1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura

Edvard Munch – malarz, który stał się ikoną kultury

Nowo otwarte muzeum Muncha w Oslo (Fot. materiały prasowe; Ragnvald Vśring, Halvor Bjørngård/Rena Li/The Munch Museum, Einar Aslaksen, Ove Kvavik/Munchmuseet https://creativecommons.org/licenses/by/4.0)
Nowo otwarty 60-metrowy kolos z aluminium, szkła, pełen zaawansowanych technologii, z perforowaną podświetlaną fasadą, która spektakularnie odbija się w wodach zatoki Oslofjorden. Jedno z największych na świecie muzeów poświęconych pojedynczemu artyście. Co myślałby o nim Edvard Munch?

„Choroba, Szaleństwo i Śmierć, te czarne anioły czuwające nad moją kołyską, nie opuściły mnie przez całe życie” – pisał Edvard Munch, wskazując na mroczne żywioły, na przekór którym tworzył, ale które zarazem stanowiły napęd jego twórczości. Poświęcona artyście nowa instytucja również wygląda na swój sposób złowieszczo. „Ten budynek jest jak spełnienie marzeń agenta nieruchomości szukającego idealnej kwatery głównej dla czarnego charakteru z filmów o Jamesie Bondzie” – stwierdził na łamach „Guardiana” krytyk, spec od architektury Oliver Wainwright. Gwoli ścisłości, to drugi gmach w Oslo poświęcony Edvardowi Munchowi. Pierwszy – powściągliwy modernistyczny pawilon w dzielnicy Tøyen – działa od 1963 roku, otwarto go w stulecie urodzin malarza.

Na fasadzie zaprojektowanego przez Estudio Herreros nowego budynku (11 kondygnacji przestrzeni wystawienniczych, sala koncertowa, a także umieszczona na ostatnim piętrze restauracja z bajecznym widokiem) nie ma słowa „muzeum”, widnieje na niej po prostu wielki napis „Munch”. To wystarczy, bo Edvard Munch, norweski artysta, nie jest już tylko wielkim malarzem – stał się globalną marką.

Bryła nowego muzeum Muncha w Oslo (Fot. materiały prasowe; Ragnvald Vśring, Halvor Bjørngård/Rena Li/The Munch Museum, Einar Aslaksen, Ove Kvavik/Munchmuseet https://creativecommons.org/licenses/by/4.0)

Edvard Munch – w cieniu skandalu

W roku 1863, w którym Edvard Munch przyszedł na świat, Norwegii daleko było do globalności, nie mówiąc o dzisiejszym – zawdzięczanym ropie naftowej – bogactwie. XIX-wieczna Norwegia, uboga i zależna od Szwecji, była kulturalnymi peryferiami. Nowinki z europejskich stolic docierały tu z opóźnieniem i przyjmowały się z trudem.

Na dzieciństwie Muncha cieniem położyła się przedwczesna śmierć matki. Laura Bjølstad od młodości chorowała na gruźlicę, a mimo to po wyjściu za mąż w ciągu sześciu lat urodziła pięcioro dzieci. Wkrótce po ostatnim porodzie zmarła, Edvard Munch miał wówczas pięć lat. Owdowiały ojciec przyszłego artysty, lekarz wojskowy Christian Munch, z trudem radził sobie z wychowaniem dzieci, tym bardziej że sam cierpiał na zaburzenia psychiczne. Z biegiem czasu nasilał się też u niego religijny fanatyzm.

Edvard pisał, że matka przekazała mu kruchość fizyczną, a ojciec – słabość psychiczną i skłonność do obłędu. Z dzieciństwa wyniósł obsesję na punkcie chorób i śmierci – manię, którą pogłębiło odejście ukochanej siostry Sophie. Chora na suchoty dziewczyna umarła w wieku zaledwie 15 lat. On również był wątłego zdrowia, ale posiadał jednocześnie moc: talent artystyczny pozwalający mu przekuwać lęki i traumy w twórczość, która wkrótce miała narobić w świecie sztuki niemało zamieszania. Debiutował wcześnie, ale w konserwatywnym i dość prowincjonalnym norweskim środowisku artystycznym oryginalność Muncha nie znalazła uznania.

W 1889 roku Edvard Munch jako młody artysta urządził coś w rodzaju retrospektywy własnej twórczości. Reakcje na ten pokaz były generalnie fatalne, większość recenzji druzgocząca, ale znalazło się też trochę osób, które na przekór powszechnej opinii dostrzegły w outsiderze potencjał. Dzięki temu Munchowi udało się dostać stypendium na wyjazd do Paryża, z którego później przeniósł się do Berlina. Jego pierwsza tam wystawa wywołała skandal i została zamknięta po dwóch tygodniach, ale kontrowersje jedynie pomogły artyście w przyciągnięciu uwagi. Munch pogrążył się w życiu artystycznej cyganerii, stworzył specyficzny miłosno-przyjacielski trójkąt z polskim modernistycznym pisarzem Stanisławem Przybyszewskim i jego norweską żoną, artystką i muzą Dagny Juel. Przy okazji wpędził się w problemy z alkoholem, dręczyły go mania prześladowcza i urojenia, blisko rok spędził w klinice psychiatrycznej.

Edvard Munch w swoim domu w Ekely, 1943 r. (Fot. materiały prasowe; Ragnvald Vśring, Halvor Bjørngård/Rena Li/The Munch Museum, Einar Aslaksen, Ove Kvavik/Munchmuseet https://creativecommons.org/licenses/by/4.0)

Edvard Munch – obrazy emocji

Mimo to okres berliński to czas, w którym ostatecznie krystalizuje się taka sztuka Muncha, jaką zna dziś świat – jedyna w swoim rodzaju mieszanka ekspresjonizmu i symbolizmu, malarski spektakl „psychicznego naturalizmu”, jak nazwał postawę Norwega jego druh Przybyszewski. Postaci z obrazów Muncha przypominają widma, twarze mają niczym maski, kolor jest gwałtowny i nie ma wiele wspólnego z widzialną rzeczywistością. Najważniejsze są tu emocje i stan duszy. A miłość przedstawiona zostaje jako demoniczna, wampiryczna siła, która nie tyle ogarnia, ile opętuje człowieka. Życie ukazane jest jako choroba – w nieodwołalny sposób śmiertelna.
Na przekór złym przeczuciom los obdarzył Muncha długim życiem. Na początku XX wieku malarz wrócił do Norwegii już jako ceniony międzynarodowy artysta. Zmarł w 1944 roku. Po drugiej wojnie światowej jego nazwiska nie mogło zabraknąć w żadnym podręczniku do historii artystycznego modernizmu. Od statusu niepodważalnego klasyka wciąż było jednak daleko do pozycji ikony kultury popularnej, jaką Edvard Munch jest dziś.

Edvard Munch „Taniec życia” (1925) – to dzieło także można oglądać na wystawie stałej w nowo otwartym muzeum w Oslo. (Fot. materiały prasowe; Ragnvald Vśring, Halvor Bjørngård/Rena Li/The Munch Museum, Einar Aslaksen, Ove Kvavik/Munchmuseet https://creativecommons.org/licenses/by/4.0)

Napad numer jeden

12 lutego 1994 roku, dzień inauguracji zimowych igrzysk w norweskim Lillehammer. Cały kraj zajęty był olimpiadą, kiedy dwaj mężczyźni przystawili wysoką drabinę do budynku Galerii Narodowej w Oslo, wybili szybę w oknie i po chwili uciekli, wynosząc najsłynniejszy obraz Muncha, „Krzyk” (a ściślej – jeden z jego najsłynniejszych obrazów, bo artysta, obsesyjnie powracający do pewnych motywów, w latach 1893–1910 stworzył cztery jego wersje). Na miejscu przestępstwa został liścik z wiadomością: „Dziękujemy za marne zabezpieczenia”. Dzieło było zbyt słynne, by dało się je sprzedać, więc złodzieje zażądali miliona funtów okupu za jego zwrot. Ostatecznie padli ofiarą policyjnej prowokacji, nieuszkodzony „Krzyk” został odzyskany po zaledwie trzech miesiącach.

Ten czas wystarczył – „Krzyk” podążył szlakiem wytyczonym przez „Monę Lizę”. Arcydzieło Leonarda zyskało status najsłynniejszego portretu świata, kiedy w 1911 roku zostało skradzione z Luwru. Zaginęło na dwa lata, ale trafiło za to na czołówki gazet i na dobre zagościło w zbiorowej wyobraźni. Podobnie jak „Mona Liza” – „Krzyk” Muncha stał się przedmiotem niezliczonych pastiszów i trawestacji. Motyw wykorzystał Wes Craven w hitowym horrorze, który nieprzypadkowo nosił tytuł „Krzyk”. Nawiązania do dzieła Norwega pojawiają się w reklamach i rysunkach satyrycznych. W sieci istnieje nawet osobny emotikon odwołujący się do przerażonej, wykrzywionej w niemym krzyku twarzy postaci z obrazu.

Edvard Munch namalował to przedstawienie, by oddać moment egzystencjalnej grozy, który przeżył podczas swego rodzaju objawienia. Swoje doświadczenie opisywał tak: „Szedłem drogą w towarzystwie dwóch przyjaciół – zachodziło słońce – poczułem nagły przypływ melancholii – niebo stało się nagle krwistoczerwone. Zatrzymałem się, oparłem o balustradę śmiertelnie znużony – nad miastem i ciemnobłękitnym fiordem rozpościerały się rozlewiska krwi i języki ognia – przyjaciele szli dalej, a ja drżałem z trwogi i wtedy posłyszałem przeciągły krzyk przeszywający powietrze”.
Po stu latach ten wstrząsający obraz zdobył popularność, o jakiej Munchowi się nie śniło – jako mem i wizerunek sprzedający różne produkty. Wino z „Krzykiem”, kubki z „Krzykiem”, „krzyczący” Homer Simpson, „krzyczący” pokemon Pikachu. W sklepiku nowego muzeum jest do nabycia nawet wysadzany diamentami pierścionek z krzyczącą twarzą z dzieła mistrza. Można go mieć za jedyne 200 tysięcy koron, czyli około 90 tysięcy złotych.

Edvard Munch „Krzyk” – jedna z czterech wersji obrazu, które Munch, obsesyjnie powracający do pewnych motywów, stworzył w latach 1893–1910. (Fot. materiały prasowe; Ragnvald Vśring, Halvor Bjørngård/Rena Li/The Munch Museum, Einar Aslaksen, Ove Kvavik/Munchmuseet https://creativecommons.org/licenses/by/4.0)

Napad numer dwa

Po kradzieży z 1994 roku Munch nie potrzebował dalszej promocji, ale i tak ją otrzymał. W roku 2004 „Krzyk” znów został skradziony, wraz z innym Munchowskim arcydziełem, „Madonną”. Tym razem rabusie dzieł sztuki wzięli na cel muzeum artysty w Tøyen, a ich akcja przypominała scenę z filmu sensacyjnego. Uzbrojeni w broń palną zamaskowani sprawcy zaatakowali w biały dzień, sterroryzowali muzealnych strażników i porwali obrazy z galerii na oczach przerażonej publiczności. Jak się później okazało, napastnicy powiązani byli z zorganizowaną grupą przestępczą specjalizującą się w napadach na banki. Odzyskanie obrazów z ich rąk zajęło ponad dwa lata.

Przeszklone wnętrza nowego muzeum Muncha w Oslo (Fot. materiały prasowe; Ragnvald Vśring, Halvor Bjørngård/Rena Li/The Munch Museum, Einar Aslaksen, Ove Kvavik/Munchmuseet https://creativecommons.org/licenses/by/4.0)


Któż nie chciałby zobaczyć dzieł, które kradzione były z bronią w ręku? Oczywiście nowe muzeum zapewnia, że oferuje znacznie więcej niż „Krzyk”. I mówi prawdę. Uroczyste otwarcie nastąpiło pod koniec zeszłego roku, kiedy Norwegia wraz z resztą Europy szykowała się do odparcia kolejnej fali pandemii. Zaraza nie będzie jednak trwała wiecznie, a kiedy się skończy, ruszy inna fala, na której przyjęcie muzeum jest gotowe – tsunami turystów przyciąganych magnetyzmem marki „Munch” wypisanej na fasadzie budynku wielkimi literami, których nie da się nie zauważyć.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze