1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Dzienniczek zdrowia na nadgarstku. Na czym polega idea life-trackingu?

Dzienniczek zdrowia na nadgarstku. Na czym polega idea life-trackingu?

Oczarowała nas idea life-trackingu (nazywanego tez self-trackingiem lub quantified self), czyli monitorowania siebie i swojego życia za pomocą nowych technologii. Dzięki temu możemy lepiej ocenić stan własnego organizmu, zapobiec chorobom i poprawić zdrowie. (Fot. iStock)
Oczarowała nas idea life-trackingu (nazywanego tez self-trackingiem lub quantified self), czyli monitorowania siebie i swojego życia za pomocą nowych technologii. Dzięki temu możemy lepiej ocenić stan własnego organizmu, zapobiec chorobom i poprawić zdrowie. (Fot. iStock)
Zamiłowanie do nowoczesnych gadżetów (np. zegarków lub telefonów z funkcją pomiaru aktywności) okazuje się przydatne w diagnozowaniu chorób i motywowaniu się do regularnego dbania o siebie. Na czym polega idea life-trackingu i jakie parametry organizmu warto monitorować, sprawdza dziennikarka Ewa Pągowska.

Trudno dziś znaleźć kogoś, kto przynajmniej nie sprawdził, jak działa aplikacja do analizy snu, zapisywania przyjmowanych kalorii, śledzenia aktywności fizycznej czy cyklu miesiączkowego. Miłośnicy gadżetów sięgają po wagi, które poza masą ciała pokazują jego skład, a nawet prędkość fali tętna (pozwala ocenić stan naczyń krwionośnych) czy elektryczne szczoteczki do zębów monitorujące czas i sposób szczotkowania. Specjalne aplikacje odbierają informacje od urządzeń pomiarowych, przedstawiają je w atrakcyjny sposób i przechowują dane. Coraz więcej osób kupuje też urządzenia, które można nosić na sobie, jak specjalne opaski na rękę czy smartwatche, mierzące tętno i liczące kroki.

Oczarowała nas idea life-trackingu (nazywanego tez self-trackingiem lub quantified self), czyli monitorowania siebie i swojego życia za pomocą nowych technologii. Dzięki temu możemy lepiej ocenić stan własnego organizmu, zapobiec chorobom i poprawić zdrowie. W rzeczywistości jednak rzadko wykorzystujemy te możliwości. Pora to zmienić i wycisnąć z nowych gadżetów jak najwięcej korzyści.

Eksperci od własnego ciała

Kiedy amerykańska matematyczka i statystyczka dr Talithia Williams była w ciąży z trzecim dzieckiem, nie zgodziła się na wywołanie porodu, mimo że jego termin już minął. Chciała urodzić naturalnie i na własną prośbę opuściła szpital. Była przekonana, że data narodzin dziecka została źle wyznaczona. „Terminy porodu są obliczane na podstawie standardowego 28-dniowego cyklu, a moje cykle są różnej długości – czasem trwają 27, a czasem nawet 38 dni i mam dane, które to potwierdzają” – tłumaczyła lekarzowi. Wiedziała, że ma rację, bo wcześniej przez 6 lat obserwowała swoje cykle i mierzyła temperaturę, a wyniki pomiarów skrupulatnie zapisywała.

Williams przytacza tę historię podczas wykładu na konferencji TED, by przekonać słuchaczy, że dzięki codziennym pomiarom parametrów mogą stać się ekspertami od swojego ciała. Zaznacza jednak, że nie chodzi jej o lekceważenie lekarzy, tylko o współpracę z nimi – połączenie wiedzy na swój temat z wiedzą na temat całej populacji, którą dysponuje lekarz, bo taki mariaż pozwala podjąć najlepszą dla zdrowia decyzję.

Zgadza się z tym kardiolog dr n. med. Łukasz Kołtowski, który jest zafascynowany zastosowaniem nowych technologii w medycynie i prowadzi na ten temat bloga. – Podczas rozmowy i badania lekarz może jedynie uzyskać coś w rodzaju fotografii naszego obecnego życia. Wprawdzie zadaje pytania o to, co było wcześniej, ale ze względu na ograniczony czas wizyty nie jest w stanie zbudować sobie pełnego obrazu – mówi. Wyjaśnia, że kiedy np. 30-letnia pacjentka ze smartwatchem na ręce skarży się na zawroty głowy i niepokój, prosi ją o pokazanie zapisów tętna z zegarka. – Oczywiście nie traktuję ich jak twardych danych medycznych, ale dzięki nim mogę zbliżyć się do diagnozy, np. nabrać podejrzenia, że kobieta ma tachykardię (przyspieszenie akcji serca), bo badania kliniczne pokazały, że smartwatche są dość dobre w jej wykrywaniu.

Co warto sprawdzać?

Co konkretnie warto mierzyć i zapisywać, żeby nie popaść w przesadę i hipochondrię? Kobiety z pewnością powinny monitorować swój cykl. Większość wizyt u ginekologa zaczyna się przecież od pytań o datę pierwszego dnia ostatniej miesiączki, jej intensywność, długość i regularność cykli. Rzetelne informacje na ten temat pozwalają lekarzowi wyciągnąć pierwsze wnioski.

Według kardiologa dobrze jest też sprawdzać, ile kroków stawiamy w ciągu dnia. Dla naszego zdrowia o wiele lepsze jest bycie cały dzień w ruchu niż wykonywanie intensywnych ćwiczeń przez pół godziny i spędzanie reszty doby w pozycji siedzącej czy leżącej. Lekarze m.in. namawiają do przechodzenia 10 tysięcy kroków dziennie – żeby wyrobić tę normę, zwykle trzeba być w ruchu przez dużą część dnia. Badania pokazały, że taka aktywność pozwala obniżyć ryzyko wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych. – Zalecam też monitorowanie snu – mówi dr n. med. Łukasz Kołtowski. – Chodzi o to, by dowiedzieć się, ile dokładnie śpimy, bo chociaż różne aplikacje wiele nam obiecują – np. wykrycie fazy REM czy NREM – to jednak ciągle jeszcze są mniej wiarygodne niż badania snu przeprowadzane w warunkach szpitalnych. Może kontrolowanie liczby przespanych godzin wydaje się mało atrakcyjną funkcją aplikacji, ale namawiam do jej przetestowania.

Dodaje, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak często zarywa noce i jaki to ma wpływ na ich funkcjonowanie. Jeśli zestawią sen z innymi parametrami, np. poziomem nastroju czy aktywności fizycznej, mogą być naprawdę zaskoczone.

Śledzenie snu i liczby kroków można polecić każdemu, ale już kontrola innych parametrów powinna być dopasowana do konkretnej osoby, jej stanu zdrowia i celów.

Monitoring organizmu

Z monitorowania większej liczby parametrów najbardziej skorzystają ci, którzy chcą „wziąć się za siebie” i wyrobić zdrowe nawyki, oraz ci, którzy mają różne niepokojące objawy, ale nie znają ich przyczyny. Przyda się też pacjentom, którzy cierpią na choroby przewlekłe lub są nimi zagrożeni. W przypadku dwóch ostatnich grup odpowiedź na pytanie „co mierzyć?” jest stosunkowo prosta – często wystarczy śledzić to, o co pyta lekarz, np. tętno, ciśnienie, temperaturę czy masę ciała. Do tego celu dobrze jest wybrać specjalistyczne produkty, np. aplikacje przygotowane z myślą o konkretnej grupie pacjentów.

– Jest na przykład aplikacja dla cukrzyków, w której można wpisać, ile planujemy zjeść, ile insuliny przyjęliśmy i jakie potem było stężenie glukozy we krwi. Co ciekawe, ta aplikacja uczy się organizmu pacjenta i zaczyna mu podpowiadać, ile insuliny powinien sobie podać. Badania kliniczne pokazały, że potrafi dobrać dawkę lepiej niż chory – mówi dr n. med. Łukasz Kołtowski.

Osoby, które często czują się przygnębione, mogą skorzystać z tzw. trackerów nastroju. Co wieczór opisywać swoje samopoczucie i to, co robiły w ciągu dnia. Po pewnym czasie są w stanie zobaczyć, że np. w te dni, kiedy spacerowały, miały o wiele lepszy nastrój niż wtedy, gdy były na imprezie, że najgorszy humor miały zawsze w sobotę, a prawdziwy dół po poniedziałkowym zebraniu. Wypełnianie dzienniczka nastroju jest jedną z metod, które wspierają leczenie osób z depresją. Zapiski pozwalają zobaczyć chorym, co wpływa na ich samopoczucie, ale także to, że ich stan się poprawia – a to działa terapeutycznie.

Ci, którzy nie wiedzą, co jest przyczyną ich różnych dolegliwości, np. bólu głowy, stanów podgorączkowych czy osłabienia, mogą zacząć monitorować niepokojące ich objawy, by móc później podzielić się informacjami z lekarzem.

– Takie zapisy często dostarczają bardziej obiektywnych informacji niż słowa i opinie pacjenta, bo przecież my wszyscy bardzo często podświadomie wypieramy różne informacje o sobie. To, co nam się wydaje na nasz temat, i to, co naprawdę się z nami dzieje, często bardzo się od siebie różni – mówi dr n. med. Łukasz Kołtowski i podpowiada, że dobrym pomysłem może być nie tylko monitorowanie częstotliwości występowania objawu, np. bólu głowy, ale także tego, co bywa jego przyczyną. Czasem dzięki temu udaje się wyeliminować problem, jeszcze zanim dotrzemy z nim do lekarza.

– Jeśli wiemy, że powodem bólu głowy jest zbyt mała ilość wypijanych płynów – możemy zacząć notować, ile w ciągu dnia pijemy. Miałem nawet pacjenta, który kupił specjalną butelkę, która pokazywała, ile już wypił – mówi ekspert.

Jeśli nie uda ci się znaleźć konkretnej aplikacji, bo masz dość oryginalne potrzeby i chcesz np. zobaczyć zależność między czasem spędzanym na rozmowach z szefem a liczbą przespanych godzin albo między kłótniami z córką i napadowym objadaniem się – możesz skorzystać z aplikacji-szablonów jak np. Nomie, które wypełnia się dowolnymi parametrami.

Motywacja i świadomość

Jak widać, life-tracking może ułatwić diagnozę i być jak system wczesnego ostrzegania dla osób chorych, ale najciekawszy i chyba najmniej oczywisty jest jego motywacyjny charakter. Odpowiedni program czy urządzenie śledzące pomaga bowiem osiągnąć różne, także zdrowotne, cele. I robi to na kilka sposobów.

Po pierwsze może być impulsem do działania, np. rzucenia palenia. Niby wszyscy wiemy, że papierosy źle wpływają na zdrowie, a jednak niektórzy łudzą się, że negatywne konsekwencje nie dotyczą ich tak bardzo jak reszty palaczy. Jeśli jednak zestawią liczbę wypalanych papierosów z aktywnością w ciągu dnia czy poziomem ciśnienia tętniczego – mają szansę zobaczyć czarno na białym, że nałóg ich także nie oszczędza. Dla niektórych bywa to wystraczająco silny impuls do zmiany.

Jeśli jesteśmy już zmotywowani, by wprowadzić w życie program naprawczy – sięgnijmy po trackery, by dowiedzieć się, skąd właściwie startujemy. Jak pisze Robert E. Franken w „Psychologii motywacji”: „zanim zmienimy jakiś sposób postępowania, musimy go sobie uświadomić. Wymaga to monitorowania własnego zachowania. (…) Jeśli analizujemy nasze działania, to łatwiej nam wyznaczać cele, które prowadzą do stopniowej poprawy”.

Świadomość tego, gdzie była nasza linia startu, pomaga też dostrzec postęp. Osoby, które zaczynają ćwiczyć i dołączają do jakiejś grupy treningowej, często po krótkim czasie zaczynają się porównywać z innymi i frustrować tym, że są gorsze. Tymczasem powinny raczej porównywać swoje obecne wyniki z wcześniejszymi. Dzięki temu ich samoocena będzie wzrastać. Zamiast myśleć: „Jestem leniwy i bez kondycji”, zaczną widzieć siebie jako wytrwałych i aktywnych, bo będą mieć na to dowody. Psycholodzy nie mają wątpliwości, że wzrost wiary w siebie znacznie zwiększa szanse wytrwania w postanowieniach. Motywująca może być nawet sama świadomość, że informacje o tym, co robimy, za chwilę będziemy musieli gdzieś zapisać. Badacze z University of Pittsburgh dowiedli, że notowanie w aplikacji tego, co się zjadło, jest skuteczną strategią odchudzania, a po zaprzestaniu diety pomaga utrzymać prawidłową wagę.

Warto więc poświęcić trochę czasu, by znaleźć aplikację, która pozwala na śledzenie dokładnie tego, co chcesz, i osiąganie tego, na czym najbardziej ci zależy.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Słodki smak trucizny – jak cukier wpływa na nasze zdrowie?

Stale podwyższony poziom cukru we krwi powoduje glikację białek – cukier przywiera do komórek białkowych i upośledza ich funkcje. (Fot. iStock)
Stale podwyższony poziom cukru we krwi powoduje glikację białek – cukier przywiera do komórek białkowych i upośledza ich funkcje. (Fot. iStock)
Bohater kultowego filmu Barei badał zawartość cukru w cukrze. Dziś miałby dużo szersze pole badawcze, ponieważ sacharoza jest wszechobecna – trafia do ketchupu, leków, ba, nawet do pasty do zębów. Dziennikarka Ewa Nowak zbadała, jak sztuczna słodycz wpływa nie tylko na jej organizm, ale i samopoczucie. I doszła do wniosku, że wysiada z białej karuzeli.

Przez rok przeciętny Polak zjada ok. 43 kilogramów cukru, co oznacza 29 łyżeczek dziennie! Cukier – słodycze – pyszności – rodzina – dobre chwile... Taki łańcuch skojarzeń ma większość z nas. Cudowne wspomnienia z dzieciństwa związane ze słodyczami łączą nas silnej niż patriotyzm. Pieczenie ciast, wyprawa z rodzicami na lody, żelki, ciastka czy bita śmietana to w naszej kulturze symbol miłości, bezpieczeństwa, rodziny, nagradzania dzieci i okazywania im, że są ważne. Gorąca czekolada czy budyń z sokiem nikomu nie kojarzy się z trucizną i niszczeniem białek – a na tym cukier bazuje. Im więcej o nim czytam, tym bardziej mam wrażenie, że to nie substancja chemiczna, ale przebrany Obcy, który chce po cichutku zniszczyć nasz gatunek. I jak na razie znakomicie mu idzie, bo statystki, wskazują, że liczba chorych na cukrzycę stale wzrasta.

Hans-Ulrich Grimm, autor książki „Żywność pełna kłamstwa”, pisze: „wiele substancji, które zjadamy w produktach spożywczych, wywołuje uczucia”. Trudno się z tym nie zgodzić. Cukier bezsprzecznie wywołuje uczucia, i to jakie! Niby wiemy, że „trzeba z tym skończyć”, a jednocześnie sięgamy po słodycze. Co takiego on w sobie ma, że nie można mu się oprzeć?

Słodki eksperyment

Zjadam krówkę na czczo i czekam, co się stanie – czuję rozkosz już po minucie – cukier spowodował wyrzut większej dopaminy, hormonu wywołującego uczucie szczęścia. A od poczucia szczęścia nietrudno się uzależnić... Gdybym zjadła krówkę z jabłkiem czy pajdą gryczanego chleba, cukier nie działałby aż tak bardzo, bo ważne jest, w jakim towarzystwie trafia do naszego organizmu. Jeśli wraz z błonnikiem (w warzywach, owocach, razowej mące), to wzrost poziomu glukozy będzie niższy niż ten wywołany przez „samotny” cukier. Dobrym towarzystwem są też zdrowe tłuszcze.

Cukier wywołuje we mnie bardzo konkretne uczucia, silnie wpływa na moje samopoczucie i zachowanie. Przez pierwszą godzinę po zjedzeniu krówki energia mnie rozsadza. Jestem zadowolona, mam przypływ sił witalnych, ale i problem ze skupieniem. Po godzinie czuję skradające się zdenerwowanie, które przekształca się w ostrą irytację, gdy poziom glukozy spada. Po niej następuje faza gwałtownego pogorszenia samopoczucia. Mam lekko depresyjne uczucie pustki, czuję silne napięcie, nawet lęk. Jestem zła, nie mogę się skupić i chce mi się czegoś słodkiego. Agresywny głos w głowie szantażuje, że nie pozwoli mi nic zrobić, dopóki mu czegoś nie dam.

Psychologia zachcianek

Naszym organizmom wystarczyłaby od czasu do czasu fruktoza, czyli cukier zawarty w owocach. Od czasu do czasu! Bo mitem jest, że można je jeść w każdej ilości. Dla przykładu stężenie fruktozy po zjedzeniu całej kiści winogron lub ośmiu mandarynek to dla człowieka za duże obciążenie. Nawet jeśli zjadamy poprawnie – tylko jedną porcję owoców dziennie – sacharozą jesteśmy dosłownie zasypywani. „Jeśli do tego dołoży się nadwagę i siedzący tryb życia, nasze komórki stawiają insulinie coraz większy opór (…). Przemęczona trzustka zużywa się, wydzielając coraz mniej insuliny, a komórki stają się coraz bardziej oporne na działanie tego hormonu. Stan taki nazywamy opornością na insulinę” – piszą dr Richard Jacoby, specjalista chorób nerwów obwodowych, i Raquel Baldelomar w głośnej książce „Cukier. Cichy zabójca”.

Jedzenie cukru doprowadza również do zjawiska leptynoodporności, a więc braku skutków działania leptyny – hormonu informującego mózg o odżywieniu organizmu. Uporczywa wysokocukrowa dieta powoduje nawykowy deficyt uczucia sytości. Jemy, ale nie czujemy się najedzeni. Stąd na przykład absurdalna potrzeba zjedzenia całej warstwy ptasiego mleczka naraz czy wszelkie kompulsywne pochłanianie słodyczy.

Jak widać, jesteśmy skażeni i odtrucie cukrowe będzie trudne. W tym stwierdzeniu nie ma słowa przesady, ponieważ cukier wywiera ogromny wpływ na nasze samopoczucie.

„Po zdecydowanym odstawieniu wszelkich słodyczy czujemy się niepewni i chorzy, niespokojni i nerwowi, a wreszcie zmuszeni do znalezienia czegoś słodkiego i zjedzenia, przekonani, że tego pokarmu bezzwłocznie musimy sobie dostarczyć. Czy możemy skupić się na pracy, wiedząc, że w szufladzie leży tabliczka czekolady? Zapewne nie – a jedynym rozwiązaniem jest jej zjedzenie” – czytam u Jacoby'ego i Baldelomar. Póki będziesz jeść cukier, będziesz atakowany przez słodkie zachcianki. Już on tego dopilnuje!

Pożegnanie z cukrem

Statystyki straszą: jedna trzecia dzieci urodzonych w latach 2006–2016 będzie miała cukrzycę typu drugiego z powodu nieprawidłowej diety. Wiele osób ma świadomość swojego uzależnienia, które zaszczepia potem dzieciom, ale ciągle uważamy, że to „tylko” uzależnienie psychiczne. „Wezmę się za siebie i z tym skończę”. Ale jeszcze nie teraz… A cukier zżera nas systematycznie, i to nie tylko w przenośni.

Stale podwyższony poziom cukru we krwi powoduje glikację białek – cukier przywiera do komórek białkowych i upośledza ich funkcje. Soczewka oka, naczynia krwionośne, włókna kolagenowe w skórze, ścięgna, stawy – białka budują wszystkie struktury naszego ciała i wszystkie są tak samo unicestwiane przez cukier. Lista schorzeń, do których się przyczynia, jest przerażająco długa: choroba Alzheimera, stwardnienie rozsiane, depresja, alergie, kruchość kości, zaburzone ciśnienie krwi, a do tego – jak podaje dr Richard Jacoby – najgroźniejszy jest jego wpływ na neuropatię, czyli zapalenie nerwów. Do tej pory nikt nie kojarzył diety wysokocukrowej ze schorzeniami neurologicznymi. A szkoda! Cukier niszczy nasz układ nerwowy. Odczuwamy to jako ból, a w dłuższej perspektywie jako niedołęstwo.

Nie masz wyjścia. To już nie kwestia poglądów czy nastawienia. Świat nauki mówi jednym głosem: jeśli chcesz w zdrowiu dożyć emerytury – rzuć sacharozę, a potem cukier pod każdą dosładzającą postacią. Choć stewia (z liści stewii południowoamerykańskiej) czy ksylitol (z kory brzozy) mają, owszem, znacznie niższy indeks glikemiczny, to używając ich, nie odzwyczaisz się od potrzeby odczuwania nadmiaru smaku słodkiego. To samo dotyczy sztucznych słodzików. Większość z nich, raz przyjęta, nigdy nie rozkłada się w naszym ciele, a mimo to wielu dietetyków wciąż uważa je za wsparcie w drodze do eliminacji cukru. Błąd! Proces odwyku, poza obszarem fizjologicznym, musi dotyczyć też obszaru gastrycznego. Chodzi o to, żeby przywrócić kubki smakowe do takiego stanu, w którym znów poczują słodycz surowej marchewki. Słodziki nam w tym nie pomogą. A miód?

Odkąd się dowiedziałam, co cukier robi moim białkom, słowo „glikacja” trzeszczy mi w głowie. Nie chcę trzymać w domu trucizny. Pozbyłam się całego cukru, nie mam nawet żelaznej rezerwy dla gości, ale z miodem nie dałam rady. Mam za duży szacunek dla pracy pszczół lub jestem po prostu z Polski i serce mi nie pozwala wyrzucić miodu. Po prostu więcej już go nie kupię, ale ten muszę powoli „dojeść”.

I co teraz?

Cukier, czyli sacharoza, jest dosłownie we wszystkim. Dlatego moja koleżanka uważa, że nie warto się tym przejmować. Każdy z nas jest skazany na cukrzycę, więc należy jeść rurki z kremem i popijać colą, póki jeszcze możemy, żeby potem, gdy już nam zdiagnozują cukrzycę, nie żałować. Koleżanka jest przekonana, że będzie miała cukrzycę typu drugiego. I rzeczywiście – przy takim podejściu ma to jak w banku! Ale ja widzę siebie jako zdrową, aktywną starowinkę z obwodem w pasie poniżej 78 cm (mężczyzna nie powinien mieć więcej niż 100 cm, bez względu na wzrost) bez cukrzycy, demencji i z piękną cerą. Zatem wysiadam z białej karuzeli!

A ty, drogi Czytelniku? Przeczytałeś trzy strony o cukrze, i co teraz? Wyśmiewasz strach przed nim, a może od dawna już go nie jadasz? Na jakim etapie drogi do zmian w jedzeniu cukru dziś jesteś? Określ to teraz. Lepszego momentu nie będzie.

Jak mawiał filozof Arthur Schopenhauer: „Każda prawda przechodzi przez trzy etapy: najpierw jest wyśmiewana, potem zaprzeczana, a na końcu uważana za oczywistą”.

Koła ratunkowe w morzu cukru

  • Pij białą morwę. Zawiera witaminy z grupy B, PP oraz wysokie stężenie flawonoidów o silnym działaniu detoksykacyjnym. Polecana przy konieczności wyrównywania poziomu cukru we krwi. Pomaga ciału poradzić sobie z codziennym tsunami cukru.
  • Do pracy noś zdrowe przekąski: marchewki, jabłka, czerstwe gryczane pieczywo, naturalne jogurty. Musisz to mieć pod ręką, bo trzeba jeść regularnie. Zbyt długie przerwy prowadzą do hipoglikemii (nadmiernego spadku poziomu glukozy we krwi) kończącej się sięganiem po słodycze.
  • Jedz bezcukrowe śniadania. Najlepiej owsiankę lub jajka (tylko zerówki albo jedynki od szczęśliwych kur).
  • Wyeliminuj z menu napoje słodzone. W jednej szklance jest 8 łyżeczek cukru (tyle samo, co w szklance soku pomarańczowego). Zamiast soków z owoców – pij warzywne.
  • Pilnuj spożywania zdrowych tłuszczów. „Pragnienie cukru bywa czasem domaganiem się przez organizm tłuszczu, którego mu nie dostarczyliśmy” – pisze dr Jacoby.
  • Nawadniaj organizm. Jeśli pijesz za mało, będziesz czuć podwyższone łaknienie i szukać cukru. Kropka.
  • Wysypiaj się. Nasz organizm często myli niezadowolone ciało migdałowate z głodem i zapotrzebowaniem na cukier. Chce ci się czegoś słodkiego? Nie możesz się niczym najeść? Zdrzemnij się, a łaknienie zniknie.
  • Czytaj etykiety. Jeśli cukier jest wymieniony na jednym z pięciu pierwszych miejsc, to oznacza, że produkt jest uzależniający i chorobotwórczy, więc niech zostanie na półce w sklepie.
  • Gdy jesz poza domem, postępuj według metody 80/20. Nie zawsze dasz radę uniknąć żywności z dodatkiem cukru, więc zachowuj czystość w ośmiu przypadkach na dziesięć, a te dwa od czasu do czasu wkalkuluj w koszta życia. Nie popełniaj błędu ortodoksji, polegającego na tym, że gdy raz złamiesz zasady, od razu rzucasz dietę. Metoda 80/20 jest duża bardziej skuteczna.
  1. Zdrowie

Zespół metaboliczny — czym jest, kogo dotyczy i jak często występuje

Zbilansowana dieta i regularna aktywność fizyczna to profilaktyka wielu schorzeń, w tym zespołu metabolicznego. (Fot. iStock)
Zbilansowana dieta i regularna aktywność fizyczna to profilaktyka wielu schorzeń, w tym zespołu metabolicznego. (Fot. iStock)
Zastanawiasz się, czy problem zespołu metabolicznego dotyczy również ciebie? Brzmi dość niepozornie, ale powoduje spustoszenie w całym organizmie. Wśród elementów tego zespołu znajdziemy otyłość brzuszną, która bardzo łatwo rozwija się w kierunku cukrzycy typu 2, chorób układu krążenia czy dolegliwości w obrębie stawów. Ponadto zespół obejmuje jeszcze insulinooporność, zaburzenia gospodarki lipidowej i nadciśnienie tętnicze. Jak widać, każde z tych schorzeń brzmi poważnie i stanowi zagrożenie nawet dla życia, a co dopiero, gdy wystąpią razem jako cały zespół metaboliczny. Należy zadać sobie pytanie, co zrobić, by nie dopuścić do pojawienia się tego zespołu, albo co zrobić, by zminimalizować jego skutki.

Profilaktyka – regularne badania mogą w odpowiednim momencie zwrócić naszą uwagę na kondycję organizmu. Im wcześniej dowiemy się, z czego wynikają zwiększony obwód brzucha czy przewlekłe uczucie zmęczenia, tym szybciej i skuteczniej zmienimy nasze podejście do jedzenia, aktywności ruchowej, długości snu bądź stresu.

Kiedy mamy do czynienia z zespołem metabolicznym?

Jednoznaczne wytyczne co do diagnozowania zespołu metabolicznego rodziły sporo kontrowersji. Ostatecznie udało się ustalić następujące parametry:

  • otyłość brzuszna mierzona w obwodzie pasa (mężczyźni > 102 cm; kobiety > 88 cm)

+ minimum dwa czynniki ryzyka:

  • stężenie trójglicerydów na czczo > /= 150 mg/dL (1,7 mmol/L)
  • stężenie HDL cholesterolu [mężczyźni < 40 mg/dL (1,04 mmol/L); kobiety < 50 mg/dL (1,29 mmol/L)]
  • ciśnienie tętnicze > /= 130/85 mm Hg
  • stężenie glukozy na czczo > /= 100 mg/dL (5,6 mmol/L)

Ponadto w zespole metabolicznym często występują również skłonności do pojawiania się zakrzepów i stanów zapalnych. Chociaż nie dają one objawów klinicznych, to mogą wskazywać na zwiększone ryzyko miażdżycy tętnic, chorób serca, udaru mózgu, chorób nerek czy przedwczesnej śmierci. Nieleczone schorzenia wchodzące w skład zespołu metaboliczne-
go spowodują powstanie powikłań w ciągu piętnastu lat. Jeśli jesteś osobą palącą i masz zespół metaboliczny, to te rokowania są jeszcze gorsze.
Przyczyną rozwoju zespołu metabolicznego są przede wszystkim złe nawyki żywieniowe i siedzący tryb życia. Rozpoznaje się go często u osób z niedawno wykrytym nadciśnieniem tętniczym i ze źle kontrolowaną cukrzycą. Tutaj można już zadać sobie pytanie: skoro tyle schorzeń i powikłań zdrowotnych tak ściśle jest związanych z żywieniem, a właściwie nieodpowiednią dietą i złymi nawykami, to być może da się odwrócić tę karuzelę i zmieniając sposób żywienia, wyleczyć lub chociaż zminimalizować stany chorobowe i zapalne w organizmie? Warto nad tym pomyśleć.

Wszystkie czynniki związane z zespołem metabolicznym są współzależne. Otyłość, zwłaszcza w obrębie brzucha, oraz brak aktywności fizycznej i złe nawyki żywieniowe prowadzą do insulinooporności. Ta wywiera negatywny wpływ na syntezę tłuszczów w wątrobie, zwiększając produkcję cholesterolu LDL i poziomu trójglicerydów we krwi i obniżając jednocześnie HDL. W wyniku tych zaburzeń dochodzi do odkładania depozytów tłuszczowych w ścianach tętnic, co z czasem prowadzi do chorób sercowo-naczyniowych, zakrzepów krwi i udarów.

Nadmiar insuliny zwiększa retencję sodu w nerkach, co powoduje wzrost ciśnienia tętniczego krwi i może prowadzić do nadciśnienia. Z kolei przewlekle podwyższone stężenie glukozy we krwi uszkadza naczynia krwionośne i narządy oraz prowadzi do rozwoju cukrzycy.

Jak to się zaczyna?

Badacze nie są jednomyślni, jeśli chodzi o ustalenie przyczyn zespołu metabolicznego, natomiast najczęściej jako wspólny mianownik wskazują otyłość wisceralną jako punkt wyjścia do stanów zapalnych i pojawienia się kolejnych schorzeń, charakterystycznych dla zespołu metabolicznego.
Wszystko zaczyna się w brzuchu, więc trzeba skupić na nim szczególną uwagę, poznać zasady funkcjonowania, potrzeby i – wychodząc im naprzeciw – zmienić nawyki żywieniowe, a tym samym zapobiec rozwojowi zespołu metabolicznego. Ponadto brak ruchu i wysokoenergetyczna dieta to kolejne czynniki zwiększające ryzyko chorób. W pierwszej kolejności z reguły pojawia się otyłość brzuszna i/lub insulinooporność, a dalej już lawinowo uruchamiają się kolejne schorzenia.

Zespół metaboliczny występuje u mniej niż 6% mężczyzn o prawidłowej masie ciała, natomiast znacznie częściej u mężczyzn z nadwagą czy otyłością (odpowiednio u 22% i 60%). Według badań przeprowadzonych w Polsce dotyczy on około 20% dorosłej populacji, czyli mniej więcej 5,8 miliona rodaków. Częściej występuje też u kobiet niż u mężczyzn. Na świecie problem ten może dotyczyć nawet 33% populacji Stanów Zjednoczonych, 27% populacji Chin, a w Europie od 15% Francuzów do 34% Włochów i Finów.

Zespół metaboliczny wiąże się ze zwiększoną częstością występowania cukrzycy, zdarzeń sercowo-naczyniowych i śmiertelności.
Według wielu badań dwuipółkrotnie zwiększa ryzyko wystąpienia zawału mięśnia serca, półtora raza groźbę śmiertelności całkowitej i dwukrotny wzrost incydentów sercowo-naczyniowych. O ile zespół metaboliczny diagnozuje się około sześćdziesiątego roku życia, o tyle otyłość brzuszną czy insulinooporność już u nastolatków, więc jeśli w porę nie zostaną wyeliminowane, to diagnoza zespołu metabolicznego może być stawiana nawet o dwadzieścia lat wcześniej.

Ankieta wspomagająca wstępną diagnozę choroby

  • Twój obwód pasa w stosunku do obwodu bioder przekracza 1
  • Twoje ciśnienie tętnicze przekracza 130/90
  • Poziom glukozy na czczo przekracza 110
  • Twoja aktywność fizyczna ogranicza się do 1–2 razy w ciągu tygodnia lub nie ma jej wcale
  • Jesz nie więcej niż 3 posiłki w nieregularnych odstępach
  • Twój wskaźnik BMI wynosi >25
  • Palisz papierosy
  • Towarzyszy ci uczucie zmęczenia i miewasz spadki energetyczne w ciągu dnia
  1. Moda i uroda

Niech nas stopy niosą

Dbanie o stopy to nie tylko pedicure, ale również ćwiczenia, wzmacniające mięśnie i ścięgna.(Fot. Getty Images)
Dbanie o stopy to nie tylko pedicure, ale również ćwiczenia, wzmacniające mięśnie i ścięgna.(Fot. Getty Images)
Krem do rąk większość z nas ma w torebce. Krem do stóp najlepiej postawić na nocnej szafce i wieczorem wymasować stopy. Jeśli skóra jest bardzo sucha, można na noc założyć bawełniane skarpetki. Rano stopy będą gotowe do wsunięcia na nie klapek.

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

1. Naturalny zmiękczający krem do stóp z Olejem Macadamia i Avokado bebio 75 ml/15,99 zł (bebiocosmetiqs.pl). Oleje intensywnie odżywiają, natłuszczają i chronią skórę stóp przed wysuszeniem. Zawarty w kremie ekstrakt z owoców rośliny Microcitrus australasica, rosnącej w nadmorskich obszarach Australii, działa jak naturalny piling, delikatnie wygładzając skórę.

2. Krem-maska do stóp na silne zrogowacenia Bielenda 100 ml/9,5 zł. Zawiera zmiękczający mocznik i chłodzący ekstrakt z mięty. Zmiękcza stwardniały naskórek. Szybko się wchłania.

3. Naturalny kojący krem do stóp Alladale wygładza, nawilża, regeneruje. Tworzy na skórze płaszcz ochronny zapobiegający odparowywaniu wody z naskórka. Natura siberica 75 ml/26,25 zł.

4. Foot Serum 24h Power of Minerals L’Orient 100 ml/60,80 zł (ufranciszka.pl). Działa antybakteryjnie i nawilżająco. Łączy w sobie skuteczność solanki z Morza Martwego z ekstraktami roślinnymi.

5. Thera Intensive Foot Cream – gęsty, odżywczy krem z olejami awokado, migdałowym i jojoba oraz wyciągiem z krwawnika, olejkiem mirtowym i z drzewa herbacianego. Lavido 120 ml/129 zł (lavido.pl).

6. Regenerujące serum do stóp z CBD. Olej konopny w połączeniu z olejem z drzewa herbacianego i miętą polną daje efekt regeneracji ran, podrażnień, otarć czy odcisków. Hemp king 100 ml/46,90 zł (hempking.eu).

7. Pachnący i rozgrzewający balsam do stóp Refreshing Foot Balm zawiera olejki eteryczne z grejpfruta i cyprysu, które wspomagają krążenie krwi, a wyciągi z imbiru, cyprysu i lawendy zmniejszają obrzęk. erbaviva 50 g/69 zł (galilu.pl).

8. Sztyft SOS kuracja do pięt z mocznikiem i alantoiną. Zmniejsza problem rogowacenia pięt. Balerina by Floslek 20 g/22,99 zł.

9. Baby Feet – naprawdę sprawia, że stopy są jak u dziecka. Koloidalna mąka owsiana zmiękcza naskórek i zapobiega jego pękaniu, a filtrowany śluz ślimaka nawilża i wygładza. Diego Dalla Palma 75 ml/104 zł (diegodallapalmapro.pl).

  1. Zdrowie

Świat u naszych stóp

Chodź boso po plaży, trawie lub podłodze. Na początku stopy będą unikać nierówności, kamyków i gałązek, ale z czasem się do nich przyzwyczają. Poczuj swoje kroki tu i teraz. (Fot. iStock)
Chodź boso po plaży, trawie lub podłodze. Na początku stopy będą unikać nierówności, kamyków i gałązek, ale z czasem się do nich przyzwyczają. Poczuj swoje kroki tu i teraz. (Fot. iStock)
Stopy komunikują się z nami codziennie, sygnalizując problemy na poziomie ciała i emocji. Są naszym symbolem obecności w świecie, a i tak najczęściej chowamy je w skarpetkach i butach. Wstydzimy się ich, nie lubimy. Dziennikarka i fotografka Katarzyna Sołtan pyta kobiety o ich stopy. A potem je fotografuje.

Ludzka stopa składa się z 33 stawów, 107 ścięgien i więzadeł oraz 26 kości, co oznacza, że w samych tylko stopach znajduje się jedna czwarta wszystkich kości naszego organizmu. Ich niewielka powierzchnia utrzymuje nasze ciało nawet w bardzo trudnych warunkach. A nie mają z nami lekko – codziennie robimy średnio 5 tysięcy kroków, a w ciągu całego życia uderzamy nimi o podłoże średnio 10 milionów razy. Do tego dochodzi jeszcze poruszanie się po twardej powierzchni, czasem w niewygodnych lub niewłaściwie dobranych butach.
Powiedzmy sobie szczerze − na co dzień nie dbamy o stopy tak, jak o włosy, cerę czy ręce. Przypominamy sobie o nich dopiero wtedy, gdy nadchodzi lato lub dzieje się z nimi coś nie tak. Tak było w moim przypadku. Miałam kompleks na punkcie stóp. Cieszyłam się, kiedy nadchodziły chłodniejsze miesiące, bo mogłam ukryć je w szczelnym pancerzu martensów. W gorące miesiące przeżywałam katusze – zakryte buty były prawdziwą męczarnią, ale wolałam odczuwać dyskomfort niż włożyć sandały. Byłam przekonana, że odsłaniam w ten sposób bardzo intymną część ciała, w dodatku – w mojej ocenie – nieładną. Dopiero całkiem niedawno, gdy otworzyłam się na medytację i jogę, poczułam, jak ważne są stopy. W jodze stopa jest podstawą i każdy brak równowagi w życiu zaczyna się właśnie od niej.

Medytacja drzewa

− Stopy są dla mnie cudem, dzięki któremu mogę w ogóle doświadczać chodzenia po ziemi – mówi Green, tancerka i projektantka tworząca w duchu recyklingu. Green uważa, że największą mocą stóp jest możliwość kontaktu z ziemią. To właśnie przez stopy ziemia przekazuje nam energię, dzięki której łączymy się z naturą. − Wystarczy stanąć boso na ziemi i już mamy dostęp do bezpośredniej wiedzy − przekonuje.

Podobne odczucia ma Kinga Wdowiak, którą od zawsze fascynowała właśnie ta część ciała. W liceum lubiła robić rysunki swoich stóp, a latem biegała boso wszędzie, gdzie tylko się dało. Chciała mieć kontakt z ziemią. Skupiała się wtedy na samej czynności chodzenia, co przeradzało się w medytację. Kinga praktykuje to do dziś, ale już świadomie jako buddystka i nauczycielka jogi. – Stopa to nasz fundament, miejsce zapuszczania energetycznych korzeni – tłumaczy. – Dlatego w jodze zaczynamy skanowanie całego ciała od stóp i w ten sposób przyciągamy do siebie energię.

Filozofie Wschodu od dawna podkreślają, jak ważna jest interakcja pomiędzy energią ziemi a energią ciała człowieka. Według niektórych wschodnich wierzeń żeńska energia jest energią przyciągania, czyli „siłą dośrodkową” wpływającą do ciała kobiety przez stopy, dlatego też nazywana jest siłą uziemienia. Ta potężna energia sprawia, że domownicy chcą przebywać blisko osoby o najwyższej energii dośrodkowej, czyli zwykle wokół matki. Kinga uważa, że świadome skierowanie uwagi na stopy może być też świetnym sposobem na wyciszenie w stresujących momentach. Wystarczy wyobrazić sobie, że nasz oddech zaczyna się od stóp i wędruje przez całe ciało. Odczucia płynące z podstawy naszych nóg wygłuszą natrętne myśli, pozwolą nawiązać kontakt ze sobą i przywrócą równowagę. – Stopy nauczyły mnie, jak wiele energii jest dostępnej w asanach. Gdy stoję w pozycji drzewa i łapię równowagę, moja silna stopa utrzymuje mnie, jestem stabilna i nic nie jest w stanie mnie ruszyć – twierdzi Kinga.

Kinga uważa, że stopy, podobnie jak ręce, są przepiękną częścią kobiecego ciała. Tym bardziej dziwi ją to, że kobiety mają na ich punkcie kompleksy. Tak było w przypadku Pauliny Wycichowskiej, tancerki i choreografki. Już od dzieciństwa katowała je ćwiczeniami w szkole baletowej, ale nie widziała efektów – były twarde i nieustępliwe. Zabezpieczyły ją przed wieloma kontuzjami, ale wtedy nie potrafiła tego docenić. Wstydziła się ich. Wszystko zmieniło się w trakcie studiów tańca współczesnego w Londynie. Zaczęła pracować z nimi świadomie i z wyczuciem – i wtedy nawet trochę zmieniły swój kształt. Ta wzmocniona uwaga zwrócona na stopy pozostała jej do dzisiaj, a gdy przypominają o sobie bólem, Paulina już wie, że chcą uwagi i dotyku. W tańcu natomiast są jej łącznikiem z ziemią. – To niesamowite, że tak misterne konstrukcje, jakimi są stopy, absorbują duże siły uderzenia, na przykład podczas skoku, gdy przyjmują zwielokrotniony siłą przyciągania ciężar naszego opadającego ciała – zachwyca się.
Prowadzi warsztaty rozwijania świadomości ciała, które nazwała „I mind the step”. − Uważam, że świadomość każdego kroku przekłada się na świadomość ruchu i ciała, a może nawet na świadomość poszczególnych chwil życia − podsumowuje. Praca ze stopami sprawia, że lubi patrzeć na stopy innych, szczególnie latem, bose i w sandałkach, naturalne lub z pomalowanymi paznokciami. Żałuje jednak, że kobiety wciąż rzadko podkreślają ich piękno pierścionkami lub bransoletkami.

Śladami bogów

Magda Adamow, nauczycielka i fotografka, należy do tych kobiet, które uwielbiają ozdabiać swoje stopy subtelną biżuterią. Uważa, że jest w nich, podobnie jak w dłoniach, niezwykła zdolność zmysłowego odbierania świata. − Są niesamowicie chwytne i wrażliwe na bodźce sensualne, chociażby wtedy, gdy chodzimy boso po piasku, zanurzamy je w ciepłej wodzie lub dotyka ich ktoś bliski. Kontakt ze światem przez stopy to niemal metafizyczne doznanie – mówi Magda. I chociaż stopy w niczym nie ustępują dłoniom, notorycznie zakrywamy je skarpetami, wciskamy w buty i chowamy przed innymi. Może dlatego, że są daleko od głowy, którą uznajemy w naszej kulturze za niezwykle ważną? Traktujemy je bardziej instrumentalnie jako część ciała służącą do przemieszczania się z punktu A do punktu B. Tymczasem stopy były i są bardzo ważnym elementem świata duchowego. W wielu tradycjach to właśnie one są ucieleśnieniem naszej duszy i przypominają, że gdy bogowie zeszli na Ziemię, pozostawili na niej swoje święte ślady, którymi obecnie podążamy. W niektórych kulturach pokłony składane guru lub starszym osobom w rodzinie połączone są z dotknięciem ręką ich stóp – tworzy to delikatny krąg wymiany energii i jest oznaką najwyższego szacunku. W buddyzmie guru witany jest przez wyznawców przez pokłon lub pocałunek w stopy. Co ciekawe, wizerunek samego Buddy był niegdyś tabu, dlatego symbolem jego obecności były odciski stóp, które do dziś możemy oglądać w postaci grawerunków pokrytych rozmaitymi symbolami. Znaczenie stóp zakodowane jest również w języku, kiedy mówimy o miejscach „nietkniętych ludzką stopą”, gdy „składamy cały świat u stóp” ukochanej osoby lub gdy „mamy coś lub kogoś u swych stóp”.

stopy to nasz fundament, miejsce łączności z ziemią, zapuszczania energetycznych korzeni. (Fot. Katarzyna Sołtan)stopy to nasz fundament, miejsce łączności z ziemią, zapuszczania energetycznych korzeni. (Fot. Katarzyna Sołtan)

W cieniu Kopciuszka

Historia zna też mniej chlubne i dalekie od metafizyki przykłady, w których stopa sprowadzona była do atrybutu męskości lub kobiecości. W średniowieczu duża męska stopa oznaczała siłę, dlatego panowie z upodobaniem nosili ciżmy. Buty z długim noskiem, mające podkreślać walory i pozycję mężczyzny, nie weszły do mody na stałe, może dlatego, że utrudniały swobodne przemieszczanie się nie tylko ich właścicielowi, lecz także reszcie otoczenia.
Z kolei wabikiem średniowiecznej damy była mała stopa. Również przez wiele stuleci wielkością stopy mierzono wartość kobiety w Chinach. Fetysz miniaturowych stóp zawładnął wyobraźnią Chińczyków do tego stopnia, że zaczęto krępować kobiece stopy bandażami w taki sposób, by zatrzymać ich naturalny proces rośnięcia, o czym opowiada chociażby książka „Kwiat śniegu i sekretny wachlarz” Lisy See. Miniaturowe stopy były symbolem piękna i wyjątkowości, zupełnie jak w baśni o Kopciuszku, którego stopa była tak mała, że jej pantofelek nie pasował na żadną inną kobietę.

Dziś, bardziej niż o wciskaniu stopy w trzewiczek, marzymy o jej nienagannym wyglądzie. I choć w reklamach pojawia się zwykle proporcjonalna, gładka i smukła stopa, w rzeczywistości wyróżniamy trzy jej typy: egipską, rzymską i grecką. Stopa egipska uznawana jest za idealną ze względu na jej harmonijną budowę i smukłość. Paluch jest w niej najdłuższy, a reszta proporcjonalnie maleje. Z kolei grecki typ ma najdłuższy drugi palec. W starożytnej Grecji taki układ palców oznaczał inteligencję i wysokie pochodzenie. Typ rzymski jest najrzadszy − pierwsze trzy palce są niemal identycznej długości, a dwa ostatnie wyraźnie krótsze od pozostałych.
Niezależnie od kształtu stopa to lustro wszystkich naszych organów wewnętrznych. To właśnie tutaj znajduje się mnóstwo receptorów, mapa ludzkiego ciała. Doskonałym znawcą tej mapy jest refleksolog, który leczy rozmaite dolegliwości, uciskając poszczególne receptory na stopach. Może to pomóc między innymi w: bezsenności, migrenie, bólach stawów i kręgosłupa, w problemach skórnych i żołądkowo-jelitowych. Na śródstopiu w ujęciu refleksologii znajdują się nasze narządy wewnętrzne, więc przyciskając piętę do śródstopia masujemy żołądek, jelita czy śledzionę. Dlatego tak ważne są codzienny masaż stóp, gimnastyka i chodzenie boso.

Historie w stopach zapisane

Techniki automasażu wykorzystuje coraz popularniejsza w Polsce gimnastyka słowiańska. Stopy, podobnie jak w jodze, służą tu do uziemiania się, więc dobrze ćwiczyć w bliskim kontakcie z ziemią, żeby otworzyć się na płynącą z niej energię. − Stopa w relacji z ziemią odzwierciedla naszą relację z matką. Jeśli coś pojawia się na stopach, to sygnał, że coś w tej relacji jest nie tak − tłumaczy Kasia Muchowska, terapeutka Mizan. – Na przykład przy płaskostopiu większa część stopy dotyka ziemi, co wyraża pragnienie bliskości z matką, więc to znak, że prawdopodobnie nasza matka jest emocjonalnie nieosiągalna. Z kolei narastanie naskórka to otoczenie się skorupką przed teraźniejszością.
Kasia przyznaje, że stopa to część ciała, którą najłatwiej zakryć, a nasze kompleksy biorą się z porównywania i przekonania, że to, co mamy, nie jest wystarczająco dobre. − Gdy ćwiczę gimnastykę słowiańską z dziewczynami, często zdarza się, że mają stopy zakryte rajstopami lub skarpetkami – zauważa. Przyznaje, że zanim pokochała swoje stopy, karmiła się obrazami z prasy i telewizji. – Wiedziałam, że latem muszę o nie zadbać, pomalować paznokcie i wygładzić pumeksem, a jeśli są suche, wetrzeć krem – mówi. − Podczas pracy z gimnastyką słowiańską zaczęłam się zastanawiać, dlaczego skóra na moich stopach jest taka sucha. Gdy zaczęłam ćwiczyć i doceniać moje stopy, to się zmieniło. Narodziła się we mnie wdzięczność za moje stopy. Przestałam je oceniać i traktować przedmiotowo.
Kasia mówi, że jej stopy wyglądają teraz inaczej. Wie już, że krem jest tylko czymś w rodzaju plastra, ale nie zmieni energetycznej kondycji stóp.
O tym, jak trudno jest pokochać swoje stopy, przekonała się również Green. – Moje kompleksy na ich punkcie wynikają z tego, że w mojej rodzinie kobiety mają dość żylaste stopy, więc jeśli założę buty na obcasie, to wygląda to mało estetycznie. Ale moje stopy są też tym, co pozwala mi się ugruntować, poczuć siebie, ustabilizować i za to jestem im wdzięczna – podsumowuje.

Zbawienne rytuały

− Stopa i jej wygląd mówią wiele o budowie ciała, wadach postawy, problemach z układem kostno-stawowym i chorobach układu krążenia – mówi Lidia Zerek, podolog. Podpowiada, jak pielęgnować stopy i paznokcie w zaciszu domowym oraz jak dobierać obuwie i wkładki korygujące. − Wiele moich klientek nie lubi swoich stóp. Wynika to najczęściej z utrwalonych kanonów piękna pokazywanych w mediach. Każda reklama dotycząca pielęgnacji stóp to obrazek młodej, zgrabnej kobiety, która pokazuje nienagannie wypielęgnowane stopy. W rzeczywistości każdy z nas jest inny, więc i nasze stopy się różnią – przekonuje. Ważne, żeby o nie właściwie zadbać. Nie zakrywajmy zmienionych chorobowo paznokci lakierem i nie kupujmy skarpetek złuszczających, ponieważ w ich składzie są kwasy, które zaburzają procesy prawidłowej keratynizacji naskórka. Powinniśmy też unikać tarek i pumeksów, ponieważ pocieranie stopy powoduje wzrost temperatury, a to również zaburza keratynizację i nasze stopy zamiast być gładkie, robią się szorstkie. Naskórek złuszcza się samodzielnie i odbudowuje co 28 dni. Jeśli proces ten przebiega prawidłowo, trudno go nawet zauważyć. Rytuałem powinno stać się codzienne mycie stóp w ciepłej (ale nie gorącej) wodzie, do której możemy dodać odrobinę specjalistycznej soli lub olejku, a po umyciu dokładne wycieranie stóp i przestrzeni międzypalcowych. Pielęgnację warto zakończyć delikatnym masażem, podczas którego wetrzemy preparaty podologiczne mające w składzie odpowiednio skoncentrowane naturalne tłuszcze, delikatną lanolinę, ekstrakty z owoców, preparaty zwalczające działanie wolnych rodników i kompleksy witaminowe, które łagodzą podrażnienia naskórka i wspomagają jego odbudowę.
Co dzieje się, kiedy zapominamy o fundamencie naszego ciała? − Stopy, nieustannie narażone na przeciążenia i tarcie w nieodpowiednim obuwiu, buntują się – tłumaczy Lidia. Powstają odciski, nagniotki, pękają pięty, rosną haluksy, odczuwamy piekący, kłujący ból w obrębie pięt, a nawet całej kończyny dolnej i układu szkieletowego. Unikajmy zatem obuwia, które jest za ciasne i za ciężkie. Szpilki zostawmy na specjalne okazje. Przy zakupie nowych butów zwróćmy uwagę przede wszystkim na wygodę, aby stopa miała odpowiednią ilość miejsca i nie była ściśnięta, oraz na podeszwy, które powinny być elastyczne i lekko amortyzujące. Jeśli do tego będziemy myśleć o swoich stopach z wdzięcznością, zabiorą nas w niejedną fascynującą podróż. Bo niezależnie od wielkości i kształtu stopy komunikują się z nami codziennie i dzielą się mądrością na temat naszego zdrowia, sił życiowych i blokad emocjonalnych.
Zacznij od ćwiczenia: przejdź się boso po plaży, trawie lub podłodze. Na początku stopy będą unikać nierówności, kamyków i gałązek, ale z czasem się do nich przyzwyczają. Poczuj swoje kroki tu i teraz. Za tydzień będą pewnie inne. Podobają ci się ślady, które zostawiasz na ziemi? 

  1. Zdrowie

Dieta nerkowa – jak najlepiej zadbać o nerki?

To nie musi być diagnoza przewlekłej choroby nerek. Już samo osłabienie pracy tych ważnych organów powinno skłonić nas do zmiany stylu życia. (fot. iStock)
To nie musi być diagnoza przewlekłej choroby nerek. Już samo osłabienie pracy tych ważnych organów powinno skłonić nas do zmiany stylu życia. (fot. iStock)
W Stanach Zjednoczonych żyje ponad 30 milionów ludzi, u których zdiagnozowano jakieś zaburzenia w funkcjonowaniu nerek lub którzy już się zmagają z pełnoobjawową chorobą. – pisze Susan Zogheib w swojej książce „Przewlekła choroba nerek. Leczenie dietą”. Dieta jest niezbędnym elementem leczenia PChN i skutecznie pomaga w spowolnieniu postępów choroby. Niektóre składniki potraw wspomagają funkcjonowanie nerek, a inne wymuszają ich intensywniejszą pracę.

– Jestem dyplomowaną dietetyczką i mam długoletnie doświadczenie w pomaganiu pacjentom w przejmowaniu kontroli nad chorobą nerek. Od lat w tej roli wspieram pacjentów w walce z chorobą, nie tylko w zapanowaniu nad objawami fizycznymi, lecz także w radzeniu sobie z emocjonalnym ciężarem, jaki często się wiąże z taką zmianą w życiu. – pisze Susan Zogheib. – Kontrolowanie ilości spożywanych składników takich jak sól oraz węglowodany zmniejsza ryzyko występowania nadciśnienia tętniczego, cukrzycy oraz innych chorób, które mogą się pojawić w konsekwencji niewydolności nerek. Pragnę z całą mocą podkreślić konieczność współpracy i konsultacji z dietetykiem przez cały okres rozwoju przewlekłej choroby nerek, dzięki czemu można uzyskać poprawę stanu zdrowia.

Spowolnienie choroby nerek w kilku krokach

Krok 1. Zrozum swoje potrzeby żywieniowe

Nie istnieje jeden plan żywienia, który by się nadawał dla wszystkich chorych na nerki. Te produkty, które możesz jeść, i te, które są dla ciebie zakazane, zmienią się z czasem, zależnie od funkcjonowania nerek oraz zależnie od innych czynników, na przykład od zachorowania na cukrzycę. Współpracując ściśle z lekarzem prowadzącym oraz stale pogłębiając wiedzę na temat tej choroby, możesz osiągnąć mistrzostwo w sztuce dokonywania zdrowych wyborów żywieniowych, które odpowiadają twoim potrzebom, a wtedy będziesz osobiście i z powodzeniem panował nad chorobą. Poniżej przedstawię podstawowe wskazówki żywieniowe dla wszystkich chorych na przewlekłą chorobę nerek (PChN).

Białko

Białko występuje w produktach zwierzęcych i roślinnych. Jest makroskładnikiem odżywczym niezbędnym dla zdrowego organizmu; jednak dla pacjentów z PChN nadmiar białka nie jest zdrowy. Gdy pogarsza się funkcjonowanie nerek, organizm traci zdolność usuwania substancji szkodliwych powstałych w wyniku rozpadu białka. Zaczyna się ono gromadzić we krwi. Prawidłowa ilość białka zależy od stanu nerek, stanu odżywienia (poziomu albumin i apetytu), wagi oraz innych czynników. Dyplomowany dietetyk pomoże ci obliczyć dzienne limity spożycia białka.

Tłuszcze

W okresie ograniczeń może cię pocieszyć informacja, że zdrowy tłuszcz w umiarkowanych ilościach jest ważnym makroskładnikiem, który należy spożywać codziennie. Dzięki spożyciu zdrowych tłuszczów otrzymujesz bardzo ważne kwasy tłuszczowe, które na wiele sposobów wspierają zdrowie organizmu. Jednonienasycone i wielonienasycone tłuszcze są uważane za najzdrowsze ze względu na potencjał oddziaływania na zdrowie układu krążenia (w tym obniżanie poziomu cholesterolu całkowitego, zwiększanie poziomu cholesterolu HDL, a obniżanie poziomu LDL). Właściwie tłuszcze mogą również łagodzić stany zapalne organizmu i chronić nerki przed dalszymi uszkodzeniami. Włącz do diety niewielkie ilości wymienionych poniżej produktów.

Kwasy jednonienasycone (zdrowe tłuszcze, płynne w temperaturze pokojowej):

  • awokado
  • oliwa
  • olej arachidowy
  • olej sezamowy
  • niektóre oleje szafranowe (o wysokiej zawartości kwasu oleinowego)

Kwasy wielonienasycone:

  • olej kukurydziany
  • ryby, takie jak: łosoś, makrela, śledź, tuńczyk biały i pstrąg
  • siemię lniane lub olej lniany
  • niektóre oleje szafranowe (bogate w kwas linolowy)
  • olej sojowy
  • pestki słonecznika
  • orzechy włoskie

Węglowodany

Węglowodany są ważnym makroskładnikiem, niezbędnym dla organizmu. Stanowią również większe źródło paliwa dostarczającego energii. Dostarczają wiele witamin, minerałów oraz błonnika, który pomaga chronić organizm. Wybieraj węglowodany (w odpowiedniej ilości) o wysokiej zawartości błonnika.

Sód

Nadmiar sodu może wywołać pragnienie, co z kolei powoduje obrzęki oraz podwyższone ciśnienie krwi. Podwyższone ciśnienie krwi może spowodować jeszcze większe uszkodzenie już chorych nerek. Spożywanie mniejszej ilości sodu pomaga obniżyć ciśnienie krwi i spowolnić rozwój PChN. Chorym zaleca się dzienne spożycie sodu – 2000 mg dziennie. Zapamiętaj hasło: „świeże jest najlepsze”, a osiągniesz sukces. Sód występuje w dużych ilościach w pokarmach przetworzonych: solonych, peklowanych lub marynowanych. Również żywność w puszkach, mrożona lub fast food zawiera bardzo dużo sodu. Im mniej przetworzona, tym mniej jest w niej sodu. Jeśli koncepcja „świeże jest najlepsze” stanowi dla ciebie rewolucyjną zmianę podejścia do jedzenia, to możesz być pewny, że w tej książce znajdziesz wiele przepisów na smaczne dania, w których wyeliminowano sól, i odkryjesz inne, twórcze sposoby doprawiania potraw. Jedną z najlepszych rzeczy, które można zrobić dla zachowania zdrowia, to ograniczyć spożycie sodu.

Potas

Potas występuje w wielu pokarmach i napojach. Odgrywa ważną rolę w regulowaniu rytmu pracy serca oraz w utrzymywaniu prawidłowej pracy mięśni. Chorzy na nerki jednak muszą często ograniczać przyjmowanie konkretnych artykułów, które mogłyby niebezpiecznie podwyższyć poziom potasu we krwi. W diecie ograniczającej potas zaleca się zwykle dawkę około 2000 mg dziennie. Lekarz lub dietetyk może ci wskazać właściwe dla ciebie spożycie potasu na podstawie twoich wyników badania krwi oraz indywidualnych potrzeb. Chcąc zmniejszyć gromadzenie się potasu w organizmie, będziesz musiał się nauczyć, które pokarmy dużo go zawierają, a które mniej. Dzięki temu będziesz wiedzieć, na co należy uważać.

Fosfor

Zdrowe nerki pomagają organizmowi regulować ilość fosforu. Z PChN jednak nie są zdolne do usuwania jego nadmiaru. W rezultacie we krwi podwyższa się poziom fosforu, a to prowadzi do wypłukiwania wapnia z kości, co z kolei kończy się osłabieniem kości i ich łamliwością. Podwyższony poziom fosforu i wapnia we krwi może doprowadzić do niebezpiecznego gromadzenia się składników mineralnych w tkankach miękkich organizmu, czyli do choroby zwanej kalcyfikacją. Fosfor występuje naturalnie w białku zwierzęcym i roślinnym, a obficiej w żywności wysoko przetworzonej. Zachowasz bezpieczny poziom fosforu w organizmie, podejmując rozsądne decyzje żywieniowe. Główna zasada, która ułatwia zapobieganie spożycia niepożądanego, ukrytego fosforu, to znana ci już koncepcja „świeże jest najlepsze”, czyli unikanie żywności przetworzonej. Dzienne spożycie fosforu dla chorych z PChN wynosi od 800 do 1000 mg.

Witaminy i suplementy

Zamiast polegać na suplementach, wystarczy przestrzegać zrównoważonej diety, aby przyjmować zalecaną dzienną dawkę witamin. Jednakże ze względu na ograniczający charakter diety PChN dostarczenie organizmowi wszystkich niezbędnych witamin i składników odżywczych może stanowić spore wyzwanie. Chorzy na PChN potrzebują więcej witamin rozpuszczalnych w wodzie. Zalecane są specjalne suplementy witamin dla nerek. Zawierają w składzie witaminy B1, B2, B6 i B12, jak również kwas foliowy, niacynę, kwas pantotenowy, biotynę i małą dawkę witaminy C. Jedną z funkcji nerek jest przekształcanie nieaktywnej formy witaminy D w formę biologicznie czynną, dzięki czemu organizm może ją wykorzystać. Przy PChN nerki tracą tę zdolność. Lekarz może zalecić ci sprawdzenie poziomu wapnia, fosforu oraz parathormonu, aby ustalić, czy potrzebujesz suplementacji czynną witaminą D, która jest dostępna wyłącznie na receptę.

Płyny

Do głównych funkcji nerek należy regulacja równowagi płynów w organizmie. Większość chorych na PChN nie musi ograniczać płynów pod warunkiem normalnego poziomu wydalania moczu. Gdy choroba postępuje, zmniejsza się ilość wydalanego moczu, a zwiększa zatrzymywanie płynu w organizmie. Wtedy ograniczanie spożycia płynów staje się koniecznością. Zawsze zwracaj szczególną uwagę na objętość wydalanego moczu. Zawiadom lekarza prowadzącego, jeśli zauważysz, że się ona zmniejsza. Wtedy ustali, do jakiej ilości płynów musisz się ograniczyć dziennie, aby zachować zdrowy poziom płynu, co pomoże zapobiec przeciążeniu płynowemu oraz komplikacjom zdrowotnym związanym z nadmiarem płynów (takich jak: opuchlizna, nadciśnienie, obrzęk płuc, zastoinowa niewydolność serca).

Choroba nerek a dieta – w skrócie:

  •   Ogranicz dzienne spożycie białka do ilości zalecanej przez lekarza prowadzącego. Wybieraj źródła chudego białka wysokiej jakości.
    •  Używaj umiarkowanie tłuszczów zdrowych dla serca (jednonienasyconych i wielonienasyconych). •  Wybieraj węglowodany o wysokiej zawartości błonnika.
    •  Ogranicz spożycie sodu do 2000 mg dziennie. Unikaj pokarmów wysoko przetworzonych, które zawierają duże ilości sodu. Staraj się, przygotowując posiłki bez sodu, przyrządzać potrawy ze świeżych składników.
    •  Ogranicz spożycie potasu do 2000 mg dziennie.
    •  Ogranicz spożycie fosforu do 800–1000 mg dziennie.
    •  Zapytaj lekarza o przyjmowanie witamin przeznaczonych dla chorych na nerki.
    •  Ograniczenia spożycia płynów mogą nie być konieczne u chorych z PChN. Omów swoje dzienne zapotrzebowanie z lekarzem prowadzącym.

Krok 2: Poznaj swoje dzienne zapotrzebowanie kaloryczne

Dzienne zapotrzebowanie kaloryczne należy dostosować do konkretnych zmiennych osoby bez względu na to, czy choruje na PChN. Przy PChN największy pożytek przyniesie organizmowi spożywanie odpowiedniej ilości kalorii i wybór właściwych pokarmów. Kalorie dostarczają energii i umożliwiają codzienne funkcjonowanie. Pomagają zapobiegać infekcjom, uniknąć utraty masy mięśniowej, zachować właściwą wagę i spowolnić rozwój choroby nerek. Jeśli jednak dzienne spożycie kalorii jest zbyt wysokie, wówczas twoja waga wzrośnie, co dodatkowo obciąży nerki. Ustalenie prawidłowej liczby kalorii jest bardzo ważne. Wymagania kaloryczne dla chorego na PChN wynoszą od 30 do 35 kalorii na kilogram masy ciała. Na przykład jeśli ważysz 70 kilogramów, będziesz potrzebować około 2000 kalorii dziennie do optymalnego funkcjonowania.

Krok 3: Czytaj etykiety z wartościami odżywczymi

Nauczenie się i zastosowanie w praktyce diety dla chorych na nerki wymaga czasu. Na szczęście na wszystkich opakowaniach produktów spożywczych zamieszcza się etykiety z wartością odżywczą i listą składników. Czytanie tych etykiet może być prawdziwym objawieniem! Sprawdźmy, jak rozszyfrować informacje na etykiecie, żeby dokonywać właściwych wyborów, które zaspokoją indywidualne potrzeby żywieniowe. Czytanie etykiet jest ważnym narzędziem przy wyborze artykułów optymalnych dla nerek. To dobry nawyk, który wszyscy powinni w sobie wykształcić.

Krok 4: Praktyczna kontrola porcji

Kontrolowanie porcji jest bardzo ważne w chorobach nerek, ale to wcale nie oznacza, że masz chodzić głodny. Bez względu na stadium PChN, na jakim jesteś, umiarkowanie w jedzeniu jest ważne, aby zachować zdrowe nerki. Nie powinieneś jednak czuć, że pozbawiono cię jedzenia. Przeciwnie, możesz bez przejadania się delektować się rozmaitymi daniami wspomagającymi nerki. Kiedy zwracasz uwagę na to, co jesz, rezygnujesz z żywności, która może być szkodliwa dla ciebie. Ćwiczysz także kontrolę wielkości porcji. Od ciebie zależy, czy wykształcisz w sobie nawyk umiarkowanego jedzenia oraz czy będziesz ograniczał spożycie konkretnych pokarmów. To wymaga trochę czasu, zdecydowania i planu gry. Wybór właściwego jedzenia w trakcie przestrzegania specjalistycznej diety jest ogromnie ważny dla zdrowia nerek. One liczą na ciebie, że im dostarczysz odpowiedniej ilości składników odżywczych: białka, węglowodanów, tłuszczów, witamin i składników mineralnych, aby pomóc im jak najlepiej funkcjonować. Nadmiar któregokolwiek ze składników może być szkodliwy dla organizmu i zmusi nerki do dodatkowej pracy – odfiltrowania toksyn. Przyzwyczaisz się do kontroli porcji oraz do właściwego wyboru pokarmów, ćwicząc się w równoważeniu zawartości swojego talerza. Wyobraź sobie swój talerz, który się składa z 1/2 warzyw, z 1/4 białka oraz 1/4 węglowodanów (…).

Styl życia zdrowy dla nerek

Poniżej kilka wskazówek dla osób, które zmagają się z chorobami nerek.

Posiłki na mieście

Kolacja na mieście to ogromna przyjemność i tak, możesz nadal tak jadać! Możesz chodzić do restauracji, nawet mając chore nerki, pod warunkiem że dokonasz mądrego wyboru. Niestety, w wielu lokalach dodaje się do potraw bardzo dużo sodu. Są wtedy niezdrowe dla każdego. Chorując na nerki, musisz po prostu być trochę ostrożniejszy i zwracać uwagę na dania, które mogą zawierać nadmiar białka, sodu, potasu i fosforu.

Sprawdź wcześniej menu. Wiele lokali zamieszcza swoje menu na stronach internetowych. Sprawdź je, zanim gdzieś się wybierzesz.

Wybierz lokal. Wybierz restaurację, w której łatwiej zamówić potrawy odpowiednie dla twojej diety, czyli miejsce, gdzie dania są przygotowywane na zamówienie klienta.

Nie bój się pytać. Spytaj kelnera o więcej szczegółów, jeśli czegoś nie rozumiesz.

Podziel się posiłkiem. Zastanów się nad podzieleniem się daniem głównym z towarzyszem przy stole.

Sos osobno. Poproś, aby wszelkie dressingi do sałaty i sosy do mięsa podano w osobnym naczyniu.

Zrezygnuj z soli. Poproś, aby nie dodawano soli do dań z grilla, smażonych lub pieczonych. W restauracji azjatyckiej poproś o dania bez glutaminianu sodu.

Uprość skład kanapek. Zamawiaj kanapki lub burgery bez dodatku żółtego sera i poproś o podanie osobno musztardy lub keczupu.

Podziel mięso. Aby ograniczyć ilość białka, możesz poprosić o pół porcji dania głównego, jeśli zawiera mięso, drób, rybę lub żółty ser.

Zabierz do domu. Poproś o zapakowanie części dania głównego do pudełka i zabierz do domu.

Uważaj na złoczyńców. Pamiętaj, że białko występuje w serach, sosach na bazie śmietany, potrawach przyrządzanych z mleka, orzechów i jajek; dania wegetariańskie zawierają fasolę lub soczewicę.

Spotkania towarzyskie

Spotkania towarzyskie, urodziny, wesela, oblewanie dyplomu, pikniki i wieczór przy grillu to wspaniałe okazje do rozmów i świętowania z rodziną i przyjaciółmi. Zastanówmy się, jak uniknąć obżarstwa oraz co jeść i co pić, aby nie mieć poczucia, że pozbawiono cię całej przyjemności. Oto kilka rad:

Nie idź głodny. Postaraj się nie wychodzić z domu z pustym żołądkiem. Pójście na jakąkolwiek imprezę wygłodniałym to prosta droga do katastrofy i impulsywnego przejedzenia. Zjedz jakąś przekąskę o wysokiej zawartości białka, na przykład gotowane jajko z chrupkim pieczywem. Zaspokoisz pierwszy głód i unikniesz desperackich decyzji przy bufecie.

Unikaj dań z dużą ilością sodu. Słone pokarmy wywołają pragnienie, przez co wypijesz więcej i przekroczysz zalecaną ilość. Zamiast parówek lub kiełbasek wybieraj produkty o niskiej zawartości sodu jak kurczak czy hamburger. Poproś o podanie osobno sosu barbecue i dressingu do sałaty, dzięki czemu będziesz mógł lepiej kontrolować wielkość porcji. Sosy zawierają zwykle dużo soli. Jeśli to możliwe, poproś o warzywa z grilla.

Ćwicz się w kulinarnym bhp. PChN naraża cię na większe ryzyko zachorowania na dolegliwości związane z przygotowaniem żywności. Jeśli jesteś gospodarzem lub pomagasz przy organizacji imprezy, przyrządzaj dania w odpowiedniej temperaturze, starannie myj artykuły i używaj oddzielnych desek do krojenia mięsa surowego i poddanego obróbce.

Planuj z wyprzedzeniem. Możesz spokojnie zapytać gospodarza z wyprzedzeniem o menu. Dzięki temu będziesz mógł wcześniej zdecydować, co zechcesz zjeść. Jeśli menu ci nie odpowiada, przynieś ze sobą danie własnej roboty i podziel się nim z pozostałymi gośćmi.

Rzuć palenie. Palenie pogarsza działanie leków stosowanych na nadciśnienie, które jest jedną z głównych przyczyn choroby nerek. Palenie również spowolnia przepływ krwi w nerkach, co pogarsza ich stan.

Ogranicz alkohol. Alkohol również wpływa negatywnie na działanie niektórych leków na nadciśnienie. Sprawdź u lekarza, czy picie alkoholu jest dla ciebie bezpieczne. Skup się na ludziach. Odsuń się od bufetu i skup całą uwagę na swoich bliskich.

Odpoczynek, odprężenie, działanie

Wszyscy czasem czujemy się przytłoczeni. Po usłyszeniu diagnozy potwierdzającej zachorowanie na PChN u każdego może gwałtownie wzrosnąć poziom stresu. Utrzymywanie właściwego poziomu stresu jest niezwykle ważne dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Dlatego należy szukać metod ułatwiających zachowanie wewnętrznego spokoju. Niekiedy wystarczy kilka zmian w stylu życia, aby się uzbroić we wszystko, co jest potrzebne, aby umysł i ciało właściwie funkcjonowały. Odpoczynek i odprężenie są bardzo przyjemne, mogą się też stać rytuałami, których twoje ciało potrzebuje, aby naładować akumulatory i przygotować się na kolejny, pracowity dzień.

Ruch fizyczny jest bardzo ważny, tym bardziej gdy chorujesz na nerki. Statystyki dowodzą, że główną przyczyną zgonu pacjentów chorujących na nerki są zaburzenia pracy serca. Ale wystarczy 30 minut ćwiczeń dziennie, aby pohamować rozwój niewłaściwych zmian w układzie krążenia. Aktywność fizyczna wszelkiego rodzaju wspomaga krążenie krwi, łagodzi stres, podnosi poziom energii, buduje silne mięśnie, poprawia sen i utrzymanie prawidłowej wagi. Przeznacz czas na spacer, pływanie lub medytację – na coś, co najbardziej lubisz.

Fragmenty pochodzą z książki „Przewlekła choroba nerek. Leczenie dietą”.

Susan Zogheib jest dyplomowaną dietetyczką. Ukończyła studia na Wydziale Żywienia Człowieka Uniwersytetu Ryerson, w Toronto, w dziedzinie popularyzacji nauki o żywieniu. Susan jest liderką w zakresie odżywiania chorych na nerki. Ma ponad dziesięcioletnie doświadczenie jako dietetyk kliniczny. Napisała bestseller Renal Diet Cookbook oraz Renal Diet Plan & Cookbook: The Optimal Nutrition Guide to Manage Kidney Disease. Lubi potrawy proste, przyjemne i pełne smaku.

Książka zawiera nie tylko jasne wyjaśnienia dotyczące przewlekłej choroby nerek i porady, ale też listy zalecanych produktów (włącznie z ilością na każdy dzień), plan posiłków i przepisy kulinarne.

Jak pisze autorka: „Nie martw się, że twoja nowa dieta jest restrykcyjna lub potrawy zbyt trudne do przygotowania. Zapewniam cię, że w tej książce są proste przepisy na pyszne dania. Ta publikacja ułatwi ci w bezproblemowy i satysfakcjonujący sposób dokonać życiowej zmiany. Będzie ci towarzyszyła w tej drodze na każdym kroku.”

Okładka książki (materiały prasowe)Okładka książki (materiały prasowe)