fbpx

Raj: wiara Urlicha Seidla

"Raj wiara"
Against Gravity

W swoim najnowszym filmie Ulrich Seidl pokazuje świat świeżo nawróconej katoliczki, która – jak to często w przypadku neofitów bywa – stara się być świętsza od papieża.

"Raj wiara"
Against Gravity/więcej w galerii

W jednej z pierwszych scen Anna Maria samobiczuje się, by ponieść pokutę za grzechy innych. W jej postępowaniu czystej i bogobojnej katoliczki od razu wyczuwamy nie tylko przerażającą nadgorliwość, ale też zwykłą mieszczańską obłudę.

Główną bohaterkę poznajemy w ostatnim dniu pracy przed urlopem. Anna Maria wyglądem i zachowaniem przypomina stereotypową Austriaczkę z dowcipów: nieatrakcyjna, w ubraniu i fryzurze osoby o dziesięć lat starszej, mieszkająca w wysprzątanym do granic możliwości, sterylnym wnętrzu, w którym dobrze czułaby się tylko Perfekcyjna Pani Domu. Urlop spędza radośnie w domu, ma bowiem misję do spełnienia. Codziennie rano po wysłuchaniu audycji w radiu Maryja i odśpiewaniu kilku religijnych pieśni Anna wyrusza w codzienną pielgrzymkę – z pokaźnych rozmiarów figurą Matki Boskiej – by nawracać nieoświeconych.

Anna odwiedza kolejne mieszkania biednych imigrantów, by wymuszać na nich wspólną modlitwę i nauczać słowa bożego. Sprzeciw spotyka się z jej gwałtowną reakcją, niechcianymi naukami i przymusem. Spełniając swój chrześcijański obowiązek, Anna wraca do domu. I tak codziennie. Dla dopełnienia obrazu – Anna nie chodzi do kościoła. O nie, ona z jej podobnymi gorliwymi wyznawcami założyli Legion Serca Chrystusa, co oznacza, że żarliwie modlą się wspólnie w zaciszu domowym, sami sobie wyznaczając katolicki rytm dnia i życia.

Idylla jednak się kończy, gdy do domu po dwóch latach nieobecności (prawdopodobnie spędzonych w szpitalu) wraca mąż Anny, inwalida na wózku, w dodatku muzułmanin. Zderzenie tych dwóch tak różnych światów, a przede wszystkim moralności, grozi wybuchem. Jednocześnie postać męża bardzo szybko sprawia, że pod anturażem nawróconej dopiero co nadgorliwej katoliczki, nie ma nic z wartości, jakie Anna Maria głosi.

Tak jak w swoim poprzednim filmie „Raj: miłość” Urlich Seidl odsłonił świat żądz i potrzeb bogatych Europejczyków, jakie ci zaspokajają w egzotycznej Afryce, ponownie za pomocą pieniądza kolonizując ubogie społeczności, tak tu odsłania naszą pobożność, którą odnajdujemy nie w sercu, ale zestawie gadżetów , jakimi się otaczamy. Anna Maria chłonie wiarę jak hipsterzy nowe hobby: bunkruje się w domu pełnym krzyżów, świętych obrazków, włosiennic, wody święconej i radia Maryja, by móc upajać się zadawanym sobie bólem, gdy okrąża na kolanach w modlitwie mieszkanie. Wiara ma nadać jej życiu wyobrażony przez nią samą sens, a wszelkie przeciwności, jakie sobie wymyśla – wzbogacić ją duchowo. Ale Anna upada niespodziewanie pod ciężarem krzyża, jaki gotuje jej los, upada pod pierwszym niespodziewanym ciosem, bo wymyślona przez nią wiara nie przygotowuje na prawdziwe życie. Ułuda i rojenia, jakich ofiarą padła bohaterka „Raju: miłości”, stają się udziałem także Anny Marii. „Raj: wiara” zdobył nagrodę specjalną na festiwalu w Wenecji. Czekamy na trzecią część, dopełniającą trylogię Seidla – „Raj: nadzieja”.