Ewan McGregor: Trzeba mieć refleks

Wikimedia Commons, fot. flickr.com

Kim jest Alfred Jones, którego grasz?

Stąpającym twardo po ziemi naukowcem. Pracuje nad praktycznie niemożliwym do zrealizowania projektem, który stoi w sprzeczności z jego naukowymi przekonaniami. A jednak w pewnym momencie daje się ponieść innemu spojrzeniu na określone sprawy.

Dzięki temu filmowi mogłeś wrócić do swoich rodzinnych stron.

Nakręciłem w Szkocji w sumie pięć filmów, więc to nie jest tak, że nadarzyła się okazja i powróciłem w roli marnotrawnego syna. Wracam każdego roku. To kraj, w którym się urodziłem i wychowałem, zawsze będzie miał specjalne miejsce w moim sercu.

Mieszkasz teraz na stałe w Los Angeles, ale nadal słychać, skąd pochodzisz. Czy twój szkocki akcent kiedykolwiek przeszkadzał ci w graniu?

Na szczęście nie pochodzę z Glasgow, Edynburga albo Aberdeen, gdzie akcent jest naprawdę twardy i trudny do zrozumienia, szczególnie dla Amerykanów. Z moim nie jest chyba tak tragicznie, złagodniał już w czasach, kiedy mieszkałem w Londynie. Tak czy inaczej nie mam zamiaru przed kimkolwiek ukrywać, skąd jestem. Zresztą od amerykańskich aktorów różnią mnie też inne rzeczy.
Na przykład to, że pochodzę z kraju, gdzie aktorstwa uczy się w sposób klasyczny. W Stanach mówi się, że grać może każdy. Ja jestem zwolennikiem innej teorii. Uważam, że myśląc poważnie o uprawianiu zawodu aktora, powinno się pokonać całą żmudną drogę. Tę samą, którą przechodzą absolwenci wydziałów aktorskich w Europie. Tutaj nie ma takiego przygotowania, bardzo szybko stajesz się zawodowcem. Nie zawsze z korzyścią dla twojego warsztatu.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »