fbpx

Slavenka Drakulić „Ciało z jej ciała”

Slavenka Drakulić "Ciało z jej ciała"
Materiały prasowe

Slavenka Drakulić cierpi na dziedziczną chorobę nerek uniemożliwiającą ich normalne funkcjonowanie. Najpierw przedłużono jej życie, pobierając narząd od zmarłego, a po latach, gdy nerka odmówiła posłuszeństwa i gdy taka operacja była już ze względów prawnych możliwa – otrzymała nową od niespokrewnionej z nią młodej Amerykanki. Aby odwdzięczyć się za jej ofiarność, autorka postanowiła zbadać, co kieruje tymi, którzy oddali obcym ludziom to, co najcenniejsze.

Rozmawiając ze swoją wybawczynią – pielęgniarką – oraz m.in studentką, nauczycielką buddyzmu, ekscentrycznym multimilionerem, całą rodziną dawców – Drakulić dochodzi do wielu zaskakujących wniosków. Z jednej strony podkreśla, że ofiarność tego rodzaju wydaje się tak niezwykła, że nadaje się jej wymiar „anielski”, z drugiej natomiast konkluduje: dobro jest… banalne. Nawiązując oczywiście do terminu „banalność zła” stworzonego przez Hannah Arendt analizującą, jak zwyczajny człowiek mógł dopuścić się zbrodni. O czym przypominam, bo i filozofka, i autorka „Ciała z jej ciała” mierzą się z fenomenami nie do pojęcia.

Fakt, problem, który przedstawia Drakulić, to dla nas wciąż abstrakcja – w Polsce praktycznie niemożliwe jest pobranie narządów od dawcy niespokrewnionego. Lecz na pewno warto wysłuchać „anielskich” argumentów.

przełożyła Dorota Kozińska, W.A.B., Warszawa 2008, s. 252