fbpx

Żądza bankiera – recenzja

"Żądza bankiera"
against gravity

Jeśli chcecie się dowiedzieć, co banki robią z waszymi pieniędzmi, koniecznie obejrzyjcie mocny film Costy-Gavrasa.
Reżyser wziął na warsztat wydaną w 2004 roku książkę pt. „Le Capital” Stephane’a Osmonta.Dziś uważa się ją za pozycję, która zapowiedziała kryzys ekonomiczny. Jednak w „Żądzy bankiera” wiemy, że ten kryzys już ma miejsce. Akcja nie toczy się jednak wśród przeciętnych przedstawicieli społeczeństwa francuskiego, a na samym szczycie jego elit. Głównym bohaterem jest Marc, który – jak dowiadujemy się z pierwszych scen – dzięki szczęśliwemu zrządzeniu losu (jego szef gwałtowanie zachorował na raka jąder), zostaje prezesem międzynarodowego banku z centralą w Paryżu. Szybko okazuje się, że ten wyjątkowy awans ma drugie dno – na prezesa anonsował go jego własny szef, ale zarząd traktuje Marca jako potrzebne firmie szybkie rozwiązanie, które za chwilę zamieni się kimś lepszym i łatwiej sterowalnym.

Mając świadomość, że krajowi i zagraniczni inwestorzy tylko czekają na jego potknięcie, a członkowie zarządu już kopią pod nim dołki Marc robi wszystko (łącznie z wynajęciem prywatnego detektywa), by utrzymać kontrolę zarówno w swoim zespole, jak i na giełdzie.

Robi to tak sprawnie, jakby od małego zasypiał z lekturą „Księcia” Machiavellego. Potrafi zarówno pokazać siłę, jak i sprytnie zablefować. Z tym samym wyrazem twarzy bezwzględnie traktuje potencjalnych zdrajców wśród współpracowników, jak i zwalnia tysiące ludzi, by na oszczędnościach budować kapitał. Jeśli do tej pory myśleliście, że wasze pieniądze leżą sobie bezpiecznie na kontach i co najwyżej są obracane na akcjach i obligacjach, to się mylicie. Ten film świetnie pokazuje, jak kapitał krąży w świecie, jak kupuje się za niego ziemie, akcje przedsiębiorstw, jak często banki podejmują złe decyzje finansowe i jak szybko próbują nadrobić straty za pomocą szemranych inwestycji, podejrzanego kapitału i oszczędnościach na kapitale ludzkim, czyli na zwolnieniach. Często tylko po to, by zadowolić zagranicznych inwestorów (czytaj: zwiększyć zera na ich kontach) lub utrzymać pozycję lidera w światowym rankingu.

Costa-Gavras, pół-Grek, pół-Francuz, prowadzi wartko akcję, niczym w klasycznym thrillerze. Podejrzane schadzki, ostre wymiany zdań na ekskluzywnych bankietach, nocne kluby i ociekający luksusem świat finansjery, gdzie liczą się symbole władzy, a kobiety są dodatkiem do drogich cygar. Reżyser cały czas towarzyszy Marcowi, a jednocześnie – za jego pomocą – puszcza co chwila do nas oko z ekranu. Marc zwraca się do widza bezpośrednio, poznajemy też jego fantazje, którymi dzieli się tylko z nami (jak w scenie, gdy chce wyrzucić z domu teściów czy zwolnić córkę byłego prezesa). To Marc jest centrum wszechświata w tym filmie, i tak jak przez centrum, tak przez niego przechodzi to co najlepsze i najgorsze – wielkie pieniądze, które są celem a nie środkiem, obłuda współpracowników, machlojki inwestorów, żądania największych inwestorów, i ta nieustająca potrzeba władzy i zysku, coraz większego. Dwie sceny w filmie – dzieci, które zamiast bawić się ze sobą, grają w gry na komórkach, oraz finansiści, którzy jak dzieci cieszą się na wieść o jeszcze większych zyskach – pokazują niestety, że z tego świata, a przynajmniej jego modelu zachodniego kapitalizmu – nie ma już ucieczki.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze