Sylwia Chutnik i Cwaniary – recenzja

Sylwia Chutnik, "Cwaniary"
Świat Książki

W „Cwaniarach” Sylwia Chutnik kontynuuje sagę o kobiecych bohaterkach. W jej opowieści dziewczyny wychodzą z domowych pieleszy na ulice, by walczyć o swoje miasto i o siebie.

Sylwia Chutnik, "Cwaniary"
Świat Książki

„Walczę o to samo, o co walczyli ci wszyscy w hełmach i panterkach. O siebie walczę, o swoje koleżanki. O sprawiedliwość” – to motto kobiecego gangu, który – porzuciwszy garnki, mopy i wałki na włosach – zaczyna rządzić warszawskimi ulicami. Sylwia Chutnik postanowiła powrócić do bohaterek z „Kieszonkowego atlasu kobiet” i wyprowadzić je w przestrzeń, która długo w historii i literaturze zarezerwowana była dla postaci męskich.

Kobiecy gang uliczny tworzy czwórka dziewczyn, które równie dobrze mogły uciec z planu zdjęciowego filmu „Kill Bill” czy „Bękartów wojny”, co z warszawskiego Bródna czy Mokotowa. Wygadane, odważne i waleczne, biją się regularnie na pięści, noże i pałki z tzw. męskim marginesem społecznym, do którego zaliczają wandali, ulicznych szowinistów i damskich bokserów.

W szeregach gangu trafimy na ciężarną Halinę, której nieznani sprawcy zabili chłopaka. Swój czas dzieli więc Halina między cmentarz i ulicę, by kontynuować dzieło Antka, czyli walkę z marginesem. Wspiera ją dzielnie Celina, co chwila beznadziejnie i nieśmiało zakochana w kolejnym bezsensownym facecie. Ale cała delikatność jej mija, gdy wychodzi na ulicę. Tej dwójce gringo pomaga Stefa, ofiara przemocy domowej, oraz umierająca na raka Bronka, dla której uliczna bójka to najlepszy relaks po ciężkiej całodniowej pracy w kancelarii.

I choć opisy scen walki – brutalne i bezlitosne dla wrażliwego czytelnika – przypominają trochę swoim przerysowaniem komiks lub właśnie filmy Quentina Tarantino (u którego to kobieta zazwyczaj decyduje się na krwawą i widowiskową wendetę), to jednak przyświeca im szczytny cel. Dziewczyny bowiem nie biją się dla rozrywki – one mają misję, a jest nią właśnie odzyskanie przestrzeni miejskiej. Koniec z męskim ulicznym szowinizmem, koniec z chowaniem się kobiet w bezpiecznych czterech ścianach swoich domów i mieszkań. Swoją postawą nasze wojowniczki chcą wprowadzić nową zasadę: kobieta na ulicy ma prawo czuć się bezpiecznie. A jednocześnie dziewczyny – wzorem ich babć walczących w Powstaniu Warszawskim – upominają się o prawo do miasto i krwawo mszczą się na tych, którzy przestrzeń miejską zagarniają tylko dla siebie.

Gdy nieuczciwy deweloper podstępem zaczyna wyrzucać ludzi z mieszkań i burzy stare kamienice, by wzbogacić się na nowych (Chutnik nawiązuje tu do głośnej w mediach sprawy podpalenia na warszawskiej Pradze), dziewczyny postanawiają wymierzyć mu biblijną sprawiedliwość. Sylwia Chutnik, czerpiąc z bogatej warszawskiej tradycji powstańczej, otwiera włazy do kanałów i walczy z chciwością, by pomścić tych, za którymi ani prawo, ani policja nie odważyli się stanąć.

Ta historia warszawskich cwaniar, choć komiksowo przerysowana, jest konsekwentnym głosem Chutnik – feministki, prezeski Fundacji MaMa i przede wszystkim lokalnej warszawskiej patriotki – w budowaniu kobiecych historii – herstorii. Skoro mamy wspaniałych męskich bohaterów literackich, czemu nie zacząć tworzyć mocnych i pozytywnych bohaterek żeńskich? Po „Kieszonkowym atlasie kobiet”, „Dzidzi” i „Warszawy kobiet” przyszedł czas na bojowe „Cwaniary”.

„Cwaniary”, Sylwia Chutnik, Świat Książki

Czytaj także: Sylwia Chutnik „Mama ma zawsze rację”