fbpx

Mariusz Sieniewicz „Miasto szklanych słoni”

Mariusz Sieniewicz „Miasto szklanych słoni”
Materiały prasowe

Bohater „Miasta szklanych słoni”, okulista Jan Kwiecisty, powtarza raz po raz, że nie jest wariatem, choć to, co widzi i zapisuje, dowodzi czegoś przeciwnego. Za to Mariusz Sieniewicz z pewnością przyznałby, iż ma wyobraźnię, jakiej nie da się zmierzyć racjonalną miarą. Każe więc swojemu bohaterowi śnić na jawie.

Przy użyciu onirycznego budulca konstruuje alternatywną rzeczywistość: barwniejszą, piękniejszą, radośniejszą, a przy tym niewidoczną dla oczu ludzi obdarzonych sokolim wzrokiem. Jednak ten magiczny wytwór zacznie nabierać  demonicznych rysów i obróci się w pył, gdy do miasta przybędzie wizytator, który przywróci normalny porządek.

Czy jest to historia szaleństwa? Zapewne. Ale niespecjalnie zastanawiałam się nad jej sensem (czy też nonsensem), bo podeszłam do tej książki jak do filmów Terry’ego Gilliama czy Davida Lyncha. Do wszelkich manifestów wyzwolonej fantazji. Przemawiających zwłaszcza do tych, którzy chętnie pozbywają się balastu w postaci szkiełka i oka, by móc w pełni rozkoszować się pięknym szaleństwem.

Znak, Kraków 2010, s. 252