorobach cywilizacyjnych, bo współczesna medycyna mówi, że te powstają z niedoleczonych mikrostanów zapalnych. Tak jest z chorobą Hashimoto, z chorobą Leśniewskiego-Crohna czy też z tzw. łokciem tenisisty. Milta pomaga, bo goi mikrostany zapalne. W rezultacie można znacznie zmniejszyć, a czasem wyeliminować dawki leków chemicznych stosowanych w tych chorobach, a na pewno zwiększyć komfort życia i wzmocnić organizm.

Terapia światłem stosowana jest w wypadku depresji. Czy Milta to też sposób na depresję?

Przy problemach emocjonalnych terapia światłem bywa pomocna. Jednak by tutaj była skuteczna - tak z resztą jak w każdym innym schorzeniu - należy wykonać 12 zabiegów, po trzy na tydzień. I z tym pacjenci mają największy problem, z systematycznością.

Ale nie wspomniałem jeszcze o jednej, być możne najważniejszej sprawie. Otóż program podstawowy na Milcie to terapia, która porządkuje i usprawnia przepływ energii przez organizm - tak jak to rozumie medycyna chińska. A to z kolei pomaga pokonać różne negatywne obciążenia dla zdrowia, np. skutki narażenia na smog elektromagnetyczny.

Milta pomaga pokonać smog elektromagnetyczny? Ale nie wszyscy wierzą w jego istnienie. Dla wielu smog SM jest jak smok z bajki... Im trudno będzie zrozumieć, że Milta może pomóc na realnego potwora, a nie na bajkowego?

Żyjemy w środowisku, które zaburza przepływ informacji w naszym organizmie, a konkretnie przepływ informacji pomiędzy poszczególnymi narządami. Zakłóca je pole elektromagnetyczne, w którym jesteśmy dosłownie zatopieni, a które produkują wszelkie urządzenia zasilane prądem, stacje przekaźnikowe, anteny, ale także internet, telefony komórkowe itp.

Mieszkamy w budynkach, gdzie jest czasem wiele podłączeń internetowych, nie tylko nasze. Odbieramy więc swoim ciałem stacje Wi-Fi wielu lokatorów, a sami też często mamy włączone Wi-Fi w telefonie komórkowym. Do tego otacza nas pole elektromagnetyczne pochodzące od urządzeń. Jak silnie wpływają te energie na nas i na środowisko, możemy się przekonać dzięki prostej obserwacji. Kiedyś ludzie mniej sprzątali, bo nie było takiej konieczności, dziś musimy odkurzać codziennie, bo urządzenia elektryczne, które mamy w domu, tworzą pola elektromagnetyczne, przyciągające kurz. Nasi dziadkowie żyli w naturalnym  środowisku, nie mieli telefonów komórkowych, komputerów, dlatego nie wiedzieli, co to smog elektromagnetyczny. My jesteśmy otoczeni większą ilością energii elektromagnetycznej i dlatego mamy więcej chorób cywilizacyjnych. Gorzej funkcjonujemy zdrowotnie właśnie przez to, że jesteśmy zatruwani smogiem elektromagnetycznym, toksynami i powszechnym stresem.

Dlaczego internet czy komórki nam szkodzą, przecież nie z tego powodu, że jesteśmy bardziej zakurzeni?

Nikola Tesla, który wymyślił sieć przepływu prądu, ustalił też, że najtaniej będzie, jeśli jego przekaźnikami popłynie prąd przemienny, czyli o częstotliwości 50-60 herców.  I taki prąd porusza wszystkie urządzania wokół nas. Dziś zmiana rodzaju prądu jest właściwie niemożliwa. Koszty byłyby horrendalne, bo musielibyśmy zmienić wszystkie urządzania, jakie mamy. Tymczasem ta częstotliwość - 50-60 herców - jest dla nas szkodliwa, bo to główna częstotliwość przepływu informacji w naszym organizmie. Przesył informacji to efekty fotonowe, które wciąż próbuje tłumaczyć medycyna kwantowa - możemy jednak już dziś powiedzieć, że takie połączenia między organizmami istnieją i jeśli mamy być zdrowi, należy zabiegać o to, by ich nie zakłócać.

Między wątrobą a sercem jest gorąca linia?

Cały czas są takie rozmowy między organami i układami: “Jak się czujesz? Czego potrzebujesz?". I jeśli ten przesył informacji jest zakłócony, to nasz organizm może zacząć źle funkcjonować. Tłumaczy to medycyna chińska, opisując kanały energetyczne ciała, tzw. meridiany, i zależności między nimi a organami wewnętrznymi. Zgodnie z tą teorią np. bardzo pobudzona wątroba zaburza funkcjonowanie trzustki i nerek. Milta pomaga doprowadzić do równowagi i homeostazy w organizmie, pomaga oczyścić go z toksyn i smogu elektromagnetycznego, a wiec przywrócić prawidłowy przepływ informacji między organami i doprowadzić do ich prawidłowego funkcjonowania.

A medycyna estetyczna - czy i tu Milta może się przydać?

Zabiegi na Milcie poprzez działanie regeneracyjne i detoksykację usuwają siniaki pooperacyjne i blizny, a także mogą poprawić i wyeliminować zmarszczki. Choć to zależy od ich ilości i wielkości. Samo jednak zregenerowanie skóry i detoksykacja powoduje, że jej wygląd się poprawia. Podobnie jak badanie oligoskanem, które ujawnia braki w minerałach, wspomaga świeżość cery i gęstość włosów, wskazując, jakie substancje trzeba uzupełnić w organizmie. A to zawsze pomaga na urodę, nie tylko na zdrowie.

 

 

Lek. med. Dariusz Szymański, Vega Medica Instytut Medycyny Holistycznej w Warszawie ul. Szafarczyka 5, 01-227 Warszawa, tel. 22 632 15 14, www.vegamedica.pl

 

 

 ,,Od dwóch miesięcy wykorzystuję w swojej praktyce terapię urządzeniem Milta Derm. Zauważyłam, że już po kilku zabiegach u pacjentów z przewlekłym zapaleniem zatok, pojawia się najpierw uwalnianie dużej ilości wydzieliny , a następnie duża ulga w codziennych, utrudniających funkcjonowanie dolegliwościach, zmniejszenie wydzieliny i ustąpienie bólu. Poza tym pacjenci z dolegliwościami bólowymi stawów z różnych przyczyn, doświadczają poprawy w zakresie możliwości poruszania się, łagodzenia obrzęków i bólu. Niezwykle istotne jest również fakt, że fototerapia za pomocą urządzenia Milta jest bezbolesna , nieinwazyjna, nie wywołuje negatywnych skutków ubocznych, przyspiesza regenerację tkanek miękkich: skóry, mięśni, ścięgien, powięzi, a nawet kości po urazach i w stanie zapalnym, redukuje obrzęki, stymuluje komórki w procesie gojenia się ran i procesach zwyrodnieniowych.” Lekarz Beata Antosik, Beata Antosik Clinic, , tel.+48 602 60 80 65

 

 

DYSTRYBUTOR W POLSCE TECHNO-MED FRANCE Marcin Maciocha ul. Dolna 8, 37-418 Krzeszów tel. +336 599 634 58 www.kzss.pl email: m.maciocha@orange.fr

 

 

Dr n.med. Roman Kowal - NZOZ Nova-Medic przy Międzynarodowe Centrum Medycyny Holistycznej - Pracownia laseroterapii Milta tel; 696 522 822 lub 48 660 12 34,

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Oczyszczanie? Naturalnie!

Trzeba pić wodę, aby błonnik mógł pęcznieć i wędrować przez przewód pokarmowy. Każdy dzień powinniśmy zaczynać od napoczęcia półtoralitrowej butelki wody, którą późnym popołudniem napełnimy ponownie. (Fot. iStock)
Trzeba pić wodę, aby błonnik mógł pęcznieć i wędrować przez przewód pokarmowy. Każdy dzień powinniśmy zaczynać od napoczęcia półtoralitrowej butelki wody, którą późnym popołudniem napełnimy ponownie. (Fot. iStock)
Wiosną wszyscy chcemy się oczyszczać. Detoksykować. Rozważamy głodówki, niekiedy kuriozalne diety. Chcemy łyknąć pigułkę, ewentualnie wypić jakiś napar i mieć to oczyszczenie za sobą.

W duchu miłości do naszego ciała i wiary w moc organizmu oraz jedzenia zaproponuję jednak oczyszczanie spokojniejsze. Warto sobie przypomnieć, że nasze ciała są teoretycznie samowystarczalne. Wiadomo – czasem sami im szkodzimy aż nadto, pijąc alkohol, paląc, zjadając za dużo leków lub suplementów diety. Generalnie jednak ludzki organizm jest w stanie oczyścić się z większości szkodliwych substancji (chyba że przesadzimy z dawką). Ale ja dziś zajmę się normalnym życiem przeciętnego człowieka. Tych, którzy zjedli muchomora, odsyłam w trybie pilnym do lekarza.

Za oczyszczanie odpowiadają nerki oraz wątroba – choć i poprzez jelita pozbywamy się części niechcianych składników. Wątroba pełni w naszym organizmie kilka funkcji – tu zajmę się jedynie tematem filtrowania. 80 proc. krwi, która trafia do wątroby, dopływa żyłą wrotną (pozostałe 20 proc. pochodzi z tętnicy wątrobowej). To właśnie w żyle wrotnej są i składniki wchłonięte w przewodzie pokarmowym, i te „zebrane” z narządów. Co można, zostanie zneutralizowane, rozłożone i unieszkodliwione, po czym trafi ponownie do krwi, a z nią z kolei do nerek. One między innymi tworzą mocz. To nie tylko sposób na pozbycie się nadmiaru wody, tak również usuwane są z organizmu metabolity. Osocze krwi przepływającej przez naczynia włosowate kłębuszków nerkowych jest filtrowane, a co w organizmie niepotrzebne, trafia do ich środka (światła, jak to się fachowo nazywa) w związku z różnicą ciśnień. Część substancji transportowana jest jeszcze w mechanizmie pinocytozy (przenoszenie pojedynczych substancji). Dlatego tak zachęcam do picia wody oraz do radości wynikającej z siusiania. Im częściej, tym lepiej!

Ale to nie koniec. Błonnik w jelitach wiąże różne niepotrzebne nam substancje – załatwiając się, wydalamy je z organizmu. Dlatego należy pić wodę (tak, wiem, znowu to samo), aby błonnik mógł pęcznieć i wędrować przez przewód pokarmowy. Pamiętajmy o tym, że każdy dzień powinniśmy zaczynać od napoczęcia półtoralitrowej butelki wody, którą późnym popołudniem napełnimy ponownie! I jedzmy warzywa, pełnoziarniste produkty zbożowe i rośliny strączkowe. To powtarzane kolejny raz zalecenie, ale jakże ważne. One dostarczają nam antyoksydantów, które także chronią organizm przed szkodliwymi substancjami!

Dodam jeszcze do listy ruch. Dla detoksu, a i owszem! Jeżeli pobudzimy limfę w organizmie (uprawiając aktywność fizyczną, masując ciało czy chociażby szczotkując je), to również przyspieszy pozbycie się tego, co szkodliwe. Ruch pomaga w oczyszczaniu organizmu także poprzez zwiększenie wydzielania potu, wraz z którym wydalane będą niepożądane substancje.

A na koniec zasugeruję, że może warto zrobić sobie rachunek sumienia. I zastanowić się, z czego chcemy się oczyścić. Dobrze przeprowadzić analizę własnych poczynań i przyzwyczajeń. Ile z rzeczy, które jadamy, to produkty wysokoprzetworzone, w których składzie znajdują się barwniki, aromaty, konserwanty? To ich właśnie powinniśmy unikać – szczególnie w okresie detoksykacji.
Proszę, sprzątajmy nasze ciała, ale delikatnie, powoli, bez brutalnych działań. 

Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyczka kliniczna, psychodietetyczka. Autorka bloga kachblazejewska.pl, współautorka książki „Kobiety bez diety. Rozmowy bez retuszu”, Burda Media Polska.

  1. Zdrowie

Migrena – trzeba ją leczyć. Są na to sposoby

Ktoś ma jeden napad migreny w miesiącu. Mało. A co, jeśli ten ktoś jest aktorem i musi wyjść na scenę? Migrenę trzeba leczyć. (Fot. iStock)
Ktoś ma jeden napad migreny w miesiącu. Mało. A co, jeśli ten ktoś jest aktorem i musi wyjść na scenę? Migrenę trzeba leczyć. (Fot. iStock)
Tak wygląda mózg migrenika. Jedna sucha gałązka może wywołać wybuch płomieni. Trzeba dojść, co dla ciebie jest tą gałązką – mówi dr Anna Błażucka, neurolog zajmująca się leczeniem migren.

Czym właściwie jest migrena?
Migrena to cierpienie. Ciężka choroba. Jeden z częstszych i najsilniejszych bólów głowy, słabszy tylko od bólów klasterowych. Nasila się podczas zwykłych codziennych czynności. Chory w trakcie napadu myśli tylko o tym, by położyć się w cichym, ciemnym pomieszczeniu i żeby wszyscy dali mu spokój. Nie sposób otworzyć oczu, bo ból się nasila. Towarzyszą mu nudności, czasami wymioty, światłowstręt, nadwrażliwość na dźwięki i zapachy. Ból ma charakter pulsujący, rozdzierający, jakby ktoś walił nas po głowie 50-kilogramowym młotem. Najczęściej obejmuje połowę głowy, choć wraz z rozwojem napadu może się rozszerzać na całą. Napad może trwać kilka dni, nawet jeśli ból po lekach ustępuje; migrena ma cztery fazy, ból to tylko jedna z nich. Problemem jest to, że migrena nie jest postrzegana jako ciężka choroba przez osoby, które same nie chorują albo nie mają chorych w otoczeniu. Dużo złego zrobiły tu naleciałości kulturowe.

Choroba „histeryczek”...
Pamiętamy z „Nad Niemnem” Emilię Korczyńską z jej „globusem”. Każdego normalnego człowieka boli głowa, a migreny mają arystokraci – taka jest utrwalona kulturowo opinia. Migrena bywa traktowana jako ucieczka przed pracą, przed życiem. Każdego kiedyś bolała głowa i jeśli był to ból typu napięciowego, czyli o niewielkim natężeniu, na cudzy ból patrzymy przez pryzmat swojego. Myślimy: „Przesada, to się przecież da wytrzymać”.

A w rzeczywistości to choroba, która wyłącza z życia. Nie można nic zaplanować, urlop kończy się tym, że wszyscy chodzą na palcach, bo mama leży z migreną. Nie zawsze da się pojechać tam, gdzie chcemy, bo na przykład w górach osoby z migreną gorzej się czują. Zmiana stref czasowych to także ryzyko napadu. No i praca. Nie każdy pracodawca zrozumie, chory często bierze urlopy, bo trudno przy każdym napadzie migreny iść do lekarza. A nawet jeśli do pracy przyjdziemy, a czasem po prostu inaczej nie można, niewiele jesteśmy w stanie zrobić. Osoby chore częściej też zapadają na depresję. W dodatku rujnują sobie zdrowie, bo bez przerwy biorą leki przeciwbólowe. Błędne koło.

I życie w stresie…
Tak, w oczekiwaniu na kolejny napad.

Czy każdą migrenę poprzedza tak zwana aura?
Migrena przebiega w czterech fazach, ból głowy to trzecia z nich. Faza druga, poprzedzająca ból głowy, to aura, występuje u 30 proc. pacjentów. Najczęściej jest aura wzrokowa – migoczące mroczki, zniekształcenia obrazu, zmniejszenie albo powiększenie otaczających przedmiotów. Może być aura czuciowa – drętwienie zaczynające się od palców, obejmujące całą kończynę, twarz i język. Zdarzają się też niedowłady, zaburzenia mowy, co jest dla pacjentów przerażające – boją się, czy to nie udar. Aura trwa od pół godziny do godziny, potem zaczyna się ból. Czasami aura i ból dobę czy dwie wcześniej poprzedzone są objawami zwiastującymi. To pierwsza faza migreny: niepokój, rozdrażnienie, coś, co przypomina zespół napięcia przedmiesiączkowego. Natomiast po bólu głowy jest faza ponapadowa – pacjenci często wiążą ją z lekami i może tak być, ale to czwarta faza migreny: uczucie zmęczenia, słabości, senności.

Znamy przyczyny migreny?
Bóle głowy dzielimy na pierwotne i wtórne. Pierwotne to takie, których przyczyny nie znamy. Wtórne powstają w przebiegu innych chorób, internistycznych czy neurologicznych. Migrena i napięciowe bóle głowy zaliczamy do pierwotnych. Przyczyna oczywiście jest, ale my dostępnymi narzędziami nie potrafimy jej zbadać. Na dziś wiemy, że migrena to wielogenowa choroba genetyczna.

Przyczyn migreny nie znamy. Ale wiemy, co może ją wywołać?
Tak, są czynniki prowokujące. U osoby chorej na migrenę wywołają napad, u zdrowej nie spowodują żadnych zmian samopoczucia. Tych czynników znamy wiele i od razu podkreślę: chory nie jest podatny na wszystkie. Są czynniki niezależne od nas – takie jak pogoda. Migrena jest chorobą sezonową, nasila się wiosną i jesienią. Mówi się, że wywołuje ją halny w górach – ale tu nie o wiatr chodzi, lecz o gwałtowne zmiany ciśnienia. Są też czynniki, które zależą od nas, w tym od tego, co jemy. Do sztandarowych pokarmów wysokiego ryzyka należą: żółte sery, czerwone mięso, glutaminian sodu, orzechy, czekolada, alkohole – najczęściej czerwone wino. Ale u każdego może być co innego, także cokolwiek spoza tej grupy. A bywa i tak, że żaden pokarm napadu nie wywołuje. Są osoby chore na migrenę, które mogą pić czerwone wino, są i takie, które powąchają alkohol i mają napad. Problemem może być odwodnienie. Głodzenie – migrena go nie lubi. Stres, ale i odpoczynek po stresie. Zmiany rytmu dobowego, stref czasowych, zbyt krótki albo zbyt długi sen. Jest tak zwana migrena weekendowa związana ze zbyt długim spaniem właśnie. Nieodpowiedni, zbyt intensywny wysiłek fizyczny albo odpoczynek po wysiłku. U kobiet może też być cykl hormonalny, okres okołoowulacyjny albo okołomiesiączkowy.

Migrena to choroba nieuleczalna. Jednak możemy sobie pomóc. Jak?
Migreny nie zlikwidujemy, ale możemy skutecznie ją kontrolować. Leczenie ma na celu doprowadzić do tego, że napady ustąpią albo będzie ich mniej, albo będą słabsze, albo będą dobrze reagowały na leki przerywające ból.

Od czego pani zaczyna, kiedy przychodzi pacjent i mówi, że ma napady migreny?
Przede wszystkim muszę się dowiedzieć, czy to rzeczywiście migrena. Czyli: charakterystyka samego bólu głowy, jego lokalizacja i charakter, objawy towarzyszące. Czy migrena występuje coraz częściej, czy jest stabilna. Czyli czy napad jest jeden, czy dwa w ciągu miesiąca i od kilku lat tak samo, czy, powiedzmy, od pół roku więcej. A może zaczęła się gorsza reakcja na leki? Może napady coraz dłużej trwają?

Migreny dzielimy na epizodyczne i przewlekłe. Ważne, ile jest napadów w ciągu miesiąca, jak długo trwają, ile dni z bólem w ciągu miesiąca, czy występuje tylko jeden rodzaj bólów głowy. W jaki sposób napady bólu głowy są leczone, w jakich dawkach, czy leki przerywają napad, czy tylko zmniejszają natężenie bólu na kilka godzin. Jakie było leczenie w przeszłości. Często pacjent mówi: „Ja już byłem leczony wszystkim”. Ale kiedy się dopytuję, to okazuje się, że nie były to leki właściwe dla leczenia migreny. Albo stosowane w zbyt małych dawkach, takich, które nie mają prawa pomóc. W zależności od tych wszystkich danych zaczynamy rozmawiać o leczeniu.

Czy zaleca pani na przykład tomografię, żeby wyeliminować inne ewentualne przyczyny bólu, jak torbiele czy guzy?
W zaleceniach nie ma konieczności wykonywania tomografii ani rezonansu, migrena jest pierwotnym bólem głowy, więc my nic w tej głowie nie znajdziemy. Czasami w rezonansie opisane są drobne zmiany naczyniowe – ale u osób zdrowych też się takie zdarzają. Przyznam się jednak, że ja, jeśli pacjent badań obrazowych nie miał, na ogół je zlecam. Bo jeśli kogoś często i mocno boli głowa, to po prostu boi się, czy nie ma guza. I wynik badania go uspokoi.

Wywiad – i co dalej?
Wyjaśniam, jakie są możliwości i zasady leczenia. To ważne, bo inaczej leczymy, kiedy są jeden, dwa czy trzy napady w ciągu miesiąca, inaczej, jeśli jest ich więcej, a w dodatku takich, które nie ustępują pod wpływem leków. Dysponujemy leczeniem przerywającym napad migreny i leczeniem profilaktycznym. Przy małej liczbie napadów możemy zastosować tylko leczenie przerywające napad bólu – poszukać leków, pod których wpływem ból ustępuje w ciągu godziny, a najdalej trzech. Ważne też, by przyjąć leki od razu, kiedy tylko pojawia się ból. I w odpowiedniej dawce. Zazwyczaj w dolegliwościach bólowych zalecane jest dawkowanie dwa czy trzy razy dziennie po tabletce. W migrenie jest inaczej – na samym początku dwie, trzy tabletki, w zależności od preparatu. No i kwestia, jaki to powinien być lek. Ludzie często biorą leki z kodeiną. A ona nie jest wskazana – choć w danej chwili zadziała, prowokuje następne bóle głowy. Ułatwia też przejście migreny w przewlekłą oraz w powstanie polekowych bólów głowy.

Trudność zwiększa to, że pacjent poza migreną może mieć „zwykłe” bóle głowy, takie, które, jak mówi, „same przechodzą”. I wtedy na początku bólu nie wie, czy to migrena, czy nie. A czekanie, w jaki sposób ból się rozwinie, to już opóźnienie leczenia. To jedna pułapka. A druga – nadużywanie leków przeciwbólowych, które powoduje powstanie polekowych bólów głowy oraz transformację migreny w przewlekłą, czyli występującą przez co najmniej 15 dni w miesiącu, z czego osiem to migrena. Uważa się, że przy bólach głowy można przyjmować osiem do dziesięciu tabletek miesięcznie. Jeśli bierzemy leki z powodu bólu kolana, to nie wyindukujemy sobie polekowych bólów kolana. A u osób z migreną leki przeciwbólowe wywołują polekowe bóle głowy. Po jakimś czasie przychodzi pacjent i mówi, że głowa boli go codziennie i codziennie bierze kilka tabletek, a i tak jest coraz gorzej. Bierze, bo musi, inaczej nie jest w stanie funkcjonować. I koło się zamyka.

Chorzy na forach migrenowych piszą, że biorą dziennie opakowanie leków...
Kiedy człowiek jest młody, nie myśli, że w dłuższej perspektywie jest to niebezpieczne dla wątroby, nerek, serca, układu krwiotwórczego. Oczywiście organizm ma zdolności do regeneracji. Jednak gdy bierzemy leki miesiącami czy latami, to prędzej czy później doprowadzimy do jego uszkodzenia.

Leczenie migreny epizodycznej polega, jak pani powiedziała, na przerywaniu napadu. Ale jest i leczenie mające na celu niedopuszczanie do napadów. Co to takiego?
To leczenie profilaktyczne, które polega na codziennym przyjmowaniu leków. Pacjenci często się tego boją, bo to między innymi leki przeciwpadaczkowe i przeciwdepresyjne. W powszechnej opinii „ogłupiają, otępiają, uzależniają”. Oczywiście, każdy lek może wywołać objawy uboczne, ale to nie chemioterapia choroby nowotworowej, szukamy więc odpowiednich leków dla konkretnego pacjenta, skutecznych i dobrze tolerowanych. Mamy w czym wybierać, jeśli odpowiednio je dobierzemy, będą pozwalały normalnie żyć.

Trudność polega na tym, że efektów nie widać od razu. Trzeba dojść do odpowiedniej dawki, co trwa kilka tygodni, następnie odczekać co najmniej miesiąc, by ocenić, czy leczenie działa, czy trzeba szukać innych środków.
Leczenie profilaktyczne jest obowiązkowe w przypadku dużej liczby napadów i w migrenie przewlekłej. Najlepiej zaczynać je wcześnie, gdy w ciągu miesiąca występują trzy, cztery, pięć napadów migreny. Później – to kiepska wiadomość – będzie ono mniej skuteczne, bo już mamy migrenę rozwiniętą, oporną na leczenie.

Czasem decyzja o leczeniu profilaktycznym to indywidualna kwestia. Powiedzmy, że ktoś ma jeden napad migreny w miesiącu. Można z tym żyć. Ale ten ktoś jest, dajmy na to, sędzią albo aktorem teatralnym. I musi przyjść na rozprawę albo wyjść na scenę, czy boli, czy nie. To, moim zdaniem, może być wskazaniem do włączenia terapii.

A jeśli działa, to jak długo trwa kuracja?
Co najmniej rok. Później możemy próbować odstawiać albo zmniejszać dawkę. To leczenie jest bezpieczne. Z kolei lekami, które z definicji przeznaczone są do stosowania przewlekłego, jak padaczka czy depresja – tu często terapia trwa do końca życia. Nie zawsze jest tak, że napady ustaną, ale będą zdecydowanie rzadsze albo krótsze, albo leki przeciwbólowe będą skuteczniejsze. Bo jedno drugiego nie wyklucza – jeśli w trakcie leczenia profilaktycznego mamy napad, możemy stosować leki przeciwbólowe.

Ale poza tabletkami mamy też inne możliwości?
Tak. Leczenie botoksem. Toksyna botulinowa jest skuteczna nawet u 50 proc. osób po pierwszym podaniu. Pierwsze efekty obserwujemy po dwóch tygodniach do miesiąca. Szybciej niż przy farmakoterapii. Pierwsze trzy dawki podajemy co 12 tygodni, potem w zależności od potrzeb raz na rok, pół roku lub co trzy miesiące.

Toksyna jest stosowana w medycynie estetycznej. Jaki jest jej mechanizm działania w leczeniu migreny?
Nie ma to nic wspólnego ze zmniejszaniem napięcia mięśniowego, co wykorzystuje się w medycynie estetycznej i w neurologii, w leczeniu dystonii. Tam rozłącza się nerw od mięśnia, tu wykorzystuje się przeciwbólowe działanie toksyny. Znamy kaskadę zdarzeń napadu migreny: z ośrodka bólu w głębi mózgu propagacja na obwód, na opony mózgowe i naczynia. Rozszerzenie naczyń i tak zwane neurogenne zapalenie naczyń powoduje ból. Tak jakby w środku mózgu rozpalało się nam powoli ognisko. Napad migreny wynika z pobudzenia nerwu trójdzielnego unerwiającego całą głowę, to główny nerw czuciowy, jego zakończenia wychodzą na skórę. Toksynę podajemy w okolice zakończeń nerwu trójdzielnego, żeby transportem wstecznym wzdłuż nerwu wyłączyć „generatorek bólu” w środku mózgu.

Dla kogo jest taka kuracja?
Toksyna jest zarejestrowana do leczenia migreny przewlekłej, uważa się też, że może być skuteczna w migrenie epizodycznej z dużą częstotliwością napadów. Leczenie botoksem jest bezpieczne, ma mało ograniczeń. Substancja działa miejscowo, nie wchłania się, a po 12 godzinach od podania jest rozkładana. Problem to niewłaściwe leczenie toksyną stosowane w wielu gabinetach. Na rynku istnieją co najmniej trzy toksyny i to są trzy różne leki. Tylko jedna – toksyna botulinowa typu A – zarejestrowana jest w leczeniu migreny. Podawać ją trzeba w określony sposób. To schemat PREEMP, od 155 do 195 jednostek – od 1,5 do 2 ampułek. Niestety, lekarze robią to według uznania, na przykład podają według schematu stosowanego w medycynie estetycznej, w złej, czyli zbyt małej, dawce. Albo stosują inny preparat. To rzadko bywa skuteczne, ale chory nie jest w stanie tego zweryfikować. Efekt: nie pomogło. I w świat idzie informacja, że botoks nie działa. Warto pytać lekarza o rodzaj preparatu i dawkę oraz o certyfikat umiejętności podawania toksyny, każdy z nas taki otrzymał.

Są jeszcze jakieś metody leczenia?
Przeciwciała monoklonalne. I jest to na dziś najskuteczniejsze. U osób z migreną stwierdzono w mózgu wysokie stężenie białka CGRP, a w momencie napadu migreny następuje jeszcze wyrzut tego białka. Przeciwciała monoklonalne blokują ten nadmiar. Zastrzyk podaje się raz w miesiącu. Pierwsze efekty są po dwóch tygodniach do miesiąca. Problemem jest cena.

Leczenie nie jest refundowane?
Żadne leczenie migreny nie jest refundowane. Ministerstwo Zdrowia odrzuciło właśnie wnioski. Argument: nie wiemy, ilu jest chorych, bo nie ma spójnych badań epidemiologicznych, migrena to choroba, „której nie da się zmierzyć”, trudno też ocenić skuteczność leczenia. A koszty są wysokie. Toksyna to 2–2,5 tysiąca złotych co 12 tygodni, przeciwciała – 2–3,5 tysiąca złotych co miesiąc. To za dużo dla przeciętnego pacjenta. Tymczasem w migrenie przewlekłej, „uzłośliwionej”, tak naprawdę nie ma innej terapii, bo leki są mało skuteczne.

Jak możemy sobie pomóc trybem życia?
Mózg migrenika to mózg uporządkowany. Lubi regularny sen, pobudki o jednej porze, regularne posiłki, unikanie pokarmów prowokujących napady, pilnowanie nawadniania organizmu. To pomaga, ale nie gwarantuje, że napadów unikniemy. Na początku leczenia wskazane jest prowadzenie dzienniczka. Zapisywanie, co się zjadło, co się wypiło, czy bolała głowa, ile czasu, jakie braliśmy leki, co się wydarzyło poprzedniego dnia. Są specjalne aplikacje, nie musimy notować w zeszycie. Możemy w ten sposób znaleźć prawidłowość, z której nie zdawaliśmy sobie sprawy.

Mózg migrenika możemy porównać do żarzącego się ogniska. Napad migreny to wybuch płomieni. W leczeniu chodzi o to, żeby jak najsłabiej się żarzyło. Bo jeśli żar jest duży, to nawet jedna gałązka może sprawić, że płomienie skaczą do góry. Każdy musi sam dojść do tego, co u niego jest tą gałązką.

Czy każdy lek przeciwbólowy jest w migrenie skuteczny?
Na jednych działa paracetamol, na innych ketoprofen, kwas acetylosalicylowy, ibuprofen czy naproksen. U niektórych skuteczny będzie paracetamol z kofeiną, u innych kofeina nasili ból. Kodeina przerywa napad, ale na dłuższą metę nie jest wskazana. No i są tryptany – mamy ich pięć. I nie jest tak, że jeśli dla kogoś jeden lek z tej grupy będzie nieskuteczny, to żaden nie zadziała. Trzeba wypróbować wszystkie.

Migreników przybywa?
Na pewno zaczyna się coraz więcej mówić o migrenie, więc nie wiadomo, czy przybywa chorych, czy precyzyjniej ich diagnozujemy. Nowe sposoby leczenia znane są od niedawna. I ciągle jeszcze funkcjonuje przekonanie: „Taka już pani/pana uroda”. To błędne myślenie. Migrenę trzeba leczyć.

Dr n. med. Anna Błażucka, specjalista neurolog, kierownik Instytutu Diagnostyki i Leczenia Bólu w Warszawie, zajmuje się między innymi leczeniem bólów głowy, polineuropatii, fibromialgii, bólów kręgosłupa.

  1. Zdrowie

Jak spożywać pestki i nasiona, żeby przyswoić z nich to, co najcenniejsze?

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Pestki dyni są znane ze swojego działania przeciwpasożytniczego oraz pozytywnego wpływu na gospodarkę hormonalną kobiet. Wszystkie pestki są źródłem antyoksydantów oraz witamin, które mogą być cennym wsparciem zdrowia. Warto jednak pamiętać, że małe pestki, takie jak chia czy siemię lniane, nie są trawione przez nasz układ pokarmowy i po prostu przez niego przelatują, a ich rolą jest po prostu oczyszczenie jelit. Można je również zmielić, by cieszyć się większą ilością składników odżywczych, natomiast nie do końca jest to zgodne z naturą człowieka – pisze Iwona Wierzbicka, autorka książki „Jak wzmocnić odporność”.

Moczenie pestek

Moczenie nasion i pestek zaleca się ze względu na zawartość w nich kwasu fitynowego. Jest to antyodżywcza substancja, która odpowiada za chelatację, czyli wiązanie minerałów, takich jak: żelazo, magnez, wapń i cynk, co znacznie utrudnia ich wchłanianie przez organizm. Ta informacja może okazać się cenna dla osób, których dieta obfituje w nasiona oraz pestki. Przed zjedzeniem należy je namoczyć przez minimum 12 godzin. Rekomenduje się moczenie nasion w samej wodzie, lecz można także dodać do niej sok z cytryny, ocet jabłkowy lub sól, by przyśpieszyć neutralizację kwasu fitynowego. Nie musimy moczyć nasion, jeżeli dziennie spożywamy ich niewiele (20–30 gramów), ponieważ taka ilość kwasu fitynowego nie będzie negatywnie wpływała na nasz organizm. Wręcz przeciwnie, kwas fitynowy spożywany w umiarkowanych ilościach wiąże metale ciężkie, które zatruwają organizm.

Stosunek omega-3 do omega-6

Przy spożywaniu nasion i pestek powinniśmy pamiętać o dążeniu do prawidłowego stosunku kwasów tłuszczowych omega-3 do omega-6, który powinien wynosić 1:2 (maksymalnie 1:4, przykład wspomnianego już orzecha włoskiego). Jeśli sięgasz po pestki dyni, nasiona słonecznika oraz sezamu, a także wybierasz mąkę dyniową i inne tego typu alternatywne produkty, to zwiększasz spożycie wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-6 o działaniu prozapalnym, co z czasem staje się niebezpieczne, bo może nasilić stany zapalne. Jedz pestki z umiarem!

Jak piszą Małgorzata Białek i Jarosława Rutkowska (Znaczenie kwasu γ-linolenowego w profilaktyce i terapii, „Postępy Higieny i Medycyny Doświadczalnej” 2015):

„Wyniki badań epidemiologicznych wskazują na wzrost zachorowań na nowotwory w populacjach, w których zwiększyło się spożycie kwasów z rodziny omega-6, co spowodowało podwyższenie stosunku kwasów omega-6 do omega-3. Zbyt duży udział kwasów z grupy omega-6 w diecie sprzyja powstawaniu głównie nowotworów jelita grubego, piersi i stercza. Wyjątkiem w tej grupie związków jest GLA (kwas gamma-linolenowy, frakcja antyzapalna kwasu omega-6), który działa hamująco na proces karcinogenezy (nowotworzenia). Kwas GLA znajdziemy na przykład w oleju wiesiołka czy ogórecznika”.

Nie praż pestek!

Prażenie, na przykład pestek dyni lub nasion słonecznika, lub smażenie na oleju lnianym, a także wykorzystywanie mąki dyniowej do pieczenia prowadzi do stanów zapalnych, choroby miażdżycowej, chorób nowotworowych oraz autoimmunologicznych. Tego typu produkty spożywcze nie nadają się do obróbki termicznej i należy korzystać z nich na surowo. Warto także pamiętać o przechowywaniu olejów roślinnych obfitujących w kwasy tłuszczowe omega-3 (na przykład olej lniany) w ciemnej butelce oraz w lodówce, co zapobiega ich utlenianiu.

Najzdrowszymi tłuszczami roślinnymi są tłuszcze nierafinowane. Należy je zawsze przechowywać w lodówce (wyjątek oliwa i olej kokosowy, mogą stać poza lodówką) i zużyć przed upływem terminu ważności.

Terapia pestkowa dla kobiet

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. Warto jednak pamiętać, że zdrowa gospodarka hormonalna jest zależna od wielu różnych czynników…

Terapia pestkowa

  • Od 1. do 15. dnia cyklu spożywaj pestki dyni i siemię lniane (po dwie łyżki, możesz zmielić).
  • Od 16. do 28. dnia cyklu jedz sezam i pestki słonecznika (po dwie łyżki, możesz zmielić).

Tę terapię stosuje się również w chorobach autoimmunologicznych, aby wyrównać estrogen i progesteron. Jeśli cykl jest nieregularny lub brak miesiączki, można zacząć przyjmować w dowolnym momencie, zaczynając od etapu pierwszego. Po etapie pierwszym następuje drugi i tak regularnie od 3 do 6 miesięcy.

Pestki dyni przeciw pasożytom

Dzięki zawartej w nich kukurbitacynie stają się naturalnym sprzymierzeńcem w walce z niechcianymi mieszkańcami naszego organizmu. Kukurbitacyna ponadto wykazuje działanie przeciwbakteryjne oraz przeciwnowotworowe. W pestce dyni znajduje się tuż pod łupiną, to ta zielona otoczka pestki. Najwięcej tej dobroczynnej substancji jest w pestkach świeżo łuskanych.

Jak przeprowadzić kurację u dzieci i dorosłych?

  • Przez dwa tygodnie zjada się garść świeżo łuskanych pestek dyni (u dzieci około 10–15 pestek lub wielkość ich garści).
  • Do tego powinno być kilka suszonych fig lub śliwek (chodzi o przyśpieszenie perystaltyki jelit).
  • Zamiennikiem pestek może być olej z pestek dyni tłoczony na zimno, dodaje się go do sałatek (nie wolno podgrzewać).

Badania naukowe dowodzą ponadto, że kukurbitacyna ma działanie redukujące stany zapalne w organizmie, wspomaga leczenie nowotworów, bóli stawów i cukrzycy. Ponadto blokuje działanie enzymu 5-alfa reduktazy, dzięki czemu ma oddziaływanie antyandrogenne. Pestki dyni i olej z nich może mieć zatem spektakularne zastosowanie w łysieniu androgennym kobiet i mężczyzn, jak również w PCOS i insulinooporności.

Fragment książki Iwony Wierzbickiej „Jak wzmocnić odporność”.

  1. Zdrowie

Jak dobrać soczewki kontaktowe?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Niezależnie od tego, czy korzystasz już z soczewek kontaktowych, czy dopiero rozpoczynasz z nimi swoją przygodę, wybierając je musisz wziąć pod uwagę różne czynniki. Należy dokonać wyboru w oparciu o wygodę, koszty, styl życia i korzyści zdrowotne. To najważniejsze czynniki, które należy uwzględnić podczas wyboru takich soczewek kontaktowych, które idealnie skorygują konkretną wadę wzroku, a jednocześnie umożliwią komfortowe i bezpieczne użytkowanie.

Wybór soczewek kontaktowych - na co musisz zwrócić uwagę?

Oczywistą kwestia, którą należy uwzględnić podczas wyboru soczewek kontaktowych jest wada wzroku - jej rodzaj oraz stopień zaawansowania. Dzięki soczewkom kontaktowym sferycznym możliwe jest korygowanie krótkowzroczności i dalekowzroczności, także tej bardzo zaawansowanej. Soczewki toryczne pozwalają na skorygowanie astygmatyzmu, a soczewki multifokalne przywracają ostrość wzroku osobom mającym prezbiopię.

Duże znaczenie podczas wyboru soczewek kontaktowych ma styl życia i częstotliwość wymiany soczewek. Te jednorazowego użytku wymagają używania świeżej pary soczewek kontaktowych za każdym razem, gdy je zakładamy i wyrzucania ich za każdym razem, gdy je zdejmujemy. Codzienne jednorazowe soczewki kontaktowe są naprawdę wygodne, ponieważ nie muszą być czyszczone ani przechowywane przez noc. Są pakowane w poręczny blister, pozwalający na przechowywanie poszczególnych soczewek w roztworze soli fizjologicznej. Codzienne soczewki kontaktowe nigdy nie powinny być ponownie stosowane. Po otwarciu blistra soczewkę należy natychmiast nałożyć na oko. Większość ludzi nosi swoje codzienne soczewki kontaktowe bezpiecznie i wygodnie przez 10 - 12 godzin dziennie. Noszenie soczewek kontaktowych dłużej niż jest to zalecane może spowodować zaczerwienienie, dyskomfort i zwiększone ryzyko infekcji. Ważne jest również, aby pamiętać, że codzienne jednorazowe nie są przeznaczone do noszenia podczas snu, chociaż nie wyklucza się ucięcia w nich krótkiej drzemki.

Po soczewki jednodniowe sięgają osoby noszące soczewki sporadycznie oraz te osoby, które nie mają możliwości ich czyszczenia i przechowywania. Z kolei soczewki wielokrotnego użytku, z których najpopularniejsze są miesięczne, są idealne dla osób noszących soczewki stale oraz pracujących w systemie zmianowym. Soczewki wielokrotnego użytku należy czyścić codziennie po ich usunięciu. Należy je delikatnie przepłukać preparatem do soczewek i przechowywać w świeżym roztworze przez noc. Roztworu dezynfekującego nigdy nie należy ponownie używać ani uzupełniać wodą lub świeżym roztworem. Pojemniczek do przechowywania soczewek powinien być wymieniany co miesiąc.

Czy samodzielny zakup soczewek to dobry pomysł?

Fot. materiały prasowe partneraFot. materiały prasowe partnera

Przed zakupem soczewek kontaktowych zawsze warto skonsultować się ze specjalistą, np. okulistą czy optometrystą. Oczywiste jest, że osoba zauważająca u siebie problemy ze wzrokiem musi być poddana diagnostyce - konieczne jest określenie rodzaju wady wzroku oraz jej wielkości. Także osoby już noszące okulary korekcyjne powinny przed zakupem soczewek skorzystać z pomocy specjalisty - nie zawsze moc optyczna okularów odpowiada mocy optycznej soczewek kontaktowych – mówi nam optometrysta Kyciak, współpracujące ze sklepem BezOkularow.pl. Oferuje on szeroki wybór profesjonalnych soczewek kontaktowych najwyższej jakości, w tym soczewek próbnych. Ponadto każdy klient może liczyć na fachowe poradnictwo, rozwianie wszelkich wątpliwości dotyczących wyboru soczewek oraz praktyczne wskazówki dotyczące użytkowania soczewek.

Zawsze należy mieć na uwadze, że kwestia dopasowania odpowiednich soczewek dotyczy nie tylko trybu użytkowania soczewki. Ogromne znaczenie ma materiał, z jakiego wykonana jest soczewka, jej kształt, parametry optyczne, indywidualny stan zdrowia. Wszystkie te czynniki uwzględnić może jedynie specjalista. Konsultacja z fachowcem może odbyć się bezpośrednio w salonie optycznym, ale także za pośrednictwem Wirtualnego Gabinetu, opcji opisanej na stronie https://www.bezokularow.pl/wirtualny-gabinet . Bez wychodzenia z domu można uczestniczyć w konsultacji z optometrystą. Dzięki temu możliwe jest dokonanie trafnego, w pełni udanego zakupu soczewek kontaktowych, dopasowanych do indywidualnych predyspozycji każdego klienta.

  1. Zdrowie

Smutek i lęk, czyli alergie według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej

Coraz więcej osób skarży się na alergie. Dr Ruediger Dahlke, niemiecki lekarz i autor książek, uważa, że odzwierciedlają one prowadzący do wojny konflikt pomiędzy agresją i wrażliwością. (Fot. iStock)
Coraz więcej osób skarży się na alergie. Dr Ruediger Dahlke, niemiecki lekarz i autor książek, uważa, że odzwierciedlają one prowadzący do wojny konflikt pomiędzy agresją i wrażliwością. (Fot. iStock)
Jak wskazują statystyki, coraz więcej osób skarży się na alergie. Powodów tego szukamy zwykle w nadmiarze chemii w otoczeniu oraz zanieczyszczonym powietrzu. Tymczasem Tradycyjna Medycyna Chińska widzi ich przyczynę w zablokowanych emocjach.

Doktor Ruediger Dahlke, niemiecki lekarz i autor książek, który łączy kwestie fizyczne z duchowymi, uważa, że alergie odzwierciedlają prowadzący do wojny konflikt pomiędzy agresją i wrażliwością. Żyjemy zestresowani, w ciągłej gotowości bojowej i nadmiernie reagujemy na domniemanych wrogów, chociażby pyłki olchy czy składnik kremu do rąk. Alergicy, według Dahlkego, nie potrafią wyrażać złości, projektując ją na otoczenie. Dlatego żyją w niepewności, w lęku, na przykład przed witalnością wiosny z jej rozwijającymi się pączkami roślin i pyłkami wypełniającymi powietrze. Zgadzają się z tym również specjaliści Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, którzy poszczególnym organom przypisują określone emocje.

Jeśli z dolegliwościami alergicznymi zwrócimy się po pomoc do jednego z nich, jej fizycznej przyczyny będzie dopatrywał się m.in. w osłabieniu energii Qi nerek oraz płuc, zablokowanym Qi wątroby i atakującym wietrze. Qi jest podstawą chińskiego rozumienia medycyny. Mówi się, że jest to energia witalna, energia wewnętrzna, strumień energii. Qi nas porusza, ogrzewa, chroni przed chorobami. Zapewnia sprawne funkcjonowanie organów ciała, rozbudza też świadomość i intelekt. Zaburzenia jej przepływu prowadzą do niedomagań somatycznych (i może być to spowodowane zarówno niedoborem Qi, jak i nadmiarem). Od jej przepływu przez płuca, nerki, a także wątrobę oraz od powiązanych z nimi emocji zależy nasza podatność na alergie.

Specjalistka i praktyk Tradycyjnej Medycyny Chińskiej Alicja Kowalska-Dorscheid w swojej książce „Najskuteczniejsze Terapie Tradycyjnej Medycyny Chińskiej” pisze, że płuca słabną od długotrwałego smutku i żalu, ponieważ uczucia te powodują szybkie i gwałtowne nabieranie powietrza po krótkim wydechu. W efekcie zasoby naszej energii maleją. Smutek wywołuje zmęczenie, a w końcu obojętność. Brakuje nam wtedy zdrowej ekscytacji i zaangażowania w życie, a na poziomie ciała może dojść do reakcji alergicznych. Lęk nerek z kolei, który może przełożyć się na alergie, często wiąże się z życiem w ciągłym poczuciu zagrożenia, np. w niepewności finansowej, w obawie, że zabraknie jedzenia. Na reakcje alergiczne mogą mieć wpływ lęki egzystencjalne, przed śmiercią, a także przeżycie nagłego szoku czy traumy.

– Osłabienie nerek wręcz uniemożliwia spotkanie z życiem – dodaje autorka w rozmowie. – Lęk przed domniemanym obcym (alergeny) hamuje działanie. Słaba wola, brak motywacji uniemożliwiają doświadczanie sukcesu. To wszystko prowadzi do frustracji i bezsilności i może być przyczyną przewlekłych alergii.

Zgodnie z naukami TMC, Qi bywa uszkodzone przez wiatr – jedną z pięciu przyczyn chorobotwórczych, które mogą stać za alergiami. Chińczycy przypisują mu duży wpływ na człowieka. Alicja Kowalska-Dorscheid wyjaśnia, że wiatr wkrada się do organizmu najczęściej przez głowę i kark, osłabiając układ immunologiczny. – Nadmiar emocji, zwłaszcza niewyrażonej złości i gniewu, nie służy wątrobie, Chińczycy nazywają go wiatrem wewnętrznym. Często stoi on za wysypkami i swędzeniem skóry, również na tle alergicznym – mówi dalej.

Koło się zamyka

Alergie, które dokuczają wiosną i wczesnym latem, najbardziej związane są z przepływem Qi płuc. Jej zadaniem jest rozprowadzenie energii ochronnej Wei Qi. Zdrowe Wei Qi błyskawicznie reaguje, chroniąc przed zewnętrznym niebezpieczeństwem, a gdy jest osłabione – wiatrowi czy niskiej temperaturze bez problemu udaje się dotrzeć do naszego wnętrza.

– Słabe płuca nieadekwatnie reagują na czynniki docierające do nas z zewnątrz, na przykład na alergeny. Przyjmują je, co objawia się katarem siennym albo kaszlem, dusznością, lękiem, a nawet paniką towarzyszącą atakom astmy, czyli emocjom nerek – mówi Alicja Kowalska-Dorscheid. – Słaba energia obronna objawia się nadwrażliwością, która charakteryzuje często ludzi cierpiących na choroby atopowe. Skóra jest granicą, a jej dolegliwości pokazują, że coś z nią jest nie tak.

TMC uczy, że poszczególne organy silnie na siebie oddziałują, zasilając się energią. Niedobór Qi płuc uniemożliwia doprowadzenie Wei Qi na powierzchnię ciała i zajęcie się jego ochroną. A najczęściej jest to spowodowane niedoborem Qi nerek. Słabe Qi nerek nie ma czego wysyłać płucom, a słabe płuca nie są w stanie przyjąć energii wysyłanej im przez nerki. Koło się zamyka. Odporność słabnie, organizm atakują coraz częstsze infekcje oraz alergie. Energia Yang nerek rozprowadzana meridianem (kanałem energetycznym), który w pewnym fragmencie przechodzi dokładnie przez środek twarzy i nosa, związany jest z katarem siennym. Towarzyszy mu kichanie, a często zaczerwienione piekące oczy i skóra. Według medycyny chińskiej to efekt tego, że zablokowane z powodu wiatru, wilgoci i gorąca Qi płuc nie może się rozproszyć po całym ciele, więc próbuje się wydostać przez kichanie, niedające żadnego zresztą efektu.

Ekspertka tłumaczy, że bardzo często sami sobie szkodzimy, bo jemy zbyt dużo produktów oziębiających organizm. Słabe nerki nie tylko nie wysyłają organom ciepła koniecznego do ich prawidłowego funkcjonowania, ale mają także ogromny wpływ na psychikę: stajemy się przewrażliwieni i zalęknieni. Nie bierzemy odpowiedzialności za nasze życie, brakuje nam wytrwałości pozwalającej na dotarcie do celu.

Alicja Kowalska-Dorscheid, specjalistka i praktyk Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Ukończyła Instytut für Phytotherapie oraz Heilpraktikerschule w Berlinie, gdzie zdobyła kompleksową wiedzę m.in. na temat ziołolecznictwa, diagnozy z tęczówki oka i homeopatii. Mieszka w Berlinie, prowadzi prywatną praktykę.

Katar sienny – objawy i sposoby na wiosenną alergię

Jeśli przyczyną jest atak wiatru i zimna na płuca (tak zdarza się w chłodniejszych miesiącach czy dniach) zalecenia są takie same, jak przy osłabionym Qi płuc. Najczęściej jednak katar sienny wywołany jest osłabieniem płuc przez wiatr i gorąco. Wówczas w nasileniu choroby powinno się unikać jedzenia produktów z grilla; peklowanego, ostro smażonego, wędzonego; dziczyzny, jagnięciny i baraniny; bazylii i ostrych przypraw: chili, curry, imbiru, czosnku, kurkumy, pieprzu, owoców jałowca; oregano, rozmarynu, tymianku, cebuli, chrzanu, pora; tłustych wędlin; kawy, też zbożowej, kakao i alkoholu; produktów mlecznych i produktów z soi; cukru oraz zbyt obfitych i dostarczających dużo białka dań.

W czasie wzmożonego gorąca zalecane są lekko ochładzające produkty: brokuły, cukinia, marchew, ogórek i pomidor, ale lekko uduszone; szpinak, rzodkiewka; świeże zioła, takie jak mięta, pietruszka, rzeżucha; kasza jaglana, jęczmienna, gryczana, ryż; algi; gruszki lekko duszone; herbata miętowa, herbata zielona, woda mineralna.

Polecamy książkę: 'Najskuteczniejsze terapie Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Sposoby na współczesne dolegliwości, z którymi nie radzi sobie medycyna akademicka', Alicja Kowalska-Dorcheid, wyd. Vital, 2019.Polecamy książkę: "Najskuteczniejsze terapie Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Sposoby na współczesne dolegliwości, z którymi nie radzi sobie medycyna akademicka", Alicja Kowalska-Dorcheid, wyd. Vital, 2019.