Sezon bezpiecznego słońca

fotochannels.com

Jesli twój cien jest krótszy od ciebie, nie wystawiaj skóry na promienie słoneczne lub zapewnij jej ochrone. Tak radzą i dermatolodzy, i podróznicy.

Solna pustynia Salar de Uyuni w Boliwii znajduje się na wysokości czterech tysięcy metrów. Człowiek pozbawiony ochrony przed słońcem jest tam bez szans – objawy udaru słonecznego pojawiają się w pół godziny. Wszystko dlatego, że stopień nasilenia promieniowania UV na tym obszarze należy do najwyższych na Ziemi. Mierzony indeksem UV, który ma skale od 0 do 16, osiąga najwyższe wartości. Nie musimy jednak jechać aż  tak daleko i wysoko, by sie poparzyć – w Polsce latem indeks UV ma wartość 6–8, w krajach nad Morzem Śródziemnym jest o kilka stopni wyższy. Wartości  indeksu UV dla Polski zamieszczane są na stronach Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (www.imgw.pl). Jedno jest jasne – latem lepiej nie rezygnować z ochrony skóry i oczu przed słońcem. Ponieważ jednak organizm ludzki potrzebuje promieniowania UV do prawidłowego funkcjonowania, najrozsądniej byłoby potraktować kąpiele słoneczne jak lekarstwo, czyli odpowiednio je sobie dozować. Słonce w nadmiarze – jak każdy inny lek – na pewno zaszkodzi.

Na początku XIX wieku angielski konstruktor teleskopów, astronom i kompozytor William Herschel zastanawiał się, czego promienie słoneczne rozgrzewają ciało. Aby to sprawdzić, rozszczepił wiązkę światła w pryzmacie i w różnych obszarach tęczowego widma umieszczał termometr. Zaobserwował, że słupek rtęci wzrasta w okolicach  pasma czerwieni, a najwyższa temperatura panuje nieco poniżej widzialnego czerwonego obszaru. Dlatego promieniowanie znane później jako podczerwone nazwał promieniowaniem cieplnym. Rok po eksperymencie Herschela niemiecki fizyk Johann Wilhelm Ritter postanowił przebadać, dlaczego chlorek srebra czernieje pod wpływem słońca. On także wykonał doświadczenie z użyciem pryzmatu. Przekonał się, że najsilniejsza reakcja zachodzi w obecności promieniowania o barwie fioletowo-niebieskiej. Nazwał je promieniowaniem chemicznym. Zasługa obu naukowców było udowodnienie, że istnieje radiacja poza granicami widzialnego spektrum. Potem, w latach 20. XIX wieku, naturę niewidzialnego promieniowania badał angielski lekarz Everard Home. Szukał odpowiedzi na pytanie, dlaczego ciemna skóra ludzi żyjących w ciepłych klimatach jest bardziej odporna na słonce niż skóra o jasnej karnacji, mimo że czarny kolor bardziej absorbuje ciepło. Eksperyment Home’a był prosty: wystawiał dłonie na słonce, przesłaniając jedna z nich kawałkiem czarnego materiału. Jak łatwo się domyślić, na gołej ręce pojawiło się zaczerwienienie, a skóra na ręce okrytej nie została oparzona, ale miała wyższą temperaturę. Home wyciągnął wniosek, że melanina nadająca skórze ciemny odcień pochłania ciepło i jednocześnie chroni przed poparzeniem. W 1922 roku prace Karla Eilhama Haussera i Wilhelma Vahlego pozwoliły ustalić, że oparzenia skóry powodowane są przez promienie ultrafioletowe o długości fali od 280 do 315 nanometrów. Od tej pory gra toczyła się o wynalezienie substancji, która przefiltrowałaby światło o tej długości fali. Dzisiaj badania nad promieniowaniem wciąż trwają, a dermatolodzy i kosmetolodzy z roku na rok ulepszają filtry służące ochronie skóry – choć sceptycy twierdzą, że do ideału jest jeszcze dosyć daleko.

W cieniu podejrzeń

Zbyt mała ekspozycja skóry na promieniowanie słoneczne skutkuje niedoborami witaminy D, dzięki której mamy mocne kości i która poprawia odporność komórek na niebezpieczne mutacje. Zbyt duża dawka promieni UV powoduje uszkodzenia DNA, odpowiada za przedwczesne starzenie się skóry, wywołuje oparzenia i zmiany w strukturze komórek, które prowadzą czasem do powstania nowotworów. Naukowcy badający od wielu lat wpływ słońca na ludzkie ciało twierdzą, że wciąż niemożliwe jest określenie dawki promieniowania nieszkodliwej dla organizmu. Żeby było jeszcze trudniej, sam wybór filtra słonecznego zaczyna być dylematem natury ideologicznej i etycznej. Ekolodzy ostrzegają, że niektóre składniki filtrów mogą być odpowiedzialne za blaknięcie i stopniowe obumieranie części raf koralowych oraz zaburzenia systemów hormonalnych u ryb. Alarmują także, że ślady filtrów słonecznych znaleziono w norweskich fiordach i w wodzie z wodociągów miejskich w Kalifornii. Niektórzy lekarze twierdzą również, że szkodliwe bywają same filtry. Najczęściej chodzi o niektóre filtry chemiczne, czyli takie, które absorbują promieniowanie UV. Oskarżane są o to, że wywołują podrażnienia skóry oraz że ich cząsteczki przedostają się do krwiobiegu. Dostało się nawet tlenkowi cynku, czyli naturalnemu filtrowi fizycznemu powodującemu charakterystyczne białe zabarwienie skóry. Otóż aby tego zabarwienia uniknąć, niektóre firmy rozdrabniają tę substancję do rozmiaru nanocząsteczek – a w takiej postaci dwutlenek cynku ma zdolność przenikania do organizmu. Większość badaczy jest jednak zgodna, że najbezpieczniejsze dla skóry są właśnie filtry fizyczne – kosmetyki z takimi iltrami najłatwiej jest znaleźć w aptece. Składają się one z substancji mineralnych, takich jak dwutlenek cynku czy tlenek tytanu, które działają jak odbijająca promieniowanie tarcza na powierzchni naskórka. Nie jest natomiast pewne, czy na bazie wyłącznie filtrów mineralnych da się opracować kosmetyki skutecznie chroniące skórę nie tylko przed promieniowaniem typu UVB, ale także typu UVA. Niewielki wybór mają też zwolennicy kosmetyków bio – substancje pochodzenia roślinnego zapewniają skórze ochronę tylko na niewielkim poziomie. Ponieważ zaś nie ma jednoznacznych badań, które potwierdzałyby niekorzystne działanie niewielkich ilości filtrów, dylemat: smarować się czy nie, większość dermatologów kwituje podobną radą. Należy stosować mieszane (fizyczne i chemiczne) filtry przeciwsłoneczne chroniące przed szerokim spektrum promieniowania i nie przesadzać z opalaniem.

Filtr wielofunkcyjny

Najnowszy trend kosmetyczny? Dbać o piękno skóry, a jednocześnie ograniczać wystawianie jej na działanie promieni UV. Kosmetologom udało się już nawet opracować nową generację filtrów słonecznych. – To połączenie technologii przeciwsłonecznej i kosmetyki przeciwstarzeniowej – mówi dr Olivier Doucet, dermatolog i farmakolog, ekspert marki Lancaster Sun. – Nowe preparaty działają na dwóch płaszczyznach: na powierzchni skóry zapewniają ochronę przed słońcem, natomiast w głębszych warstwach naskórka naprawiają szkody wyrządzone przez promieniowanie UV.

Jak pogodzić ładną opaleniznę z ograniczaniem kąpieli słonecznych? – Myślę, że przyszłość należy między innymi do preparatów przeznaczonych do stosowania przed opalaniem, które barwiąc skórę, pozwolą zredukować ilość godzin spędzanych  na słońcu – mówi dr Doucet. Kremy słoneczne coraz rzadziej ograniczają się do ochrony skóry przed działaniem promieni UV. Duża część kosmetyków dostępnych w drogeriach i aptekach ma zapobiegać przedwczesnym procesom starzenia. Kremy z filtrami mają też dodatkowe zadania – zmniejszają ryzyko powstawania przebarwień, chronią wrażliwe naczynka, a specjalne lekkie żele pielęgnują i matują skórę skłonną do przetłuszczania. Jak to działa? – Na przykład kosmetyki przeznaczone do skóry dojrzałej z tendencjami do przebarwień mają specyficzny skład – wyjaśnia dr Doucet. – Nie tylko chronią przed promieniami UV odpowiedzialnymi za powstawanie przebarwień, ale również zawierają składniki, które pozwalają zmniejszyć hiperpigmentację pojawiającą się na skutek działania słońca na skórę. Naukowcy obliczyli, że za procesy starzenia w ponad 80 proc. Odpowiada wystawianie skóry na słońce. Nie ma się więc co dziwić, że niektórzy dermatolodzy mawiają, że najlepszy krem przeciwzmarszczkowy to po prostu krem z filtrem przeciwsłonecznym.