1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Felietony

Podoba się?

Szymon Majewski (Fot. Krzysztof Opaliński)
Szymon Majewski (Fot. Krzysztof Opaliński)
Chcę dotknąć w tym tekście czegoś, co mam za każdym razem, gdy zaczynam coś nowego w swoim zawodzie.

Mam 56 lat, ponad 30 lat główkuję, występuję, piszę, podcastuję i radiuję, a gdy robię coś nowego, to łapię taką przyczajkę, jakbym był dzieckiem, uczniem z pierwszej A na drugiej lekcji WF. Proszę, oto konkretny przykład. Od pewnego czasu robię w Radiu ZET nową audycję, rzecz, która za mną chodziła latami. Audycja nazywa się „Szymon Majewski Szał” i jest moim powrotem do satyry i parodii. Rano pisana, w południe nagrywana i wrzucana na antenę Zetki następnego dnia. Jest to coś, co kocham, esencja mojej pracy, coś w czym jestem… no właśnie, dobry? Bardzo dobry? Pisząc te słowa, czuję się nieswojo, bo wydaje mi się, że się puszę, że nie mnie o tym sądzić i że w ogóle nie wypada. Po tylu latach pracy mam wrażenie, że nie zasługuję. Jakbym stawiał pierwsze niepewne kroki. Gdy przychodzę do radia, poruszam się slalomem, by nie natknąć się na czyjeś recenzenckie oko. Chodzę więc w radiu przy ścianach, zlewam się z tapetami, częściej zaliczam wizytę w łazience. A nuż spotkam szefa albo kolegę, który mi powie, że to średnie. I stanę w bolesnej prawdzie. Omijam więc spojrzenia, grzebię w torbie i wytyczam sobie zbędne kierunki, żeby uniknąć konfrontacji: „O, idę sobie zrobić kawę, a potem pójdę może do kadr, bo dawno mnie tam nie było”. Żeby tylko zyskać cenne minuty. Zawsze to samo. Start nowicjusza. Spocone łapki i dreszcze niepewności. Pierwszy tydzień, miesiąc był koszmarem, aż w końcu stało się: ktoś... uff… pochwalił, powiedział, że fajne, dowcipne, co dało mi chwilę radości i strzał endorfin, jednak od razu potem przyszła myśl: „Jak to?! Dopiero teraz?!”.

Zawsze tak było. Nie byłem w stanie siebie oglądach, słuchać, czytać. W czasach „Szymon Majewski Show”, gdy leciał mój program, wychodziłem na spacer z psem. Wracałem i nie spoglądałem w oczy domownikom, nie chcąc prowokować ocen. Następny dzień w telewizji był koszmarem. Krytykowali – dół. Chwalili – super, ale przecież jak chwalą, to zaraz przestaną – dół. Uwierzcie mi, dopiero po 20 latach pracy w radiu któregoś dnia poczułem niezrozumiały przypływ odwagi i zadałem szefowi pytanie: „I jak, podobało ci się?”. Zdarzyło mi się to może w życiu parę razy. Skąd ta odwaga? Chwilowa, dodająca brawury konstelacja planet, korzystny biomet, a może dawka magnezu w orzechach?! Niby wiem, co potrafię, a ciągle jestem tak samo podejrzliwy wobec samego siebie. Można mnie jakoś naprawić? Wszczepić czip wiary w siebie? Często spotykam takich, co mówią: „Ojej, panie Szymonie, my tak pana lubimy i pana talent”. Cieszy się wtedy Szymon, ale Majewski najchętniej by uciekł, stoję więc i dukam: „Od lat to robię, to wiadomo”. Przeżyłem parę końców i początków. Wzlotów i upadków. Te pierwsze wspominam, te drugie pamiętam. Powinno być na odwrót.
Każdy tekst, który zaczynam pisać, i każde pierwsze zdanie skeczu są podszyte lękiem, że będzie to może pierwsza moja czysta kartka. Niby wiem, że ten dzieciak we mnie z jednej strony jest niepewny siebie, z drugiej – ma niespożytą, naiwną czasem energię do działania. Ale... z rzeczy, które wymyśliłem, wyszło mi może siedem procent. W biurkach różnych telewizji leżą moje scenariusze, w siedzibach platform mają moje jotpegi i pedeefy pomysłów. Mimo to uparcie wymyślam dalej i, kurczę, wiem, że jak zadzwonią i powiedzą, że robimy, to się ucieszę, ale jak już to zrobimy i zostanie gdziekolwiek wyemitowane, to przyjdę tam w porze, gdy nikogo nie będzie, a jak będzie, to pójdę sobie zrobić kawę albo zwieję do toalety. Najgorsza jest winda, bo wtedy nie ma ucieczki. Muszą się spotkać spojrzenia, a wtedy: „Oglądałem to twoje... i…”. Ile razy chodziłem przez to na piechotę.

Szymon Majewski, dziennikarz, showman, autor, wodzirej

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze