1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie

Robot da Vinci – przyszłość chirurgii

Pomimo wielu zalet, chirurgia robotyczna w Polsce dopiero raczkuje. (Fot. iStock)
Wygląda na to, że już niedługo wiele operacji wykonywanych metodą tradycyjną stanie się historią. Ludzkie ręce zostaną zastąpione przez ramiona robota. Co oczywiście jest prawdą do pewnego tylko stopnia, a w każdym razie dużym uproszczeniem, bo zawsze ramionami robota kieruje człowiek.

W Polsce operacje robotem da Vinci to nadal rzadkość. Samych urządzeń jest mało, a zabiegi nimi wykonywane prywatnie są bardzo drogie. Ale zaczyna się to zmieniać. Od kwietnia tego roku na liście zabiegów refundowanych przez NFZ znalazły się operacje raka prostaty. W kolejce czekają zabiegi kobiece – czyli raka endometrium. Dlaczego warto trzymać kciuki za to, żeby wskoczyły tam jak najszybciej? Tłumaczy doktor Magdalena Bizoń z krakowskiego szpitala na Klinach, ginekolog, specjalistka ginekologii onkologicznej: – To technika mało inwazyjna, która daje pacjentom olbrzymie korzyści. Mniejsze nacięcia skóry, większa precyzja – dzięki powiększeniu obrazu i możliwości dotarcia narzędziami robotycznymi do trudno dostępnych miejsc miednicy i jamy brzusznej. Narzędzia zginają się jak nadgarstek, co umożliwia niezwykle dokładną preparatykę tkanek, zwłaszcza jeśli porównujemy z chirurgią klasyczną czy laparoskopią.

Robot da Vinci – na czym polega zabieg?

– Chirurg nie stoi nad pacjentem przy stole. Siedzi przy konsoli, obie ręce wkłada w specjalne manetki, dzięki którym kieruje narzędziami. Oprócz tego ma „klawiaturę nożną”, czyli specjalne pedały umożliwiające między innymi zastosowanie koagulacji.

Przeprowadzenie takiego zabiegu oczywiście wymaga szkoleń, wielu ćwiczeń na symulatorze. – To często miesiące przygotowań – mówi doktor Bizoń. – Kluczem do sukcesu jest odpowiednie zadokowanie, czyli podłączenie robota do leżącego na stole pacjenta. W przypadku prawidłowego zadokowania robota współpraca robot–chirurg jest zsynchronizowana. Trzeba też wspomnieć, że praca rąk chirurga musi być skoordynowana z pracą nóg.

Robot da Vinci – zabiegi dla kobiet

W przypadku raka endometrium (błony śluzowej macicy) znakomicie sprawdzają się techniki mało inwazyjne. Oprócz wycięcia macicy z przydatkami usuwa się również węzły chłonne – wtedy robot jest nieoceniony, bo umożliwia większą precyzję działań, lepszą wizualizację, preparatyka jest dokładniejsza niż w wypadku innych technik operacyjnych.

Także w operacjach endometriozy (to choroba jamy brzusznej, gdy w trakcie miesiączkowania następuje wyrzut tkanek endometrium do jamy brzusznej, które wszczepiają się w liczne miejsca w obrębie jamy brzusznej) chirurgia robotyczna świetnie zdaje egzamin. Dzięki niej można dotrzeć nie tylko w obręb miednicy, ale i w nadbrzusze, gdzie także znajdują się wszczepy endometriozy. Gołym okiem pewnych rzeczy chirurg nie zobaczy, widzi je natomiast wyraźnie w technikach mało inwazyjnych, gdzie dysponuje możliwością wielokrotnego powiększenia obrazu.

Robot da Vinci – dużo zalet, jedna wada

Operacje w szpitalach prywatnych są drogie. I to bardzo. Koszt jednej to nawet 40 tysięcy złotych. Skąd ta cena? – Robotów jest w Polsce niewiele, to drogi sprzęt – wyjaśnia doktor Bizoń. – Każde narzędzie ma swoje życie, jedna operacja to jedno życie narzędzia, jeśli ma dziesięć żyć, to może posłużyć tylko do dziesięciu operacji i trzeba kupować kolejne. Drogie są sama procedura, technologia, amortyzacja sprzętu.

Ale zalet jest dużo. I z punktu widzenia pacjenta, i szpitala, i – finalnie – całej ochrony zdrowia. – Szczególne benefity odnoszą pacjentki otyłe – tłumaczy doktor Magdalena Bizoń – będące w grupie ryzyka nieprawidłowego gojenia się rany pooperacyjnej. A kiedy osobę otyłą operujemy laparoskopowo, czasem bywa, że trokary są za krótkie i trudno dotrzeć do pewnych miejsc, szczególnie w miednicy mniejszej. W przypadku robota, nawet jeśli jesteśmy w niewygodnej pozycji, mamy możliwość obrotowego poruszania się zakończeń instrumentów, możemy końcówkę narzędzia przekręcić wokół jego osi. W laparoskopii tak się nie da, bo narzędzie i końcówka są proste.

Podczas operacji metodą klasyczną chirurgii otwartej czy laparoskopii przy stole operacyjnym obecni są główny operator i asystent trzymający narzędzia. Ten drugi musi być stabilny, często nie może nawet drgnąć. To trudne, zwłaszcza kiedy zabieg się przedłuża. Człowiek nigdy nie będzie tak stabilny, żeby zniwelować do zera drżenia mięśni. W przypadku robota ten problem nie istnieje.

Krótszy jest też okres rekonwalescencji pooperacyjnej. Doktor Bizoń: – Jeśli nie ma ran powłok brzusznych, tylko malutkie dziurki po trokarach, pacjent szybciej się uruchamia, już następnego dnia wstaje, nie czuje bólu powłoki brzusznej, krótsza jest hospitalizacja i szybszy powrót do domu i do pracy. Jakość życia jest lepsza, podobna do tej sprzed operacji. Dzięki powiększonemu obrazowi, lepszej wizualizacji i precyzyjnej preparatyce tkanek, nerwów i naczyń – mniejsza jest utrata krwi i mniejsze ryzyko powikłań. Skraca się czas hospitalizacji, a dzięki temu można wykonać większą liczbę procedur, przyjąć więcej pacjentów, co potwierdza ocena systemu ochrony zdrowia i przeprowadzanych procedur w USA.

Na razie jednak, mimo zalet, chirurgia robotyczna w Polsce dopiero raczkuje. – Przyczyn jest kilka. Przede wszystkim pacjentki nie wiedzą o takiej możliwości. A nawet jeśli wiedzą, barierą jest cena. Niewiele jest takich miejsc, jak krakowski Szpital na Klinach (grupa Neo Hospital), gdzie w ramach grantu bezpłatnie można zoperować aż 200 kobiet rocznie.

– Skoro operacji wykonuje się mało, lekarze nie mają jak się szkolić – mówi doktor Magdalena Bizoń. – Oczywiście mogą się uczyć za granicą, ale potem wracają i nie praktykują – nie mają możliwości wykonywania procedur ze względu na brak dostępności robota. Rozpowszechnienie nowoczesnych technologii, w tym chirurgii robotycznej, daje szanse na dostęp każdemu pacjentowi do światowej jakości leczenia, a młodemu chirurgowi pozwala na skrócenie czasu zdobycia doświadczenia ze względu na szybką krzywą uczenia w tej technice. Chirurg, który nie trenuje, nie jest żadnym chirurgiem. To jak rzemiosło, trzeba cały czas ćwiczyć, bez ćwiczenia nie ma mistrza.
Na szczęście coraz więcej ośrodków szkoli się dziś w chirurgii robotycznej. Miejmy nadzieję, że pojawi się wkrótce możliwość zastosowania techniki robotycznej w chirurgii kobiecego narządu rodnego. To szansa dla wielu pacjentek.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze