Ciało w zmowie z duszą

Getty Images / Flash Press Media

Oddzielenie ciała od duszy jest z gruntu fałszywe. Ono jest integralną częścią istoty ludzkiej. Zbroją, zapisem bólu i radości. Jak je pokochać?
Lecząc problemy duszy, skupiamy się na świadomości: uczymy się, pracujemy nad charakterem, badamy sny. Kiedy nie wychodzi nam w miłości czy w pracy, udajemy się na psychoterapię. Czy to wystarczy? Czy o świadomości umysłu można mówić bez świadomości ciała?

reklama

Jeśli powiemy psychoterapeucie, że wszystkiego przez głowę nie załatwimy, to prawdopodobnie nie uwierzy. Dla wielu podejście do psychiki od strony ciała to abstrakcja. Ale wyobraźmy sobie tylko, jak zmieni się życie kogoś, kto się garbił, chodził z pochyloną głową, płytko oddychał, przyjmował postawę „przepraszam, że żyję”, gdy uda mu się wyprostować? Bardzo, i to na plus. Będzie wyglądać na pewnego siebie i tak też będą traktować go ludzie. Czy to znaczy, że korekta problemu psychicznego na poziomie fizycznym wystarczy?

– Czasami tak, zwłaszcza gdy to niedoskonałość ciała wpływająca na brak wiary w siebie – mówi Adam Polański, fizjoterapeuta pracujący metodą Integracji Strukturalnej, absolwent The Guild for Structural Integration i The Rolf Institute of Structural Integration w Colorado.– A z drugiej strony, jeśli usterka fizyczna nie zostanie usunięta, może odcisnąć na psychice takie piętno, że pomoc psychoterapeuty będzie niezbędna.

Grażyna: „Kiedy lekarz powiedział mi, że mam coś z kolanami, uciekłam. Gdy jednak trafiłam do psychologa, usłyszałam, że być może umieściłam tam, w tych kolanach, coś czego nie chciałam ruszać, uznałam, że to jest bezpieczna szuflada, którą zamknęłam na klucz i nie chcę tam zaglądać. Potem odkryliśmy, że gdyby nie chore kolana, mogłabym chodzić w krótkich spódnicach, byłabym bardziej sexy! A kiedy pozostają zakryte, jestem… bezpieczna! Tak, właśnie, bezpieczna! Byłam w dzieciństwie molestowana seksualnie… Ja o tym zapomniałam, choć miałam wtedy 10 lat. Dopiero na psychoterapii wróciło do mnie to wspomnienie. Może kiedyś uda mi się założyć superkrótką spódnicę, na razie mogę chodzić na tenis, o czym zawsze marzyłam, ale strój odsłaniał kolana…”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »