fbpx

Hitchcock – chcecie bajki, oto bajka

"Hitchcock"
Imperial Cinepix

Film z Anthony Hopkinsem nie powie nam nic nowego ani o legendarnym reżyserze, ani o Hollywood.

"Hitchcock"
Imperial Cinepix/więcej w galerii

To wspaniałe móc nakręcić film o kontrowersyjnym i wyrazistym reżyserze, a takim niewątpliwe był Alfred Hitchcock. Co więcej, prawdopodobnie właśnie sam tytuł przyciągnie widzów do kin. Nawet jeśli nie będą znali filmów twórcy „Ptaków” czy „Vertigo”, to przyciągnie ich owiana legendą postać charyzmatycznego filmowca.

I prawdopodobnie na to liczył Sacha Gervasi, kręcąc obraz „Hitchcock”. Brytyjski scenarzysta, autor scenariusza do „Terminala” z Tomem Hanksem, ma na swoim koncie jako reżyser zaledwie jeden film – „The story of Anvil”, ale to nie przeszkodziło w przekonaniu największych gwiazd współczesnego Hollywood, by wystąpiły w jego filmie. I tak obok wspomnianego Hopkinsa w roli otyłego i melancholijnego Alferda, pojawia się Helen Mirren jako jego ujmująca i piekielnie inteligentna żona Alma, Scarlett Johansson gra Janet Leigh, a Jessica Biel – Verę Miles, czyli gwiazdy kina lat 50. i 60.

Poznajemy Hitchcocka podczas konferencji prasowej, gdy jeden z dziennikarzy pyta, czy nie czas, by odszedł z Hollywood, kiedy jest jeszcze na szczycie, a w kark już dyszą mu młodzi reżyserzy – następne pokolenie. Mina Hitchcocka mówi wszystko – już wiemy, co motywuje reżysera, gdy gorączkowo szuka scenariusza do swojego następnego filmu, choć na ich na koncie ponad 50! Za Hitchcockiem właśnie wielki sukces filmy „Północ-północny zachód”. Nasz bohater, chcąc zaskoczyć samego siebie i publiczność, decyduje się w końcu na adaptację książki o wdzięcznym tytule „Psychoza” („Psycho”w w wersji angielskiej). I właśnie o historii powstania najsłynniejszego filmu Hitchcocka, którym postawił on na piedestał kino klasy B, opowiada obraz Sachy Gervasiego.

Mamy zatem film w filmie, opowieść w opowieści – niestety zabrakło tu reżyserowi finezji, by ten pomysł historii szkatułkowej wykorzystać, by pobawić się konwencją, jaką daje umowność filmowego świata. Co więcej, zabrakło też odwagi, by wpuścić widza bardziej w świat przemysłu filmowego Hollywood lat 60. „Psychoza” – mimo dyktatu koloru – nakręcona była w czerni i bieli, znaną aktorkę, Verę Miles, Hitchcock obsadził w roli drugoplanowej. Podczas castingu do roli Hitchcock kierował się tym, jakie jego bohaterowie maja skrywane fantazje, jaką mieli relację z matką, ale Gervasi nie zastanawia się, co samego Hitchcocka przyciągnęło do tej książki, co sprawiło, że tak a nie inaczej rozegrał niezbyt dobrą książkę, robiąc z niej rewelacyjny thriller.

Postać Hitchcocka, mimo wspaniałej gry Anthony’ego Hopkinsa, który postaci reżysera nadaje wiele rysu własnego, jest zaledwie liźnięta przez reżysera. Poznajemy jego słabość do blond aktorek, widzimy jak podgląda Verę Miles w garderobie, ale są to niewinne zachowania pana, który zdaje się przeżywać spóźniony kryzys wieku średniego, a gdy się stresuje, nadmiernie je i pije. Nie ma mowy o jego obsesjach, dręczeniu aktorek i niewybrednych, okrutnych żartach, jakie czasami robił ekipie.

Podobnie niewiele dowiadujemy się z filmu o działaniu przemysłu filmowego. Gervasi rysuje obraz skostniałych firm producenckich, które boją się ryzykownie inwestować. Gdy producent odmawia sfinansowania „Psychozy”, Hitchcock stawia wszystko na jedną kartę – swoje nazwisko i majątek – i zastawia dom na poczet realizacji filmu. I sam też nakręci machinę reklamy, by nie pójść z torbami.

Tom co ciekawe w filmie „Hitchcock”, to wątek kryzysu w związku, jaki Alfred zdaje się przeżywać ze swoją żoną i najbliższym doradcą – Almą. Alma jest szarą eminencją hollywoodzkiego światka, wszyscy ją znają, wszyscy się jej radzą, wszyscy chcą zdobyć jej zaufanie, by przez nią dotrzeć do Hitchcocka. To Alma, w reakcji na opisywaną przez Alfreda fabułę „Psychozy” mówi: Po co czekać tak długo, zabij główna bohaterkę po 30 minutach filmu.

Mamy tu obraz kobiety, która wpłynęła na każdy film, jaki sygnował swoim nazwiskiem Hitchcock, ale w związku przeżywa rozczarowanie i osamotnienie. To ciekawy, choć też niezbyt pogłębiony wątek w filmie, który zdecydowanie dodaje dramatyzmu dość cukierkowej całości. Mocną stroną filmu jest też niewątpliwie świetne aktorstwo tej pary na ekranie, dopełnione o dość jednak bezbarwne role Johansson i Biel. Nazwisko Hitchcock jest na pewno marketingową dźwignią tego filmu, ale na nim kończy się jego siła.