fbpx

Violeta poszła do nieba – poruszający dokument o Violecie Parra

"Violeta poszła do nieba"
Art House

Poruszający dokument o słynnej chilijskiej pieśniarce zdobył w tym roku Wielką Nagrodę Jury na festiwalu w Sundance. Co ciekawe, w życiorysie Violety jest też akcent polski.

"Violeta poszła do nieba"
Art House/więcej w galerii

Jeśli ktoś nigdy nie zetknął się z nazwiskiem Violeta Parra, ma wreszcie okazję. Ta słynna chilijska pieśniarka, pochodząca z bardzo ubogiej wielodzietnej rodziny, córka wędrownego grajka, osiągnęła sukces w skali światowej. Całe życie zbierała i spisywała stare piosenki ludowe, tworząc również własne, wzruszające historie o przeszłości, historii z dzieciństwa i zawiedzionej miłości. Dziś nazywana jest chilijską ikoną muzyki folk i twórczynią nurtu muzycznego o nazwie Nueva Cancion.

Reżyser Andrés Wood pokazuje Violetę w kluczowych dla niej momentach życia: gdy traci ojca, gdy zaczyna śpiewać, gdy wpada na pomysł, by spisywać stare ludowe piosenki i szuka ważnych dla chilijskiej muzyki pieśniarzy; gdy umiera jej córeczka i gdy staje się znana we Francji i na świecie. Parra jest przykładem genialnego samouka – nikt jej nie uczył grać na gitarze, śpiew szkoliła już jako dorosła kobieta, do malowania i wyszywania gobelinów pchnęła ją potrzeba serca. Wszystkie przejawy jej twórczości zachwyciły krytyków na świecie. Nie widzimy, w jaki sposób staje się sławna, za to oglądamy przemianę z wędrownej pieśniarki w świadomą swojego talentu i mocy, pełną godności kobietę, która równie odważnie mówi o swoim życiu miłosnym jak przekonaniach politycznych. Poznajemy Parrę z jednej strony przez pryzmat jej niezwykłej muzyki, z drugiej – przez łańcuch bolesnych zdarzeń w jej biografii, które później położą się cieniem na ostatnich latach jej życia.

To co zachwyca, to wspaniale pokazana chilijska rzeczywistość: sposób podróżowania, funkcjonowanie we wspólnocie, siła przekazów ustnych i moc tradycji. W zderzeniu z krajobrazami południowoamerykańskiej prowincji, wręcz absurdalne wydają się dekoracje francuskich kawiarni czy muzealny przepych Luwru. W biografii Parry jest też akcent polski – pieśniarka wystąpiła w Warszawie w 1955 roku przed zaskoczoną jej egzotyką młodzieżą socjalistyczną. Z okien swojego pokoju ogląda świeżo ukończony Pałac Kultury i Nauki w tle. Choć to ciekawe, że na talencie chilijskiej pieśniarki najpierw poznała się polska kultura, a potem zaprosiła ją reszta Europy.

Film Andrés Wooda przypomina trochę barwną opowieść o meksykańskiej malarce Fridzie Kahlo. I tu i tu mamy charyzmatyczną postać kobiecą, która trwa w niszczycielskim związku z ambitnym mężczyzną. Historie głównych bohaterek w obu filmach przeplatane są retrospekcjami, a one same pokazane zostały w kluczowych momentach swojego życia. Ale tak jak opowieść o Fridzie miała hollywoodzki rozmach i krążyła wokół jej związku z Diego Riverą, tak film Andrés Wooda koncentruje się na fenomenie samej postaci. Nie ma tu hollywoodzkich nazwisk, nie ma wielomilionowej produkcji. Jest wybitna pieśniarka, jej dzieciństwo, zmagania ze wspomnieniami z dzieciństwa, trudy bycia matką, początki kariery i ambiwalentny sukces w Europie. Mamy tu kobietę z krwi i kości, która pod koniec twórczego życia – podobnie jak jej ojciec, gdy była dzieckiem – nie jest w stanie podnieść się kolejny raz i zawalczyć o siebie. To wzruszające kino, w którym w surowych wnętrzach jedynie słowa, dźwięki i kolory potrafią wyrazić mroki i pragnienia ludzkiej duszy. To piękny film.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze