1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Uderzenia gorąca i nocne pocenie dobre na serce?

Uderzenia gorąca i nocne pocenie dobre na serce?

123rf.com
123rf.com
Uderzenia gorąca poprzedzające menopauzę i towarzyszące blisko 80 proc. kobiet w czasie klimakterium, to nic innego jak oszustwo mózgu.

Wrażenie, że temperatura podnosi się jest oczywiście całkowicie złudne. Jednak wystarczy, by organizm włączył reakcję chłodzenia. Ciało intensywnie się poci, naczynia krwionośne skóry rozszerzają się.  W powstawanie tego błędnego wrażenia zamieszane jest  podwzgórze, obszar mózgu odpowiedzialny za regulację temperatury.

Nie wiadomo jednak dlaczego tak się dzieje. Uderzenia gorąca pojawiają się gdy spada  poziom estrogenów. Ale nikt jeszcze nie wyjaśnił, dlaczego mniejsza ilość hormonów powoduje taką reakcję w mózgu. Jedna z hipotez głosi, że estrogeny oddziałują w jakiś sposób na produkcję neuroprzekaźnika serotoniny. Serotonina zaś kontroluje nastrój i poprzez nastrój wpływa też na procesy regulacji temperatury ciała. Za taką, a nie inną przyczyną przemawia fakt, że leki przeciwdepresyjne skutecznie pomagają kobietom, które mają uderzenia gorąca.

U niektórych pań tym objawom towarzyszą także mdłości i wzrost tętna. Dyskomfort można zmniejszyć. Lekarze zalecają, by lżej się ubierać, starać sie przebywać w wywietrzonych i nieprzegrzanych pomieszczeniach, pić dużo chłodnych napojów, starać się walczyć ze stresem. Co ciekawe, także mężczyźni mogą doznawać uderzeń fal ciepła, gdy mają wahania poziomu testosteronu. Taka sytuacja zdarza się chorym na raka prostaty, gdy przechodzą terapię hormonalną.

Z ostatnich badań przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych i Australii wynika, że kobiety, którym uderzenia gorąca wyjątkowo dają się we znaki we wczesnym okresie przekwitania, mają mniejsze ryzyko zawału serca i udaru mózgu w późniejszym wieku.

Te zaś, które nie miały nigdy tych objawów menopauzy, albo pojawiły się one późno, częściej mają problemy kardiologiczne. Dlatego powinny szczególnie starannie robić badania okresowe, walczyć z nadciśnieniem, jeśli się pojawi i dbać o zdrową dla serca dietę.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Czy da się "dogadać" z hormonami?

Cykl miesiączkowy to nie tylko jego główna bohaterka, owulacja. To też pozostałe dwa, trzy tygodnie, a zmianom poziomu hormonów płciowych w ich trakcie towarzyszą zmiany podstawowych markerów zdrowia. (Ilustracja: iStock)
Cykl miesiączkowy to nie tylko jego główna bohaterka, owulacja. To też pozostałe dwa, trzy tygodnie, a zmianom poziomu hormonów płciowych w ich trakcie towarzyszą zmiany podstawowych markerów zdrowia. (Ilustracja: iStock)
Chcesz zapanować nad swoim życiem? Zapanuj nad hormonami – mawia amerykańska terapeutka holistyczna Alisa Vitti, autorka książki „Kod kobiety”. To właśnie poziom hormonów sprawia, że każdy tydzień czy wręcz dzień z życia kobiety jest inny.

Buzują i szaleją. Wiadomo: hormony. Tymczasem to nie tylko one sterują nami. My też możemy na nie wpływać, na przykład poprzez dietę.

Wpływają na nasz nastrój, szanse na zajście w ciążę, wyniki badań laboratoryjnych, gotowość do aktywności fizycznej. A nawet umiejętność podejmowania decyzji, kreatywnego myślenia i wyrażania siebie. Cykl miesiączkowy to nie tylko jego główna bohaterka, owulacja. To też pozostałe dwa, trzy tygodnie, a zmianom poziomu hormonów płciowych w ich trakcie towarzyszą zmiany podstawowych markerów zdrowia. Mimo to niewiele jest badań poświęconych cyklowi i temu, jaki ma wpływ na ogólny stan zdrowia, optymalną dietę, styl życia. Wyjątkiem jest badanie BioCycle, które w latach 2005–2007 przeprowadzono na próbie 259 kobiet ze stanu Nowy Jork.

Sprzątanie estrogenu

Każda z uczestniczek była obserwowana przez dwa cykle, w trakcie których notowała swoją dietę, aktywność fizyczną, sen i odczuwany poziom stresu, a także ośmiokrotnie pobierano jej krew, którą poddawano analizom. Zebrano dane, z których naukowcy wyciągają wnioski do dziś. Jednym z najważniejszych celów regulacji hormonów jest redukcja poziomu estrogenów. Mamy ich zwykle za dużo, bo wątroba zbyt ospale się ich pozbywa, a ksenoestrogeny (metale ciężkie, pestycydy i inne substancje chemiczne, leki) „czytane” są przez organizm jak hormony.

Nadmiar estrogenu w stosunku do progesteronu nasila PMS i PMDD (cięższy rodzaj zespołu napięcia przedmiesiączkowego, wykazujący wiele cech depresji), a w długim okresie może zwiększać ryzyko wystąpienia nowotworów piersi. Im więcej w diecie cukru, produktów rafinowanych (np. mącznych) i tłuszczów zwierzęcych, a mniej pełnoziarnistych zbóż i warzyw, tym gorzej. Pełna gama minerałów i witamin pochodzących ze zdrowego pełnowartościowego jedzenia pomaga regulować pracę gruczołów. Błonnik zaś ułatwia „sprzątnięcie” nadmiaru estrogenów (i innych hormonów płciowych) krążących w organizmie i zabezpiecza przed ich ponownym wchłonięciem. Wyniki badania BioCycle potwierdzają tę prawidłowość, ale pojawia się jedno zastrzeżenie istotne dla kobiet pragnących zajść w ciążę. Im więcej błonnika, tym niższy poziom estradiolu i większa częstotliwość cykli bezowulacyjnych. Dotyczy to jednak tylko błonnika pochodzącego z owoców, ten z warzyw nie ma takiego wpływu.

Znachorka od hormonów

Danych i zaleceń nauka ma dla nas sporo, ale jak je wdrożyć, by wyzdrowieć i nie zwariować? Motywacji, żeby dogadać się wreszcie ze swoimi hormonami, może być wiele – od nieregularnych czy bolesnych miesiączek, przez problemy z zajściem w ciążę, zespół policystycznych jajników, po profilaktykę raka.

W planowaniu miesiąca dzień po dniu, a przynajmniej tydzień po tygodniu, pomocna okazuje się tzw. medycyna integracyjna, łącząca konwencjonalną medycynę zachodnią z naturalną. Na świecie przybywa tzw. trenerek hormonalnych. To osoby, które często same borykały się z tzw. problemami kobiecymi, niekoniecznie absolwentki uczelni medycznych, raczej specjalistycznych kursów. Wchodzą w tradycyjną rolę kobiet znachorek. O ich skuteczności świadczy grono wyleczonych pacjentek.

Mieszkająca w Australii Miranda Bond dzięki radykalnej zmianie stylu życia zaszła w ciążę mimo endometriozy, a później założyła firmę produkującą naturalne kosmetyki. Dziś dzieli się wiedzą, prowadząc seminaria dla kobiet na całym świecie, radami dzieli się na łamach „Vogue’a”, „Cosmopolitana” czy „GoodHealth”. U A we wczesnej młodości zdiagnozowano zespół policystycznych jajników. Dziś jest matką, autorką tłumaczonej na wiele języków książki „Kod kobiety”, a jej wystąpienie na TEDxFiDi obejrzało milion osób. Vitti stworzyła aplikację mobilną o nazwie MyFlo (jej cena to 1,99  dol.), która dzień po dniu przypomina kobietom, co jest dla nich dobre.

Osobistą programistkę hormonalną możemy zainstalować w swoim telefonie od zaraz. Im więcej powiemy jej o sobie, tym większa szansa, że dobrze doradzi nam np., co jeść, aby wydłużyć cykl, na kiedy zaplanować seks, a kiedy trening na siłowni zamienić na szybki marsz lub łagodną jogę. Aplikacja rejestruje też informacje o niepokojących symptomach, takich jak plamienia, bóle piersi, drażliwość, kłopoty ze snem. Użytkowniczki otrzymują od razu podstawowe porady, jak im zapobiegać, a jeśli potrzebują indywidualnej konsultacji, mogą ją zamówić przez aplikację. Pierwszy w Polsce ośrodek leczniczo-integracyjny założyła pochodząca z Indii ginekolog-położnik dr Preeti Agrawal. W swojej praktyce łączy medycynę akademicką i naturalną, ajurwedę, medycynę chińską, ziołolecznictwo. W 2009 roku za działalność na rzecz kobiet otrzymała Kryształowe Zwierciadło.

Wdrożenie wszystkich zaleceń terapeutów integracyjnych to wyzwanie. Zmian warto dokonywać powoli, pamiętając, jaką mamy motywację. Kobiety podejmujące dietę mają wyższy poziom kortyzolu we krwi, a tego dla zdrowia nie chcemy.

Cztery pory cyklu (na podstawie książki „Kod kobiety”)

Faza folikularna, czas trwania 7–10 dni Poziom energii: wysoki. Dobry moment na robienie planów na przyszłość, działalność twórczą i rozstrzyganie ważnych kwestii. Dobry moment na zbieranie nowych doświadczeń (również seksualnych) i spotkania towarzyskie. Dieta: najlepiej lekka, żeby nie obciążać organizmu, który w tym czasie jest naturalnie pobudzony. Stężenie hormonów we krwi dopiero wzrasta, więc można sięgać po produkty bogate w fitoestrogeny. Włącz do jadłospisu kiszonki, dużo warzyw, chude białka, skiełkowane strączki i pełne zboża. Wskazane gotowanie na parze i stir-fry. Ruch: dobry moment na bardziej intensywne ćwiczenia.

Owulacja i faza okołoowulacyjna, czas trwania 3–5 dni W tym czasie wzrasta poziom testosteronu, który odpowiada za apetyt na seks, więc warto go wykorzystać. Para estrogen i testosteron stymuluje też części mózgu odpowiedzialne za komunikację werbalną i szybkie podejmowanie decyzji – są one wówczas nawet o 25 proc. sprawniejsze niż przeciętnie. Dobry czas na randki, rozmowę o podwyżce i ustalanie ważnych kwestii z partnerem. Dieta: poziom energii jest naturalnie wysoki, podobnie jak stężenie estrogenu, więc nie należy przesadzać z węglowodanami. Dużo warzyw i owoców pomoże usunąć nadmiar estrogenu i zapobiegnie uczuciu pełności w następnej fazie cyklu. Ruch: każdy jest dobry. Jeśli chcemy zajść w ciążę, unikajmy większego wysiłku fizycznego, bo ten podnosi poziom hormonu stresu, kortyzolu.

Faza lutealna, czas trwania 10–14 dni Poziom estrogenu nadal rośnie, aż do zaniknięcia ciałka żółtego i zatrzymania produkcji progesteronu. Pod koniec tej fazy wzrasta też lekko poziom testosteronu. Poziom energii: spadkowy, mogą się pojawić symptomy PMS: drażliwość, bóle głowy, wahania nastroju, napady zachcianek. Dobry moment za zajęcie się sprawami domowymi, przeglądem szaf, rachunków, gotowanie. W pracy w tym czasie zamiast planować, lepiej odhaczać jedno drobne zadanie za drugim. Warto pomyśleć o przyjemnościach, takich jak masaż, kąpiel czy wieczór z książką. Dieta: czas przygotować się do menstruacji, uzupełnić zapas mikroelementów, a zwłaszcza witaminy B, wapnia, magnezu, żelaza. Skrzyp, fenkuł, czereśnie i zielona herbata jako diuretyki zapobiegną zatrzymaniu wody w organizmie. Żeby zaspokoić zapotrzebowanie na smak słodki, sięgaj po warzywa korzeniowe, zwłaszcza pieczone. Ruch: zależnie od samopoczucia, ćwiczenia bardziej wymagające lub łagodniejsze, np. joga lub spacer.

Faza menstruacyjna, czas trwania 3–7 dni Poziom energii: zmienny. Bóle i skurcze menstruacyjne wkrótce ustąpią miejsca uczuciu ulgi i ponownemu przypływowi chęci do życia. Prawa i lewa półkula mózgu dobrze się teraz ze sobą komunikują, więc warto posłuchać tego, co mówi nam intuicja. Powracające tematy, jak np. odczuwane regularnie niezadowolenie z relacji, to ważne sygnały. Dieta: warto wybierać warzywa bogate w wodę, gotować zupy i dodawać do nich bogate w mikroelementy algi. Ruch: Spacery, łagodna joga i ćwiczenia rozciągające.

  1. Zdrowie

Hashimoto. Obrońca i wróg w jednym

Hashimoto należy do obszernej grupy schorzeń autoimmunologicznych. Układ odpornościowy, zamiast zwalczać bakterie i wirusy, zwraca się przeciwko własnym komórkom. (Fot. iStock)
Hashimoto należy do obszernej grupy schorzeń autoimmunologicznych. Układ odpornościowy, zamiast zwalczać bakterie i wirusy, zwraca się przeciwko własnym komórkom. (Fot. iStock)
Czy niedoczynność tarczycy równa się hashimoto? Okazuje się, że to tylko jeden z objawów tej ogólnoustrojowej choroby i… czubek góry lodowej. U jej podnóża legł pokonany system immunologiczny. Organizm atakuje własne komórki, myląc je z bakteriami oraz wirusami.

Kiedy w 1912 roku opisał ją japoński chirurg Hakaru Hashimoto, nie przypuszczał, że stanie się chorobą cywilizacyjną XXI wieku, najczęściej spotykanym schorzeniem autoimmunologicznym. Na hashimoto zapada 4–12 proc. populacji. I choć to dolegliwość tak częsta, pozostaje niezbadana przez naukowców. Zwykle bywa bagatelizowana przez pacjentów i lekarzy. Przez wiele lat słyszymy od endokrynologów, że TSH w normie i „taki nasz urok”. Lekarze i otoczenie posądzają nas o hipochondrię lub problemy psychiczne. Zdezorientowani przestajemy sobie ufać. Ale organizm nie kłamie.

Hashimoto - generator energii

Pacjentowi zajmuje sporo czasu powiązanie wszystkich objawów, a lekarzom – diagnoza. Średnio 12 lat. Na swojej stronie www.hashimoto.pl Hanna Chmielewska, hashimotka, pisze o własnych 16-letnich poszukiwaniach i „drodze przez mękę”. Jej i bliskich: – Miałam zdiagnozowaną chorobę afektywną dwubiegunową. Przyjmowałam leki przeciwdepresyjne, byłam też osiem lat w terapii. Hashimoto charakteryzuje się rzutami hormonalnymi: fazami, kiedy się ma dużo hormonów i dużo „pustej” energii, oraz gdy następuje ich spadek i często stany depresyjne. Daje to podobne objawy jak w chorobie dwubiegunowej.

Jadwiga Mandziewska, internistka i specjalistka medycyny rodzinnej z warszawskiej placówki Grupy LuxMed, ma sporą praktykę w prowadzeniu takich osób. Przyznaje, że uwagę lekarza pierwszego kontaktu powinna zwrócić różnorodność objawów: – Ciągłe zmiany nastroju, depresja, lęki, kołatanie serca, nieregularne obfite miesiączki lub ich brak, zaparcia bądź biegunki, bóle stawów, drżenie mięśni, brak powietrza. U różnych osób w różnych konfiguracjach.

Hashimoto należy do obszernej grupy schorzeń autoimmunologicznych. Układ odpornościowy, zamiast zwalczać bakterie i wirusy, zwraca się przeciwko własnym komórkom. W przypadku hashimoto, zwanego też limfocytarnym lub autoimmunologicznym zapaleniem tarczycy, wytwarza on m.in. przeciwciała anty-TPO i anty-TG przeciw enzymom tarczycy. Autoagresja oraz przewlekłe zapalenie tarczycy zmniejszają produkcję jej hormonów (tyroksyny T4 i trójjodotyroniny T3). Skutkuje to niedoczynnością tarczycy, czyli spowolnieniem metabolizmu w organizmie. Mówi się o tarczycy jako generatorze energii (dystrybutorem tej energii są nadnercza). Wytwarzając mniej energii, wywołuje uczucie zimna, spowolnienie psychiczne i fizyczne, stąd osłabienie, zmęczenie, nagły wzrost wagi utrzymujący się mimo wyrównania hormonów.

Ważny w zrozumieniu mechanizmu schorzenia jest jego złożony charakter: objawy wynikają i z samego zapalenia tarczycy, i niedoczynności, i autoagresji układu odpornościowego, i innych współistniejących z hashimoto chorób autoimmunologicznych. Niedoczynność tarczycy jest najczęstszym objawem choroby Hashimoto (zwykle błędnie używa się tych terminów jako równoznacznych). Można się pogubić?

Drugi mózg - jelita czy tarczyca?

Osoby z nadwagą cierpią zwykle na insulinooporność (czyli nieprawidłową reakcję komórek na insulinę). Ona często bywa, jak określa Hanna Chmielewska, łyżeczką do cukrzycy. Nierozpoznana i nieleczona prowadzi do cukrzycy typu 2. Szczupli zaś nie mogą przytyć, bo dolega im hipoglikemia, czyli z kolei brak cukru. Zwykle mają też problemy z dysbiozą jelita (patogenna flora bakteryjna), nieszczelnym jelitem, upośledzeniem wchłaniania. To sygnały, że ognisko zapalne ma źródło w układzie pokarmowym. Dr Anna Romaniuk, mikrobiolog, psychodietetyk z CMDiK PAN wyjaśnia: – Wszystko zaczyna się w jelitach. 80 proc. sygnałów do naszego mózgu biegnie stamtąd. A tylko 20 proc. – z mózgu do jelit.

One nie tylko odpowiadają za trawienie pokarmów, to bariera ochronna układu immunologicznego i… nasz drugi mózg. W zdrowych – kosmki jelitowe tworzą powierzchnię 400 mkw., czyli sporego boiska. W uszkodzonych jelitach zostaje tylko jedna piąta tej powierzchni wchłaniania. Odpowiedzialne m.in. za zniszczenie owej bariery w jelicie są gluten (białko zbóż) i kazeina (białko mleka). Wnikają wtedy przez nią fragmenty obcych białek, które pobudzają układ immunologiczny do wytwarzania przeciwciał przeciw własnym białkom. Przeciwciała te powodują z kolei stany zapalne m.in. w tarczycy, co jest przyczyną jej niedoczynności. W konsekwencji taka zniszczona tarczyca produkuje za mało T3 i T4, które powinny dotrzeć do wszystkich komórek organizmu  jako wolne hormony (fT3  i fT4). W chorym organizmie tylko w ograniczonym zakresie będą przetworzone.

W śluzówce jelit produkowane jest również 80 procent serotoniny. Jej ilość w mózgu wpływa na nastrój, sen, potrzeby seksualne i libido. Z kolei w mózgu dwa gruczoły: podwzgórze i przysadka (za pomocą swojego hormonu TSH), dają sygnały tarczycy, by produkowała więcej lub mniej T3 i T4. Potrzebujemy więc dobrego paliwa (jedzenia), by turbiny generatora (tarczycy) produkowały dostateczną ilość energii, a drugi mózg był szczelną barierą immunologiczną.

Leczyć pacjenta, nie wyniki

Laboratoryjne wyniki badań nie zawsze obrazują faktyczny stan chorego. Z obserwacji dr Mandziewskiej wynika, że zapalenie może już występować (np. pokrzywka, astma) na poziomie tkankowym pomimo prawidłowego wyniku badania USG i mieszczących się w normie wartości TSH. Bo hashimoto jest podstępne. Brak danych i badań naukowych, dlatego lekarz musi wziąć pod uwagę objawy kliniczne, czyli samopoczucie chorego. Jadwiga Mandziewska puentuje: – Nie leczymy wyników badań, tylko pacjenta.

Badania pomagają w diagnozie i zaaplikowaniu dawki hormonów (trzeba pamiętać, że hormon przyjmuje się z powodu niedoczynności tarczycy, a nie samego hashimoto). Ale przy ogólnoustrojowym przebiegu choroby należy szukać jej źródła. Pacjent musi notować dolegliwości, wyniki badań. Hanna Chmielewska przestrzega, żeby nie fiksować się tylko na objawach pochodzenia tarczycowego w hashimoto. A odpowiedzialność za własne zdrowie spada i na pacjentów, i na lekarzy. Może czas, by ci pierwsi zaczęli pytać, zdobywać wiedzę, a drudzy zeszli z piedestału, nabrali pokory i traktowali pacjentów jak partnerów.

Koniec z dietą

Nie dajmy się zwieść zapewnieniom sporej części endokrynologów, że możemy jeść wszystko. Hanna Chmielewska protestuje: – Nie da się leczyć zaburzonej autoimmunologii bez holistycznego spojrzenia na człowieka. Także na sposób żywienia. I nie chodzi o kolejną dietę cud, raczej o zmianę stylu życia. Na stronie www.hashimoto.pl czytamy, że chorzy powinni pożegnać się z produktami wysoko przetworzonymi, cukrem, fruktozą, z glutenem (zbożami), kazeiną i laktozą (produktami mlecznymi). No i pić wodę – 2 litry dziennie, by jelita do pracy nie pobierały produktów przemiany materii. Oprócz tego istnieje wiele składników, które nam szkodzą. Najlepiej z dietetykiem ustalić gamę produktów bezpiecznych, które przez pewien czas można spożywać (indywidualna diagnoza diety), a potem dodawać nowe.

Hanna Chmielewska proponuje, by z każdej diety wybierać to, co nam służy. Należy suplementować witaminę D, warto zbadać jej poziom. Jadwiga Mandziewska potwierdza, że jako prohormon odpowiada ona nie tylko za gospodarkę wapniowo-fosforanową. Wycisza procesy zapalne, podnosi odporność. Indywidualna suplementacja tej i innych witamin oraz mikroelementów (np. B6, cynku, magnezu), dobre jedzenie, sen uspokoją autoimmunologię i pozwolą endokrynologowi ustalić odpowiednią dawkę hormonu. Suplementację należy wprowadzać stopniowo, indywidualnie i pod nadzorem lekarza. Sprawdzajmy też skład leków. Największy wpływ na swoje zdrowie mamy my sami.

Hashimoto - brak energii czy nadpobudliwość?

Dorosłych dopada brak energii, dzieci z hashimoto są zaś nadpobudliwe, rozkojarzone. Mają problemy z nauką. Zwykle diagnozuje się u nich ADHD, ale doktor Mandziewska radzi: – Dobrze byłoby każde dziecko ze zdiagnozowanym ADHD badać w kierunku hashimoto, bo objawy są identyczne.

Trzeba m.in. dokładnie ocenić wielkość tarczycy, zlecić badania hormonu wzrostu. U dzieci to istotne, ponieważ wiele zmian w porę wykrytych można cofnąć. Hanna Chmielewska opowiada, że u jej syna błędnie zdiagnozowano ADHD. W rzeczywistości ma właśnie hashimoto i KPU, czyli zaburzenie metabolizmu hemu, co doprowadza do niedoboru m.in. cynku i witaminy B6. Matka i syn zapłacili ogromną cenę za brak prawidłowej diagnozy. – Syn miał problemy z nauką, depresję jak ja. Wcześniej dobrze się uczył. W wieku dziewięciu lat na dwa i pół roku przestał się rozwijać, rosnąć – nie bez emocji relacjonuje Hanna Chmielewska.

Zazwyczaj i u dzieci, i u dorosłych z hashimoto współwystępują inne choroby autoimmunologiczne. Jadwiga Mandziewska do najczęstszych, także u dzieci, zalicza bielactwo (Vitiligo) widoczne w postaci białych plam na skórze, twarzy i rękach, insulinooporność i cukrzycę typu 1, miastenię. Zdarza się również, że hashimoto poprzedza stan nagłego wyrzutu hormonów, objawiający się krótkotrwałą nadczynnością (choroba Gravesa-Basedowa), następnie przechodzi w niedoczynność. Hashimotowcy są bardziej narażeni na choroby zakaźne, odkleszczowe (borelioza).

Nie wyjaśniono do tej pory przyczyn tego rozległego schorzenia. Atakuje zwykle w okresach przestrojów hormonalnych, takich jak dojrzewanie, czas po ciąży i przekwitanie. Przypuszcza się, że jest też przekazywana genetycznie, nazywa się ją chorobą rodzinną: chorują matki, ojcowie, dzieci i wnuki. Niewykluczone, że hashimoto wyzwalają wirusy i bakterie. Nie pomaga w uzdrowieniu długotrwały stres, nieodpowiednie odżywianie, chemia w kosmetykach i środkach czystości, ale również czynniki środowiskowe, jak używanie telefonów komórkowych, mieszkanie w okolicy linii wysokiego napięcia czy stosowane przez wiele lat plomby amalgamatowe. Parowała z nich do naszych organizmów rtęć.

Trudne dziedzictwo

Hashimotki niepokoją się zwykle, czy będą mogły zajść w ciążę. Niedoczynna tarczyca upośledza także pracę jajników, obniża libido. Zdarza się, że hashimoto współistnieje z zespołem policystycznych jajników (PCO), który objawia się m.in. niepłodnością. Jadwiga Mandziewska podkreśla: – Ważne, by kobieta, zanim zajdzie w ciążę, miała zdiagnozowane hashimoto, przyjmowała hormony. Inaczej może poronić lub urodzić autystyczne lub niepełnosprawne umysłowo dziecko. Autorzy książki „Jak żyć z hashimoto?” podają, że „jedno z ostatnich badań pokazuje trzy-, pięciokrotnie wyższe ryzyko w porównaniu z kobietami zdrowymi”. Dzieci matek z hashimoto mają ok. 50 proc. szans na odziedziczenie go, przyznaje Jadwiga Mandziewska.

Kotwica

Na forach chorzy powtarzają jak mantrę: sięgnęli dna, wielu choroba zniszczyła życie zawodowe i prywatne, ale znaleźli światełko w tunelu. Dla Hanny Chmielewskiej, która straciła swoją firmę, bo nie mogła pracować, kotwicą i celem stało się wydanie (wspólnie z Marcinem Baryszem) książki „Jak żyć z hashimoto?” dr Leveke Brakebusch i prof. Armina Heufeldera. Zyskała nowe życie dzięki założonej przez siebie fundacji JakMotyl, stronie www.hashimoto.pl, pomocy ludziom z hashimoto, zagubionym jak ona niegdyś. Pracuje z dziećmi w szkołach, edukuje rodziców, pacjentów i lekarzy na warsztatach w całej Polsce. Spłaca, jak twierdzi, dług wobec rzeczywistości, która obeszła się z nią łaskawie.

Hashimoto jest przewlekłą chorobą ogólnoustrojową. W diagnozie należy wziąć pod uwagę wszystkie objawy kliniczne.

Podstawowe badania: Pierwszy krok: TSH, fT3, fT4, PRL, TPO, TG i USG tarczycy; morfologia (ilość białych krwinek), lipidogram (cholesterol) i cukier – często są podwyższone. Ważne! TSH powyżej 2,5 może już wskazywać na niedoczynność tarczycy. Wyniki badań „w normie” nie oznaczają zdrowia (zakresy referencyjne wyników na www.hashimoto.pl).

Drugi krok: KyberKompakt: ilościowe badanie flory bakteryjnej, test na zaburzenie metaboliczne HPU/KPU, test na nietolerancje pokarmowe.

Gluten czyni spustoszenie w jelitach, wzmagając apetyt i upośledzając wchłanianie. Według Wiliama Daviesa („Dieta bez pszenicy” – za www.hashimoto.pl) wpływa na funkcjonowanie naszego mózgu. Polipeptydy (egzorfiny) uwalniane z niego podczas trawienia łączą się w mózgu z receptorami dla morfiny i wywołują działanie podobne do kokainy. A mózg każe nam jeść więcej kalorii. Po odstawieniu glutenu odczuwamy jasność myśli. Wpływa on nie tylko na chemię myśli, zachowanie, uzależnienia. Może dokonać nieodwracalnych zmian: wpłynąć na budowę mózgu i układu nerwowego (brak koordynacji ruchów, demencja).

  1. Moda i uroda

Być kobietą po czterdziestce - jak pielęgnować cerę, aby starzeć się ładnie

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Nazwa hormon wzięła się od greckiego słowa oznaczającego „pędzić”, „wprawiać w ruch”. Nic dziwnego. System hormonalny ma potężny wpływ na funkcjonowanie ludzkiego organizmu, a od jego stabilności zależy nie tylko nasze zdrowie i samopoczucie, lecz także wygląd.

Jednym z najpopularniejszych spektakli w Warszawie jest od lat „Klimakterium... i już”. Choć grany już długo, bilety nadal trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Na żadnym też chyba innym przedstawieniu widownia (złożona w większości z kobiet w bardzo różnym wieku) się tak nie śmieje. A mowa jest o rzeczach nieprzyjemnych – rozmaitych dolegliwościach ciała i ducha towarzyszących menopauzie. Spektakl pełni najwyraźniej funkcję zbliżoną do grupowej terapii – to jedna z rzadkich okazji, by pośmiać się z wahań nastroju, siódmych potów i uderzeń gorąca. A przy okazji spojrzeć z sympatią i zrozumieniem na postać określaną powszechnie mianem „klimakterycznej baby”, nieprzewidywalnej histeryczki we władzy hormonów. Z przyjemnością patrzę, jak menopauza przestaje być tematem tabu. Na pewno pomagają w tym również kampanie społecznościowe – na przykład te, w których o swoich doświadczeniach opowiadają piękne aktorki, kojarzone raczej z erotyką na ekranie niż spadkiem poziomu estrogenów. Oswojenie się z klimakterium jest ważne. Ze statystyk wynika bowiem, że prawie jedna trzecia życia współczesnej kobiety przypada na lata po menopauzie.

„Katuje nas ciało i wszystko się zmienia”

Hormony pobudzają wzrost organizmu, ustawiają biologiczny zegar, mają wpływ na ciśnienie krwi i przemianę materii, dodają albo odejmują nam urody. Proces starzenia, który rusza po 25. roku życia, po czterdziestce osiąga całkiem szybkie tempo. Związane jest to między innymi ze spowolnieniem produkcji hormonów. Pogarsza się wymiana informacji między skórą właściwą a naskórkiem. Na coraz mniej elastycznej skórze zaczyna też wyciskać piętno nerwowy tryb życia. W okolicach menopauzy poziom estrogenu i progesteronu dramatycznie spada. A ponieważ procesy odnowy skóry zależą od ilości estrogenu, obumarłe komórki złuszczają się dwa razy wolniej niż w skórze młodej. W trakcie pięciu lat po menopauzie tracimy też prawie jedną trzecią kolagenu i elastyny. – Ponieważ warstwa rogowa naskórka coraz bardziej grubieje, skóra dojrzała staje się szorstka i podatna na odwodnienie – mówi dr Didier Guerrero, dermatolog z laboratoriów dermatologicznych Avène. – Zmniejszenie produkcji naturalnych substancji natłuszczających skórę, niektórych nawet o prawie połowę, skutkuje osłabieniem barierowej funkcji skóry – tłumaczy dr Guerrero. Niedobory powstałe w wyniku spadku ilości hormonów pomagają uzupełnić – poza doustnymi preparatami – odpowiednie zabiegi i kosmetyki.

„I botoks, kolagen, masaże klap, klap”

W XVIII-wiecznej Anglii księżna Newcastle zalecała przemywać twarz kwasem siarkowym, by zyskać nowa skórę. Dzisiaj istnieje wiele mniej drastycznych sposobów, aby się odmłodzić. W cenie drogiego kremu można sobie zrobić prostujący bruzdy na skórze zastrzyk z toksyny botulinowej, odświeżającą cerę mezoterapię (czyli obstrzykiwanie skóry odżywczymi substancjami) czy wypełnić zmarszczki i wymodelować twarz za pomocą zastrzyków z kwasem hialuronowym. Zwolenniczkom metod mniej radykalnych warto polecić shiatsu lub refleksologie twarzy. Zabiegi te nie wyprasują zmarszczek, lecz dobrze zrobiony masaż pobudza krążenie, poprawia kolor skóry i likwiduje obrzęki. Potrzebami kobiet zajęli się też producenci kosmetyków. Jako jedni z pierwszych przejęli się statystykami mówiącymi o tym, że rośnie populacja kobiet określana „40 plus”, dlatego wybór preparatów do skóry dojrzałej jest wielki jak nigdy dotąd.

„Jesień życia bywa piękna”

Zadaniem kosmetyków do skóry dojrzałej jest niwelowanie skutków menopauzy – mówi dr Guerrero. – Zapewniają one ochronę przed wolnymi rodnikami, dostarczają skórze lipidów, by zwalczyć jej suchość, oraz cząsteczek kwasu hialuronowego, by wspomóc naturalną syntezę tego kwasu przez skórę. Rezultaty badań nad procesami starzenia wykorzystuje sie w recepturach kosmetyków. Odkrycie sirtuin zaowocowało powstaniem spowalniających starzenie kremów Clinique i Estée Lauder. Badania nad komórkowymi czynnikami wzrostu w laboratoriach Vichy kremu NeoVadiol Gf. Ciekawą nowością są też „czynniki indukujące”. – Glikoleol w kremie Avène Sérénage to czynnik indukujący – mówi Muriel Morelli, biochemik odpowiedzialna za dział badawczo- rozwojowy w laboratoriach dermatologicznych Avène.

Nałożony na skórę glikoleol jest metabolizowany, a substancje powstające w wyniku tego procesu są użyte do syntezy struktur tłuszczowych ochraniających skórę. Niektóre kosmetyki zawierają tzw. fitoestrogeny, czyli naturalne substancje występujące w roślinach. – Oddziałują one na receptory estradiolu w skórze – tłumaczy dr n. med. Krzysztof Dynowski, specjalista ginekologii i endokrynologii. – Łącząc się z nimi, wywołują podobny efekt (choć nieco słabszy) do tego, jaki miałby naturalny hormon. Skóra staje się bardziej elastyczna i nie traci swoich właściwości w takim tempie jak u kobiety, która nie stosuje kosmetyku z fitoestrogenem. Oczywiście, nawet najbardziej nowoczesne kremy nie zatrzymują czasu, ale pozwalają starzeć się wolniej i ładniej.

Warto je stosować, bo – jak śpiewają aktorki z teatru Capitol – „Być kobietą po czterdziestce/To jest ulga i nagroda/Jesień życia bywa piękna,/Chociaż lata trochę szkoda”.

Wszystkie śródtytuły pochodzą z wiersza „Lokomotywa dziejów” Elżbiety Jodłowskiej, który jest przeróbka „Lokomotywy” Tuwima, ze spektaklu warszawskiego teatru Capitol „Klimakterium... i już!”.

  1. Zdrowie

Humor, sen, seksualność... - co kontrolują hormony?

(Fot. iStock) Nie jesteśmy maszynami, które działają w jednym rytmie bez zakłóceń. (Fot. iStock)
(Fot. iStock) Nie jesteśmy maszynami, które działają w jednym rytmie bez zakłóceń. (Fot. iStock)
Nasze emocje wynikają z tego, co dzieje się wokół. Ale nie tylko... Zwłaszcza dla kobiet źródłem wielu wylanych łez, a także wielu wypowiedzianych w złości słów – jest to, co dzieje się w ich ciele. Czasem kiedy rządzą nami hormony, trzeba im na to pozwolić, a czasem przywołać je do porządku.  

Joanna, 38 lat, wpada jak burza do mojego gabinetu, ciężko opada na krzesło i zamiast powitania wygłasza tyradę. – Masz pojęcie, jak trudno jest jeździć po tym mieście?! Wszędzie korki, a ci idioci nie potrafią ruszyć, kiedy jest zielone! Stoją i gapią się nie wiadomo na co! Myślałam, że się ugotuję ze złości! W dodatku cały dzień nic mi nie idzie! Zapomniałam o spotkaniu z szefem, wyobrażasz sobie coś takiego? Tylko czekać, aż w końcu mnie zwolni. Nasz najważniejszy klient naskarżył, że jestem niemiła. Ale jak mam być miła, skoro mu trzy razy tłumaczę, że nie mamy miejsca w tym terminie, a on nie chce tego przyjąć do wiadomości?! I jeszcze pokłóciłam się z Antkiem, bo stwierdził, że nie da się ze mną wytrzymać, że wprowadzam napięcie i chaos i nawet nie pomyślał, jak ja się męczę! Sama ze sobą nie mogę wytrzymać, i co mam zrobić? – pyta bezradnie i nagle złość zmienia się w płacz. – Ja już nie mogę – powtarza raz po raz przez łzy. – Przecież byłam spokojną osobą, a teraz co? Chyba jeszcze za wcześnie na klimakterium? Franek ma dopiero 7 lat, myśleliśmy o drugim dziecku, a teraz Antek się ze mną rozwiedzie i wcale mu się nie dziwię, też bym się rozwiodła ze sobą.

Joanna płacze, w końcu podnosi głowę, patrzy na mnie bezradnie i pyta: – Powiedz mi, co się ze mną dzieje? – Wydaje mi się, że schudłaś ostatnio – stwierdzam niby od czapy, jednak jakaś myśl mi przyświeca. – No co ty?! Ja ci mówię o moim dramacie, a ty o chudnięciu? Ale fakt, schudłam siedem kilogramów. – Joanna wstaje i z dumą prezentuje sylwetkę. – Nic dziwnego, skoro na chwilę nie siadam, ciągle mnie nosi, robię dziesięć rzeczy naraz, nie muszę chodzić do siłowni, bo cały czas jestem w ruchu. Normalnie bym szalała z radości, że schudłam, ale teraz nawet tym nie potrafię się cieszyć, złoszczę się, że nie mam w czym chodzić, bo wszystko ze mnie spada, złoszczę się, że… – A nie myślałaś, żeby pójść do endokrynologa? – przerywam jej wywody, bo już wiem, że złości ją wszystko. – Chyba warto sprawdzić poziom hormonów tarczycy.

Nie jestem lekarką i zwykle nie udzielam takich porad, ale mam własne doświadczenia z tarczycą, które mnie do tego upoważniają. Ileś lat temu świat zaczął mnie złościć. Żyłam wtedy w wielkim stresie, bo nie miałam pracy, ale zamiast czerpać wsparcie z przyjaźni, z bliskimi mi osobami zaczęłam się kłócić. Niemal wszystko, co ludzie mówili, kierowani głównie życzliwością, doprowadzało mnie do irytacji. Prychałam i parskałam jak kotka, która nie ma ochoty na kontakty, w końcu niemal zostałam sama. Schudłam kilka kilogramów, wiadomo, ze stresu. Nie mogłam spać, nie mogłam jeść, serce mi waliło jak oszalałe, zaczęłam chodzić po lekarzach, którzy odsyłali mnie na różne badania. W końcu jeden z doktorów spojrzał na mnie i od razu postawił diagnozę: nadczynność tarczycy. Natychmiast trafiłam do szpitala, dostałam leki, zaczęłam się uspokajać. Odwiedziły mnie dwie moje przyjaciółki, które zapytałam, czy widziały coś dziwnego w moim zachowaniu w ostatnim czasie. – O tak, to było bardzo dziwne – wybuchnęły śmiechem i zaczęły mi przypominać, jak się na nie złościłam, aż w końcu się bały odezwać. A więc to tak! Taką władzę ma nad nami tarczyca! Ale nie tylko ona.

Jak rządzą nami hormony?

Niedawno ukazała się w Polsce książka Randi Hutter Epstein „Pobudzeni. Skąd się wzięły hormony i jak kontrolują w zasadzie wszystko” opowiadająca o historii endokrynologii i ludziach, którzy odegrali w niej ważną rolę. Autorka odsłania kulisy rewolucyjnych odkryć, a także makabrycznych zmagań i pomyłek na drodze do poznania poszczególnych hormonów i ich wpływu na nasze funkcjonowanie.

Hormony kontrolują nasz sen, nastrój, metabolizm, odporność, dojrzewanie, seksualność, klimakterium. Nie ma wielkiej przesady w stwierdzeniu, że jesteśmy marionetkami w ich władzy. I nic w tym złego, dopóki zachowana jest równowaga hormonalna w organizmie – wtedy mamy szansę na spokój i zadowolenie z życia. Ale wystarczy długotrwały stres, uraz, poważna choroba, nieodpowiednia dieta, aby równowaga hormonalna została zakłócona i pojawiły się problemy zdrowotne i emocjonalne. Hormony dają nam o sobie znać także w normalnych cyklach życia, gdy dokonuje się w nas jakaś przemiana, którą one w dużym stopniu wywołują.

Ola ma 18 lat, została skierowana do mnie przez rodziców, bo dzieje się z nią coś złego. To bardzo zdolna dziewczyna, dostała się na wymarzone studia, a mimo to jest nieszczęśliwa. – Są takie chwile, że wszystko wydaje mi się bez sensu – mówi Ola. – Nie tak, żebym chciała się zabić, bez przesady, ale nie mam ochoty nic robić. Niby się uczę, ale marzę o tym, żeby dzień się skończył i żebym mogła położyć się spać. Kiedyś miałam pełno energii, byłam pogodna i optymistyczna, a teraz głównie się martwię. – Czym się martwisz? – pytam. – Tym, że rodzice się martwią moim stanem, mają dużo problemów z moim bratem, a ja byłam zawsze ich słoneczkiem. Chciałabym, żeby znów mogli się mną cieszyć, ale nie jestem w stanie im pomóc. I to mnie jeszcze bardziej załamuje, potrafię płakać przez pół nocy, nim zasnę, a na zajęciach jestem śpiąca i niewiele rozumiem. W liceum dobrze się uczyłam, a tu mam wrażenie, że wszyscy są lepsi ode mnie, więc nawet nie ma sensu się uczyć. Rodzice tacy byli ze mnie dumni, że się dostałam na medycynę, a ja pewnie zawalę pierwszy rok i wcale nie wiem, czy chcę być lekarką. – W oczach Oli pojawiają się łzy, które szybko ociera rękawem.

No i co wy na to? Wyraźnie widać, że Ola ma kilka problemów. Za bardzo chce spełniać oczekiwania rodziców, zrekompensować im problemy, jakie mają z synem. Z tymi studiami też coś jest nie tak. Może to nie ona o nich marzyła, tylko rodzice? Doszły do tego problemy z poczuciem własnej wartości, trudności adaptacyjne, i tak dalej. Ola ma nad czym pracować, ale hormony też w niej nieźle pracują. W ostatnim roku urosła osiem centymetrów, przemianom podlega więc i ciało, i psychika.

– Tyle rzeczy mnie denerwuje, kiedyś byłam miła dla wszystkich, teraz już nie potrafię – przyznaje ze wstydem. – Co cię denerwuje? – Na przykład to, że dziadek wciąż poucza mojego ojca, traktuje go z góry, jakby sam był nie wiadomo kim. – I co z tym robisz? – Idę do swojego pokoju i płaczę. A babcia wchodzi do mnie bez pukania. To wszystko jest takie beznadziejne. Czasem mam ochotę wrzeszczeć ze złości. – I wrzeszczysz? – Skąd! Przecież oni są tacy kochani, to ze mną coś jest nie tak – wyjaśnia z przekonaniem. I jakby na dowód wybucha płaczem, a po chwili zaczyna się śmiać. – Widzi pani? Ja nawet nie potrafię spokojnie rozmawiać, ciągle coś przeżywam, płakać potrafię sto razy dziennie!

Ola nie pozwala sobie na wyrażanie złości ani nawet własnego zdania, ale coraz wyraźniej je ma. Wciąż stara się być grzeczną dziewczynką, jej psychika stawia jednak opór. Jedynym ujściem dla przeżywanych napięć jest płacz i poczucie bezsensu, które zmusiły ją do zajęcia się sobą. A wszystko się zaczęło od burzy hormonów, która wybuchła w wieku dojrzewania. Dzięki niej Ola ma szansę, żeby wyjść z roli dziecka i określić siebie na nowo – jako osobę, która może mieć własne zdanie i kierować sobą, a nie spełniać oczekiwania innych.

Pochwała gorszych dni

Huśtawka nastrojów wieku dojrzewania przechodzi czasem w PMS, czyli zespół napięcia przedmiesiączkowego. Część badaczy neguje jego istnienie, część uważa je za poważne zaburzenie, które powinno być uznane przez Światową Organizację Zdrowia jako choroba. W najcięższej postaci, kiedy unieruchamia w łóżku i nie pozwala nic zrobić, dotyczy kilku procent kobiet, inne mają znacznie słabsze objawy, takie jak drażliwość, smutek, płaczliwość, skłonność do wybuchów złości, a niektóre nie mają ich wcale, co nie chroni ich jednak przed seksistowskimi komentarzami. Znacie je? Wystarczy, że kobieta złości się na coś, żeby wprost albo za jej plecami ktoś wyraził przypuszczenie, że ma PMS. Powody złości są nieważne, można je zlekceważyć, bo przecież chodzi o hormony. To uwagi z gatunku tych, które mają przywoływać kobiety do patriarchalnego porządku, czyli do tego, żeby były miłe i spokojne. Podobną funkcję spełnia stwierdzenie: „Złość piękności szkodzi”, które oznacza, że kobiety nie powinny się złościć. A przecież mamy prawo do złości i jej wyrażania, choć oczywiście ważne są powody i forma, w jakiej to robimy.

Monika, lat 24, przyszła do mnie zaniepokojona tym, że miewa różne nastroje. Przeważnie jest pogodna i zadowolona, ale czasem nie może się ze sobą dogadać. Planuje, że cały weekend będzie się uczyć, a bywa, że pół dnia snuje się bez sensu po domu. Albo złości się, gdy ktoś potrąci ją w autobusie. Nie, nie wyraża tej złości, ale ją czuje, a chciałaby być pozytywną osobą, która akceptuje ludzi. Monika nie wiąże swoich nastrojów z cyklem miesiączkowym, po prostu czasem ma gorsze dni, nie ma wtedy ochoty na kontakty z ludźmi, zdarza jej się nie odbierać telefonu i nie odpisywać na SMS-y, a przecież nie ma powodu, bo lubi ludzi, ma dobre życie i chce się nim cieszyć. – Jeden albo dwa dni w miesiącu masz gorsze i to cię niepokoi? – upewniam się, czy dobrze rozumiem. Monika potwierdza.

No nie! Przecież nie jesteśmy maszynami, które działają w jednym rytmie bez zakłóceń. Wpływa na nas wiele czynników, nie tylko hormony, ale również ciśnienie atmosferyczne, pełnia Księżyca, zmęczenie, nadmiar bodźców, pośpiech, to, co się dzieje na świecie, choć niekoniecznie nas dotyczy. Każdy może wstać lewą nogą, również mężczyźni. Dzięki tym gorszym dniom możemy bardziej docenić te lepsze, więc chwała im za to, że są.

Wystarczy, że kobieta złości się na coś, a już ktoś wyraża przypuszczenie, że ma PMS. To uwagi z gatunku tych, które mają przywoływać kobiety do tego, żeby były miłe i spokojne

Hormony kontrolują nasz srn, nastrój, odporność, dojrzewanie, seksualność, klimakterium. I nic w tym złego – dopóki zachowana jest równowaga hormonalna

  1. Zdrowie

Jak hormony wpływają na organizm i psychikę?


Wiele kobiet chciałaoby służyć w wojsku i to w najbardziej wymagających jednostkach. Jednak często prowadzi to do zaburzeń hormonalnych, przez nadmierne wydzielanie testosteronu. (Ilustracja: iStock)
Wiele kobiet chciałaoby służyć w wojsku i to w najbardziej wymagających jednostkach. Jednak często prowadzi to do zaburzeń hormonalnych, przez nadmierne wydzielanie testosteronu. (Ilustracja: iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Często są oskarżane o wywoływanie chorób i rozchwianie emocjonalne. Jednak bez wielu z nich praktycznie nie można żyć, a bez innych nie można żyć w zdrowiu. Decydują o naszym charakterze, a nawet wyglądzie. Orina Krajewska pyta prof. Janusza Naumana, jak dbać o hormony, by one dbały o nas.

Równowaga emocjonalna, libido, wzrost, płeć, waga, owłosienie, wygląd… Czy hormony faktycznie odpowiedzialne za tak wiele? Hormony są bardzo ważne, ponieważ regulują wszystkie procesy w organizmie człowieka, utrzymują go przy życiu. Bez niektórych praktycznie nie można żyć, bez innych nie można żyć w zdrowiu. Może też dojść do zaburzenia procesu wzrostu czy dojrzewania. Kiedy młody człowiek prawidłowo się rozwija, to tylko dlatego, że działa hormon wzrostu i aktywuje on insulinopodobny czynnik wzrostowy. Jest to jednak na tyle złożony proces, że współpracują przy nim również hormony nadnerczy i tarczycy. Z kolei jeżeli mówimy o tworzeniu cech fizycznych typowych dla płci, dzieje się to w wyniku działania hormonów płciowych.

Można powiedzieć, że działanie hormonów jest tak uniwersalne, że zależy od nich nie tylko jakość naszego życia, ale życie samo w sobie. Co ciekawe, do niedawna sądzono, że hormony są związkami chemicznymi tworzonymi i wydzielanymi przez gruczoły dokrewne lub komórki endokrynne zawarte w innych narządach człowieka. W ciągu ostatnich 40 lat okazało się jednak, że źródłem hormonów są też narządy, m.in. przewód pokarmowy, żołądek, trzustka, jelita i nerki. Z biegiem czasu liczba znanych nam hormonów wzrosła. Obecnie również tkankę tłuszczową uważa się za źródło przynajmniej kilku z nich.

Skoro hormony to tak ważny czynnik determinujący nasze funkcjonowanie, jakie zaburzenia i choroby grożą nam przy ich rozchwianiu? Odpowiedni poziom i zachowana równowaga hormonów właściwie decydują o tym, czy jesteśmy zdrowi, czy chorzy. Nie ma takiego pojęcia jak rozchwianie hormonalne, jest tylko pojęcie niedoczynności, nadczynności lub oporności tkanek na działanie hormonu lub hormonów. Możliwa jest też nadmierna reakcja na określony poziom hormonu. Następstwem niedoczynności lub nadczynności gruczołu dokrewnego jest określona choroba, której przebieg może zagrażać życiu lub zdrowiu, ale nawet w przypadku lekkich zaburzeń jakość życia ulega obniżeniu. Nieleczona niedoczynność nadnerczy może prowadzić do śmierci.

Dlatego wszystkie mniej i bardziej poważne zaburzenia hormonalne powinny być jak najszybciej rozpoznane i leczone. W większości przypadków wymaga to pomocy endokrynologa i wykonania złożonych badań dodatkowych. Kiedy mamy do czynienia z zaburzeniem hormonalnym, możemy oczekiwać zaburzeń ze strony całego organizmu i to zaburzeń bardzo różnorodnych.

Dzisiejsze czasy chyba sprzyjają tym zaburzeniom… Żyjemy w okresie pogłębiających się zmian środowiskowych i zmieniających się zasad życia. Te czynniki wpływają na całe nasze funkcjonowanie, w tym na układ endokrynny. W dzisiejszych czasach na przykład wiele kobiet chciałoby służyć w wojsku i to w najbardziej wymagających jednostkach. Jednak służba w tych formacjach często prowadzi u nich do zaburzeń hormonalnych (nadmierne wydzielanie testosteronu, czyli tzw. zespołu hiperandrogenizacji).

Czy Hashimoto, czyli choroba o podłożu hormonalnym, którą diagnozuje się obecnie coraz częściej, też ma związek z obecną sytuacją środowiskową? Choroba Hashimoto jest chorobą uwarunkowaną genetycznie, czyli występuje ona rodzinnie. Kobiety chorują na nią 10 do 14 razy częściej niż mężczyźni, a choruje ich mniej więcej 70 na 10 000. To bardzo dużo i ta ilość będzie się zwiększać w związku z genetycznym uwarunkowaniem choroby. Podejrzewa się, że zachorowalność na chorobę Hashimoto wzrosła w związku z unormowaniem stężenia jodu w diecie, ale nie do końca zgadzam się z tą teorią. Myślę, że rzecz polega na przekazywanych mutacjach genetycznych i w związku z tym tendencji do zachorowania. Mutacje genów tworzą podatność na zachorowanie. Natomiast powstanie choroby jest zależne od działania czynników endogennych (płeć) i środowiskowych u ludzi z taką podatnością.

Jakie czynniki aktywują taki zmutowany gen? Jest ich bardzo dużo. Do czynników środowiskowych zaliczamy stres psychiczny czy czynniki występujące w okresie poporodowym, niektóre infekcje wirusowe i bakteryjne.

Coraz częściej chorujemy na chorobę Hashimoto, ponieważ obciążających czynników jest coraz więcej i nie umiemy ich wyeliminować. Co gorsza, skażenie środowiska może oznaczać, że liczba szkodliwych czynników wzrośnie. W wyniku ich działania dochodzi do zaburzenia czynności układu immunologicznego, który zaczyna traktować tarczycę jako narząd wrogi. Zatem choroba Hashimoto jest jedną z chorób autoimmunologicznych. Naturalnym jej następstwem (i jedynym udokumentowanym) jest niedoczynność tarczycy, która pogłębia się w miarę trwania choroby. Niestety nie ma leku na bardzo złożone przyczyny tej choroby, umiemy leczyć tylko jej skutki.

Pocieszające jest, że dziś Hashimoto możemy rozpoznać w bardzo początkowym stadium, a niedoczynność tarczycy skutecznie leczyć syntetycznymi hormonami tarczycy.

Stres psychiczny, którego mamy w naszym życiu zdecydowanie za dużo, może prowadzić do zaburzenia czynności gonad, które skutkuje osłabieniem libido i sprawności seksualnych. (Ilustracja: iStock) Stres psychiczny, którego mamy w naszym życiu zdecydowanie za dużo, może prowadzić do zaburzenia czynności gonad, które skutkuje osłabieniem libido i sprawności seksualnych. (Ilustracja: iStock)

Z jakimi zaburzeniami hormonalnymi zmagamy się ze względu na płeć? U kobiet zaburzenia czynności gonad objawiają się zwykle brakiem miesiączek i ich nieregularnością albo pojawieniem się owłosienia typu męskiego. Towarzyszą temu cykle bezowulacyjne. Najczęstszą przyczyną tych zaburzeń jest zespół policystycznych jajników (PCO). Stosunkowo częste są przypadki hyperprolaktynemii.

A u mężczyzn? Mężczyźni rzadziej niż kobiety chorują na choroby układu dokrewnego. Stres psychiczny, którego mamy w naszym życiu zdecydowanie za dużo, może prowadzić do zaburzenia czynności gonad, które skutkuje osłabieniem libido i sprawności seksualnych. W większości przypadków zaburzenia te wymagają kontaktu z seksuologiem.

Do tego dochodzi bezpłodność – coraz częstszy problem, diagnozowany zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Do tej pory zaburzenia płodności były głównie diagnozowane u kobiet. Od co najmniej 10 lat zwiększa się niepłodność pochodzenia męskiego, wynikająca z zaburzenia anatomii lub różnorodnych funkcji plemnika. Przypuszcza się, że zaburzenia spermy są odpowiedzialne za około 52 proc. przypadków niepłodności.

Przyczyny tego zjawiska, czyli pogorszenia jakości spermy, nie są jeszcze znane, a stosowane leczenie nierzadko jest zawodne. Przynajmniej w części winę ponosi stres psychiczny, szkodliwe czynniki środowiskowe, w tym mikrocząsteczki plastiku, ale również przegrzewanie jąder poprzez noszenie obcisłych spodni czy podgrzewane fotele w samochodach.

Poprzez zmianę naszego stylu życia możemy mieć na te wszystkie procesy realny wpływ? Przy tak złożonych i niebezpiecznych sprawach, jakimi są zaburzenia hormonalne, człowiek nie jest w stanie poradzić sobie sam. Ogólne dbanie o siebie i wzmocnienie organizmu może pomóc przy zaburzeniach hormonalnych, ale na pewno potrzebny będzie endokrynolog, by z nim ustalić linię leczenia.

A czy jest coś, co sami możemy zrobić, by pomóc regulować pracę hormonów? Na przykład nie powinniśmy być otyli i powinniśmy się prawidłowo odżywiać. Skoro czynność układu endokrynnego zależy nie tylko od samych czynności gruczołów dokrewnych czy komórek endokrynnych, ale również od tego, jak hormony odbierają komórki pozostałych narządów człowieka, powinniśmy dbać o to, żeby nasze narządy były w dobrej formie. Ale i tutaj pojawia się cały szereg problemów.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) niedawno zdefiniowała najważniejsze czynniki prozdrowotne, w tym przynajmniej 30-minutowy marsz co drugi dzień. Ale choć ruch jest bezsprzecznie ważny, to skoro mamy takie powietrze, jakie mamy, zastanawiam się, czy powinniśmy rekomendować ludziom zdrowym marsz w smogu. Trzeba pamiętać, że ciężkie zaburzenia czynników środowiskowych, do jakich doprowadził człowiek, będą miały kluczowy wpływ na wszystko. W ostatnich latach zmagamy się na przykład z niedoborem witaminy D3, który towarzyszy nam nie dlatego, że rzadko świeci u nas słońce, ale ze strachu przed czerniakiem. Słusznie stosujemy kremy z ochronnymi filtrami, ale pamiętajmy też, że wystarczy mała ochronna warstwa, żeby zaburzyć prawidłowy metabolizm witaminy D3. Jak widać, problem jest złożony i trzeba brać różne rzeczy pod uwagę.

Ruch jest oczywiście czynnikiem niesamowicie prozdrowotnym. I wreszcie wiele chorób, w tym choroby autoimmunologiczne, jest zależnych od głowy i tego, jak przyjmujemy stres.

Stres może wywoływać lub wzmagać zaburzenia endokrynologiczne? Oczywiście. Jest to kolejny i jeden z ważniejszych czynników środowiskowych, o których mówiliśmy wcześniej. Samego stresu nie wyeliminujemy, ale możemy pracować nad reakcją na niego. Pewne ćwiczenia, takie jak na przykład medytacja czy techniki relaksacyjne, pozwalają zwiększyć odporność na stres psychiczny.

Niektóre czynniki możemy wyeliminować całkowicie, bo są od nas zależne. Będzie to na przykład palenie papierosów czy nadużywanie alkoholu. Wiadomo, że są one absolutnie szkodliwe dla całego zdrowia i dla poszczególnych układów endokrynnych. Definitywnie możemy poprawić również sposób odżywiania. Zdrowa dieta powinna zawierać wszystkie ważne dla naszego zdrowia czynniki, czyli i białka, i tłuszcze, i w odpowiednich ilościach węglowodany, ale z ograniczeniem cukrów prostych.

 

4 kobiece typy hormonalne. Którym jesteś ty? Kształt naszej sylwetki w dużej mierze zależy od aktywności dominujących u nas hormonów. To one wpływają na rozmieszczenie tkanki tłuszczowej w ciele, co z kolei zwiększa podatność na konkretne choroby

TYP ESTROGENOWY (GYNOIDALNY)

Sylwetka: krągłe biodra i pośladki, znacznie mniejszy obwód talii w stosunku do bioder. Nadmiar tkanki tłuszczowej odkłada się wokół miednicy, na biodrach i udach, z tendencją do powstawania cellulitu. Bardzo lubi słodycze. Grożące choroby: mięśniaki i przerost śluzówki macicy, nowotwory kobiece: piersi, jajników, macicy. Zalecana dieta: niełączenie tłuszczu i węglowodanów w diecie sprzyja utrzymaniu wagi. Tkanka tłuszczowa to dodatkowe źródło estrogenów.

TYP NADNERCZOWY (ANDROIDALNY)

Sylwetka: klatka piersiowa i brzuch szerokie, miednica wąska. Brak kobiecych zaokrągleń, muskularne uda i pośladki. Kobiecie z tym typem sylwetki grozi otyłość brzuszna. Nie lubi słodyczy, gustuje w daniach tłustych i słonych. Grożące choroby: Sercowo-naczyniowe, cukrzyca typu II, nowotwory układu pokarmowego: żołądka, trzustki, jelit, wątroby. Łysienie typu męskiego. Zalecana dieta: bogata w roślinne estrogeny – zneutralizuje męskie hormony.

TYP LIMFATYCZNY

Sylwetka: ogólna grubość. Wygląda na pulchniejszą, niż jest w rzeczywistości. Zatrzymywanie wody w kończynach sprawia, że ramiona i ręce są niemal tej samej grubości. Tkanka tłuszczowa odkłada się równomiernie na całym ciele. Grożące choroby: problemy z układem limfatycznym skutkują spadkiem odporności. Podatność na infekcje oddechowe, nadmierna produkcja śluzu – katar. Zalecana dieta: należy wykluczyć produkty śluzotwórcze – mleko, przetwory mleczne i słodycze, ograniczyć ilość zatrzymującej wodę soli. 2 litry wody dziennie poprawią bilans wodny.

TYP TARCZYCOWY

Sylwetka: długie i szczupłe ramiona i nogi, palce rąk i nóg oraz szyja. Tłuszcz odkłada się na brzuchu, górna część ciała pozostaje szczupła. Sięga po produkty podnoszące poziom energii: kawę, słodycze. Grożące choroby: depresja, migrena, problemy z sercem i nerkami. Ponadto fibromialgia i choroby z autogresji. Zagrożenie osteoporozą. Zalecana dieta: węglowodany złożone (kasze, warzywa) i białko (jajka, ryby, chude mięso) w posiłku wykluczą chęć sięgania po dodatkowe źródła energii.

 

Orina Krajewska - aktorka, instruktorka teatralna, współzałożycielka i prezes Fundacji Małgosi Braunek „Bądź”, autorka książki „Holistyczne ścieżki zdrowia”. Co miesiąc w rubryce "Sensowne Ścieżki Zdrowia" na łamach magazynu „Sens” pyta specjalistów z różnych dziedzin o ich przepis na zdrowie.