Michał Rusinek: Będę pisał

Michał Rusinek
Forum

Rozmowa z byłym sekretarzem Noblistki, a obecnie prezesem Fundacji Wisławy Szymborskiej – Michałem Rusinkiem.
Michał, jesteś niezwykle dowcipnym człowiekiem. Czy robienie psikusów ma obecnie sens? Z tak zwaną „podpuchą” mamy przecież do czynienia na co dzień we wszystkich możliwych mediach…

W mediach, co gorsza, często trudno odróżnić żarty zamierzone od niezamierzonych. Niedawno przeczytałem nagłówek w internecie: „Mucha jest twarzą butów”. Genialna fraza, prawda? Już nie mówiąc o różnych psikusach naszych polityków, często robionych samym sobie, co wymaga sporej ekwilibrystyki. Ale teraz na serio: nie rozumiem ludzi, którzy nie mają poczucia humoru, dystansu do świata i do siebie. Ostatnio pewien wysoki urzędnik państwowy opowiedział mi, jakiego psikusa ma zamiar zrobić pewnemu wybitnemu pisarzowi. Od razu nabrałem do niego większego szacunku!

Jakich to wymaga umiejętności od rozmówcy?

Kluczem do rozumienia żartu jest ironia. To nie tylko figura retoryczna, ale przede wszystkim sposób patrzenia na innych, na świat. Dystans, który pozwala „wyjść z siebie”, stanąć obok i zobaczyć całą sytuację, także i siebie „wrobionego” w jakąś rolę. Ironia nie jest złośliwością. Jest dystansem. Do spraw. I do siebie.

Byłeś o to wielokrotnie pytany, ale poczucie humoru Wisławy Szymborskiej było równie legendarne co tajemnicze. Czy Noblistka spłatała Ci kiedyś jakiegoś szczególnego sytuacyjnego psikusa?

Ona była profesjonalistką i przygotowywała różne żarty bardzo starannie. Owszem, kiedyś specjalnie skierowała rozmowę między nami na moje dzieci, potem na kwestie podobieństwa do rodziców, spytała, do kogo są bardziej podobne. Kiedy odpowiedziałem, że zdecydowanie do swojej mamy, odrzekła: „Wie pan co? Dobre i to!”. Moim zdaniem, tę frazę miała przygotowaną na samym początku!