fbpx

Jak nie przytyć na kwarantannie

Jak nie przytyć na kwarantannie
Dieta wegetariańska sprzyja nie tylko zdrowiu, ale również utrzymaniu zgrabnej sylwetki. (Fot. iStock)

Na przymusowej kwarantannie możemy się kulinarnie rozpasać i roztyć, albo wprowadzić w życie zdrowe nawyki żywieniowe i utrzymać linię. Wybór zależy od nas.

Konsultacja Hanna Stolińska, dietetyczka

O tym, że jedzenie jest dobre na wszystko wiemy nie od dziś. Jemy nie tylko wtedy, gdy jesteśmy głodni, ale również wtedy, gdy się smucimy, boimy, nudzimy czy świętujemy. Jedzeniem rozładowujemy emocje. Pogryzamy, chrupiemy, skubiemy, zajmując w ten sposób nie tylko układ trawienny, ale także ręce i głowę.

Przeglądając media społecznościowe wyraźnie widać, że gotowanie stało się jednym z ulubionych zajęć w czasach kwarantanny. Pieczemy ciasta, lepimy pierogi, przyrządzamy wymyślne dania i przyjmujemy kulinarne wyzwania. Z jednej strony to dobrze, bo poszerzamy nasze umiejętności. Niestety jest też druga strona medalu: po kilku tygodniach takiej diety, możemy znacznie przybrać na wadze.

Sytuacja przymusowego zamknięcia w domu, kiedy chcąc nie chcąc, musimy zmierzyć się nie tylko z pracą zdalną, pomocą dzieciom w nauce online, ale także z gotowaniem, jest wbrew pozorom wyjątkową szansą do zapanowania nad kulinarnym chaosem i okazją do przejścia na zdrową dietę. Wykorzystajmy ją!

Jak jeść, aby nie przytyć?

Po pierwsze – regularnie

Znaleźliśmy się w niecodziennej sytuacji, kiedy wszystkie dni tygodnia wyglądają podobnie, z pozoru niemal weekendowo. Zazwyczaj w soboty i niedziele bardziej sobie folgujemy – śpimy dłużej, jemy później, czasem bardziej też sobie dogadzamy. I niech tak zostanie. W dni powszednie lepiej wprowadzić określony rytm posiłków: najlepiej rozłożyć je na pożywne śniadanie, około godzinę po przebudzeniu, drugie śniadanie, obiad, podwieczorek i nie za późna lekka kolacja. Pomiędzy posiłkami starajmy się nie jeść. Nie szperajmy po szafkach w poszukiwaniu czegoś do schrupania, nie zaglądajmy z nudów do lodówki. Dobrym pomysłem, jest przylepienie na niej kartki z pytaniem: Czy na pewno jestem głodna (-y)?

Po drugie – z głową i z listą

Ograniczenia w korzystaniu ze sklepów wymusza na nas lepsze przygotowanie się do zakupów. Chodząc raz na jakiś czas do sklepu, najlepiej przygotować listę produktów, z których będziemy przygotowywać posiłki przez kilka następnych dni. To wymusza planowanie gotowania. Dzięki czemu unikniemy nie tylko monotonii (ile można jeść spaghetti z sosem pomidorowym!), ale także zadbamy o dostarczenie sobie niezbędnych składników. Na liście warto zaznaczyć produkty białkowe (rośliny strączkowe: soczewica, ciecierzyca, fasola oraz groch, jajka, twaróg, kefir, jogurt czy maślanka) i węglowodany złożone (kasze, ciemne pieczywo, makaron razowy, żytnie pieczywo, płatki owsiane górskie lub żytnie), które będą bazą posiłków oraz umieścić warzywa i owoce, dzięki którym zapewnimy sobie witaminy i minerały. Dzięki liście zakupowej unikniemy też wkładania do koszyka „pustych kalorii”.

Po trzecie – pożywnie i zdrowo

Pośród zaleceń dotyczących zachowań w czasie epidemii koronawirusa, są i te dotyczące diety. Specjaliści rekomendują ograniczenie do minimum mięsa i nabiału, na rzecz diety roślinnej. Dla niektórych dieta wegetariańska, a nawet wegańska to chleb powszedni, ale dla wielu osób przygotowanie obiadu bez mięsa to wyzwanie. Na szczęście w Internecie można znaleźć wiele podpowiedzi, jak przygotować pełnowartościowe dania jarskie. Trzeba tylko poszperać na blogach, na Facebooku i na Instagramie. Ta przymusowa zmiana diety z pewnością nie tylko wyjdzie na zdrowie, ale może również pomóc w zrzuceniu zbędnych kilogramów.

Po czwarte – kolorowo

Zgodnie z obowiązującą piramidą żywieniową, podstawą naszego pożywienia powinny być warzywa. Świetnie obrazuje to grafika, tak zwany zdrowy talerz, na którym pokazano, jaką jego część powinny stanowić rośliny. To niemal ¾. Im więcej różnorodnych warzyw (a tym samym kolorów) się na nim znajdzie, tym więcej cennych wartości dostarczymy organizmowi.
Nie bez znaczenia jest też sposób podania – ładnie ułożone na talerzu potrawy nie tylko wzbudzają zdrowy apetyt, ale także pozwalają kontrolować ilość spożywanego jedzenia.

Po piąte – nie za słodko

To, co może nas zgubić w czasie kwarantanny to słodycze, a raczej ich nadmiar. Lepiej ograniczyć je do minimum. A jeśli coś słodkiego naprawdę za nami chodzi i nie daje spokoju, zjedzmy suszone owoce, albo kawałek ciemnej czekolady, zamiast batonika.

Wielbiciele słodkich wypieków mogą umówić się ze sobą na jedno ciasto w tygodniu. Niech zapach domowego ciasta umili sobotni wieczór, albo niedzielny poranek.

Po szóste – z butelką wody u boku

Nawadnianie organizmu to jedna z kluczowych zadań nie tylko w czasie odchudzania, ale również wtedy, gdy trzeba skutecznie bronić się przed infekcjami. Odwodnienie zmniejsza bowiem odporność. Najlepiej pić wodę (tym, którzy nie lubią smaku wody, polecam wrzucenie do szklanki plasterka cytryny lub pomarańczy), herbatę, napary z suszonych owoców – w sumie około 2 litrów dziennie.
Pijemy małymi łyczkami, czyli raczej nie pijemy a popijamy. Jeśli zapominamy o piciu, ustawmy sobie przypominajkę w telefonie lub ściągnijmy aplikację, która nas do tego zmobilizuje.

Roślinna kuchnia rodzinna
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>