1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Olej z czarnuszki. Poznaj niezwykłe właściwości tego superfood

Olej z czarnuszki. Poznaj niezwykłe właściwości tego superfood

Olej z czarnuszki (fot. materiał partnera)
Olej z czarnuszki (fot. materiał partnera)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
Powróciła na stoły dość niedawno, choć znana jest zielarzom od wieków. Już starożytni Egipcjanie korzystali z jej leczniczych właściwości, nazywając ją „czarnym złotem Faraonów”.

Czarnuszka to roślina siewna, której małe nasionka są podobne do nasion maku - mają głęboką czarną barwą i charakteryzują się wyrazistym pikantno-korzennym smakiem. Choć niepozorne, ziarna czarnuszki zasługują na miano prawdziwych superfoods. W ich składzie znajduje się około 100 czynnych związków chemicznych, takich jak: nienasycone kwasy tłuszczowe, alkaloidy, saponiny, flawonoidy, fitosterole, fosfolipidy, garbniki, kwas stearynowy, kwas palmitynowy oraz olejki eteryczne.

Lecznicze właściwości czarnuszki

Czarnuszka, zarówno w postaci surowej, w miodzie jak i przygotowanego z niej oleju wyróżnia się mnóstwem prozdrowotnych właściwości. Pomaga zwalczać alergie i infekcje górnych dróg oddechowych. Działa wspomagająco w zwalczaniu chorób przewodu pokarmowego, a także efektywnie obniża poziom cholesterolu we krwi. Spożywana regularnie wspiera odporność, a także wykazuje właściwości przeciwnowotorowe, przeciwbakteryjne i przeciwcukrzycowe. Porcja zmielonych nasion lub łyżeczka zimnotłoczonego oleju z czarnuszki powinna znaleźć cię w codziennym menu zarówno dorosłych, jak i dzieci.

Czarnuszka w codziennej diecie

Pikantny aromat czarnuszki doskonale pasuje do wytrawnych potraw. Należy przy tym pamiętać, że zimnotłoczony olej z czarnuszki nie jest przeznaczony do smażenia lub innej obróbki termicznej. Można go natomiast spożywać jako dodatek do ciepłych dań. Całe lub zmielone nasionka dodane do past kanapkowych, potraw mięsnych, serów, zup, sałatek, duszonych i kiszonych warzyw doskonale podbiją smak dań. Olej z czarnuszki tłoczony na zimno świetnie sprawdzi się jako dodatek do potraw - sałatek lub kanapek. Jego intensywny, korzenny, czasami lekko gorzkawy smak z pewnością zachwyci fanów wyrazistych doznań kulinarnych. Ci, którym nie przypadnie do gustu, mogą wprowadzać go do diety stopniowo, zaczynając od kilku kropel do posiłku i stopniowo zwiększając dawkę. Przyjmuje się, że przedszkolak może wypić już ok 0,5 łyżeczki oleju z czarnuszki, dziecko w wieku szkolnym - około 1 łyżeczki, a dawka lecznicza oleju z czarnuszki dla dorosłego to około 1 łyżka stołowa dziennie.

Jaki olej z czarnuszki wybrać?

Aby olej z czarnuszki zachował najcenniejsze składniki nasion, musi być pozyskiwany w odpowiednich warunkach. Najzdrowszy i najsmaczniejszy jest ten tłoczony na zimno. W Manufakturze Rodziny Sadowskich nasiona czarnuszki są poddawane tłoczeniu w temperaturze niższej niż 35 stopni Celsjusza, dzięki temu olej odznacza się naturalnym smakiem oraz pełnią zdrowotnych walorów rośliny. Zawiera potrzebne dla zdrowia składniki, takie jak: witaminy oraz kwasy Omega-3 i Omega-6. Te ostatnie czyli niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe ( NNKT) muszą zostać dostarczone wraz z pożywieniem, bo organizm człowieka nie jest w stanie sam ich sobie wytworzyć.

Gdzie kupić olej z czarnuszki

W poszukiwaniu najlepszej jakości oleju z czarnuszki warto skorzystać z oferty bezpośredniego dostawcy czyli rzemieślniczej tłoczni lub lokalnej manufaktury. W takich miejscach olej jest tłoczony ręcznie z zachowaniem najwyższej staranności procesu i przy stałej kontroli, a wytwarzany produkt nie podlega filtracji i rafinowaniu. Jednorazowe tłoczenie w niewielkich partiach jest gwarancją jego świeżości oraz smaku. W Manufakturze Rodziny Sadowskich wszystkie oleje są tłoczone ze sprawdzonych surowców, na zimno i nie są poddawane oczyszczaniu. Dzięki temu nie tracą one swoich walorów smakowych i zdrowotnych. Całkowicie naturalny olej jest rozlewany do ciemnych butelek, a stamtąd szybko trafia do kuchni i na stoły.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Ajurweda i zmysł smaku - jak poszczególne smaki wpływają na nasze zdrowie i emocje?

Zapotrzebowanie na ostre przyprawy wskazuje na głód trawiennego ognia lub chorobę. Problem polega na tym, że zniekształciliśmy swój zmysł smaku w wyniku stosowania sztucznych substancji. (fot. iStock)
Zapotrzebowanie na ostre przyprawy wskazuje na głód trawiennego ognia lub chorobę. Problem polega na tym, że zniekształciliśmy swój zmysł smaku w wyniku stosowania sztucznych substancji. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Czy zaobserwowałeś, że w trakcie choroby tracisz apetyt i najczęściej zmysł smaku? To dlatego, że zarówno smak, jak i apetyt oraz tzw. siła trawienia (innymi słowy ogień trawienny zwany „agni”) są ze sobą ściśle powiązane. Zdaniem ajurwedy każda choroba (czyli nierównowaga w organizmie) bierze się właśnie ze złego trawienia – czytamy w książce „Przyprawy, które leczą” Karoliny i Macieja Szaciłło.

Smaki i emocje

„W ajurwedzie zioła są postrzegane przez pryzmat energetyki. Właściwości ziół są klasyfikowane ze względu na ich smak, powiązanie z żywiołami, właściwości rozgrzewające lub chłodzące, wpływ na trawienie oraz inne potencjalne właściwości. Ten prosty system energetyki jasno przedstawia podstawowe cechy ziół i różni się od złożonej analizy chemicznej, która sprawia, że często gubimy się w gąszczu szczegółów. System ten oferuje strukturę, w której zioła daje się łatwo zidentyfikować i zrozumieć. Dzięki temu można je dobierać stosownie do indywidualnej konstytucji i choroby.” – podkreślają dr Vasant Lad i David Frawley w książce „Joga ziół”. Sposób w jaki my, ludzie Zachodu, postrzegamy smak, bardzo odbiega od tego, jak patrzono na niego w starożytności. Jak piszą dwaj lekarze ajurwedyjscy, pionierzy tego systemu w Stanach Zjednoczonych, w sanskrycie słowo „rasa” wykracza poza „smak”. „Rasa” to również esencja danej rośliny. To ona świadczy o jej właściwościach zdrowotnych. O tym, jak wpływa na nasze ciało, na nasze emocje. Co ciekawe, słowo „rasa” to również „krążenie, poczucie ożywienia i taniec”. Zdaniem ajurwedy smak wpływa więc na nasz układ nerwowy, ożywia umysł i zmysły. Sprawia, że chce nam się żyć. Dobry smak jest również warunkiem naszego prawidłowego trawienia. Kiedy coś nam smakuje, automatycznie wzrasta nasz tzw. ogień trawienny. Ten ostatni wpływa bezpośrednio na wchłanianie, na florę jelitową. A co za tym idzie również na przyswajanie składników odżywczych…

Skupmy się teraz na sześciu podstawowych smakach i na tym, jak wpływają one na całą wielopoziomową strukturę, którą jesteśmy. Słodki, kwaśny, słony, ostry, gorzki i cierpki – to sześć podstawowych smaków, które wyróżnia się w ajurwedzie. Co ciekawe, idealna równowaga między nimi prowadzi do powstania tak popularnego dziś słonego, „rosołowego”, wręcz „mięsnego” smaku… umami. I choć między wymienioną „apetyczną szóstką” powinna panować harmonia, najbardziej wyczuwalnym smakiem opisanej wcześniej kuchni sattwicznej (podnoszącej nasz poziom energii) powinna być… słodycz! Już w tym momencie warto podkreślić, że rzadko się zdarza, aby zioło miało tylko jeden smak. Jeden jest jednak najczęściej dominujący. Maciek, odkąd „rozsmakował się” w ajurwedzie, gotuje w oparciu właśnie o smaki. Nie zastanawia się więc już do czego pasuje kurkuma czy kardamon. Wie natomiast, że słodkawy rosół potrzebuje gorzkiej kozieradki, a kwaśny sos pomidorowy dobrze będzie się komponował z ostrością chili i kremowym, słodkim mlekiem kokosowym. Kiedy wchodzi do kuchni, przyświeca mu jeden cel – równowaga smaków.

Według ajurwedy w procesie leczenia ważne jest wyostrzenie smaku. (fot. iStock) Według ajurwedy w procesie leczenia ważne jest wyostrzenie smaku. (fot. iStock)

Słodki

To prawda, że słodki smak pada najczęstszą ofiarą wszystkich osób chcących zrzucić nadmiar kilogramów. Zwyczajnie eliminują go z diety. Jednak zdaniem ajurwedy słodycz jest najbardziej sattvicznym (w od powiednich ilościach i przy dobrym trawieniu dającym jasność umysłu i lekkość) ze smaków. Warunkuje ona przyjemność i poczucie bezpieczeństwa. Jest to pewnie związane z tym, że mleko matki jest właśnie słodkie. Sprzyja też długowieczności i dodaje energii. Słodki wychładza i odżywia wszystkie komórki w naszym ciele. Jego nadmiar prowadzi jednak do otyłości, cukrzycy, odkładania się wody, zmęczenia i ospałości. W tym momencie warto dodać, że najlepszym sposobem na dostarczenie sobie słodyczy nie jest biały rafinowany cukier. Zdecydowanie lepiej sprawdzi się ta płynąca z całości pokarmowych, czyli pokarmów, które oprócz słodkiego smaku mają inne cenne wartości. W przypadku depresji genialną substancją słodzącą (która nie powinna być poddawana obróbce termicznej powyżej 40°C) jest naturalny miód, który nie tylko rozgrzewa, ale również osusza. Ajurweda gloryfikuje też wszystkie słodkie warzywa, takie jak dynia czy słodkie ziemniaki oraz posiadające słodki smak przyprawy (jak np. cynamon) czy ghee, masło sklarowane. Jakie przyprawy są słodkie? Cynamon, kardamon, koper włoski czy lukrecja.

Kwaśny

Oglądaliście kiedyś programy kulinarne Jamiego Oliviera? Ja przed laty pasjami. Zawsze z mieszaniną zadziwienia i fascynacji patrzyłam na ilość oliwy, chili oraz… soku z cytryny, który dodawał do praktycznie wszystkich swoich potraw I choć Jamie nie miał ugruntowanej wiedzy na temat ajurwedy, kierował się intuicją. Na jakimś poziomie czuł, że kwaśny poprawia smak potraw. Mało tego, rozgrzewa, a co za tym idzie podsyca ogień trawienny (ułatwia więc trawienie pokarmu). Wzmacnia nasze ciało oraz ożywia i rozbudza umysł. Nawilża. Pobudza wydzielanie śliny i ułatwia przełykanie. Dodaje nam również sił. Punkt widzenia współczesnej fitoterapii jest podobny. Podkreśla, że kwaśny pobudza, sprzyja trawieniu, zwiększa apetyt i jest wiatropędny. Jednak ajurweda podkreśla, że w nadmiarze osłabia nasze zęby (zbyt duża ilość soku z cytryny lub octu niszczy przecież szkliwo), potęguje pragnienie i uwaga: powoduje gromadzenie się toksyn we krwi. Co ciekawe, u osób osłabionych może również prowadzić do obrzęków. Emocjonalnie, kwaśny (pozytywny aspekt) zwiększa naszą umiejętność oceniania. Ocena (nie osąd) jest przecież istotnym aspektem naszego życia. Jednak nadmierne ocenianie (a tym samym zbyt duża ilość kwaśnego) może prowadzić do zazdrości, a nawet zawiści.

Jakie przyprawy są kwaśne? Tamarynda i sumak.

Słony

Na wstępie zaznaczę, że słony występuje rzadko w świecie przypraw i ziół. Jest raczej smakiem minerałów, a nie roślin. I  choć nasza współczesna dietetyka nie przepada za słonym smakiem, ajurweda ma do niego dużo bardziej ambiwalentne podejście. Z jednej strony zauważa, że słony rozgrzewa i sprzyja trawieniu. Uspokaja, a jeśli jest takie wskazanie, również przeczyszcza (w dużych ilościach ma nawet działanie wymiotne). Doskonale uziemia. Łagodzi więc nadmiar żywiołu powietrza i przestrzeni (wata). Oczyszcza również naczynia krwionośne i nadaje smak pożywieniu (dzieci najczęściej ubóstwiają wszystko co słone). Jakie są konsekwencje nadmiernych ilości słonego? Wywołuje pragnienie i osłabia (również męskość). Nasila infekcyjne choroby skóry i nadkwasotę. Może wywoływać krwotoki oraz m.in. dnę moczanową. Emocjonalnie, w odpowiednich ilościach słony wywołuje radość życia. W namiarze zwiększa jednak nasze pragnienia i może prowadzić do hedonizmu.

Ostry

Nietrudno się domyślić, że ostry smak rozgrzewa, ale również wysusza. Pobudza, zwiększa apetyt oraz ma działanie napotne i wykrztuśne. „Działa oczyszczająco na jamę ustną, pobudza ogień trawienny, oczyszcza pożywienie, pobudza wydzielanie substancji w jamie nosowej, powoduje łzawienie oczu oraz oczyszcza zmysły. Pomaga w leczeniu chorób związanych z powolną pracą jelit, otyłością, opuchlizną w podbrzuszu oraz nadmiarem płynów w ciele. Nadaje smak pożywieniu, łagodzi swędzenie (…) zabija robaki i zarazki (…) udrażnia naczynia krwionośne” – piszą dr Frawley i Lad (cytując fragment Czaraka Samhita, jednego z najbardziej znanych traktatów poświęconych ajurwedzie). Później dodają, że ostry stosowany w nadmiarze osłabia męskość, wywołuje ospałość i wyczerpanie. Jego dominującymi żywiołami są ogień i powietrze. Sprawia to, że ostry odpowiada za pieczenie, „wysuszenie” organizmu, podrażnienia, stany zapalne i  przeszywające bóle w ciele. Emocjonalnie, ostry pobudza nas do działania. Kieruje naszą uwagę od środka na zewnątrz. Jednak w nadmiarze prowadzi do gniewu i rozdrażnienia. Jakie przyprawy są ostre? Lista jest dość długa, a na niej m.in. asafetyda, czarny pieprz, kardamon, cynamon, goździki, kolendra, imbir, chrzan, oregano czy cebula.

Uwaga: ostry smak jest najczęściej efektem występowania w roślinach olejków eterycznych.

Gorzki

Choć sam w sobie nie jest przyjemny, spełnia niezwykle ważną funkcję. Jaką? Odrobina gorzkości równoważy wszystkie pozostałe smaki. Uwypukla słodycz. Maciek zawsze powtarza, że słodkie dania (jak np. pierogi ruskie) potrzebują gorzkiego (w tym przypadku reprezentowanego przez mocno przypieczoną cebulkę). Podobnie w naszym życiu. Niewielka ilość bólu, pomaga nam docenić szczęście… Zastanówmy się teraz, jaką funkcję pełnią wszystkie gorzkie zioła? Oczyszczającą i ściągającą. Podobnie działa gorzki smak. Obniża gorączkę, wychładza, działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie. Jak podkreślają wielokrotnie już cytowani autorzy Jogi ziół gorzki (…) „oczyszcza krew i wszystkie tkanki oraz powoduje zmniejszanie się guzów. Na ciało oddziałuje w sposób redukujący, wyniszczający oraz uspokajający, choć w niewielkich ilościach działa pobudzająco, zwłaszcza na trawienie”. Podobnie jak ostrość, gorzkość jest częstym smakiem wśród roślin. Gorzki, jak już wspomniałam, pomaga docenić to, co piękne w naszym życiu. Jako smak wychładzający kieruje naszą uwagę od zewnątrz do środka. Pomaga nam skonfrontować się z rzeczywistością. Jednak w nadmiarze wywołuje żal, gorycz i frustrację! Jakie rośliny mają smak gorzki? Na przykład aloes.

Cierpki

Podobnie jak gorzki (i słodki) wychładza. Kieruje więc naszą energię do środka. (…) „smak cierpki ma działanie uspokajające, powstrzymuje biegunkę, działa leczniczo na stawy (ale nie na osteoporozę), sprzyja zabliźnianiu się oraz leczeniu ran i skaleczeń, działa wysuszająco, ujędrniająco i ściągająco. Łagodzi kapha i pitta, hamuje krwawienie oraz sprzyja wchłanianiu płynów” (…) – czytamy w Czaraka Samhita. Okazuje się, że cierpki ma działanie przeciwzapalne. Jednak w nadmiarze prowadzi do zaparć, bólu serca, osłabienia i przedwczesnego starzenia. Z natury jest suchy, nieprzyjemny i oczyszczający. Emocjonalnie, cierpki sprawia, że stajemy się bardziej świadomi siebie (tego co w środku). Jednak w nadmiarze zwiększa lęki, prowadzi do introwertyzmu i braku poczucia bezpieczeństwa. Jaki jest przykład cierpkiej przyprawy? Sumak, ale również kurkuma.

Wspomniany kwaśny, słony i ostry kierują naszą uwagę ze środka na zewnątrz. Z kolei smaki wychładzające (słodki, gorzki i cierpki) sprawiają, że energia skierowana jest do wewnątrz. Gdy zjemy coś intensywnie rozgrzewającego, krew dopływa do skóry, która automatycznie staje się rumiana. Z kolei, gdy jest nam zimno, gdy jesteśmy wycofani, krew odpływa od powierzchni skóry. Stajemy się bladzi. Wyglądamy trochę jakby „kropelka po kropelce”, „oddech po oddechu” uchodziło z nas życie. Dlatego osoby pogrążone w depresji mają najczęściej słabe krążenie, zimne nogi, ręce i blady, prawie biały odcień skóry.

Zastanówmy się teraz, kiedy możliwe jest osiągnięcie prawdziwego szczęścia (i zdrowia)? Jeśli w naszym życiu panuje równowaga między tym co w środku, a tym co na zewnątrz. Jeśli mamy za co żyć, spełniamy się zawodowo, ale również od czasu do czasu przyglądamy się naszym emocjom. Jesteśmy ich świadomi. Nie wypieramy ich. Potrafimy nimi zarządzać. Bardzo pomocne w osiągnięciu owej harmonii są właśnie smaki.

Jak tłumaczy Robert Swoboda w Prakriti. Odkryj swoją pierwotną naturę „Twoja osobowość zawsze stara się zapewnić sobie jak największy komfort. Dąży do zaspokojenia, które daje słodki smak. Aby to uzyskać, wykorzystuje także inne, niezbędne smaki – rozgrzewające lub wychładzające, w zależności od potrzeby. Smaki kwaśny, słony i ostry są rozgrzewające. Natomiast słodki, gorzki i cierpki – wychładzające. Każda z odpowiadających im emocji jest odpowiednio gorąca lub zimna. Gorąco powoduje rozszerzanie się, a zimno kurczenie się. Ze zdrowiem jest tak samo jak z zasadami fizyki. Chłód zwęża kanały fizyczne i mentalne, a ciepło je rozszerza”.

Fragment z książki „Przyprawy, które leczą” Karoliny i Macieja Szaciłło.

  1. Zdrowie

Cynamon – jakie ma właściwości zdrowotne?

Tę wschodnią przyprawę kojarzymy m.in. ze Świętami. Trudno wyobrazić sobie pierniki czy wigilijny kompot bez cynamonu. (fot. iStock)
Tę wschodnią przyprawę kojarzymy m.in. ze Świętami. Trudno wyobrazić sobie pierniki czy wigilijny kompot bez cynamonu. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Szarlotka na kruchym cieście z cynamonem lub zapiekany ryż z jabłkami i cynamonem. Tak wspominam (pewnie jak większość mieszkańców naszego kraju) tę przyprawę z dzieciństwa. Jednak ta aromatyczna, słodka, ostra i cierpka przyprawa niesie ze sobą nieskończone możliwości kulinarne i zdrowotne.

Nasze podróże do Indii, Egiptu, na Sri Lankę odsłoniły przede mną nowe, zupełnie nieznane oblicze cynamonu. W ośrodku ajurwedyjskim w Kerali popijałam go codziennie w towarzystwie kopru włoskiego i kminu. Patrzyłam jak kucharz dorzuca jasnobrązowe laski do kokosowych curry. W Egipcie z zaciekawieniem obserwowałam jak Beduini na pustyni dodają go do zapiekanych warzyw. Z nieukrywanym zachwytem przyglądałam się, jak mój mąż dorzuca go do chutney’u z jabłek czy truskawek. Słowem, przez ostatnie lata całkowicie transformowało się moje spojrzenie na cynamon. Jednak gdzieś tam w środku jego zapach nadal przywołuje babciną szarlotkę i ryż z jabłkami. Kojarzy się z jej ciepłem. Daje poczucie bezpieczeństwa i… rozgrzewa.

Starożytni alchemicy wierzyli, że cynamon, podobnie jak kardamon czy goździki, jest ziołem słonecznym (więcej na temat ziół słonecznych znajdziesz w rozdziale o kardamonie; patrz opis str. …). To niesamowicie koresponduje z jego właściwościami. Co na temat cynamonu mówi natomiast ajurweda, najstarsza nauka o zdrowiu? Cynamon to ziele, które skutecznie wzmacnia i harmonizuje krążenie oraz jest skutecznym lekiem napotnym i wykrztuśnym w przypadku przeziębień i grypy, zwłaszcza dla osób o słabej konstytucji. Uśmierza ból zębów i napięcie mięśni. Wzmacnia serce, rozgrzewa nerki i pobudza agni (tzw. ogień trawienny). Podobnie jak imbir jest niemal uniwersalnym lekiem, ale w  mniejszym stopniu niż imbir nasila pitta – czytamy w Jodze ziół. Warto dodać, że cynamon jest również przyprawą, która dobrze wpisuje się w menu osób chorych na cukrzyce. Jego delikatna słodycz świetnie zastępuje słodycz cukru czy innych substancji słodzących. Pomaga również obniżyć zbyt wysoki poziom cholesterolu. Z kolei olejek cynamonowy jest jednym z najlepszych w okresie menopauzy.

Co ciekawe, nie tylko nasila apetyt seksualny, ale również zwiększa nasz apetyt na życie i… jedzenie. Jest również niezwykle skuteczny w walce z pasożytami, świerzbem, a nawet wszami. Jednak ze względu na dużą zawartość aldehydów, nie zaleca się go stosować bezpośrednio na skórę. Dlaczego? Może powodować podrażnienia.

W kuchni stosujemy dwa gatunki cynamonowca: kasja cynamonowiec chiński, (Cinnamomum cassia) i cynamonowiec cejloński (Cinnamomum zeylanicum). W postaci sproszkowanej te dwie odmiany są nierozróżnialne, natomiast można je rozpoznać gdy są w postaci laski. Cynamon chiński ma postać jednej grubej, zwiniętej warstwy kory, a laska cynamonu cejlońskiego składa się z kilku cienkich warstw kory, które w przekroju poprzecznym podobne są do naciętego cygara. (fot. iStock) W kuchni stosujemy dwa gatunki cynamonowca: kasja cynamonowiec chiński, (Cinnamomum cassia) i cynamonowiec cejloński (Cinnamomum zeylanicum). W postaci sproszkowanej te dwie odmiany są nierozróżnialne, natomiast można je rozpoznać gdy są w postaci laski. Cynamon chiński ma postać jednej grubej, zwiniętej warstwy kory, a laska cynamonu cejlońskiego składa się z kilku cienkich warstw kory, które w przekroju poprzecznym podobne są do naciętego cygara. (fot. iStock)

Warto wiedzieć

Czy wiesz, że cynamon wraz z kardamonem i liściem laurowym zaliczany jest do tzw. ziół aromatycznych? Zdaniem specjalistów od ajurwedy zioła te nie tylko poprawiają trawienie, ale również ułatwiają przyswajanie leków. Badania na Uniwersytecie w Tel Aviwie pokazały, że cynamon może być skuteczny w przeciwdziałaniu chorobie Alzheimera. Jednak cynamon najczęściej dostępny na rynku w formie mielonej to tzw. cassia (cynamonowiec wonny lub chiński). Zawiera on większą ilość kumaryny, czyli substancji, która prowadzi do uszkodzenia wątroby. W przypadku cassi to około 3–8 g/kg w porównaniu z cynamonem cejlońskim, w którym znajdują się tylko śladowe ilości kumaryny (max do 0,8 g/kg). Kupując cynamon, warto więc wybierać tzw. cynamon cejloński (niemielony zawsze ma formę lasek, a nie kory)! Przyprawa ta poprawia apetyt oraz reguluje procesy trawienne, stymulując wydzielanie soków żołądkowych, ułatwiając w ten sposób trawienie, w szczególności słodkich warzyw i deserów. Wyciągi z cynamonowca wykazują właściwości antybakteryjne, np. idealnie sprawdzą się w walce z bakteriami Helicobacter pyroli, które biorą udział w procesie powstawania wrzodów żołądka, gdyż wnikają w uszkodzoną śluzówkę, nie pozwalając jej się zagoić. Cynamonowiec wykazuje również właściwości przeciwgnilne, hamuje rozwój pierwotniaków i grzybów. Pomimo tylu cennych właściwości pamiętajmy, żeby zachować umiar w spożywaniu cynamonu. Na jego ilość w diecie powinny uważać szczególnie osoby cierpiące na wrzody żołądka!

Uwaga: ze względu na intensywnie rozgrzewający charakter lepiej jest nie używać cynamonu jeśli mamy tendencję do krwotoków z nosa, mocnych, długich miesiączek. Jest ci ciągle gorąco i jesteś bardzo wrażliwy na promieniowanie słoneczne? Powinieneś również uważać na ilość cynamonu w swojej diecie. Kobiety w ciąży powinny też uważać na cynamon w diecie (mogą go używać w bardzo małych ilościach). Może w umiarkowanych ilościach powrócić do jadłospisu karmiących mam.

Jak stosować cynamon?

  1. W naszej kuchni stosujemy tylko cynamon cejloński. Choć jest droższy i trudniej dostępny, ten wysiłek się opłaca. Jest bardziej słodki niż jego „chiński kolega” i ma również zdecydowanie lepsze działanie. Maciek używa go najczęściej do równoważenia kwaśnych sosów, m.in. pomidorowych. Ten w laskach dodaje do chutney’ów, wód ziołowych i sosów curry. Przez cały rok uwielbiamy również popijać gotowaną z cynamonem (i kardamonem) kawę. Jego słodycz idealnie równoważy jej gorzkość. Cynamon świetnie komponuje się również z czarną herbatą, jako dodatek do owsianek, jaglanek czy słodkich congee z owocami. Bardzo dobrze pasuje do mlecznego, słodkiego smaku oraz masła klarowanego.
  2. Chcesz wzmocnić zęby? W tym celu kawałek kory cynamonu cejlońskiego żuj przez 5–10 minut. Ze względu na tę właściwość olejek cynamonowy jest często dodawany do ajurwedyjskich past do zębów.
  3. Masz problemy trawienne i chcesz zrzucić wagę? Zmieszaj 1 g mielonego cynamonu cejlońskiego z 1 łyżeczką naturalnego miodu. Taką mieszankę przyjmuj 1 raz dziennie. Możesz również każdy poranek rozpoczynać napojem przyrządzonym poprzez zmieszanie szczypty cynamonu z letnią wodą i 1 łyżeczką naturalnego miodu. Taki napój wypijaj na czczo. Aby złagodzić napięcia nerwowe możesz szczyptę cynamonu wymieszać z miodem i zażyć bezpośrednio przed snem (rada doktora Partapa Chauchana z książki Ajurweda. Droga do zdrowia doskonałego).
  4. Cierpisz na zapalenie zwyrodnieniowe stawów? Zmieszaj 10–20 g cynamonu i 20–30 g miodu i wcieraj w chore miejsca. Jednocześnie pij 3 razy dziennie ciepłą wodę z 1 łyżeczką miodu i 2 g sproszkowanego cynamonu. Mieszanka cynamonu i miodu będzie stosowana także w przypadku problemów żołądkowych, biegunce, niestrawności i wzdęciach. Wówczas 5 g sproszkowanego cynamonu przyjmuje się z 1 łyżeczką miodu 3 razy dziennie.
  5. Pasta przygotowana z miodu i cynamonu (stosowana zewnętrznie) jest skuteczna w leczeniu ran oraz łagodzi swędzenie obszarów alergii skórnych.
  6. Cierpisz na rozstrój żołądka? Korzystając z rad Partapa Chauchana, wymieszaj 1 łyżeczkę sproszkowanego cynamonu, imbiru, kardamonu i kuminu z naturalnym miodem. Tak powstałą pastę zażywaj po 1 łyżeczce trzy razy dziennie.
  7. Czujesz się wyziębiony? W jesienne lub zimowe poranki dodaj kilka kropli (nie więcej niż 3–5 kropelek na 30 ml oleju sezamowego) olejku cynamonowego do delikatnie podgrzanego zimnotłoczonego oleju sezamowego i wmasuj je w ciało. Tak przygotowany olej możesz wetrzeć w czoło, aby złagodzić bóle głowy spowodowane przeziębieniem.

  1. Zdrowie

Zdrowotne właściwości świątecznych przypraw – goździki

Goździki wykazują działanie antyseptyczne i znieczulające. Warto je stosować szczególnie zimą. (fot. iStock)
Goździki wykazują działanie antyseptyczne i znieczulające. Warto je stosować szczególnie zimą. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
Ostrość i  silnie rozgrzewający charakter goździków sprawia, że wzmacniają apetyt i stosuje się je skutecznie przeciw pasożytom układu trawiennego. Są dobre „na głowę” – poprawiają nastrój, wzmacniają pamięć i wyostrzają inteligencję. Pomagają w eliminacji bakterii z układu moczowego. Zewnętrznie stosuje się je w przypadku słabo gojących się ran i wrzodów.

Małe buteleczki z oleistymi płynami stały niczym „niewzruszone” między regałami chipsów, ciasteczek, musztard, ryżu i środków do pielęgnacji włosów. O te ostatnie mieszkanki Sri Lanki dbają z podobną atencją jak mieszkanki sąsiadujących z Cejlonem Indii. Jednak to nie włosy, ale moje zęby najbardziej skorzystały na naszym pobycie na „magicznej” (dosłownie i metaforycznie) wyspie.

To właśnie w Aluthgamie, od miejscowego znachora dowiedziałem się, że olejek goździkowy jest świetnym remedium na… ból zęba. Zakupiłem więc kilka małych buteleczek. Przydały się już kilka dni po powrocie do Polski. Kiedy przeleczony kanałowo ząb, w mocno nieprzyjemny sposób przypomniał o sobie, ze wszystkich znanych mi naturalnych substancji największą ulgę przyniósł mi właśnie olejek goździkowy! Jednak stosując go, warto pamiętać, że olejek eteryczny może rozrzedzać krew, więc gdyby czekała nas nagła wizyta u dentysty, po ekstrakcji może dojść do wzmożonego krwawienia. Jego właściwości od dawna wykorzystywane są we współczesnej medycynie. Zawarty w nim tzw. eugenol działa antyseptycznie. Pomaga zatrzymać biegunkę.

Przede wszystkim jednak olejek goździkowy wchodzi w skład płynów do płukania jamy ustnej i dziąseł oraz past do zębów. Wyodrębniony z olejku czysty eugenol jest środkiem znieczulającym zęby, przeciwbólowym i lekiem dezynfekującym! Same goździki wykazują działanie antybakteryjne, antygrzybiczne i antywirusowe. Stosuje się je jako środek zwiększający wydzielanie soków żołądkowych. Jednak goździki posiadają jeszcze jeden bardzo ważny składnik, który sprawia, że z punktu widzenia współczesnej dietetyki są przyprawą absolutnie wyjątkową. Jaki? Antyoksydanty! Zajmują topowe miejsce na tzw. skali ORAC.

Jeszcze nierozwinięte pączki goździkowca korzennego zrywa się i suszy na rozłożonych w cieniu matach. W ten sposób powstają charakterystyczne i niezwykle aromatyczne suszone goździki. Co ciekawe, pierwsze wzmianki o używaniu tej przyprawy zarówno do celów zdrowotnych, jak i kulinarnych pochodzą z Chin z III w. p.n.e. Były wykorzystywane m.in. jako lek przeciwko dżumie.

Europejscy władcy szybko przekonali się o cennych właściwościach tej maleńkiej przyprawy. O wpływy na „goździkowych obszarach” (m.in. Indii czy Indonezji) rywalizowały m.in. Hiszpania i Portugalia. Starożytni alchemicy klasyfikowali goździki jako roślinę słoneczną. W Indiach od tysięcy lat wykorzystuje się ich rozgrzewające właściwości i ostry smak jako afrodyzjak, lek przeciwbólowy, wykrztuśny, przeciwwymiotny i wiatropędny.

Goździki są bardzo silnie pobudzające (mają właściwości radżasowe) i wysuszające. Są wskazane dla osób z niskim ciśnieniem krwi. Vasant Lad i David Frawley podkreślają, że goździki skutecznie pobudzają płuca i żołądek oraz mają działanie aromaterapeutyczne. Likwidują dreszcze. Żute, skutecznie działają na przeziębienie i kaszel. Goździki równoważą dosze: kapha i vata. Są niewskazane przy silnych stanach zapalnych, nadciśnieniu i mocnej nierównowadze doszy pitta (ogień i woda). Dlaczego? Goździki zwiększają ogień trawienny (i produkcję kwasu solnego w  żołądku), na brak którego ognista pitta nie może narzekać!

Olejek goździkowy

(…) Olejek goździkowy jest jednym z najstarszych olejków eterycznych. Tradycyjnie stosowany na ból zęba został zaakceptowany jako środek znieczulający przez Amerykańskie Stowarzyszenie Dentystyczne. Ponieważ wzmacnia mięśnie, tradycyjnie zalecano kobietom w ciąży, aby w ostatnim miesiącu zjadały goździki, by wspomóc macicę i przygotować ją na poród. Tantrycy zalecają stosowanie lekkiego roztworu olejku goździkowego jako środka zmniejszającego wrażliwość u mężczyzn, co zapobiega przedwczesnemu wytryskowi (…) – piszą Light i Bryan Miller w „Ajurweda i  aromaterapia”.

Olejek goździkowy posiada działanie odkażające. Stosuje się go również jako ochronę przed insektami. (fot. iStock) Olejek goździkowy posiada działanie odkażające. Stosuje się go również jako ochronę przed insektami. (fot. iStock)

Jak stosować goździki?

  1. Zimowa herbata z cynamonem, goździkami, sokiem malinowym i plastrami pomarańczy, goździkowy piernik lub gruszki z goździkami podane z aksamitnym, waniliowym custardem. Tak wspominam goździki z dzieciństwa. Jednak kuchnia indyjska zrewolucjonizowała moje podejście do tej wspaniałej przyprawy. Uświadomiłem sobie, że goździki są nie tyle słodkie, co ostre. Po miesiącach spędzonych we Francji czy Londynie, gdzie pod okiem doskonałych kucharzy poznawałem ich tajniki, zacząłem je dodawać do sosów curry, chutney’ów, dalów czy puddingów ryżowych. Goździki odsłoniły przede mną zupełnie nowe, dotychczas nieznane oblicze. Uwielbiam je wrzucać na rozgrzane ghee w trakcie przygotowywania słonecznej, rozgrzewającej masali. Bardzo dobrze komponują się np. z kardamonem i cynamonem. Do deserów dodaję je często również w formie świeżo mielonej.
  2. Wspomniana Agnieszka Cegielska, propagatorka naturalnego stylu życia w książce Naturalnie podaje prosty sposób na ból gardła. Pisze, że warto sięgać po goździki, gdy czujemy pierwsze objawy przeziębienia. Agnieszka wyjaśnia, że traktuje je jak… pastylki do ssania. Żuje przez około 15 minut, aby składniki zawarte w przyprawie mogły rozpuścić się w ślinie i dobrze zadziałać.
  3. Masz problem z brzydkim zapachem z ust? Żucie goździków (1–2) może być również pomocne.
  4. Jesteś astmatykiem? Korzystając z wiedzy Partapa Chauchana (zamieszczonej w „Ajurweda. Droga do zdrowia doskonałego”) wymieszaj kilka kropli (radzimy trzy) olejku goździkowego z jedną łyżką naturalnego miodu i jednym rozgniecionym ząbkiem czosnku. Tak przygotowaną miksturę zażyj przed snem.
  5. Często boli cię głowa? Zmiel 6 g goździków i zmieszaj z niewielką ilością wody. Taką pastę nakładaj na małżowinę uszną.
  6. Chcesz polepszyć trawienie? Przygotuj pastę z 10 g goździków, 10 g sproszkowanego imbiru, 12 g nasion adżwanu i 12 g soli himalajskiej. Sproszkuj te wszystkie składniki i spożywaj 1,5 g tej mieszanki po każdym posiłku!
  7. Cierpisz na nudności w trakcie ciąży? Gorący wywar z goździków powinien przynieść ci ulgę. Nie stosuj go, jeśli nudnościom towarzyszy gorączka.
Goździki - niezbędny składnik aromatycznych kaw i herbat masala, grzanego wina, czy rozgrzewających zimowych herbat. (fot. iStock) Goździki - niezbędny składnik aromatycznych kaw i herbat masala, grzanego wina, czy rozgrzewających zimowych herbat. (fot. iStock)

Warto wiedzieć

Czy słyszałeś o tzw. skali ORAC? Przedstawia ona listę produktów, które zawierają największą ilość antyoksydantów, a dzięki temu wspierają mechanizmy obronne komórek organizmu. Pomagają nam walczyć ze skutkami chronicznego stresu, przeciwdziałają przedwczesnemu starzeniu i pochłaniają wolne rodniki. Co zaliczamy do przeciwutleniaczy? Witaminy A, E i C, karotenoidy, bioflawonoidy, metale takie jak np. cynk, selen i mangan. Tak się składa, że najwyższe pozycje na skali ORAC zajmują właśnie przyprawy. Numerem jeden są… goździki! Warto dodać, że zarówno gotowanie, jak i mrożenie obniża wartości przeciwutleniające pokarmów. Dlatego produkty zawierające najwięcej antyoksydantów warto spożywać na surowo lub ewentualnie krótko parowane.

Na co zwracać uwagę kupując goździki? – radzi fitoterapeutka

Czy wiesz, że w obrocie handlowym często możemy natrafić na surowiec gorszej jakości, pozbawiony uprzednio olejku eterycznego? Aby sprawdzić, czy zakupione goździki zawierają w sobie olejek eteryczny umieszczamy je w wodzie. Goździki pozbawione olejku pływają po wodzie w pozycji poziomej, a pełnowartościowe w pozycji pionowej lub toną! Nie przepadasz za charakterystycznym zapachem w gabinecie stomatologicznym? Zawdzięcza on go właśnie wspomnianemu eugenolowi, tj. substancji czynnej zawartej w goździkach!

  1. Zdrowie

Menopauza – zwierciadło naszego życia

Gdy przychodzi menopauza, jest czas, żeby doświadczyć tego, co mówi nam organizm. (Fot. Getty Images)
Gdy przychodzi menopauza, jest czas, żeby doświadczyć tego, co mówi nam organizm. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Medycyna jest cudowna, ale się zmienia. Są różne mody, różne szkoły. A nikt nam nie mówi, że cały skarb jest w nas. Mamy w sobie najlepszego nauczyciela i terapeutę. Kiedy przychodzi menopauza, jest czas, żeby wreszcie posłuchać, co chce nam przekazać nasze ciało. Nauczyć się odczytywać sygnały organizmu – twierdzi dr Preeti Agrawal, ginekolożka i specjalistka medycyny integracyjnej.

Medycyna jest cudowna, ale się zmienia. Są różne mody, różne szkoły. A nikt nam nie mówi, że cały skarb jest w nas. Mamy w sobie najlepszego nauczyciela i terapeutę. Kiedy przychodzi menopauza, jest czas, żeby wreszcie posłuchać, co chce nam przekazać nasze ciało. Nauczyć się odczytywać sygnały organizmu – twierdzi dr Preeti Agrawal, ginekolożka i specjalistka medycyny integracyjnej.

Ostatnio na Facebooku koleżanka zamieściła swoje zdjęcie z podpisem: „50 lat”. Inna znajoma skomentowała to: „Witamy po stronie mocy”. Uświadomiło mi to, jak bardzo zmienił się ostatnio nasz stosunek do menopauzy w życiu kobiety. Myślimy teraz nie o uderzeniach gorąca i zbliżającej się starości, ale o otwarciu kolejnego etapu w życiu, o wiedzy, mądrości, czasie, który mamy tylko dla siebie. Czy pani w praktyce lekarskiej widzi tę zmianę nastawienia? Kobiety są oczywiście różne. Świadome siebie i mniej świadome. Takie, które mają kontakt ze sobą, ze swoim ciałem, emocjami – one inaczej wejdą w ten okres niż te, które nie przyglądają się sobie, żyją w pośpiechu, tylko dla innych, „rozdają” całą siebie, a kiedy coś się dzieje z ich zdrowiem, mają tylko jedno rozwiązanie: lekarz i tabletka. Menopauza, a właściwie szerzej, bo także okres przedmenopauzalny, to ważny czas. To, co się wtedy dzieje z kobietą, ja bym nazwała zwierciadłem jej życia. Od początku mojej niemal 28-letniej praktyki lekarskiej starałam się patrzeć szerzej. Poznać pacjentkę, jej historię, jej potrzeby. I do tego dostosować leczenie czy wsparcie. Kiedyś napisałam książkę, której dałam tytuł „Menopauza”. Ostatnio zmieniłam go na „Siła jest w tobie”. Bo to właśnie obserwuję od lat. Menopauza to okres porządków. Oczyszczenia. Wychodzi na wierzch to, co przez lata było tłumione, spychane gdzieś na margines, bo życie szybko płynie, bo nie ma czasu, bo praca, dzieci, dom, bo wszystkim trzeba się zająć. I nagle przychodzi stop. Czas na porządek. Nie tylko fizyczny, ale i emocjonalny. Z drugiej strony miałam też w gabinecie wiele kobiet, które naprawdę o siebie dbały. Zdrowa dieta, aktywność fizyczna, joga. Przychodziły i mówiły: „Nic nie rozumiem, mam kryzys, fatalnie się czuję, nie radzę sobie z emocjami, a przecież się staram, wszystko robię jak trzeba”. Analizujemy to razem i widać, co się dzieje. Otwiera się puszka Pandory, wszystko się wydostaje, żeby się oczyścić, wyrównać, żeby była siła na kolejny etap, żeby można było korzystać z tej mocy, o której mówiła pani koleżanka. Moc, mądrość, to cenne, ale nie przychodzi samo. To nie towar do kupienia, ale nasza inwestycja. Efekt wielu lat życia.

Czyli ten czas wymaga zatrzymania, spojrzenia na siebie, wysiłku, gotowości do zmiany? Zdecydowanie tak. Kobieta ma 40, 45 lat, coś się zaczyna w organizmie dziać, czasem polipy, mięśniaki macicy, złe samopoczucie. Analizujemy. Trzeba zacząć od ciała. Wprowadzenie regularnej aktywności fizycznej, korekta diety. Czasem wystarczą niewielkie zmiany. Trzeba wyregulować cykl, wprowadzić naturalny progesteron, zioła. Warto uważnie się sobie przyglądać, żeby wychwycić nawet drobne objawy, bo wtedy łatwo je „naprawić”. Dobra menopauza to coś, w co wcześniej inwestowałaś. Jeśli kobieta zajmuje się wszystkimi, tylko nie sobą, to teraz ciało ją prosi, na razie delikatnie: „Zacznij o siebie dbać, to przez menopauzę przepłyniesz. Nie będzie problemów, jeśli zaczniesz patrzeć na swoje ciało, nauczysz się słuchać płynących od niego sygnałów”.

Menopauza to nie tylko uderzenia gorąca czy bezsenność. To też zmiany fizyczne. Starzenie się skóry. Wiele z nas mocno to przeżywa. Często słyszę od pacjentek: „Będę stara, nie chcę, nie jestem na to gotowa”. Widzę, jak są skupione na fizyczności, na wyglądzie. To zrozumiałe. Teraz medycyna estetyczna daje dużo możliwości i kobiety z nich korzystają. Nic w tym złego. Jeśli im to pomaga, jeśli sprawia, że czują się lepiej psychicznie – oczywiście, niech to robią. Z drugiej strony – żeby ciało dobrze wyglądało, żebyśmy miały siłę i energię, musimy po prostu dbać o siebie. Jest wiele sposobów. Masaże relaksujące, joga, ćwiczenia oddechowe. Bardzo ważne jest też to, co jemy. Musimy inwestować w ciało latami. Nie tylko menopauza je przecież zmienia. Ale trzeba też zdawać sobie sprawę, że przyjdzie w końcu moment, kiedy żadne zabiegi nie będą już tak skuteczne. Od momentu urodzenia zmieniamy się, starzejemy, wyglądamy inaczej. To naturalny proces. Niby to wszyscy wiemy, ale chyba dla większości to jedynie teoria. Chcemy zatrzymać czas. Nie tylko medycyna estetyczna nam w tym pomoże. Jeśli się ćwiczy pranajamę codziennie, to skóra długo będzie naturalnie młoda. Jogini nawet w podeszłym wieku nie wyglądają na swoje lata. Mają młodą skórę. Wiele rzeczy się na to składa. Pewne procesy można opóźniać, ale nie bez końca. Takie jest życie.

Czyli kluczem jest akceptacja? Tak. Na Wschodzie mówi się, że wartości od zewnątrz kierują się ku wnętrzu. Ale musi być praca, refleksja, zastanowienie. Skóra ma prawo się zmieniać. Będę o nią dbać, ale muszę zaakceptować, że to, co powstało, przemija. To, co nie przemija, to wartości. Cała kultura Zachodu skupiona jest na tym, co na zewnątrz. Na wyglądzie, na skórze, na opakowaniu. Wszyscy się tą zewnętrzną młodością zachwycają i pewnie dlatego nie potrafimy spojrzeć głębiej. Nie widzimy tych wewnętrznych wartości w sobie, nie szukamy ich też w innych. Budowanie mądrości, o którym mówimy też w kontekście menopauzy, to przefiltrowanie rzeczy, które nam nakazuje społeczeństwo. I wybranie tego, co mnie służy, na czym mogę budować swoje poczucie własnej wartości. To wymaga odwagi i świadomości. Tego aspektu duchowego, emocjonalnego nie da się kupić, żaden lekarz nie wypisze na to recepty.

Na to nie, ale na fizyczne objawy menopauzy już tak. A przecież bywa, że się w tym czasie po prostu źle czujemy, źle śpimy, mamy uderzenia gorąca, bóle głowy, wahania nastroju. Tu już lekarz może pomóc? Kiedy mamy wyraźne objawy, takie jak na przykład bezsenność, można myśleć o suplementacji hormonalnej. Oczywiście dobranej indywidualnie. Nie każdy potrzebuje tego samego i w takiej samej dawce. Trzeba dopasowywać leczenie do pacjenta. Czasem kobieta w pędzie życia po prostu przegapia różne drobne sygnały ze strony organizmu, „budzi się” dopiero, kiedy zaczynają się uderzenia gorąca. Wtedy idzie do lekarza. Zaczynamy się wtedy przyglądać, badamy poziom hormonów, pytam o rodzaj miesiączek, czy są obfite, czy skąpe, jaka jest ich regularność, czy są krótkie, czy długie. I dobieramy kurację. Czasem wystarczą zioła, choćby olej z wiesiołka, czy zmiana diety tak, żeby było w niej więcej fitoestrogenów, dobrych olejów. Albo włączenie jogi – ona świetnie reguluje układ nerwowy. Niektórym kobietom takie zmiany pomogą i nie trzeba robić nic więcej. Ale dla innych to za mało – potrzebują uzupełnienia hormonów. I znowu – możliwe, że wystarczy bioidentyczny progesteron i poprawi się samopoczucie pacjentki, zmniejszą się obfite krwawienia i inne uciążliwe objawy. Zawsze ważna jest dobra dieta. To fundament gospodarki hormonalnej i prawidłowej pracy jelit. Co z tego, że lekarz hormony wypisze – jeśli ty sama niczego w diecie nie zmienisz, będziesz tych hormonów potrzebowała więcej i więcej. Dla prawidłowej pracy hormonów znaczenie ma też nasz stan emocjonalny. Jeśli w tym czasie kobieta mierzy się z trudnymi sprawami – problemami w związku, w pracy czy odejściem z domu dzieci – objawy mogą się pogłębiać. Tylko żeby wszystko właściwie zdiagnozować, trzeba poznać pacjenta. Dziś w medycynie jest niestety tendencja do patrzenia nie na pacjenta, ale na wyniki badań, i to na ich podstawie ustala się leczenie. A jeśli poznamy kobietę, jej problemy, możemy zobaczyć, że nie każda potrzebuje tej samej dawki hormonów. Czasem w ogóle hormonów nie potrzebuje.

Nie należy więc pani do lekarzy, którzy od razu na wstępie zapisują hormonalną terapię zastępczą (HTZ)? Powiem tak: zapisuję ją zawsze, kiedy jest potrzebna. Jestem zwolenniczką mądrej pomocy, która nie obciąży dodatkowo ciała i będzie działać dłuższy czas. Często trafiają do mnie pacjentki, które od dawna brały HTZ. I nagle ich lekarz orientuje się, że to trwa już pięć czy sześć lat i mówi: „Oj nie, koniec, taka terapia niesie ze sobą ryzyko, już recepty nie wypiszę”. A ciało kobiety uzależniło się już w jakimś sensie od hormonów i nagle koniec, ucinamy to jak nożem. Ja wtedy mówię: „Nie, zrobimy inaczej, możesz brać hormony, ale może przejdziemy na bioidentyczne, dopasujemy dawkę do ciebie, a jak hormon jest naturalny i dawka dobrze dobrana, możesz brać, dopóki potrzebujesz”. Nikt nie zabiera choremu hormonów tarczycy, bo nagle wpada na pomysł, że to za długo trwa. Nikt cukrzykowi nie zabierze insuliny. A może być i tak, że kiedy wprowadzimy w życie inne zmiany, jak dieta czy joga, to za jakiś czas te hormony nie będą w ogóle potrzebne. Ale wszystko powoli. Z głową. Czasem jest na przykład wysokie ryzyko osteoporozy – wtedy hormony trzeba brać dłużej. Ale przy hormonach bioidentycznych to sprawa absolutnie bezpieczna. Jestem zwolenniczką tego, co może pomóc, bo chodzi o jakość życia, o wsparcie dla kobiety.

Co to takiego hormony bioidentyczne? Doktor Christiane Northrup w swojej książce „Mądrość menopauzy” pisze o nich: „idealny projekt natury”. Stosuję je w swojej praktyce od 25 lat. To hormony, które mają strukturę identyczną jak te wydzielane przez nasz organizm. Są oczywiście progesterony syntetyczne, mające zmienioną strukturę, czasem trzeba z nich korzystać – na przykład kiedy jest obfite krwawienie. Ważne, by pilnować indywidualnego dawkowania.

Jak poza hormonami można sobie pomagać? Joga, co jeszcze? Masaże relaksacyjne. Uważam, że są bardzo pomocne. Różnego typu: shiatsu, tajskie, ajurwedyjskie, lomi lomi, terapia czaszkowo-krzyżowa, także refleksoterapia, akupresura. To nie tylko relaks. Zaburzenia hormonalne wynikają też ze złego metabolizmu, ze stresu – masaże pomogą w odprężeniu. Do tego ćwiczenia oddechowe, joga, medytacja.

I dieta. Jaka? Fitoestrogeny to istotna sprawa. Bardzo ważne, żeby przewód pokarmowy prawidłowo pracował, żeby nie było zaparć, żeby oczyszczały się jelita, wątroba. Zwłaszcza jeśli bierzemy hormony, wątroba przecież je metabolizuje, musi być sprawna, nieobciążona. Tak więc dużo błonnika, czyli warzywa, dobre probiotyki, kiszonki, zakwasy, dobre oleje, dobre tłuszcze, soczewica, ryby, jeśli ktoś lubi. Nie pijmy pięciu kaw dziennie, bo to wypłukuje magnez, pilnujmy, by nie jeść zbyt późno, wieczorami, bo to nie wpływa dobrze na metabolizm, a tym samym na gospodarkę hormonalną.

A co z suplementacją? Są suplementy, które trzeba brać sezonowo – na przykład jesienią i zimą witamina D3, teraz, w czasie obniżonej odporności, witamina C. To coś, co można zalecić każdej kobiecie, nie tylko podczas menopauzy. Ważne są kwasy omega, można je przyjmować w kapsułkach czy w płynie, jak tran. Pomocne w pracy jelit są probiotyki – choć to nie muszą być tabletki, może też być choćby olej z wiesiołka, zioła.

Mówi pani, że czas menopauzy to czas oczyszczenia. Tworzymy nowy porządek? Tak – i możemy na nim budować coś nowego, dla siebie. Bo często wcześniej kobieta o sobie zapominała. Oczywiście nie zawsze – niektóre z nas mają naturalną, instynktowną zdolność dbania o siebie, mądrego, i nie ma to nic wspólnego z egoizmem. Inne gromadzą wiedzę, nie mają za to kontaktu z własnym ciałem, czytają książki, a nie bardzo umieją czytać siebie, nie dostrzegają własnych potrzeb czy ograniczeń. Bardzo istotne jest, żeby słuchać organizmu, on nas pokieruje.

Chyba kiedyś to umieliśmy, ale zapomnieliśmy… To ogromny problem. Żyjemy w czasach nadmiaru. Nadmiaru wszystkiego, rzeczy, jedzenia, informacji, bodźców. I widzę pacjentki, które się w tym nadmiarze gubią. Przeczytały 2 tysiące książek, ale nie mają kontaktu z własnym ciałem. Nie widzą siebie. A jak nie czyta się sygnałów płynących z ciała, trudno potem sobie pomóc. Ten nasz wewnętrzny ekspert to przekleństwo. Mówię zawsze: trzeba poczuć. Obudzić świadomość. Wszystko, czego potrzebujemy, jest w nas. Medycyna jest cudowna, ale też się zmienia. Kiedyś była moda na hormony, teraz przyszła na suplementy, na naturę, a my o tym czytamy, uczymy się, szukamy ciągle na zewnątrz. A nikt nam nie mówi, że cały skarb jest w nas. Mamy w sobie najlepszego nauczyciela i terapeutę. Teraz, kiedy przychodzi menopauza, jest czas, żeby doświadczyć tego, co mówi nam organizm. Nie musisz chodzić do dietetyka, żeby wiedzieć, jak masz jeść. On może ci rozpisać teoretycznie idealny jadłospis na cały tydzień, ale skąd ma wiedzieć, czego dziś potrzebujesz? Czy masz dzień ciężki, czy nie, czy wstałaś wyspana, czy po bezsennej nocy? Czy boli cię głowa, czy masz masę energii? Każdy dzień jest inny, ciało pracuje inaczej – musisz się nauczyć to rozpoznawać. Oczywiście mówimy tu o mądrej diecie, nie o słodyczach czy rzeczach niezdrowych, ale podstawową wiedzę przecież każda z nas ma. Nikt poza tobą nie będzie wiedział, co jest dla ciebie teraz dobre. Trzeba nauczyć się to rozpoznawać. To jest dziś najważniejsze. 

Preeti Agrawal doktor nauk medycznych, specjalistka ginekologii i położnictwa oraz specjalistka medycyny integracyjnej; założycielka Integrative Medical Center w Żernikach Wrocławskich, www.imc.wroc.pl

  1. Zdrowie

Przejrzyjmy na oczy - posprzątajmy świat ze szkodliwych jednorazowych okularów

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Pod hasłem #SuperMocOkularów ruszyła kampania edukacyjna Czas Na Wzrok 2021. Jej celem jest zwrócenie uwagi na szkodliwość niewłaściwie dobranych okularów oraz wpływ „jednorazówek” na środowisko.

Każdego roku do naszego kraju trafia blisko 14 mln sztuk gotowych, jednorazowych okularów – zarówno korekcyjnych bezbarwnych, jak i tanich okularów przeciwsłonecznych. Mimo, że blisko 80 proc. Polaków ma świadomość zagrożeń wynikających z użytkowania ich bez konsultacji ze specjalistą, kupują je, szkodząc tym samym nie tylko wzrokowi, ale także środowisku. Ze zleconego przez Grupę Essilor i zrealizowanego przez SW Research w lutym br. badania wynika, że w 2020 roku aż 70 proc. Polaków nie zbadało swojego wzroku u okulisty lub optometrysty. Jednocześnie, 69 proc. respondentów przyznało, że w „pandemicznej rzeczywistości”, w wyniku zwiększonej ilości czasu spędzonego przed ekranem, ich wzrok uległ pogorszeniu. Ta szczególna sytuacja i związane z nią ograniczenia spowodowały, że wiele osób – zamiast skorzystać z usługi badania wzroku i profesjonalnego doboru okularów w salonie optycznym – wybrało szybszy, ale niekoniecznie lepszy sposób, ratując się jednorazowymi okularami z drogerii, apteki czy supermarketu.

Jako Grupa Essilor, od przeszło trzech lat staramy się podnosić w społeczeństwie świadomość potrzeby dbania o wzrok. Zatrważające statystyki dotyczące zaniechania badań wzroku wśród Polaków w ubiegłym roku, jak i sama liczba tzw. „gotowców”, które trafiają do Polski, uderzyły nas na tyle, że tegoroczną edycję edukacyjno-społecznej kampanii „Czas Na Wzrok” postanowiliśmy w pełni poświęcić właśnie kwestii okularów jednorazowych. Chcemy przypomnieć Polakom, że jest to rozwiązanie wyłącznie awaryjne i nie może być traktowane w kategorii regularnej korekcji. To niezwykle istotne, aby uświadamiać, jak ważna jest profesjonalna, indywidualnie dobrana korekcja okularowa. Stąd pomysł na tegoroczny temat kampanii. Chcemy przekonać Polaków do tego, że po okulary powinno się przychodzić wyłącznie do optyka. Przy okazji zadbamy o naszą planetę dla kolejnych pokoleń! – mówi Justyna Skrzypek, Country Marketing Director Grupy Essilor na Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię i Ukrainę.

Nadużywane jednorazówki

Okulary jednorazowe są powszechnie dostępne – w marketach, na bazarach, nawet w aptekach. Ich stosunkowo niska cena sprawia, że może sobie na nie pozwolić większość z nas. Jednak, jak zauważa okulistka Anna Ambroziak, kwestia popularności tzw. „gotowców” generuje istotny problem.

Wiele osób, pomimo wyraźnych, rygorystycznych wskazań producentów, z okularów jednorazowych korzysta niezgodnie z instrukcją. Chociaż jest to tanie i wygodne rozwiązanie w sytuacji, kiedy zapomnimy zabrać swoją parę z domu, lub kiedy oczekujemy na odbiór nowych okularów od optyka, to coraz częściej zauważam niepokojący trend – ludzie, zamiast traktować jednorazówki jako rozwiązanie doraźne i awaryjne, zaczynają nosić je na co dzień.  W ten sposób szkodzą swoim oczom. Głównie dlatego, że okulary jednorazowe posiadają jednakowy rodzaj szkieł. Oznacza to, że obie soczewki w takich okularach mają najczęściej tę samą moc. Tymczasem oczy potrzebują najczęściej innej w prawym, a innej w lewym oku. W konsekwencji tego, użytkując okulary jednorazowe na stałe, ryzykujemy nieprawidłową korekcją wzroku i pogorszeniem widzenia. Dlatego tak ważne jest, by okulary – zarówno korekcyjne, jak i przeciwsłoneczne – kupować u optyka. To jedyna gwarancja dopasowania ich indywidualnie do potrzeb każdego z nas – przestrzega okulistka.

Chodzenie w przeciwsłonecznych „jednorazówek” z ulicznego straganu również nie jest zdrowe dla naszym oczu. Niestety, okulary z niepewnego źródła zwykle nie mają ochrony przeciwsłonecznej nawet jeśli informacja o filtrach znajduje się na zausznikach. W okularach za 15 złotych najczęściej znajdują się po prostu przyciemniane szkiełka, przez które do naszych oczu dociera mniej światła, co powoduję, że źrenice naszych oczu rozszerzają się. W efekcie do oka wpada więcej szkodliwego promieniowania UV.

Dla zdrowia i planety!

Tegoroczna akcja #SuperMocOkularów ma nakłonić Polaków do dbania o wzrok oraz przyczynić się do ochrony środowiska. Essilor we współpracy z partnerskimi salonami optycznymi, organizuje zbiórkę jednorazowych, szkodliwych okularów. Do każdego salonu optycznego, oznakowanego specjalną „eko ikoną” można przynieść stare, nieużywane, zniszczone oraz przede wszystkim szkodliwe  dla zdrowia jednorazowe okulary i w zamian – otrzymać specjalną ofertę na kupno nowej, profesjonalnie wykonanej pary okularów wraz z badaniem wzroku w ich cenie (w tych salonach, w których prowadzone są badania wzroku). Zebrane z całej Polski jednorazowe okulary Grupa Essilor przekaże do przetworzenia na energię dla naszych domów.

Salony optyczne, biorące udział w akcji, można wyszukać w lokalizatorze na stronie internetowej kampanii www.czasnawzrok.pl.

Organizatorem kampanii Czas Na Wzrok jest Grupa Essilor (firmy Essilor Polonia, JZO i Jai Kudo) Organizatorem kampanii Czas Na Wzrok jest Grupa Essilor (firmy Essilor Polonia, JZO i Jai Kudo)